Światło wczesnego poranka wlało się leniwie na szkarłatną pościel. Przez następne minuty wspinało się coraz wyżej zarówno na niebie, jak i po łóżku. Wkrótce dotarło do powiek Hermiony, która odwróciła się do niego tyłem, chcąc ukraść jeszcze kilka kolejnych minut snu.
Po krótkim czasie rozbudził ją jednak niecodzienny odgłos, który trudno było jej zidentyfikować. Coś jakby szatkowanie i bulgotanie? I ten zapach… Tak, zdecydowanie coś tu nie pasowało. Otworzyła zaspane oczy i jej spojrzenie padło prosto na czerwoną poduszkę. Wciąż nieco otumaniona po przespanych dopiero co godzinach, nie zwróciła uwagi na to, że pościel nie była biała, jak w jej własnym łóżku w dormitorium.
Jednakże kiedy zsunęła się powoli z łóżka i odzyskała stuprocentową zdolność widzenia, ujrzała ciemnozielony fotel. Pusty.
Poczuła, jakby ktoś oblał ją zimną wodą. Gdzie ona jest?! Rozejrzała się gwałtownie po pokoju i ogarnęła go szybko wzrokiem od łóżka, poprzez fotel, aż do drzwi. Po drodze mignęła jej jakaś czarna plama. Wróciła wzrokiem.
O nie. To. Nie. Mogła. Być. Prawda!
Kilka metrów od niej stał odwrócony do niej tyłem, wysoki, ubrany na czarno mężczyzna, lekko pochylony nad blatem, na którym w kociołku cicho bulgotał jakiś wywar.
Złożenie wszystkich elementów razem zajęło jej niecałą sekundę.
Co. Tu. Do. Cholery. Robił. SNAPE?!
Jednakże zanim zdążyła chociażby odchrząknąć, powiedzieć coś, nawrzeszczeć albo choć wziąć głębszy wdech, nauczyciel przemówił, nawet się nie odwracając:
- Coś długo ci to zajęło, Granger – podczas jego chłodnej wypowiedzi słychać było uderzenia noża o drewnianą deskę i niezidentyfikowany przez dziewczynę chlupot.
Co jej długo zajęło? Hermiona zmarszczyła brwi. To dziwne pytanie sprawiło, że zwlekała z zadaniem własnego.
- Chyba nie rozumiem, profesorze – odrzekła szczerze.
Słysząc ten nieco zrezygnowany ton, który raczej niezbyt często opuszczał usta Panny-Wiem-To-Wszystko, Snape przestał robić to, co właśnie robił i powoli odwrócił się w jej stronę. Hermiona mogła teraz oglądać jego twarz w całej okazałości (gdyby nie jego szczelna kurtyna kruczoczarnych włosów, oczywiście) - miała swój zwyczajny (zniechęcony i surowy) wyraz, jednakże brew podniesiona była wysoko w wyrazie zapytania.
- Jak to, nie rozumiesz? – spytał cicho, mrużąc wąsko oczy.
- Tak właściwie, to gdzie ja jestem? – zapytała, lekceważąc swojego nauczyciela i uświadamiając sobie, że tak właściwie, to nie ma pojęcia gdzie się znajduje.
Snape przez chwilę wpatrywał się w nią badawczo, jakby oceniając czy się z niego nabija, a potem jego rysy twarzy nieco (z naciskiem na nieco) złagodniały. Zupełnie porzucił swoje wcześniejsze zajęcie i odłożył na blat nóż, który przez cały czas trzymał w dłoni i zrobił krok w jej stronę, wskazując ręką łóżko.
- Siadaj.
Hermiona bez słowa wypełniła polecenie. Wiedziała, że jeśli zachowa się względem niego odpowiednio, to szybciej usłyszy odpowiedź na nurtujące ją pytania. A uzbierało się ich całkiem sporo. W końcu jak często zdarza się komuś nie pamiętać pół zeszłego wieczoru, całej nocy i tego, jak znalazło się w nieznanym pokoju, obcym łóżku i to w towarzystwie profesora, w dodatku takiego jakim jest Snape, który teraz był wyraźnie zdziwiony jej niewiedzą i brakiem znajomości odpowiedzi na wszystkie te pytania? Prawdę mówiąc, trochę ją to wszystko przerażało.
Snape usiadł na niewielkim fotelu naprzeciwko niej i splótł ręce, przycisnąwszy je do swoich wąskich warg.
- Spytam inaczej. Co pamiętasz jako ostatnie?
Na chwilę zapadła cisza, podczas której Hermiona starała się sobie przypomnieć i oddzielić właściwe wspomnienie od pozostałych, które zdawały się płynąć rwącym nurtem niczym gwałtowna rzeka i mieszać się nawzajem ze sobą. Po kilku minutach, podczas których Snape cierpliwie czekał na odpowiedź, Hermiona wreszcie przypomniała sobie bliźniaków i Ginny.
- Harry i Ron… To znaczy Bill i Charlie. Chcieli, żebym poszła z nimi do biblioteki…
- I poszłaś? – Snape wyraźnie obserwował każdą jej reakcję i słowo, jakby badając ich autentyczność.
- Tego już nie pamiętam… - głos na końcu lekko jej się załamał. Dopiero teraz to do niej dotarło. To było jak… mugolska amnezja. Tylko czy czarodzieje też mogą ją mieć? Będzie musiała kogoś zapytać. Ginny albo dyrektora. Tak, dyrektor – on na pewno będzie wiedział. To było niemożliwe, ona musi pamiętać…
- Granger – chłodny głos Snape przywrócił ją do rzeczywistości. – Nie histeryzuj. Nie mam zamiaru ponownie przywracać cię do przytomności.
- To pan…? – nie skończyła pytania, bo już nasunęło jej się następne. – Jak długo byłam… nieprzytomna?
- Ponad dobę – wyjaśnił krótko. Na twarzy Hermiony jak nic musiał odmalować się szok. Miała ponad dobę wyciętą z pamięci? To coraz bardziej wydawało się przerażająco… niewiadome.
- Co się stało? – spytała, spoglądając tym razem prosto w oczy profesora. Jednakże od tego intensywnego, hebanowego spojrzenia prawie zakręciło jej się w głowie i spuściła wzrok nieco niżej, na jego haczykowaty nos. Czuła jednak, że się rumieni, a wpatrywanie się w, hm, dosyć okazałą część twarzy, która był obiektem wielu drwin też nie było zbyt taktowne, więc wróciła wzrokiem na pościel.
- Coś mi się wydaje, że to może być nawet zabawne – zadrwił Severus i uśmiechnął się paskudnie, a Hermiona ponownie podniosła wzrok, lekko oburzona i uchwyciła niebezpieczny blask w jego oczach.
To nie mogło oznaczać niczego dobrego – jęknęła zarówno w duchu, jak i na głos, o czym chyba nie miała pojęcia. No bo z jakiego innego powodu i tak już paskudny uśmiech Mistrza Eliksirów mógłby się jeszcze bardziej poszerzyć?
Tak naprawdę, to się zgrywał. Po prostu zgrywał. I miał nadzieję, że przyjęcie tak znienawidzonej przez uczniów postawy sadysty nieco odstraszy dziewczynę. Już prawie zapomniał o całej kłopotliwej sprawie i jak to było być blisko niej (nie, żeby za tym tęsknił, oczywiście). Jej rumieńce i spojrzenie dużych, brązowych oczu można by zgromadzić w słoikach i wykorzystać jako niezłą broń rozpraszającą przeciwko niemu. Nie, on tego nie pomyślał. Ona wcale na niego nie działa! – fuknął w myślach i spojrzał na dziewczynę surowiej. Ta jednak wodziła wzrokiem za oknem, co go jeszcze bardziej rozeźliło. Zdawała się być za bardzo rozkojarzona. Szczególnie, jak to na nią przystało. Nie będzie tolerował jej histerii i dziwnych zachowań!
- Granger – starał się specjalnie nie warczeć, ale nie był przekonany, żeby mu to wyszło.
Za to odniosło skutek. Dziewczyna popatrzyła na niego i wiedział, że jest już całkiem przytomna i go słucha.
- A więc mówisz, że miałaś pójść biblioteki…
Opowiedział jej wszystko (zgrzyt). Streścił te zapomniane godziny jak najlepiej mógł (zgrzyt zgrzyt). Niczego nie zataił (zgrzyt zgrzyt zgrzyt).
Z każdym kłamstwem jego mózg zdawał się oporować. Kogo jak kogo, ale siebie nienawidził okłamywać.
No, ale z drugiej strony, po co była dziewczynie taka zbędna informacja, że musiał się z nią szarpać na korytarzu, nieść na rękach i ułożyć na łóżku. To wszystko mogły zastąpić inne słowa: Przyprowadził ja tutaj. Po prostu. Streszczenie wydarzeń, które nie miały żadnego znaczenia.
Teraz jednak przyszła kolej na część trudniejszą, dla nich obojga. Mianowicie, musiał jej powiedzieć całą prawdę o tym, czym było wywołane jej zachowanie. I że wcale nie jest wyleczona…
Przełknął głośno ślinę i zerknął kątem oka na Granger. Wpatrzona była na wirujące płatki śniegu za oknem, a myślami zdawała się być jeszcze dalej. Nic dziwnego – w końcu musiała spróbować przyswoić nadmiar informacji, a był pewny, że obawy czekały już następne w kolejce. Mógł zauważyć na jej jasnym czole lekkie zmarszczki, które niewątpliwie oznaczały zmartwienie. I słusznie. Miała powody, żeby się martwić…
- Granger. – Kolejny raz tego dnia jego chłodny i rzeczowy głos wyrwał Hermionę z poważnego zamyślenia. – Jak się zapewne spodziewasz, to nie koniec naszej rozmowy.
Hermiona jedynie pokiwała głową i znów uciekła wzrokiem gdzieś w bok. Uch, to się robiło coraz bardziej nie do zniesienia! Sam unikał jej spojrzenia, choć oczywiście z zupełnie innych powodów, jednakże jak długo można tolerować kogoś, kto wydaje się ciebie ignorować w tak ważnej sprawie? – Granger! – powiedział z naciskiem. – Spójrz na mnie!
Dziewczyna podskoczyła na łóżku i przeniosła na niego swoje rozbiegane spojrzenie. Zobaczył wilgoć w brązowych oczach. O nie, żeby tylko się nie rozmazgaiła.
- Granger, to co mam ci do powiedzenia, wymaga nieco większych nerwów niż to, co aktualnie sobą prezentujesz. Jeśli nie jesteś w stanie tego udźwignąć…
- Nie, niech pan mówi – powiedziała, cichutko pociągając nosem. W tym momencie zrobiło mu się jej prawie żal. Znów miał przed oczami tę opętaną, wymizerowaną dziewczynę…
Wziął głębszy oddech.
- Tracisz kontrolę nad swoją świadomością. Nie jesteś świadoma tego, co robisz. Czujesz się, jakby ktoś inny sterował twoją osobowością. I, co najważniejsze, jest coś, czego pragniesz tak bardzo, że potrafiłabyś za to… zabić. Czy nie mam racji? – spytał chłodno, cały czas obserwując dziewczynę w oczekiwaniu na jej reakcję.
- Chyba tak – przełknęła głośno ślinę. Jak na dłoni było widać, że wpędził ją w poczucie winy. Jego głęboko zakorzeniona i powszechnie znana słabość do pogrążania zasmuconych ludzi odezwała się w głębi niego i zdawała się świecić transparentem w jego głowie „zrób to, no dalej, pogrąż ją!".
Już otwierał usta z odpowiednio ostrą i nieprzyjemną ripostą, kiedy podniosła te swoje zaczerwienione oczy. Wypuścił głośno powietrze. Nie potrafił. Nie mógł jej tego zrobić.
Ganiąc się za rozproszenie, przeszedł szybko do rzeczy.
- Zostałaś opętana, zawładnięta, Granger. Kiedy tylko natknęłaś się na źródło Czarnej Magii, wchłonęłaś ją niczym spragniony człowiek na pustyni. Wyssałaś prawie wszystko i odkąd zrobiłaś to pierwszy raz, musiałaś regularnie posilać się tym rodzajem Magii, o który w Hogwarcie tak trudno…
- Nic nie zrobiłam, nie sięgnęłam po Czarną Magię! Nigdy, po prostu nie mogłabym… – oburzyła się Hermiona, a Severus mógł zauważyć złość budującą się w jej oczach i przywracającą im ich dawną iskrę. Teraz o wiele bardziej przypominała Hermionę Granger, którą znał. I nie był wcale pewny, czy mu się to podobało.
- A właśnie, że sięgnęłaś. Pamiętasz tę noc, kiedy poprosiłaś mnie o zaklęcie, którym można uratować życie ludzkie w przypadku takiej klątwy, jaka spotkała Longbottoma?
- Pamiętam. Ale co to ma, profesorze, do mojego opętania?
- Dałem ci tę odpowiedź. I ostrzegałem, że nie będzie to Biała Magia.
- Jak to dał mi profesor odpowiedź?
Severus zbierał się przez kilka sekund, starając się, żeby jego głos zabrzmiał jak najbardziej normalnie.
- Książka – wyjaśnił krótko.
- Książka…?
- Musiałaś ją dostać, Granger. Weasleyówna mi…
Ale nie dokończył, bo w tym momencie Hermiona zdawała się znieruchomieć – kolejne wspomnienia wlewały się do jej głowy niczym woda z wiadra, a sama dziewczyna zdawała się być bardzo skupiona na ich odszyfrowywaniu.
Zaczynało do niego dochodzić, że to nie miało sensu. Resztki Czarnej Magii, której nie udało mu się wyplenić eliksirami i zaklęciami z jej umysłu broniła się, zamazując dziewczynie pamięć. Było tylko jedno rozwiązanie, którego jednak chciał uniknąć.
Podarował jej swoje wspomnienia…
To było bardzo dziwne uczucie. Tak jakby wpisać w wyszukiwarkę słowo „książka" i mieć przed oczami coraz to nowe hasła, wirujące z zawrotną prędkością, przez co trudno było je wyodrębnić.
Hermiona zdawała się zapomnieć o całym świecie, tak bardzo skupiła się na wyszukaniu właściwego wspomnienia, kiedy poczuła, jak ktoś jej wkłada w rękę coś obłego i najprawdopodobniej szklanego. Zmarszczyła lekko czoło w wyrazie zapytania, jednakże potem poczuła jedynie powiew chłodniejszego powietrza smagającego jej policzek, po czym otoczenie ucichło. Kilka sekund później trzasnęły drzwi, a Hermiona, wyrwana z transu otworzyła oczy.
Omiotła pokój szybkim spojrzeniem. Była sama. Snape najwyraźniej opuścił pomieszczenie i udał się gdzieś, gdzie poniosły go jego długie nogi. Hermiona westchnęła ciężko.
Stolik, na którym wcześniej bulgotał mały kociołek, stał pusty. Obok niej za to spoczywała na szafce nocnej mała szklanka. Wierząc, że to eliksir od Snape'a, nie zastanawiała się nad tym dłużej i wypiła całą zawartość.
Kiedy wstała z łóżka, usłyszała odgłos szkła uderzającego o podłogę. Znieruchomiała, po czym zerknęła z obawą na ziemię. Fiolka na szczęście była cała, więc podniosła ją szybko i przyjrzała bliżej zawartości. Srebrzysto-mleczny gaz unosił się wewnątrz szkła, co mogło oznaczać tylko jedno. Wspomnienia.
Czuła się dziwnie z wiedzą, że w swojej szczelnie zaciśniętej dłoni, trzyma wspomnienia profesora. Myśli były jedną z najbardziej intymnych ludzkich spraw, a przynajmniej tak to postrzegała Hermiona – coś, co było tylko nasze i nikt nie mógł się wedrzeć na tę płaszczyznę życia. A ona właśnie zamierzała to zrobić – na samą myśl, aż czuła dziwne mrowienie na ciele. Zobaczyć świat z perspektywy Snape'a… było w tym coś niesamowicie ekscytującego.
Schodziła właśnie po schodach do lochów. Z niewiadomych przyczyn czuła, że to właśnie tam miała się udać. Nie chciała iść z tym do Dumbledore'a – była pewna, że Snape by tego nie pochwalił. Co nie oznacza, że nie będzie mogła go potem lekko zaszantażować – uśmiechnęła się złośliwie pod nosem, zapominając na chwilę o tym, że została opętana. Zresztą, skąd mogła wiedzieć, co jej tak w zasadzie dolega, jeśli nic nie pamięta? A była pewna, że te wspomnienia pomogą jej odgadnąć dwadzieścia cztery godziny z życia, których teraz tak bardzo potrzebowała, żeby pamiętać.
Nie widziała wcześniej nigdzie myślodsiewni w jego gabinecie, ale przeczucie powiedziało jej, że takową posiadał. Stanęła przed drzwiami w lochach i potarła się o ramię, chcąc się ogrzać. W zimie było tu tak parszywie chłodno, że spokojnie można by się przechadzać w kurtce i dalej marznąć.
Zapukała, jednak nie było odpowiedzi. Wstrzymując oddech, nacisnęła klamkę, a ta się poddała pod niewielkim naciskiem i po chwili drzwi stanęły przed nią otworem. Jej oczom ukazał się opustoszały gabinet pogrążony w ciemności. Hermiona rozchyliła drzwi jeszcze szerzej, po czym cicho wślizgnęła się do pokoju i zaczęła rozglądać za czymś, co mogło być myślodsiewnią. Po kolei obeszła wszystkie półki i regały zapełnione księgami i ingrediencjami, jednakże nigdzie nie dostrzegła upragnionej misy. Nieco zrezygnowana skierowała się ku biurku, chcąc na chwilę przysiąść i pomyśleć, kiedy ujrzała srebrną misę unoszącą się kilka centymetrów nad blatem. Hermiona nie mogła uwierzyć w to, co widziała - jakim cudem wcześniej jej nie zauważyła?
Podeszła bliżej i ostrożnie odkorkowała fiolkę, po czym powoli wlała jej mleczną, iskrzącą się zawartość do środka, a kiedy skończyła, na powierzchni misy unosiły się strzępki obrazów. Odstawiwszy fiolkę na biurko, Hermiona wzięła głęboki oddech i zanurzyła głowę w wirze wspomnień Snape'a.
Był późny wieczór, kiedy zdecydował się powrócić w tamto miejsce. Teraz jednak zmusiły go do tego okoliczności – po pierwsze, wygnany sam przez siebie z własnego gabinetu, musiał znaleźć sobie inne miejsce, a po drugie cholernie chciało mu się zapalić po tym wszystkim, co przeszedł. O tym, co najprawdopodobniej zajdzie już za chwilę, wolał nie myśleć – Granger z pewnością kończyła z jego wspomnieniami i zaraz rozpocznie się draka, o ile od razu nie pójdzie do Dumbledore'a, także może rozsądniej byłoby udać się do Czarnego Pana i siedzieć tam aż do końca tej cholernej wojny.
Chwycił papierosa w szczupłe palce i zapalił, po czym schował mugolskie zapałki i oparł się o kamienną ścianę, cały czas spoglądając na Zakazany Las o zmierzchu. Przez kilkanaście minut czas wyznaczany był przez wydychanie białawego dymu wprost w ciemne niebo, przerywane jedynie sporadycznymi kaszlnięciami i cichymi westchnieniami Mistrza Eliksirów.
Odpalał właśnie kolejnego papierosa, kiedy wyczuł Jej obecność. Podkradała się, w jej mniemaniu zapewne cicho - wyczuł to niezdarnym stawianiem stóp na palcach. Uśmiechnął się złośliwie pod nosem, po czym mocno zaciągnął, myśląc o tych wszystkich sytuacjach, w których poruszała się o wiele zgrabniej.
Nie zdążył nawet sam siebie pogonić za takie myśli o małolatach, kiedy Hermiona pojawiła się po jego lewej stronie i lekko wychyliła się za okno, opierając się rękami o parapet.
- Udało mi się! Pierwszy raz pana podeszłam.
- Szczerze w to wątpię, Granger.
- To dlaczego nic pan nie powiedział? – obróciła się i spojrzała na niego, a w świetle srebrnego księżyca mógł zauważyć słabe ślady zapewne niedawno wylanych łez. W tym momencie jednak trudno było poznać, żeby była smutna – wydawała się mieć wypisaną na twarzy radość dziecka, które znalazło paczkę ze słodyczami. Jednak, gdy Severus patrzył w nie dłużej, nie do końca skutecznie ukrywany lęk wychodził na powierzchnię.
- Bo mi za to nie płacą, Granger, a twoja osoba mnie nie interesuje, dopóki nie wejdzie mi bezpośrednio w drogę – rzekł chłodno, po czym zaciągnął się i wypuścił dym prosto na swoją uczennicę. Tak jak się spodziewał – zaczęła kasłać.
- Khyy-khy! Panie profesorze! Mówiłam panu… khy!
Severus uśmiechnął się pod nosem mimowolnie. Granger musiała to zauważyć, bo popatrzyła na niego krzywo.
- To nie jest zabawne.
- To nie jest zabawne, profesorze – poprawił ją odruchowo, po czym spiorunował wzrokiem, bo uświadomił sobie, jak głupio musiał przed chwilą zabrzmieć.
Ona jednak nie odpowiedziała, tylko znów wpatrzyła się w nocne niebo i zapadła pomiędzy nimi cisza, mącona tylko cichymi, równymi oddechami.
W ciemności Severus wyczuwał obecność dziewczyny jeszcze mocniej, niż zazwyczaj. Jej skóra zdawała się wręcz elektryzować i wysyłać ciepłe impulsy w stronę jego ciała. Wciągnął głośniej powietrze i przerwał ciszę swoim niewiele głośniejszym, zachrypniętym głosem, chcąc pozbyć się tej dziwnej aury.
- Widziałaś…? – nie musiał kończyć, za to zauważył drobną zmianę emocji na jej twarzy – spokój przeszedł w ledwie dostrzegalny lęk.
- Tak. – Gdyby nie był sobą i nie miał swoich zdolności, pewnie nie usłyszałby leciutkiego drżenia jej głosu. Nie odpowiadał, czekając na coś, co powie. Cokolwiek. W końcu to on był tu winną stroną, a chciał mimo wszystko uniknąć tłumaczenia się. Nienawidził tego. I nigdy tego nie robił. Ta dziewczyna jednak byłaby zapewne bliska popełnienia samobójstwa, gdyby przybył za późno – z jego niedopatrzenia. Już prawie zapomniał, jak to jest być nieodpornym za ten rodzaj Czarnej Magii zawartej w książkach. Dla niego było to coś tak błahego niegroźnego, że to zlekceważył i prawie spowodował tragedię. Westchnął ciężko.
- I?
- I nic. Zostałam opętana. Przez Magię zawartą w książce, którą sama chciałam, więc pan mi ją podarował. Ale byłam za mało odporna i otworzyłam się na nią, więc zupełnie się uzależniłam. To spowodowało zaniki pamięci, żeby wyłączyć moją czujność – przełknęła głośniej ślinę, a Severus był w tej chwili pewny, że przełyka również gorzkie łzy. – Ginny próbowała mi ją odebrać i jej się udało, więc pozbawiona stałego źródła powoli traciłam zmysły i czułam pustkę. Wpadłam w trans, rzuciłam się na pana… - znów głośniejsze przełknięcie śliny.
Niech to szlag – pomyślał Severus. Był pewny, że wyciął ten fragment wspomnienia.
- I jestem nieuleczona. I prawdopodobnie nieuleczalna… - tym razem głos zadrżał jej mocno i po chwili Severus usłyszał cichy szloch, który targnął ciałem Hermiony. Jednak nie sprawiała wrażenia lichej i podłamanej dziewczynki. W tym płaczu było coś wyzwalającego. Severus po raz pierwszy zobaczył w niej walczącą kobietę i zdał sobie sprawę, że tak naprawdę wojna potrzebuje takich dobrych ludzi, jak ona. Mimo tego, że jej umysł został skażony (przez ciebie – wytykał sobie), to dusza pozostała nienaruszona. Stał tak zaledwie kilkanaście centymetrów od niej i oszołomiony nieco swoim odkryciem, patrzył na niezłomną w duchu kobietę. Piękną i ciepłą kobietę. Czuł, jakby się zachłysnął…
- To wcale nie jest nieuleczalne – powiedział nieco ochrypłym głosem, czując się jak ostatni idiota, jednakże Hermiona podniosła na niego zaszklony wzrok, więc pośpieszył z wyjaśnieniami – Czarna Magia dotknęła tylko twojego umysłu i ciała. Owszem, trzeba będzie się tym zająć przez kilka najbliższych tygodni, najwyżej miesięcy, ale to wszystko. Twoja dusza jednak pozostała nietknięta. Zobaczyłem to dzisiaj rano, kiedy podałem ci po raz pierwszy eliksir. Oczy, panno Granger, pozostały nietknięte, kiedy na chwile je otworzyłaś. Za pół roku będziesz zupełnie zdrowa.
Hermiona wpatrywała się w niego z niedowierzaniem. Przez jej spojrzenie przemawiała wyłącznie czystość, radość i nadzieja, co tylko wpędziło Severusa w jeszcze większe poczucie winy. Skaził coś tak niewinnego, a nawet nie przeprosił. Zaciągnął się prawie zupełnie zapomnianym papierosem, po czym dmuchnął dymem w przeciwną stronę, tak aby nie dotknął jej nawet najmniejszy, najrzadszy obłok.
- Naprawdę? – spytała po chwili, wciąż patrząc wprost na niego.
Miał wątpliwości co do brzmienia swojego głosu, tak więc tylko spojrzał na nią i przytaknął.
Znów powróciła cisza, tym razem jednak nie była wcale uciążliwa. Oboje przyswajali nowe okoliczności, wizje, możliwości. Po długim czasie Severus musiał jednak powiedzieć coś, co dręczyło go już jakiś czas.
- Jeśli chcesz powiedzieć dyrektorowi, to masz takie prawo. – W pierwotnej wersji chciał ją jakoś zaszantażować, żeby Dumbledore o niczym się nie dowiedział i Severus nie musiał się już bawić w udowadnianie swojego bycia po stronie „tych dobrych", ale teraz już nie miał na to siły. Zresztą miał przeczucie, że dziewczyna tego nie zrobi…
Hermiona Granger pokiwała jednak przecząco głową - a więc miał rację.
- Jeśli chce pan mnie oskarżyć o to, że się na pana rzuciłam z próbą, zapewne, morderstwa…
- Nie, Granger, uwierz mi, że nie chcę. - Miał ochotę się zaśmiać, ale udało mu się na szczęście powstrzymać, a jedynym śladem wesołości był błąkający się po jego ustach złośliwy uśmieszek.
- Tak czy inaczej, przepraszam – powiedziała, patrząc w jego stronę. On jednak celowo zerkał prosto przed siebie, na drzewa, a może na polanę, nie miał pojęcia. Nie mógł jednak popatrzeć na nią. Po prostu nie umiał.
Tak samo, jak nie potrafił przeprosić.
Kiedy Hermiona nie doczekała się odpowiedzi i kolejny raz otoczyła ich przyjemna cisza, Severus zdał sobie z czegoś sprawę i ponownie na jego ustach pojawił się pół-uśmieszek.
- A więc wygląda na to, że mamy wspólną tajemnicę, Granger .
