Kolejny dzień rozpoczął się dla porucznika szóstej dywizji także od ogromnego szoku. Rano poszedł jak zwykle do gabinetu kapitana, przywitać się. Przy okazji na polecenie kapitana wziął różowe kimono, by oddać właścicielce. A teraz próbował znaleźć wytłumaczenie, które uspokoi rozwrzeszczaną istotkę przed nim. Powodem był rażący w oczy odcisk podeszwy buta na cennym odzieniu.
- Aaaa... - Krzyczała istotka. - Teraz Ren-chan będzie kupował mi słodycze przez miesiąc. Nie. Do końca życia.
Z boku Renji pluł sobie w brodę, szukając już sposobu jak uniknąć losu. Jak mógł być tak nieuważny i nadepnąć na to przeklęte kimono?!
- Myślę, że dzień treningu z kapitanem Zarakim Kenpachim powinien być wystarczającym zadośćuczynieniem za tą szkodę. - Odezwał się spokojnym głosem kapitan Kuchiki, pojawiając się nie wiadomo kiedy.
- T-tak, kapitanie. - Renji nie odważył sprzeciwić się swojemu kapitanowi. Osobiście wolał jakby gniew Yachiru samoistnie się wyciszył... Niespodziewanie twarzyczka Yachiru rozjaśniła się.
- Tak! Świetny pomysł, Byakushi. Ken-chan rzadko ma okazję potrenować z ochotnikami. Na pewno ucieszy się.
Nie było to niespodzianką, ponieważ niemal każdy trening z Ken-chanem kończył się sporą grupą odnoszoną do baraków czwartej dywizji.
Yachiru pociągnęła Renjiego za rękaw w stronę jedenastej dywizji. Renji rzucił okiem na kapitana szóstki, który patrzył beznamiętnie na oddalającą się dwójkę.
I tak Abarai Renji, porucznik szóstej dywizji, wylądował z bambusowym kijem w dojo na treningu z Ken-chanem jeszcze przed dziesiątą. I tak jak się spodziewał, wieczorem leżał w barakach czwartej na intensywnej terapii nadzorowanej przez kapitan Unohanę.
- Kapitan Kuchiki prosił byś wstąpił do niego jak tylko zakończy się leczenie.
Wyszedł jednak z baraków czwórki aż po dwunastej, a teraz stał przed drzwiami gabinetu kapitana Kuchiki i zastanawiał się, czy nie wrócić rano.
- Ile jeszcze zamierzasz stać przed drzwiami, Renji? - rozległ się głos z pomieszczenia.
- Aaa... - Renji otworzył drzwi. - Dobry wieczór, kapitanie.
Kapitan Kuchiki siedział przy biurku, na którym znajdowały się cztery pokaźnie stosy raportów lub innych dokumentów. Byakuya patrzył na niego sponad nich.
