Byakuya patrzył na Renjiego wyczekująco.
- Ee... Dziękuję bardzo za to, że pomogłeś mi z porucznik Yachiru, ale to naprawdę nie było konieczne, kapitanie. - Abarai powiedział, kłaniając się.
- Trening z kapitanem pozwoli ci zapanować nad bankai, którym tak nieumiejętnie władasz. - Odparł Byakuya.
- I lepiej poznać kapitan Unohanę. - Mruknął pod nosem Renji.
- Coś mówiłeś, Renji? - Byakuya spojrzał na niego chłodno.
- A... e .. Nie, kapitanie. - Speszył się.
- Dobrze. Możesz iść.
- A ty kapitanie?
- Muszę wypełnić raporty.
- Pomogę ci. - Zaoferował czerwonowłosy.
- Nie ma potrzeby. - Ale Renji nie słuchał go, tylko usiadł na krześle naprzeciw biurka i sięgnął po pierwszą z brzegu kartkę.
- Tu są wypełnione.
- Aha. - Lekki rumieniec wypłynął za policzki Renjiego. Rozejrzał się po biurku i wziął kartkę, która nie była wypełniona. Byakuya, który zrezygnował z prób odesłania porucznika, także pogrążył się w pracy.
Renji przeciągnął się i spojrzał na zegarek. Dochodziła druga.
- Chcesz kawy, kapitanie? - Zapytał.
- Kawa? Co to jest? - Byakuya odwrócił wzrok od papierów i spojrzał na porucznika.
- Moja zdobycz ze świata żywych. Jest strasznie gorzka, ale z cukrem może być. I dzięki temu nie chce się spać.
Zaciekawienie rozbłysło w zmęczonych oczach Byakuyi.
- Zrobię ją to kapitan sam zobaczy. - Oznajmił Renji wybiegając z gabinetu.
Wrócił po pięciu minutach z tacą, na której stały dwa parujące kubki i miseczka cukru. Rozsunął dokumenty i czekał, aż kapitan weźmie swój kubek.
- Jak się to pije? - Spytał go Byakuya, siedząc nieruchomo.
- Ach, tak. Najpierw spróbuj jak smakuje bez dodatków.
Byakuya sięgnął po kubek i zamoczył usta. Nieznacznie się skrzywił.
- Pozwól. - Renji nasypał mu trochę cukru.
Byakuya znów zamoczył usta i odstawił kubek. Renji zrozumiał i dosypał cukru.
- Jeszcze... Jeszcze... Jeszcze... - Byakuya cicho nakazywał Renjiemu, aż wreszcie zabrakło cukru. Renji poszedł do kuchni po więcej słodkiej substancji.
Gdy wrócił, Byakuja zdążył już spróbować posłodzonego napoju. Czerwonowłosy doprawił swój napój i wziął łyk. Mimo, że twarz kapitana Kuchiki była nie do odczytania to Renji czuł, że kawa nie przypadła mu do gustu.
- Niektórzy dają jeszcze mleka. - Rzucił po chwili zastanowienia nad tym co mówił mu o kawie Kurosaki. Wrócił po raz kolejny z kuchni, tym razem z dzbankiem białego płynu zwanego mlekiem. Wlał do kubka swojego kapitana.
- ... Lepsze było bez niczego. - Oznajmił Byakuya, gdy wypił.
Jeśli ktoś ma jakieś uwagi, to proszę się powstrzymywać i pisać. Na PW, czy w komentarzach. Jestem nowa w tym 'biznesie', więc zachęcam.
A tak z innej beczki. Jeśli ktoś zaczął czytać to opowiadanie, sądząc, że od razu zacznie się od gorących scen to jestem zmuszona go rozczarować. Przecież nie od dziś wiadomo, że oczekiwanie zwiększa przyjemność. ^^
