Drogi Sherlocku
Ten tydzień minął bez najmniejszej, wartej opowiedzenia historii. Pracowałem, czytałem, spałem. To wszystko jest takie… przyziemne. I nudne, Sherlocku. Jak mógłbym osiąść w tak monotonnej egzystencji, kiedy myślę, jak szybko godziny upływały, kiedy byłem z Tobą.
Już nie zasypiam na biurku ani nawet nie robię się głodny, bo nie ma Ciebie, żebyś ciągnął mnie w środku nocy na miejsce zbrodni albo przerywał posiłki słowami „Chodź, John". Dla kogoś innego, to mogłoby się wydawać wyzwoleniem, ale nie mnie – to po prostu wzmaga tęsknotę za powrotem tamtego życia.
Powiedziałeś mi, że wojna mnie nie przeraża, tylko że za nią tęsknię. I to jest dokładnie to samo. Tęsknię za wszystkim dotyczącym Ciebie, od skrzypiec do Twojej „obaj-wiemy-o-co-tu-chodzi" miny. Boże, czego bym nie oddał, żeby mieć Cię z powrotem.
Jeśli chcesz wiedzieć, pani Hudson ma się dobrze. Wciąż prowadzi sklep, dobrze sobie radzi, z dobroci serca pozwoliła mi zostać tu, na Baker Street, nawet jeśli mogę sobie pozwolić na płacenie tylko połowy czynszu.
Nie mówi o Tobie, kiedy jestem w pobliżu. Nikt tego nie robi. Zamiast tego szepczą za moimi plecami i patrzą na mnie z litością za każdym razem, kiedy się zająknę, bo jakieś wspomnienie związane z Tobą uderza mnie znienacka. Nienawidzę tego. Nie chcę litości, Sherlocku. Myślę, że zrozumiałbyś jak się czuję.
Postaram się, żebyś był na bieżąco, biorąc pod uwagę to, że nie możesz już czytać gazet. Może będzie tam coś, co cię zainteresuje. A może i nie będzie. W każdym razie, i tak Ci powiem.
Twój, John.
