Drogi Sherlocku
W tym tygodniu w wiadomościach:
Zgłoszono porwanie kobiety o nazwisku Lillian Biggs. Miała 28 lat i żyła na peryferiach Londynu. Zaginęła wczoraj.
Tak naprawdę nie ma tu już nic więcej do powiedzenia. Przepraszam, ale próbowałem.
Sarah i ja wyszliśmy wieczorem. Zjedliśmy we włoskiej knajpce na rogu. Było miło, tak myślę. Ale nie było chińskiego cyrku.
Pani Hudson sprzedała Twój sprzęt laboratoryjny. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko. Ale trzeba było coś z tym zrobić, a my go nie używaliśmy. Teraz mieszkanie jest jeszcze bardziej puste niż wcześniej. Mógłbyś je nazwać uporządkowanym albo zorganizowanym, ale dla mnie to tylko przypomnienie, że nigdy nie wrócisz.
Czasami to tak, jakbyś się wymykał, stopniowo więcej i więcej Twoich rzeczy jest wkładanych do pudeł i zamykanych w twojej sypialni. Ten pokój jest jak kostnica. Hołd dla Ciebie. Rzadko tam wchodzę. Na podłodze jest tak dużo kurzu, że czasami wydaje mi się, że mogę dostrzec małe ślady mysich łapek. Mam nadzieję, że nie mamy myszy. To małe bękarty, których trzeba się pozbyć.
Ostatnio w ogóle nie widuję Molly. Nie widzę jej w szpitalu, a ona nigdy do nas nie wpada. To trochę tak, jakby jedynym powodem, dla którego w ogóle nas odwiedzała, było zobaczenie Ciebie. Pewnie tak właśnie było. Wiesz, co do Ciebie czuła.
Cóż, czytając ten list, pomyślisz pewnie, że jestem idiotą (znowu). Ależ proszę. Nie mogę być wspaniały przez cały czas.
Aha, Sherlocku, zauważyłeś że listy, które zostawiam, wciąż znikają? Zostawiam je na twoim grobie, a następnego dnia ich nie ma. Zgaduję, że to po prostu ktoś do utrzymywania porządku zbiera śmieci, albo podtrzymuje ludzką nadzieję przy życiu. Albo czyta listy, bo jest wścibski i niegrzeczny. No cóż. Nic z tym nie zrobię, prawda?
Twój John.
