Drogi Sherlocku
Greg i ja wciąż mamy ze sobą kontakt, gdybyś jeszcze nie wiedział, i trzy dni temu zadzwonił do mnie i wezwał na miejsce zbrodni. Wiem co myślisz: "John na miejscu zbrodni, oczekujący wydedukowania odpowiedzi w cudowny sposób?" Ale najwyraźniej policja nie daje sobie rady bez swojego detektywa doradczego, więc zwrócili się do mnie.
To nie tak, że potrafiłem im pomóc. Rzuciłem okiem na ciało, ale nie jestem Tobą, Sherlocku. Dla mnie nic się nie wyróżniało, nie było przebłysku Twojego geniuszu. Myślę, że po prostu mieli nadzieję na to, że podłapałem coś od Ciebie. Ale Ty zawsze mnie zaskakiwałeś i nigdy nie będę tak mądry jak Ty.
Anderson tam był, jak zawsze, i wciąż klepał nade mną swoje nonsensy, kiedy badałem zwłoki. Powiedziałem mu, żeby się zamknął, dla Ciebie. Pomyślałem, że byś to docenił. Myślę, że Greg mógł się uśmiechnąć, ale ukrył to całkiem nieźle.
Nie ma potrzeby, żebym mówił Ci co zobaczyłem przy ciele, albo o obecności lub nieobecności obrączki ślubnej, ani nawet kim była ofiara. Bo nie zauważyłem nic ważnego, co mogłoby pomóc Ci rozwiązać tę sprawę. Wiem, że znałbyś odpowiedź w ciągu pięciu minut od wejścia do pomieszczenia.
Greg… cóż… Nie jestem pewien, co on o Tobie myśli. Wciąż zastanawiam się, czy w Ciebie wierzy czy nie. Kiedy byliśmy na miejscu zbrodni, usłyszałem, jak mówił: "Chciałbym , żeby Sher-" I wtedy zamilknął, jakby sobie przypomniał, że najwidoczniej byłeś fałszywy i nie mógłbyś pomóc bardziej niż ja.
Ale ja wiem, że nie byłeś podróbką. Wiem, bo znałem prawdziwego Sherlocka Holmesa. Sherlocka w domu, który biegał dookoła domagając się papierosów, dąsał się na sofie, koniec końców, całe dnie, wkładał części ciała do lodówki razem z jedzeniem, strzelał do uśmiechniętej buźki na ścianie i chodził tylko w prześcieradle. To byłeś prawdziwy Ty, i nie sądzę, żeby to było możliwe do podrobienia.
Twój John.
