Drogi Sherlocku
Pamiętasz, kiedy ty i ja siedzieliśmy w restauracji przy Northumberland Street, i twojego przyjaciela, właściciela, który wciąż nazywał mnie twoją randką? Oczywiście że pamiętasz. Nigdy niczego nie zapominasz. Za wyjątkiem tego, że Ziemia krąży wokół Słońca.
Cóż, chodzi mi o to… o nic mi nie chodzi. Po prostu przypominam sobie nasz wspólny czas, i zaczynam od początku.
Ale ta noc była punktem zwrotnym w moim życiu, bo to wtedy wyleczyłeś moje utykanie. W momencie, kiedy zrobiło się gorąco, sprawiłeś, że zapomniałem o swoim problemie, jakby nigdy nie istniał, biegłem przez dachy i alejki, niczego nie zauważając. Wróciliśmy do domu i twój przyjaciel przyszedł i przyniósł moją laskę. Nie mogłem w to uwierzyć. Byłem tak uradowany, że nie potrafiłem znaleźć słów, by wyrazić swoją wdzięczność. To był, jak sądzę, właśnie ten moment, w którym zdałem sobie sprawę, że jesteś kimś, bez kogo nie mógłbym żyć. Tak wiele ci zawdzięczam, Sherlocku. Mówiłem to już wcześniej, ale muszę powiedzieć to raz jeszcze, bo to prawda.
Jestem wolny, dzięki tobie. Mam swobodę, mogę chodzić i biegać, ruszać się bez przeszkód czy ograniczeń. To dar większy niż można kupić za jakiekolwiek pieniądze. I pomimo tego, że odszedłeś i wspomnienia bolą, wciąż wolałbym cię znać i stracić niż nie poznać cię w ogóle. Mimo smutku, jaki spowodowałeś, zawsze będę cię wspominał jako takiego człowieka, jakiego znałem: tego charyzmatycznego, fantastycznego, błyskotliwego, ludzkiego, wysokofunkcyjnego socjopatę. I ten człowiek zawsze będzie sprawiał, że się uśmiechnę.
Twój John
