Drogi Sherlocku
Nie skończyłem tak naprawdę tego ostatniego listu, prawda? Ominąłem prawie wszystko to, co próbowałem powiedzieć, i gadałem o czymś, co już wiedziałeś. Czy ja Cię nudzę, Sherlock?
Główną rzeczą, o której zamierzałem napisać, było to jak się czułem – i czuję – względem Ciebie. Bo nigdy Ci nie mówiłem. Albo, przynajmniej, nie powiedziałem Ci wiele. Brałem za pewnik, że zapewne nigdy bym nie musiał, widząc, jak wkomponowałem Cię w moje plany na przyszłość, jak pewnego dnia zbliżymy się do siebie i po prostu zdasz sobie sprawę, co czuję. Bo miałem nadzieję, że pewnego dnia zdałbyś sobie sprawę, że Cię kochałem. Jako przyjaciela, jako towarzysza, i jako partnera. W moim sercu rozbłysło światło i myślę, że uczucie, które do Ciebie żywiłem, było z całą pewnością najlepszą rzeczą, jaką znałem.
Ale także najgorszą, bo kiedy ten, którego kochasz, uważa się za poślubionego swojej pracy, jesteś raczej bez szans, prawda? Nie kiedy wiesz, że twój przyjaciel jest najwidoczniej aseksualny i „nie szukający nikogo". Widzisz, jak wielki wpływ na mnie miałeś? To było dzień po tym, jak się poznaliśmy, kiedy to powiedziałeś. A jednak pamiętam każde Twoje słowo. Kiedy chodzi o Ciebie, pamięć ludzka zachowująca 60% to ściema. A przynajmniej tak jest w moim przypadku.
Pewnie czytasz to i masz atak serca. Bo masz serce, Sherlocku Holmesie. Jedynym problemem jest to, że nie należy ono do mnie.
Twój John.
