Rozdział 2 - Propozycja Ministra Magii

Hermiona siedziała w kuchni państwa Weasleyów i przeglądała po raz kolejny dzisiejsze wydanie Proroka Codziennego. W pomieszczeniu znajdował się też Ron, którego pani Weasley zagoniła do sprzątania po śniadaniu. Hermiona Granger czytała ponownie artykuł na pierwszej stronie gazety, z którego uśmiechała się znana jej twarz dobrze zbudowanego czarodzieja, o ciemnej karnacji, Kingsleya Shacklebolta.

KINGSLEY SHACKLEBOLT

NOWYM MINISTREM MAGII!

Z przyjemnością pragniemy poinformować, że wybory na nowego Ministra Magii wygrał Kingsley Shacklelbolt, który do niedawna jeszcze sprawował na tym stanowisku funkcję tymczasową, do czasu wybrania oficjalnego kandydata. Pan Shackelbot wygrał zdecydowaną większością głosów, mając za sobą poparcie większości społeczności czarodziejów. Przypomnijmy, że Pan Shacklebolt od kilku dobrych lat pracował w Ministerstwie Magii w Biurze Aurorów, gdzie był bardzo doceniany. Był również członkiem powołanego przez Albusa Dumbledore'a Zakonu Feniksa, brał udział w Bitwie o Hogwart, jak i aktywnie przeciwstawiał się Temu–Którego–Imienia–Nie–Wolno–Wymawiać. Nowemu Ministrowi Magii gratulujemy i życzymy wytrwałości na nowym stanowisku. Więcej informacji o Panie Shacklebolcie możecie przeczytać na stronie 12.

– Cieszę się, że to Kingsley został oficjalnie nowym ministrem magii – oświadczyła Hermiona, dalej przeglądając gazetę.

– Raczej był głównym kandydatem, biorąc pod uwagę, że to on tymczasowo przejął te obowiązki po bitwie o Hogwart – zauważył Ron.

– Tak, ale już wiele razy ludzie potrafili zaskakiwać, w końcu miał dwoje kontrkandydatów.

– No tak, ale czy ktoś o nich cokolwiek słyszał?

– Ty może nie – stwierdziła Hermiona. – Ale jednak to również byli pracownicy Ministerstwa Magii, więc dla większości czarodziejów wcale nie byli osobami o nieznanych nazwiskach. Równie dobrze wybór mógł paść na kogoś z nich. Szkoda, że ostatnio nie mamy z nim styczności, chętnie złożyłabym mu gratulacje.

– Myślę, że jak tylko upora się z bieżącymi problemami, to na pewno znajdzie chwilę, aby tu do nas zajrzeć – odpowiedział Ron, odkładając ostatnie talerze i wzdychając ciężko, jakby ukończył dalekodystansowy bieg. – No, nareszcie… Padam z nóg…

– Chyba żartujesz – spojrzała na niego Hermiona, unosząc brwi. – To tylko naczynia, a ty już masz dość?

– Oj, nie czepiaj się – zakończył temat Ron, siadając obok niej przy stole. – Powiedz lepiej, co uważasz o drugim temacie dnia w Proroku Codziennym?

– Mówisz o tym? – Hermiona przewróciła stronę gazety, gdzie obok krótkiej wiadomości znajdowało się zdjęcie czarownicy w dość podeszłym wieku na tle Hogwartu.

MINERWA MCGONAGALL

NOWYM DYREKTOREM HOGWARTU!

Donosimy również, że poza wyborem nowego Ministra Magii, jesteśmy dzisiaj również świadkami powołania nowego dyrektora Hogwartu. Zgodnie z przewidywaniami posadę tę objęła profesor Minerwa McGonagall, która po bitwie o Hogwart pełniła funkcję zastępcy dyrektora. Pani McGonagall była już zastępcą dyrektora za czasów Albusa Dumbledore'a, którą przestała na krótko pełnić za czasów Severusa Snape'a (Informacje na temat biografii Severusa Snape'a pisanej przez Ritę Skeeter możecie znaleźć na stronie 12). Od wielu lat była nauczycielką transmutacji oraz opiekunem Gryffindoru. W krótkim wywiadzie z nami nowo mianowana pani dyrektor obiecała, że postara się zrobić wszystko by przywrócić blask Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie i dodała również, że najprawdopodobniej szkoła będzie gotowa na nowy rok szkolny, który rozpocznie się już 1 września.

– Chyba można się było tego spodziewać, prawda? – spytała Hermiona, nie bardzo rozumiejąc, jak można było oczekiwać innego wyniku w tym przypadku.

– W sumie masz rację, cieszę się, że profesor McGonagall została doceniona – skomentował Ron.

– Należało jej się za tyle lat oddanych Hogwartowi – przyznała Hermiona. – Zastanawia mnie tylko co to znowu za pomysł z tą biografią Snape'a? – spytała, otwierając gazetę na stronie dwunastej.

– Przecież to Rita Skeeter, Hermiono! – popatrzył na nią ze zdziwieniem Ron. – Taki temat, taka sensacja. Po wystąpieniu i wywiadzie Harry'ego na jego temat, nie ma się co dziwić, że ludzie żyją tą sprawą, w końcu nawet my byliśmy w szoku, jak się dowiedzieliśmy, że Snape jednak był bohaterem.

– Severus Snape: Bohater czy morderca. Ciekawy tytuł… – stwierdziła z niesmakiem Hermiona. – Pewnie obsmaruje go nie mniej niż Dumbledore'a w tej biografii.

– Mogę się nawet o to założyć – stwierdził Ron, bawiąc się różdżką w rękach. – Czasami się zastanawiam, po co ty ją w ogóle wyciągałaś z tego słoika?

– No wiesz… Przecież to miała być tylko nauczka, za to co wypisywała, na Harry'go, Hagrida, Wiktora, na mnie… – Ron zbył uwagę o Krumie, choć uszy delikatnie mu poczerwieniały. – W sumie to podziałało.

– Tak, na jakiś czas, szkoda, że tak krótko – stwierdził Ron z rezygnacją. – Nie wiesz, gdzie jest Harry?

– Zdaje się, że poszedł razem z Ginny na spacer – odpowiedziała Hermiona, jakby to, co oświadczyła, było zupełnie normalne dla każdego z wyjątkiem Rona. Hermiona spojrzała na niego i zaraz dodała. – Ron, dlaczego tak się zachowujesz?

– Ale jak? – zapytał zdziwiony. – Przecież nic nie mówię.

– Ale masz minę, którą bardzo dobrze znam. Ron, myślałam, że zaakceptowałeś ich związek już jakiś czas temu i że wolisz, że to jest Harry, a nie kto inny.

– No tak, ale… Oni już raz ze sobą byli, potem się na chwilę rozeszli, teraz znów są razem, nie wiem, czy to się uda… – wzruszył ramionami, wiedząc, że z Hermioną i tak nie wygra.

– Bo wtedy była wojna, Harry nie chciał jej narażać, teraz już nic nie stoi na przeszkodzie. Ja tam się cieszę, że wrócili do siebie – dodała, kończąc temat.

Hermiona wstała z krzesła i wyjrzała przez okno, na zewnątrz dostrzegła panią Weasley uganiającą się za kurami. Jutro mieli znów udać się do Hogwartu, by pomóc przy porządkach i naprawach. Po dwóch tygodniach prac Hogwart wyglądał już znacznie lepiej. Zatrzymała się myślami przy zamku i po raz kolejny w ostatnich dniach rozmyślała nad powrotem na ostatni rok nauki. Bardzo chciała tam wrócić, dokończyć naukę, choć wiedziała, że biorąc pod uwagę Kinsgleya jako ministra magii, raczej nie miałaby problemu ze znalezieniem pracy. Pozostawał jeszcze Ron, czy zaakceptowałby tę decyzję? W końcu przez rok ich kontakt byłby bardzo ograniczony, czy ich związek by to przezwyciężył? No i dochodził jeszcze Harry. Ciężko było jej wyobrazić sobie Hogwart bez niego i Rona, ale wiedziała, że nie da rady namówić ich na powrót, podjęli już decyzję. Ona też musiała w końcu coś postanowić i szczerze porozmawiać o tym z Ronem. Pozostawała jeszcze jedna sprawa, równie pilna, o której myślała od momentu zakończenia wojny… Rozmyślania przerwał jednak odgłos otwieranych drzwi wejściowych, do kuchni weszli Harry i Ginny.

– Cześć Hermiono – przywitali się z nią.

– Miło was widzieć z samego rana – uśmiechnęła się do nich. – Właśnie rozmawialiśmy z Ronem o Kingsleyu i profesor McGonagall – dodała, wskazując na Proroka Codziennego, leżącego na stole.

– To jakie plany na dzisiaj? – wtrącił się Ron. – W końcu wycieczkę do Hogwartu mamy zaplanowaną na jutro. Może quidditch?

– Chyba nic z tych planów nie wyjdzie – przerwał mu Harry.

– Dlaczego? – spojrzał na niego zaskoczony Ron. Harry raczej rzadko odmawiał, kiedy chodziło o quidditcha.

– Harry dostał przed chwilą list, kiedy byliśmy na zewnątrz – odpowiedziała mu Ginny. – Od taty – dodała, widząc jego pytające spojrzenie.

– Twój tata pisze, że Kingsley chciałby się z nami osobiście spotkać w ministerstwie i to możliwie jak najszybciej. To znaczy ze mną, tobą i Hermioną. – poinformował ich Harry, przekazując im wiadomość od pana Weasleya.

– Ale o co może chodzić? – zapytał Ron, oddając list Hermionie.

– Nie mam pojęcia.

– Może znaleźli jakichś śmierciożerców? – stwierdził po chwili namysłu Ron, spoglądając na nich czy podzielą jego zdanie.

– Równie dobrze mogli nas wezwać w celu złożenia jakichś wyjaśnień w związku z Voldemortem – rzuciła Hermiona.

– Przecież Kinsgley w zasadzie wszystko od nas wie? – zdziwił się Ron, zerkając na nią.

– Ale ministerstwo to nie tylko Kingsley – zauważyła słusznie Hermiona, odkładając list od Pana Weasleya. – Może potrzebuje jakichś świadków, przecież jest tam mnóstwo ludzi, którzy nie mają większego pojęcia, co się wydarzyło.

– Kolejne wywiady i przesłuchania, ech… już się cieszę – westchnął Harry, zrezygnowany. – To kiedy tam się wybierzemy?

– Dziś jest już późno, tata chętnie by was ze sobą zabrał, ewentualnie Percy, może lepiej więc to przełożyć? – zasugerowała Ginny, patrząc na Harry'ego.

– Jutro mamy być w Hogwarcie, w takim razie może pojutrze? Co wy na to? – popatrzył na Rona i Hermionę, czekając na ich zdanie.

– Myślę, że to dobry pomysł – stwierdziła Hermiona. – Napiszę za chwilę list do Kingsleya, a wy pomóżcie pani Weasley przegotować obiad, dobrze?

– Już się bierzemy do roboty – westchnął Ron. – I chyba lepiej rzeczywiście się za to weźmy jak najszybciej – dodał, kiedy dostrzegł przez okno zbliżającą się panią Weasley.

Wstali wcześnie rano, Hermiona obudziła się w sypialni, którą dzieliła razem z Ginny. Nie zdążyła jeszcze dobrze otworzyć oczu, gdy rozległo się pukanie do drzwi.

– Dziewczynki, wstawajcie, chodźcie na śniadanie, musicie coś zjeść, zanim wybierzecie się do Hogwartu – poganiała ich pani Weasley. – Idę obudzić chłopców – dodała, po czym Hermiona usłyszała, jak pani Weasley poszła na górę do sypialni Rona. Hermiona powoli podniosła się na łóżku i spojrzała za okno. Za oknem dopiero zaczynało nieśmiało świtać. Ginny mamrotała coś, ale Hermiona nie słyszała dokładnie, o co chodzi, sama była niewsypana.

– Która godzina? – zapytała Ginny, choć nie wyglądało na to, by miała zamiar w najbliższym czasie podnieść się z łóżka.

– Dopiero po piątej – odpowiedziała Hermiona, ziewając i spoglądając na swój zegarek leżący na stoliku. – Myślisz, że Harry i Ron już wstali?

– Tak, na pewno, już to widzę… zwłaszcza Ron – wymruczała Ginny pod nosem. Hermiona powoli wstała na nogi i poszła się umyć do łazienki, gdy wróciła, Ginny już siedziała na łóżku. Nie wyglądała jednak na taką, która się już porządnie wybudziła, więc Hermiona w milczeniu ubrała się i również usiadła obok. W końcu postanowiła, że musi Ginny pospieszyć.

– Ginny, musimy iść na dół, lepiej, żebyśmy pojawili się w Hogwarcie jak najwcześniej, w końcu już tak niewiele zostało do zrobienia. Im szybciej zaczniemy, tym szybciej skończymy. Chodź, wstajemy – dodała.

– Dobrze, już wstaję, idź, zaraz cię dogonię.

– Na pewno? – upewniła się Hermiona. Nie potrzebowała jeszcze utarczki z panią Weasley, nim wyruszą do Hogwartu. Widząc jednak, że Ginny rzeczywiście podnosi się z łóżka, ruszyła w kierunku drzwi. – To widzimy się na dole – dodała, nim zeszła do kuchni. Na dole pani Weasley krzątała się przy stole, rozstawiając talerze z tostami. Pan Weasley już siedział przy stole, przeglądając dzisiejsze wydanie Proroka Codziennego.

– Dzień dobry, Hermiono – przywitał się pan Weasley. – Wyspana?

– W miarę – odpowiedziała wymijająco. – Harry i Ron jeszcze nie zeszli?

– Jak widać – odpowiedziała z przekąsem pani Weasley. – Spóźnicie się, jak tak dalej pójdzie.

– Pani Weasley, nie jesteśmy umówieni z profesor McGonagall na jakąś konkretną godzinę, ale mam nadzieję, że mimo to wybierzemy się jak najwcześniej.

– Hermiono – wtrącił się ojciec Rona. – Rozmawiałem z Kingsleyem jeszcze wczoraj, powiedział, że chętnie was jutro przyjmie u siebie. Postaram się was zabrać rano ze sobą.

– Zastanawiamy się, o co może mu chodzić? – spytała Hermiona, która myślała o tym jeszcze wieczorem, ale nie znajdowała innych wyjaśnień, niż te, które już przedyskutowali.

– Wiem, mniej więcej o co chodzi, ale proszę cię, nie pytaj, bo powinien wam to przekazać osobiście Kingsley. Mogę tylko powiedzieć, że nie macie czym się przejmować, naprawdę – pocieszył ją pan Weasley. Hermiona nie chciała go ciągnąć za język, zwłaszcza że podobno nie było to nic pilnego, a przecież już jutro będą wiedzieć o wszystkim. Usłyszeli głosy na schodach i po chwili w kuchni pojawili się Harry i Ron.

– No, jesteście wreszcie – mruknęła pani Weasley, częstując ich śniadaniem, kiedy oni witali się z Hermioną i panem Weasleyem. Po kwadransie w kuchni pojawiła się również Ginny.

– Ja muszę się zbierać – oświadczył w pewnym momencie pan Weasley, po czym pożegnał się z nimi, a na końcu z panią Weasley i wyszedł z domu. Usłyszeli charakterystyczny dźwięk, deportującej się osoby. Kiedy wszyscy się najedli, zaczęli się szykować do wyjścia.

– Zobaczymy się wieczorem – powiedziała, żegnając się z nimi pani Weasley. – Powiedzcie Minerwie, że my z Arturem pomożemy im w weekend, o ile nie skończycie wszystkiego wcześniej – uśmiechnęła się. – Cieszę się, że jednak Hogwart będzie gotowy po tym wszystkim pierwszego września. No ale idźcie już, szkoda czasu.

– Pa, mamo – rzucił na pożegnanie, Ron. Wyszli na zewnątrz, gdzie słońce już na dobre pojawiło się nad horyzontem. Szykowała się ładna i przyjemna pogoda.

– Więc tak jak zawsze, Ron deportujesz się z Harrym do Hogsmeade, a ja z Ginny – przypomniała im Hermiona.

– Wiemy, wiemy – skrzywił się Ron, który nie mógł zrozumieć, po co za każdym razem im o tym przypominać. – Przecież nie udajemy się tam pierwszy raz – dodał. Po czym wszyscy czworo deportowali się do Hogsmeade, skąd tradycyjnie mieli udać się do Hogwartu. Ze względu na to, że zarówno Harry, jak i Ginny nie zdali oficjalnie egzaminu na teleportację, to woleli nie ryzykować i teleportować się razem, nawet biorąc pod uwagę to, że Harry robił to wiele razy w ostatnim czasie, kiedy ukrywali się przed śmierciożercami. Przede wszystkim jednak Hermiona, nie chciała teraz przekraczać prawa, kiedy nie było takiej potrzeby.

Teleportowali się przed Pubem pod Trzema Miotłami. Wioska Hogsmeade jak zwykle o tej porze wydawała się jeszcze cicha i spokojna. Właściciele sklepów i pubów dopiero je otwierali, a na ścieżkach można było spotkać tylko pojedyncze osoby. Ruszyli główną uliczką, która wiodła w stronę Hogwartu. Podróż zajęła im prawie godzinę. Ron jak zwykle nie mógł powstrzymać się od komentarza.

– Czy nie mogliby zdjąć tych zaklęć zabezpieczających, chociaż na czas wakacji? Zaoszczędziłoby nam to wiele czasu – zauważył, nie po raz pierwszy, od kiedy pomagali w pracach w Hogwarcie.

– Jeszcze parę wizyt i prace będą skończone – zauważyła Hermiona. – Po drugie, naprawdę dziwi cię to? Tych zaklęć nie można ot, tak sobie zdjąć, zaklęcia antymugolskie i inne, przecież nieraz przechodzą tu różne osoby. A dodając jeszcze nie tak dawną wojnę z Voldemortem, to wcale nie ma się co dziwić, że nie pozwalają nam na to, nawet w tym szczególnym przypadku.

Stanęli przed bramą, przed którą znajdowały się dwa kamienne gargulce. Hermiona wysłała wiadomość do zamku w postaci patronusa, gdyż jako jedyna opanowała tę sztukę do perfekcji i czekali na pojawienie się kogoś, by ich wpuścił do środka. Po jakimś czasie dostrzegli wysoką postać po drugiej stronie bramy, zbliżającą się w ich kierunku. Od razu rozpoznali, kto wyszedł im na spotkanie.

– Miło was widzieć, cholibka – przywitał się z nimi Hagrid, uśmiechając się do nich zza swojej krzaczastej brody. – Wchodźcie, wchodźcie.

– Witaj, Hagridzie – odpowiedział Harry. – Jak idą prace?

– Już prawie skończyliśmy, niech skonam, sami zobaczycie – rzucił z dumą Hagdrid wyraźnie zadowolony. – Profesor McGonagall zarządziła, że dzisiaj zajmiemy się głównym dziedzińcem. Ale opowiadajcie co tam u was? Kieł się na pewno ucieszy na wasz widok.

– Tak naprawdę nic nowego się nie wydarzyło Hagridzie od naszej ostatniej wizyty… – zaczął Harry. – No może poza tym, że Kingsley chce się z nami pilnie spotkać. To znaczy ze mną, Ronem i Hermioną – dodał, zerkając na Ginny. – Zastanawiamy się, o co może mu chodzić.

– Kingsley? Cholibka… Nie mam pojęcia, ale pewnie szybko się dowiecie. Może znaleźli jakichś śmierciożerców? – Hagrid zaprowadził ich przed drzwi wejściowe, gdzie na dziedzińcu uwijali się już przy pracy profesor McGonagall, profesor Flitwick i profesor Sprout. Próbowali przywrócić do świetności stojącą na środku fontannę. Harry, Ron, Hermiona i Ginny podeszli do nich, po chwili nowa dyrektor Hogwartu dostrzegła ich obecność i zwróciła się w ich stronę.

– Dzień dobry – przywitała się z nimi na wstępie. – Cieszę się, że was widzę. Chciałabym, abyście pomogli zająć się tą fontanną. – Wskazała na środek dziedzińca, gdzie stała tak dobrze im znana fontanna, która teraz leżała w gruzach dookoła placu. – Dziękuję Hagridzie, że ich przyprowadziłeś. Za nim zaczniecie, chciałam z tobą porozmawiać, panie Potter. W zasadzie wasza dwójka również może pozostać przy tej rozmowie. – Profesor McGonagall odczekała, aż Hagrid zostawi ich samych, po czym kontynuowała rozmowę. – Mam do przekazania dwie sprawy. Po pierwsze chciałam was poinformować, że pogrzeb Severusa Snape'a odbędzie się w tę sobotę. To jeszcze wiadomość nieoficjalna, dosłownie sprzed chwili, więc proszę was, abyście zostawili ją dla siebie, pewnie jutro będzie to wiadomość ogólnodostępna. – Widząc ich pytające spojrzenie, domyślając się, co mają na myśli, dodała. – Ponieważ Kingsley został ministrem, więc udało mi się przeforsować pański pomysł, panie Potter. Severus spocznie na błoniach Hogwartu, niedaleko miejsca pochówku Dumbledore'a. Minister wziął pod uwagę fakt, że nie znamy miejsca, gdzie chciałby być pochowany Severus, a także fakt jak ważny był jego udział w tej wojnie. Mam nadzieję, że jesteście usatysfakcjonowani?

– Oczywiście, profesor Mcgonagall, bardzo pani dziękuję – odpowiedział Harry, zupełnie szczerze. – Chcielibyśmy wziąć udział w pogrzebie – dodał, wiedział, że mimo tego, jaki był wobec nich Snape, Ron i Hermiona również podzielają jego zdanie.

– Nie widzę żadnych przeszkód, szkoła na ten czas będzie otwarta dla każdego. Chciałabym jednak poruszyć jeszcze jeden temat. Zgodnie z tym, co postanowiliśmy wspólnie. Panie Potter, razem z profesorem Flitwickiem oraz profesorem Slughornem złożyliśmy ciało Sami–Wiecie–Kogo w lochach. Wydzieliliśmy specjalną komnatę, dość niepozorną, nierzucającą się w oczy. Zabezpieczyliśmy ją różnymi zaklęciami, nikt nie powinien się tam dostać.

– Czy będzie tam bezpieczne? – dopytywał się Harry. Na jego twarzy można było dostrzec widoczne znaki wahania się. Hermiona również miała co do tej sprawy wątpliwości, ale wszyscy zgodnie uznali, że ciężko będzie
o bezpieczniejsze miejsce niż Hogwart.

– Oprócz nas nikt nie wie, gdzie ciało zostało ukryte, o samym fakcie obecności ciała w Hogwarcie wiedzą nieliczni, poza nami, wami i ministrem, tylko jego najbliżsi współpracownicy oraz paru innych nauczycieli. Oczywiście, chętnie pokażę wam, gdzie je pochowaliśmy, kto jak kto, ale wy powinniście o tym wiedzieć. Mam nadzieję, że znajdziemy chwilę dzisiaj, by wybrać się tam niepostrzeżenie.

– Dziękujemy, pani profesor. Mam nadzieję, że podjęliśmy słuszną decyzję – wyraził na głos swoje wątpliwości, Harry.

– Dobrze, udamy się tam później, tymczasem zajmijcie się tu porządkami, jeśli możecie, prac jest coraz mniej, jeszcze tydzień, może dwa i powinno być po wszystkim. – Profesor McGonagall uśmiechnęła się, co czyniła bardzo rzadko. Najwidoczniej ona sama była dumna z tego, że Hogwart mimo tego, co go spotkało, będzie gotowy gościć uczniów już pierwszego września.

Prace trwały aż do popołudnia, nim nowa dyrektor Hogwartu ogłosiła, że na dzisiaj już wystarczy i zaprosiła wszystkich obecnych na poczęstunek do Wielkiej Sali. Nim jednak się tam udali mogli spojrzeć, na to co udało im się zrobić. W ciągu kilku godzin główny dziedziniec zmienił się nie do poznania. Znikły zniszczone posągi, pęknięte okna, walące się kawałki ścian i murów, jak również fontanna znajdująca się w samym centrum, wyglądała jak w latach swojej świetności. W tym momencie nikt by nie poznał, że jeszcze kilka tygodni temu miejsce to zostało doszczętnie zniszczone, po walkach, jakie się tu toczyły. Harry, Ron, Hermiona i Ginny podczas prac, byli przede wszystkim pod wrażeniem tego, jak świetnie radził sobie profesor Flitwick, którego pomoc z pewnością pozwoliła przyspieszyć wszystko o parę dobrych godzin. Po skończonym poczęstunku w Wielkiej Sali, podczas którego atmosfera w niczym nie przypominała relacji, do jakich zwykle była przyzwyczajona trójka przyjaciół w stosunku do nauczycieli, podczas posiłków w Hogwarcie, profesor McGonagall zaprosiła ich do lochów. Ginny obiecała, że na nich poczeka. Profesor McGonagall pokierowała ich schodami na dół, minęli klasę eliksirów, gdzie przez wiele lat nauczał ich tam profesor Snape, a później profesor Slughorn. W lochach jak zwykle było dużo chłodniej i ciemniej niż w pozostałych miejscach w zamku, zwłaszcza że była opiekunka Gryfonów, poprowadziła ich zdecydowanie dalej, gdzie Harry, Ron i Hermiona nigdy do tej pory nie byli. Co było warte uwagi, ponieważ podczas ich pobytu w szkole, słynęli z tego, że zaglądali do takich miejsc, gdzie noga uczniów nigdy nie powinna stanąć, wliczając w to Zakazany Las czy korytarz na trzecim piętrze, podczas ich pierwszego roku nauki w Hogwarcie. Stanęli przed dobrze ukrytymi drzwiami, które można było z łatwością przeoczyć, bo bardzo dobrze komponowały się ze ścianami lochu. Ślady pajęczyn i kurzu sugerowały, że miejsce to było rzeczywiście rzadko odwiedzane.

– To tutaj – wyszeptała w końcu profesor McGonagall, wskazując na drzwi. – Jeśli nie będziecie nalegać, to wolałabym tam nie wchodzić, gdyż drzwi zostały zabezpieczone odpowiednimi zaklęciami, nikt niepowołany nie może się tu dostać. Daję wam moje słowo, że użyliśmy naprawdę silnych zaklęć, a poza mną, profesorem Flitwickiem, profesor Sprout, profesorem Slughornem i Hagridem, a teraz także wami, nikt więcej nie wie o tym miejscu – dodała, patrząc na drzwi, za którymi znajdowało się ciało Voldemorta.

– Chce pani profesor powiedzieć, że ministerstwo nie wie o tym miejscu? – spytała czujna jak zwykle Hermiona.

– Nie – odpowiedziała dyrektor, na co oni spojrzeli na nią ze zdumieniem. – Nie wie o tym nawet Kingsley. Oczywiście ministerstwo wie, że ciało Sami–Wiecie–Kogo spoczęło w Hogwarcie, tak jak wam mówiłam, wyrazili w końcu na to zgodę, ale uznaliśmy, że im mniej osób o tym wie, tym lepiej, Kingsley nie protestował. – Spojrzała na nich, widać było, że chce coś dodać, ale się wahała. – Pewnie nie muszę wam tego mówić… Mam jednak nadzieję, że wy również postąpicie podobnie i że ta sprawa zostanie między nami? Sami chyba wiecie jakie to ważne?

– Oczywiście, pani profesor – odpowiedział Harry. – Ma pani zdecydowanie rację, lepiej niech o tym miejscu nie wie za wiele osób. Dziękuję, że zajęła się pani tą sprawą – dodał po chwili namysłu. – Wiele to dla mnie znaczy.

– Wiem, panie Potter. Dla mnie również, może pan wierzyć. – Po chwili wrócili wszyscy na górę, gdzie Harry, Ron, Hermiona i Ginny pożegnali się ze wszystkimi i udali się w drogę powrotną do Hogsmeade, skąd mieli teleportować się z powrotem do Nory.

Nazajutrz rano czekała na nich znów wczesna pobudka. Tym razem ze względu na wyprawę do Ministerstwa Magii, a biorąc pod uwagę, że chcieli się zabrać razem z Panem Weasleyem, który udawał się do pracy dość wcześnie, nie mieli innego wyjścia jak podnieść się na dźwięk słów pani Weasley dobywających się zza drzwi ich sypialni, która robiła im wczesną pobudkę.

Tym razem wiedzieli, że nie ma co zwlekać, więc cała trójka dość szybko pojawiła się w kuchni, gdzie przywitał ich już zza stołu pan Weasley.

– Dzień dobry, wyspani? – zapytał, a nie czekając na odpowiedź, dodał szybko. – Zjedzcie szybko śniadanie i udajemy się do ministerstwa, teleportujemy się, Harry ty teleportujesz się z którymś z nas.

– Naprawdę to konieczne, panie Weasley? Teleportowałem się już sam wiele razy, a za niedługo zdam egzamin na prawo teleportacji. – spytał zmęczony już tym ciągłym problemem, Harry.

– Wiem, Harry, ale wypada sprawiać dobre wrażenie, przede wszystkim mi, takie mamy prawo. Zdaję sobie sprawę, że nikt by ciebie raczej za to nie ukarał, ale to przecież żaden problem dla ciebie, by użyć teleportacji łącznej?

– Oczywiście, że nie, panie Weasley – odpowiedział, Harry, kończąc jeść płatki z mlekiem na śniadanie. Hermiona i Ron również kończyli już swoje śniadanie i nie minęło piętnaście minut, nim pani Weasley ich pożegnała i wyszli na zewnątrz przed Norę.

Hermiona i Ron deportowali się sami, natomiast pan Weasley złapał Harry'ego za ramię i nim się obejrzeli, znaleźli się przed budką telefoniczną, którą tak dobrze pamiętali, kiedy wyruszyli tutaj razem z Nevillem, Luną i Ginny, aby ratować Syriusza. Pan Weasley zaprosił ich gestem do środka i sam wszedł za nimi, było dość ciasno. Tata Rona wykręcił odpowiedni numer i po chwili z aparatu dobył się głos.

– Witamy w Ministerstwie Magii, proszę podać swoje imię i nazwisko oraz sprawę.

– Artur Weasley, przyprowadzam Harry'ego Pottera, Hermionę Granger oraz Ronalda Weasleya na spotkanie z ministrem magii – oświadczył spokojnym głosem pan Weasley. Ledwo skończy, z urządzenia wysunęły się trzy plakietki z ich nazwiskami, Hermiona spojrzała na swoją:

Hermiona Granger

Spotkanie z ministrem magii

Nim się obejrzeli, zjechali na dół do atrium. Hermiona z ulgą stwierdziła, że pomieszczenie nie przypominało już tego, jak wyglądało jeszcze w zeszłym roku, kiedy włamywali się do ministerstwa, aby wykraść medalion Slytherina z rąk Dolores Umbridge. Głównym elementem wystroju, który rzucał się w oczy, było ponowne pojawienie się na środku atrium Fontanny Magicznego Braterstwa, zniknął za to tron z mugoli, na którym siedzieli czarodziej i czarownica. Poza tym zachowanie ludzi przybywających do ministerstwa było zgoła odmienne. Zniknęło uczucie strachu, przygnębienia, które można było doświadczyć podczas ich ostatniej wizyty, zastąpił je spokój. Ministerstwo znów przypominało miejsce, jakim było sprzed przejęcia go przez Voldemorta i jego ludzi. Pan Weasley poprowadził ich do windy, weszli do środka, nad nimi unosiły się trzy „samolociki" z listami. Ojciec Rona wcisnął guzik i winda uniosła ich w górę.

– Pierwsze piętro – rozległ się głos dochodzący zza urządzenia, kiedy drzwi rozsunęły się na kolejnym piętrze. – Biuro Ministra Magii i Personelu Pomocniczego.

– To nasze piętro – oświadczył Pan Weasley, czekając, aż wyjdą na korytarz. Poprowadził ich wzdłuż różnych drzwi, aż zatrzymał się nad tymi, które były na samym końcu. Na tabliczce znajdującej się nad drzwiami, znajdował się następujący napis:

Kingsley Shacklebolt

Minister Magii

– No, jesteśmy – oświadczył zadowolony Pan Weasley, po czym zapukał do drzwi. Nie czekali długo, po chwili drzwi otworzyły się, a ich oczom ukazał się dobrze im znany postawny czarodziej o ciemnoskórej karnacji. – Miło pana widzieć, panie ministrze – przywitał się oficjalnym tonem ojciec Rona.

– Witajcie, cieszę się, że jesteście, dziękuję ci, że ich przyprowadziłeś, Arturze, może do nas dołączysz? – zapytał Kingsley, wyraźnie ciesząc się na ich widok.

– Dziękuję ci, ale muszę lecieć, już powinienem być u siebie, zostawiam ci młodzież. No, zobaczymy się po południu w Norze – dodał Pan Weasley, spoglądając na Harry'ego, Rona i Hermionę, żegnając się z nimi.

– Dziękujemy, panie Weasley – odpowiedziała Hermiona, po czym pożegnali się z nim i weszli do gabinetu Kingsleya, który zapraszał ich do środka. Gabinet nie był zbyt duży. Oprócz biurka samego ministra, kilku krzeseł, a także kilku półek z różnymi księgami oraz stosem papierów znajdującymi się na stoliku z boku, było kilka obrazów, zapewne w większości byłych osób, które kiedyś piastowały to stanowisko. Sam gabinet bardzo przypominał zwyczajne pomieszczenie jakich wiele w samym ministerstwie.

– Cieszę się, że jesteście, siądźcie, proszę – dodał, wskazując na krzesła przed swoim biurkiem. Poczekał, aż usiądą, po czym sam zajął swoje miejsce.

– Chcielibyśmy ci oficjalnie pogratulować – zaczął Harry, w końcu w ostatnich dniach nie mieli jeszcze takiej okazji. Hermiona i Ron również uścisnęli dłoń nowemu ministrowi i ciepło się do niego uśmiechnęli.

– Dziękuję wam, mam tyle na głowie, że nie miałem, nawet kiedy do was zajrzeć. Jest mnóstwo pracy, po tym jak przez ostatni rok pieczę nad ministerstwem sprawowali ludzie Sami–Wiecie–Kogo – oznajmił Kinsgley, na którego twarzy można było dostrzec oznaki zmęczenia. Odłożył na bok jakieś dokumenty i spojrzał na nich. – Nie będę was trzymał w niepewności, bo na pewno zastanawiacie się, w jakim celu was tutaj wezwałem, nie mylę się?

– No… tak – odpowiedziała niepewnie Hermiona.

– Kinsgley, czy to ma coś wspólnego ze śmierciożercami? – zapytał bez ogródek, Harry.

– Przykro mi, Harry, ale niestety w tej sprawie na ten moment nie posunęliśmy się ani o krok – odpowiedział Shacklebolt z zatroskaną miną.

– Śmierciożercy naprawdę tak łatwo zniknęli, nikt ich nie widział? – dołączył do dyskusji Ron.

– Tak, ale nie ma się co dziwić – oświadczył Kingsley. – W końcu ich świat się zawalił, ich Pan nie żyje, a dobrze wiedzą co im grozi, gdyby się objawili. Czekał, by ich Azkaban, tak jak innych, więc wolą, póki co się ukrywać przed całym światem, gdzie na swój sposób mogą czuć się względnie bezpieczni.

– Nie mamy jednak gwarancji, że to się kiedyś nie zmieni – zauważył Harry. – Z resztą, za to, czego się dopuszczali, zasługują na pobyt w Azkabanie jak nikt inny.

– Tak, szukamy ich, ale to nie będzie łatwe. Nie ukrywam, że wezwałem was tutaj poniekąd z tego powodu. – Wśród trójki zaproszonych osób można było wyczuć nagłe napięcie, na dźwięk tych słów, które ich zaskoczyły. Milczeli, więc Kinsgley kontynuował – Myśleliście może, czym będziecie chcieli się teraz zająć? – zapytał. Harry, Ron i Hermiona spojrzeli po sobie zaskoczeni tym pytaniem.

– No więc, w sumie jeszcze żeśmy się tak do końca nad tym nie zastanawiali, może trochę – odpowiedziała niepewnie Hermiona, patrząc na przyjaciół, którzy również kiwnęli nieśmiało głową.

– Z tego, co wiem Harry, zawsze marzyłeś o karierze aurora? – zapytał minister magii wprost.

– Ja… oczywiście, zwłaszcza biorąc pod uwagę zbiegłych śmierciożerców – dodał, bo tak jak już wspominał profesor McGonagall, chciałby doprowadzić sprawę popleczników Voldemorta do końca. – Chciałbym podjąć kursy w tym kierunku, jeśli to możliwe.

– Moi drodzy, będę z wami szczery. Ze względu na moje stanowisko i ze względu na dalsze niebezpieczeństwo, które mimo wszystko nam grozi poniekąd ze strony zbiegłych śmierciożerców, bardzo chciałbym was widzieć w gronie aurorów ministerstwa. W ostatnim czasie dokonaliście takich rzeczy, walczyliście z ciemnymi mocami, żaden z moich aurorów nie może się pochwalić takimi osiągnięciami, bylibyście dla nas nieocenioną pomocą. – Kingsley mówił to z zupełną powagą, patrząc na ich zszokowane miny, jakby nie wierzyli, w to co słyszą. – To naprawdę szczera propozycja, mam nadzieję, że ją rozważycie.

– Ale… – zaczęła Hermiona, nie wiedząc co powiedzieć, na ten niespodziewany okaz zaufania ze strony Kingsleya. – Przecież każdy musi przejść szkolenia, jeśli planuje taką karierę – zauważyła trzeźwo, przywracając rozmowę na dobrze sobie znane tory.

– W normalnym trybie postępowania, owszem. Mówimy jednak o was, którzy przeszli tyle, co nikt z żyjących czarodziejów, myślę, że w waszym przypadku żadne kursy i szkolenia nie są potrzebne, a wasza pomoc byłaby mile widziana.

– To znaczy, że ja i Hermiona również? – pytał z niedowierzaniem Ron, który sądził, że taka propozycja może dotyczyć tylko ewentualnie Harry'ego.

– Tak, mile powitałbym wśród aurorów całą waszą trójkę – oświadczył Kinsley, rozwiązując w ten sposób wszelkie wątpliwości. Odczekał chwilę i dopiero potem zadał im pytanie. – Czy bylibyście chętni przyjąć taką ofertę? Wiem, że pewnie was zaskoczyłem, jeśli potrzebujecie czasu, możecie mi odpowiedzieć za parę dni. – W głowach trójki przyjaciół kłębiły się różne myśli, Kinsgley widząc to, nie chciał ich pospieszać, chciał im dać tyle czasu ile będą potrzebować. Pierwszy po paru minutach odezwał się Harry.

– Jeśli chodzi o mnie, zaskoczyła mnie twoja propozycja, doceniam ją i myślę, że mogę ci dać odpowiedź już dzisiaj. Tak, chciałbym pomóc odnaleźć zbiegłych śmierciożerców, lepszego stanowiska nie mógłbym sobie wymarzyć i jeśli twoja propozycja jest naprawdę aktualna, to chętnie przyjmę to stanowisko. – Kinsgley i Harry wstali i uścisnęli sobie dłonie. Minister magii wyglądał na bardzo zadowolonego.

– Jestem zaszczycony Harry i bardzo się cieszę. Co ty o tym sądzisz, Ron? – zapytał.

– Cóż… – zaczął nieśmiało, patrząc to na Kingsleya, to na Harry'ego, jakby dalej nie wierząc, że również jego spotyka taki zaszczyt. – Jeśli Harry jest gotów spróbować, to ja również chętnie do niego dołączę – oświadczył uśmiechnięty. – A ty Hermiono? – dodał, ale dostrzegł na jej twarzy spore zakłopotanie, co go trochę zaniepokoiło. – Hermiono? – Dziewczyna spojrzała na nich nieśmiało, widać było, że wewnątrz niej toczy się jakaś wewnętrzna walka. W końcu postanowiła, że musi im powiedzieć, co postanowiła.

– Kinsgley, ja bardzo dziękuję za twoją propozycję, bardzo ją doceniam… – zaczęła, próbując za wszelką cenę unikać wzroku Harry'ego i w szczególności Rona. – Ale muszę za nią podziękować. – dodała.

– Co? – zapytał zaskoczony Ron. – Hermiono!

– Skąd taka decyzja, Hermiono? – spytał równie zaskoczony Harry.

– Ja od jakiegoś czasu długo nad tym myślałam, wiem, że wy tego nie chcecie, ale ja jednak chciałabym wrócić na ostatni rok do Hogwartu – dodała nieśmiało.

– Hermiono, ale po co? – zapytał zaskoczony Ron. – Możemy pracować już teraz, sama nie raz mówiłaś, że mogłabyś coś dobrego zrobić w ministerstwie, Hermiono?

– Oczywiście żałuję, Hermiono – włączył się do tej wymiany zdań Kinsgley. – Szanuję jednak twoją decyzję, jeśli jest ona ostateczna?

– Tak… jest. – oświadczyła Hermiona, tym razem pewniejszym głosem. – Bardzo ci dziękuję, jeśli będzie taka możliwość, to chętnie wróciłabym do tej rozmowy za rok, gdy ukończę szkołę, nawet jeśli będzie chodziło o inne stanowisko. Chciałabym jednak najpierw dokończyć naukę.

– Oczywiście, Hermiono, jak uważasz. Z chęcią wrócę do tej rozmowy za rok w takim razie, na pewno znajdzie się tutaj w ministerstwie miejsce dla ciebie – zapewnił ją minister magii. Harry sprawiał wrażenie trochę zaskoczonego decyzją Hermiony, ale widać było, że ją szanował, zdecydowanie bardziej niezadowoloną minę miał Ron. Nie chcąc jednak kłócić się przy Kingsleyu, prawdopodobnie czekał z dalszą częścią rozmowy na ten temat na później. Harry, Ron i Hermiona spędzili jeszcze chwilę w gabinecie, rozmawiając o początkach Kingsleya na stanowisku ministra i pracach, jakie od początku kadencji na niego czekały, po czym pożegnali się z nim, zapraszając go w pierwszej wolnej chwili na kolację w Norze.

Opuścili gabinet Kinsgleya i skierowali się z powrotem do windy, Harry ewidentnie miał ochotę porozmawiać na temat propozycji ministra, ale widząc niepewną minę Hermiony i nerwowe spojrzenia Rona na nią, stwierdził, że ta rozmowa może poczekać. Jak się okazało słusznie, bo tuż po tym, jak znaleźli się w windzie, Ron nie mógł się już dłużej powstrzymać i zwrócił się do Hermiony.

– Hermiono, jak mogłaś odmówić Kinsgleyowi?! Nie skończyliśmy szkoły, mamy siedemnaście lat, a on proponuje nam takie stanowiska, a ty odmawiasz? – pytał natarczywie, patrząc na nią. Hermiona ewidentnie zebrała się w sobie, bo spojrzała na niego wyzywającym wzrokiem.

– Tak, Ron, odmawiam. Doceniam jego propozycję, chcę jednak skończyć Hogwart, jeśli nie zrobię tego teraz to nigdy, bardzo mi na tym zależy.

– Więc nauka jest ważniejsza? A co z nami? – Nie dawał za wygraną Ron.

– Jak to, co z nami? – dziwiła się Hermiona. – Co to zmienia?

– Ty będziesz w Hogwarcie, a ja tutaj.

– Damy sobie radę, to tylko rok. Zresztą przy każdej okazji będziemy się spotykać, będziemy do siebie pisać – oświadczyła Hermiona, jakby to była oczywista sprawa. Harry, chcąc nie chcąc włączył się do rozmowy, wolał uniknąć niepotrzebnej kłótni.

– Ron, skoro Hermiona chce skończyć Hogwart, to myślę, że powinieneś to uszanować. Ma do tego prawo, poradzicie sobie.

– Dziękuję ci, Harry. Dla mnie to też nie będzie łatwe – dodała po namyśle, a na jej twarzy wyraźnie pojawił się smutek. Kontynuowała bardzo przygnębionym tonem, a w jej oczach można było dostrzec łzę. Winda zjechała do atrium i podążyli w stronę kominków. – Ciężko mi wyobrazić sobie powrót do Hogwartu bez was. – Harry i Ron dopiero po chwili zrozumieli sens tych słów. Od kiedy pojawili się w Hogwarcie, od przygody z trollem, zawsze trzymali się razem. Przeżywali różne chwile, ale finalnie zawsze umieli przezwyciężyć wszystkie trudności, wspierając się w wielu chwilach. Teraz Hermiona miała powrócić do zamku bez nich. Nic dziwnego, że czuła się z tym dziwnie, bała się, że nie będzie już tak jak kiedyś, a jednak chciała ukończyć naukę. Zapanowała cisza, Harry i Ron spojrzeli na nią ze zrozumieniem. Kiedy wyszli z ministerstwa, kontynuowali dalej rozmowę.

– Hermiono… ja… my… – zaczął Harry.

– Harry, nie… Nie musicie mi się tłumaczyć – odpowiedziała szczerze i z pełnym zrozumieniem. – Rozumiem waszą decyzję, propozycja Kingsleya była naprawdę warta uwagi i cieszę się, że się zgodziliście. Ty Harry zawsze o tym marzyłeś, dla ciebie Ron to też wiele znaczy, a nie oszukujmy się, to zawsze mi najbardziej zależało na nauce – uśmiechnęła się przez chwilę. – Naprawdę rozumiem was i nie mam wam tego za złe, ale zrozumcie też mnie, dla mnie to też nie będzie łatwy powrót.

– Przepraszam, Hermiono – powiedział Ron i przytulił Hermionę, która jeszcze bardziej się rozkleiła. – Masz rację, damy sobie radę, to tylko rok. – Harry również poklepał nieśmiało dziewczynę po ramieniu.

– Będziemy do ciebie regularnie pisać, Hermiono – obiecał Harry. – Z resztą będziesz mieć Ginny, Lunę, nie będziesz tam sama.

– Wiem, Harry, ale to i tak nie to samo. Dziękuję jednak, że mnie zrozumieliście. No… chodźmy, bo pani Weasley zacznie się o nas zamartwiać – dodała, próbując wziąć się w garść.

Kiedy wrócili do Nory, pani Weasley od razu zasypała ich pytaniami, o to czego chciał od nich nowy minister magii. Do rozmowy szybko przyłączyła się również Ginny. Kiedy opowiedzieli im o propozycji pracy i o tym, że Ron i Harry ją przyjęli, pani Weasley zasypała ich prośbami, by jeszcze raz przemyśleli swą decyzję i może lepiej wzięli przykład z Hermiony i wrócili do Hogwartu. Widząc jednak po paru minutach, że nie da rady ich przekonać, musiała się poddać i uszanować ich decyzję. Ginny za to poza satysfakcją z docenienia brata i jej chłopaka, nie mogła ukryć radości z faktu, że Hermiona wraca do Hogwartu.

– Hermiono, tak się cieszę, będziesz z nami na roku w takim razie. Ciekawe ile osób weźmie przykład z ciebie?

– Sama się nad tym zastanawiam, czy ktoś jeszcze z naszego rocznika wróci do zamku. Profesor McGonagall powiedziała, że przyjmie każdego na ten ostatni rok, jeśli ktoś tylko by tego chciał. I również cieszę się, że mimo braku Rona i Harry'ego, będę tam miała chociaż ciebie – dodała z uśmiechem, wyściskując rudowłosą przyjaciółkę.

Minęły trzy dni od wizyty trójki przyjaciół w Ministerstwie Magii. Stali na błoniach Hogwartu w otoczeniu grupy innych czarodziejów, na twarzach których widniały dość poważne miny. Wśród nich można było dostrzec wszystkich nauczycieli z zamku, grupę czarodziejów z Ministerstwa Magii z Kinsgleyem Shackleboltem na czele. Nie brakowało też grupki uczniów, również tych, którzy ukończyli już Hogwart, zwłaszcza tych powiązanych z domem Salazara Slytherina. I mimo niemałej ilości osób Hermiona wróciła pamięcią ponad rok wstecz, gdzie tuż obok również odbywał się pogrzeb byłego dyrektora Hogwartu, jednak tamta uroczystość odbyła się na nieporównywalnie większą skalę. Mimo zapewnień wielu osób, w szczególności Harry'ego i jego świadectwie o tym, jaką rolę Severus Snape odegrał w upadku Lorda Voldemorta, liczba osób oraz doniosłość pogrzebu była zgoła odmienna od tej, gdy pochowany został tutaj Albus Dumbledore.

Zarówno Hermiona, Harry i Ron byli niezmiernie wdzięczni profesor McGonagall, która przyrzekła Harry'emu, że dołoży wszelkich starań, aby przekonać ministerstwo do tego, by ciało Severusa Snape'a spoczęło na błoniach Hogwartu w pobliżu Albusa Dumbledore'a. Miał być to rodzaj odwdzięczenia się i uczczenia pamięci osoby o dwóch twarzach, która zwiodła wiele osób, wypełniając wolę Dumbledore'a, która poświęciła swoje życie, przyczyniając się wymiernie do odniesionego zwycięstwa nad siłami zła.

– Liczyłam na to, że jednak przybędzie więcej osób – zauważyła Hermiona. – Podczas pogrzebu Dumbledore'a było ich znacznie więcej.

– Zrobiliśmy, co mogliśmy – zauważył Harry, obserwując jak ciało Snape'a owinięte w całun, spoczęło na postumencie, znajdującym się niedaleko pomnika Albusa Dumbledore'a. Harry nie mógł powstrzymać się od wspomnień o człowieku, którego przez tak długi czas nienawidził z wzajemnością, a jednak który w głębi duszy z miłości do jego matki starał się go chronić i zadośćuczynić śmierci jego rodziców poprzez zdradę Czarnego Pana i opowiedzeniu się po stronie dobra. Harry wiedział, że mimo zasług, Severus Snape nie był osobą, którą mógłby polubić, zbyt wiele ich różniło. Doceniał jednak wkład i poświęcenie Severusa Snape'a oraz jego rolę podwójnego agenta, którą zaplanował z Dumbledorem, dzięki czemu mógł wykonać swoje zadanie, zwodząc nie tylko samego Harry'ego, ale przede wszystkim samego Voldemorta.

Ciało Severusa Snape'a spoczęło w pomniku, którego ciemny odcień kontrastował z pomnikiem Albusa Dumbledore'a. Pogrzeb dobiegł końca, czarodzieje zaczęli się rozchodzić, każdy w swoją stronę. Harry, Ron, Ginny oraz pozostali Weasleyowie czekali na Hermionę, która udała się w stronę profesor McGonagall, aby powiadomić ją o swojej decyzji dotyczącej powrotu do Hogwartu na ostatni rok nauki. Nie czekali długo, po chwili uśmiechnięta i zadowolona Hermiona, wróciła do nich, po czym wszyscy udali się w stronę bramy głównej Hogwartu.

– Poinformowałam profesor McGonagall, była również bardzo zadowolona z powodu mojej decyzji – poinformowała przyjaciół. – Ron, mogłabym cię prosić na słówko? – spytała z pewną miną.

– Oczywiście, Hermiono. – Harry i Ginny pozwolili im pozostać nieco w tyle, pozostawiając im trochę prywatności, samemu udając się za pozostałymi Weasleyami. – O co chodzi?

– Ron, podjęłam decyzję i chciałabym udać się do Australii, powinnam już to dawno zrobić, ale nie było kiedy, a muszę to załatwić przed powrotem do szkoły. – Ron zaczął się domyślać, o co chodzi i wcale nie dziwiło go, że Hermiona chce to zrobić. – Muszę odszukać rodziców – dodała zdecydowanym tonem. – Odszukać ich i przywrócić im pamięć. Nie wiem, jak zareagują, pewnie nie będą zadowoleni, po tym co zrobiłam, ale muszę ich odzyskać. – Oczy Hermiony napełniły się łzami.

– Wiem, Hermiono i obiecuję, że nie udasz się tam sama. Pomogę ci, pojadę z tobą. – Zapewnił swoją dziewczynę, Ron, który nie miał żadnych wątpliwości, że to właśnie powinien uczynić.

– Ron, nie musisz, dam sobie radę…

– Hermiono, już postanowiłem, nie zostawię cię z tym samą, znajdziemy twoich rodziców. – Ron objął dziewczynę, która pocałowała go w policzek, doceniając jego wsparcie. Tak objęci, dogonili pozostałych Weasleyów oraz Harry'ego, po czym wszyscy, poza murami Hogwartu deportowali się do Nory.