Rozdział 1: Nowe wyzwanie
Nastał ten czas. Dexter pokonał Savathun. Królowa Wiedźma leżała wycieńczona ciężko oddychając na brzuchu z rozłożonymi skrzydłami, które bezwładnie leżały na ziemi. Dexter również był wycieńczony tą ciężką walką. Chwilę potem Savathun podparła się na rękach i spojrzała na strażnika. Ten natomiast wycelował do niej z biodra ze swojego karabinu automatycznego.
-Czy to nie interesujące? Przeliczyłam się. Więc zrobiłeś to, Strażniku. Ochroniłeś swojego Wędrowca… tak, że nie pozwoliłeś mi zachować go w bezpiecznym miejscu. Ale Świadek nadciąga. Gra w którą grasz teraz. Od ciebie zależy wygrana… lub przegrana. Tylko nie mów, że cię nie ostrzegałam.- powiedziała, a następnie wyzionęła ducha i osunęła się na ziemię. Jej niebieskie oczy zgasły, a nad nią zaczął unosić się jej duch- Animaru. Wyraźnie był zaskoczony, że jego Pani zginęła i latał drgającym lotem oglądając ją próbując zrozumieć co się właśnie stało. Jednak chwilę potem nastał oślepiający blask, który był tak jasny, że Dexter musiał zasłonić swoją ręką światło, które go oślepiało, a Animaru chwilę potem zamienił się w świetlistą energię, która rozpłynęła się. Wędrowiec natomiast, który został schwytany przez Savathun zniknął, a razem z nim światło. Wówczas Dexter zaczął się rozglądać, a następnie po jego lewej stronie pojawił się Elizjasz.
-Nie… Gdzie podział się jej duch?
Wówczas w radiu odezwał się głos Ikory.
-Strażniku! Właśnie dostałam wiadomość: Wędrowiec wrócił do Ostatniego Miasta. Czy to już koniec? Czy Savathun…
-Nie żyje, ale jej duch zbiegł.- powiedział Dexter z bronią skierowaną lufą w dół.
-To dobrze. Utrzymaj pozycję. Skryci za niedługo przybędą by zabezpieczyć teren. Dobra robota Strażniku. Dokonałeś słusznego wyboru.- powiedziała, a następnie się rozłączyła.
-To co teraz?- zapytał się go jego duch patrząc się na niego.
-Teraz… przygotujemy się na nadejście Świadka i powstrzymamy nadciągającą Zapaść.- powiedział Dexter. Kilka minut później nadbiegło 10 Skrytych.
-A więc to prawda. Savathun naprawdę odeszła.- powiedziała damskim głosem zwiadowczyni ubrana cały w zestaw Veritas.
-Dobra robota Dexter. Ktoś taki jak ty powinien zostać naszym zwierzchnikiem, gdy Ikora zrzeknie się stanowiska.- powiedział inny tytan, który poklepał go po prawym ramieniu.
-Dzięki za pochwałę, ale nie gadajmy o tym. Ikora na razie nigdzie się nie wybiera i niech tak pozostanie.- powiedział Dexter.
Mimo wszystko jeszcze raz dobra robota. Możesz już iść. Zajmiemy się resztą.- powiedział ten sam tytan, a następnie pstryknął palcami prawej ręki. Wówczas wszyscy skryci rozbiegli się na pozycje. Dexter natomiast widząc, że jest tutaj już nie potrzebny, zarzucił swój karabin na kark, a następnie odwrócił się i zaczął iść powolnym krokiem w stronę wyjścia. Jednak gdy był przy wielkim dzwonie, jeszcze raz się obrócił, by zobaczyć pole ostatecznej bitwy, a następnie znowu się odwrócił i zaczął iść w stronę wyjścia ze Świata Tronowego. Chwilę potem jednak dostał jakiejś dziwnej wizji. Słyszał głośne szepty w swojej głowie, a następnie zobaczył statek w jakiejś innej krainie, która była mu zupełnie nieznana. W Środku piramidy znajdował się ten sam posąg co w piramidzie pod twierdzą Roju na księżycu. W tym momencie wizja się urwała.
-Co się stało? Dla czego stanąłeś strażniku?- zapytał się Elizjasz.
-Właśnie coś zobaczyłem. Chyba mój odpoczynek długo nie potrwa. Elizjasz, jak tylko wejdziemy na pokład statku, natychmiast lecimy do Enklawy. Musimy spotkać się z Ikorą.- powiedział Dexter.
-Jak sobie życzysz.- powiedział duch wydając przy tym charakterystyczne odgłosy, a następnie zakręcił tyłem swojej obudowy o kilka obrotów w prawo, a przednią część w lewo. Po jakiejś godzinie dotarli do Enklawy, a następnie zobaczył Ikorę stojącą na szczycie klifu wpatrującą się spokojnie w statek Savathun z rękoma założonymi za siebie.
-A więc to nareszcie koniec. Savathun została zabita. Skoro to już koniec, to teraz będziemy musieli zmierzyć się z tym Świadkiem, by oddalić „Zapaść" miejmy nadzieję na zawsze.- powiedziała, a następnie spojrzała z delikatnym uśmiechem na Dextera.
-Ikoro. Nie wiem jak ci to powiedzieć. Ale w Świecie Tronowym doznałem wizji. Widziałem w niej piramidę taką jak na księżycy, Europie czy tutaj. To był zupełnie inny świat. Nie wiem co to za miejsce, ale coś mi mówi, że nie tylko my będziemy mieli problem z Ciemnością.- powiedział Dexter.
-Możesz dokładniej mi opisać to miejsce?- zapytała się go Ikora, która całkowicie odwróciła się w jego stronę. Wyraźnie była zaintrygowana.
-To było morze. Piramida unosiła się nad wodą. Było ją widać z jakiego miasta nad wodą. Tylko tyle.- powiedział Dexter.
-Rozumiem. Jak będziesz wiedział coś więcej, to powiedz mi o tym. Na razie możesz odejść.- powiedziała Ikora, a następnie zaczęła znowu patrzeć się na Świat tronowy. Dexter natomiast odszedł i poszedł w stronę swojego statku.
-Nie wiem czemu ma przeczucie, że zrobiła ze mnie wariata.- powiedział Dexter.
-Ikora to profesjonalistka. Nie bez przyczyny została czarownicą Straży Przedniej. Na pewno tak o tobie nie pomyślała.- powiedział Elizjasz.
-Mimo wszystko, muszę zwołać swoją drużynę. Nie pozostawię tego o tak.- powiedział.
-To przygotuj się na kolejne zrzędzenie tego przebudzonego dziadka.- powiedział Elizjasz.
-Masz na myśli Uldrixa? Ja już nie słucham go od jakichś 50 lat.- powiedział Dexter wzruszając ramionami.
-Ale przyznasz, że jest bardzo inteligentny. Kogoś takiego należy przynajmniej raz na jakiś czas posłuchać.- powiedział Elizjasz.
-Prawda, nie uniżam jego mądrości, ale mimo wszystko jest strasznie irytujący. Aż przypomina mi się Asher Mir.- powiedział Dexter. Wówczas weszli na pokład swojego statku, a następnie polecieli w stronę Wierzy. Podróż dzięki skokowi nadprzestrzennemu trwała nieco ponad 5 min. Po tym czasie Dexter poszedł na plac, gdzie przesiadywała Ikora. Znalazł tam Uldrixa. Nie miał na sobie hełmu. Był to przebudzony w średnim wieku. Jego skóra miała ciemny odcień. Na głowie posiadał włosy ostrzyżone na jeża w kolorze bieli. Oczy jego natomiast były ogniste. Ubrany był w Rękawice rycerza Gensymu, Szaty mrozu, Prawe buty oraz obręcz Skrzydlate twierdzenie. W prawej ręce pod pachą trzymał swój Hełm Felwintera. Całość była w kolorze szarym. Wówczas Uldrix poczuł jego obecność i się odwrócił.
-Patrzcie państwo. Nasz bohater wrócił z tarczą w ręku.- powiedział lekko się uśmiechając patrząc się na niego z bardzo inteligentnym wyrazem twarzy.
-Było ciężko, ale udało mi się i innym.- powiedział Dexter.
-Widzę. Cieszę się, że jesteś cały i zdrowy, oraz że Wędrowiec wrócił tam gdzie jego miejsce.- powiedział, a następnie kiwnął głową. Wówczas Dexter również odkiwnął mu.- Co zamierzasz teraz zrobić?- zapytał się go po chwili.
-Myślałem o wolnym, ale niestety jeszcze trochę to potrwa.- powiedział Dexter.
-O co chodzi? Znowu podjąłeś jakiś trop?- spytał się go.
-Nie nazwał bym tego tak. Doznałem wizji. Piramida pojawi się w miejscu, którego w ogóle nie znamy.- powiedział Dexter.
-W nieznanym miejscu? Wizja? Czy twoje światło próżniowe spowodowało niedobór tlenu w twoim zakutym łbie?- powiedział Uldrix patrząc się na niego krzywo.
-Ikora nie była wobec mnie taka surowa.- powiedział.
-Po prostu nie chciała, żebyś czuł się urażony. Naprawdę wiedziałem, że tytani to skończone młoty, ale mam wrażenie, że bijesz ich wszystkich na łeb i na szyję.- powiedział Uldrix.
-Nie możesz chociaż przez chwilę pomyśleć nad tym? Skoro Vexowie potrafią przybywać z innych linii czasowych, to dla czego nie miałby istnieć inny świat w którym Świadek i jego czarna flota spróbuje zaatakować?- spytał się Dexter.
Załóżmy, że się z tobą zgadzam. Tylko powiedz mi proszę. Jaki cel miałaby inwazja ciemności na inny świat? Ciemność od zawsze podążała za Wędrowcem co pokazuje zapaść Eliksni, ale co z innymi światami, jeżeli takie rzeczywiście istnieją? Jaki sens dla Świadka jest atak na miejsce, gdzie Wędrowiec najprawdopodobniej nawet nie zawitał?- spytał się go Uldrix.
-Nie próbuj wszczepić mi zdrowego rozsądku, dobrze? Jestem jednym z pierwszych strażników po erze Żelaznych Lordów. Do dziś pamiętam jak tymi rękoma stawiałem te mury razem z Zavalą i innymi tytanami. Wiem, że brzmi to dziwnie dla kogoś tak oświeconego jak ty, ale to nie znaczy, że masz prawo od razu po mnie jeździć jak tylko ci się podoba.- powiedział zły Dexter.
-Głupi jesteś. Chciałbym ci wierzyć, ale nie ma podstaw by to co mówisz miało sens. Nie mówiąc już o ładzie i składzie- powiedział.
-Wiesz co. Myślałem, że jako drużyna możemy na sobie polegać, ale jak widać to tylko wyimaginowane ideały.- powiedział Dexter, a następnie poszedł machając głową na boki.
-Co za idiota.- powiedział Uldrix, a następnie odwrócił się i zaczął ponownie oglądać Wędrowca.
Dexter tym czasem poszedł do naczelnika Zavali. Zavala jak zawsze oglądał Wędrowca. Stał na balkonie pilnowany przez dwóch uzbrojonych strażników opierając się o balustradę.
-Naczelniku?- powiedział Dexter podchodząc do niego. On natomiast się odwrócił.
-Witaj Dexter. Co cię do mnie sprowadza?- spytał się poważnym tonem odwracają się do niego.
-Chcę się zapytać, czy wiesz może, gdzie teraz przebywa Wales-99.- powiedział Dexter.
-Wales? Ten Exo łowca, tak?- spytał się Zavala dla pewności.
-Tak, to on. Mam do niego bardzo ważną sprawę.- powiedział Dexter.
-Obecnie przebywa w EMS. Wysłałem go tam, by zlikwidował paru wpływowych kapitanów upadłych z Rodu Zaćmienia.- powiedział Zavala.
-Bardzo Panu dziękuję naczelniku.- powiedział.
-I jeszcze jedno.- powiedział Zavala, gdy Dexter odwrócił się, żeby pobiec do swojego statku.
-Tak naczelniku?- zapytał się go Dexter.
-Świetna robota. Dziękuję ci za uratowanie Wędrowca przed wstrętnymi łapami Savathun.- powiedział naczelnik, który kiwnął mu głową w ramach podziękowań.
-To mój obowiązek. Chronić Wędrowca i Ostatnie miasto.- powiedział Dexter, a następnie pobiegł w stronę hangaru, gdzie znajdował się jego statek. Gdy tam był, natychmiast ruszył w stronę EMS. Lot z prędkością naddźwiękową zajął mu niespełna 15 min. Gdy znajdował się nad starym kościołem w Trostland, statek podleciał jakieś 5 metrów od ziemi, a następnie Dexter przeteleportował się na nią. Statek natomiast gdzieś zniknął. Chwilę po lądowaniu Dexter pociągnął za suwadło swojego karabinu, a następnie zaczął się rozglądać. Wszędzie było pusto. Dookoła było słychać szumy natury, oraz przeplatające się z nią okrzyki i mowę upadłych. Dexter natomiast szedł powolnym krokiem i zaczął się rozglądać na wszystkie strony, czy coś mu nie grozi. Wówczas zobaczył go jeden z Wandali upadłych, który był uzbrojony w karabin drutowy, który był karabinem snajperskim. Celował w Dextera czekając na odpowiednią okazję do strzału. Nagle padł głośny strzał, który trafił Wandala prosto między oczy rozrywając jego głowę na kawałki, a następnie jego ciało wybuchło. Wówczas Dexter szybko się odwrócił i zobaczył, że coś płonie na 3 piętrze na wpół zburzonego budynku. Chwilę potem za jego plecami spadł jakiś zwiadowca. Dexter natomiast szybko się odwrócił i wycelował w potencjalnego napastnika.
-EJ! Ostrożnie z tym, dobra?- powiedział nieznajomy Łowca podnosząc ręce.
-Wales, dobrze cię widzieć. Co to było?- zapytał się Dexter.
-Jeden z Wandali, który próbował skrócić cię o głowę. Jeśli chcesz przetrwać w EMS, to najpierw naucz się wyczuwać zagrożenie.- powiedział Wales. Był on ubrany w maskę plastyczności fenotypu, Kręgosłup młodej Ahamkary, kamizelkę Światłorodu, buty cienia oraz pelerynę biegu z przeszkodami. Na plecach natomiast trzymał karabin snajperski przystrojenie.
-Jakim cudem on wybuchł?- zapytał się Dexter.
-Dodałem do pocisków esencji eksplodującego światła. To coś jak Memento Mori w Asie Pik.- powiedział Wales.
Wówczas usłyszeli wrzaski innych upadłych.
-Lepiej stąd chodźmy, zanim przybędzie tu więcej tych męt.- powiedział Wales, a następnie razem pobiegli do środka katedry na górę, gdzie swój posterunek miał Devrim Key- jeden ze zwiadowców i wyśmienity snajper.
-Witam strażników. Z jaką sprawą do mnie przychodzicie? Jeśli towarzysko to muszę was zmartwić. Nie zdążyłem zaparzyć wody na herbatę.- powiedział Devrim.
-My nie jesteśmy towarzysko. Może później, ale na razie mam misję do wypełnienia od Zavali.- powiedział Wales.
-Więc to ty musisz być tym łowcą, o którym mówił naczelnik. Nie śpieszyłeś się zbytnio.- powiedział Devrim.
-Byłbym szybciej, ale ostatnio wszędzie jest sporo Upadłych. Do tego musiałem uratować kumpla z opresji. Chwila zwłoki dłużej i straciłby kolejne życie.- powiedział Wales.
-Nie przesadzaj. Dobrze wiesz, że i tak bym się odrodził.- powiedział Dexter.
-Pod warunkiem, że twój duch nie skończył by jak Sundance.- powiedział Wales.- Ale do rzeczy. Masz to o co prosiłem?- zapytał się Wales Devrima.
-Tak, proszę bardzo.- powiedział, a następnie wręczył Walesowi teczkę z jakimiś papierami.- Ci trzej kapitanowie działają nam na nerwy od dłuższego czasu. Odkąd się pojawili, Ród Zmierzchu stał się bardzo odważny. Byłem świadkiem jak dosłownie 3 dni temu odparli natarcie Czerwonego legionu, który się desantował jakieś 100 metrów od kościoła. Straciłem również kontakt z kilkoma drużynami. Obawiam się najgorszego.- powiedział Devrim, który nie krył zdenerwowania.
-Zobaczmy… Etrisgror, ostatnio widziany w kopalniach soli, Wyklis, ostatnio widziana wraz z grupą wydobywczą niedaleko bazy kombinatu i Evrilkror, lokalizacja nie znana. Dobrze, niewiele tego, ale zawsze coś. Na początku zajmę się tym całym Etrisgrorem. Mam nadzieję, że nie wie, że właśnie został na niego podpisany wyrok śmierci i będzie czekał grzecznie na odstrzelenie jego eterowego łba. Mam dość uganiania się za tymi kosmicznymi piratami mimo tego, że moje ciało jest z metalu- powiedział Wales.
-Nie liczyłbym na to. Ale może rzeczywiście dopisze ci łut szczęścia. Jak chcesz, to ci pomogę. Mówisz, że ten drugi przewodził grupą wydobywczą. Dobrze zatem, zajmę się nim.- powiedział Dexter.
-Ej, nie kradnij mi roboty, dobra? Może i nie znoszę tej roboty, ale Wędrowiec po coś wybrał mnie na łowcę.- powiedział zły Wales.
-To może zróbmy tak. Ja pomogę ci z tym, a ty w zamian zrobisz coś dla mnie. Co ty na to?- zapytał się Dexter.
Wówczas Wales zaczął przez chwilę myśleć.
-Dobrze więc, niech i tak będzie. W końcu po coś w tej drużynie jesteśmy, no nie?- powiedział Wales, a następnie przybili sobie dłonie.
-Przynajmniej na ciebie mogę liczyć. Teraz tylko trzeba poczekać na ekipę wydobywczą.- powiedział Dexter.
Nagle usłyszeli głos silników, a chwilę potem zobaczyli Skiff, który przeleciał jakiś metr nad wierzą kościoła. Kierował się w stronę lasu.
-Nie będziesz musiał długo czekać. Idź już i przechwyć ich.- powiedział Devrim.
Wówczas Dexter wziął od niego kartkę ze zdjęciem Wyklis, a następnie zszedł na dół, a gdy wyszedł przed kościół przywołał swojego wróbla i poleciał w stronę skifu. Podróż trwała jakieś 30 min. Gdy był już na miejscu, wykopaliska trwały w najlepsze. Wokół wiertnicy, która unosiły się jakieś 5 metrów nad ziemią były rozstawione 3 urządzenia, które wysyłały w stronę wiertnicy jakiś promień. Wśród nich stał kapitan, który wydawał reszcie polecenia. Gdy Dexter już był zapoznany z sytuacją, natychmiast przystąpił do akcji. Wyskoczył do góry, a następnie rzucił w stronę wroga granat kasetowy. W połączeniu z nałożonymi na jego zbroję aspektami próżniowymi, każdy zabity przez granat przeciwnik również wybuchał światłem próżniowym. Wówczas Upadli, którzy przeżyli ten atak rozpierzchli się, a na miejscu został tylko kapitan, który również został ranny. Wówczas Dexter wylądował przy nim, a następnie szybkim uderzeniem pięścią w twarz przewrócił go. Przedtem odleciał na jakieś 5 metrów do tyłu. Połowa jego maski po prawej stronie oderwała się od siły uderzenia. Wówczas Dexter podszedł powoli do powalonego kapitana, który opierał się na swoich górnych rękach wpatrując się z nienawiścią w strażnika. Dexter natomiast wziął do ręki zdjęcie, a następnie przyjrzał się obcemu. To nie był ten, którego szukał.
-Rozumiesz co do ciebie mówię?- spytał się Dexter celując w kapitana ze swojego karabinu automatycznego.
Wówczas ten powiedział coś w języku Eliksni z wyraźnie sączącym się jadem z jego słów.
-Tak też myślałem.- powiedział Dexter, a następnie wpakował w jego korpus połowę magazynka. Jego niebieska krew tryskała z każdym penetrującym jego ciało nabojem. Chwilę potem jego oczy zgasły, a on sam osunął się na ziemię. Wówczas Dexter spojrzał na wiertnicę, a następnie zamienił karabin automatyczny na karabin fuzyjny Zero opanowania i zaczął ostrzeliwać urządzenia, które niszczył jedno po drugim. Gdy wszystkie zostały zniszczone, ostatnie urządzenie posłało w stronę wiertnicy bardzo potężny sygnał, który spowodował uszkodzenie wiertnicy. Cała się iskrzyła i przechodziły przez nią wyładowania. Chwilę potem wiertnica upadła na ziemię wybuchając rozsypując dookoła siebie migot, który zdążyła wydobyć.
-ŁOŁ, sporo tego migotu. Ja przygotuję teleportację, a ty mnie w tym czasie osłaniaj. Może to zaalarmuje tego kogo szukamy i stawi się tu osobiście.- powiedział jego duch, a następnie zaczął sekwencję teleportacji góry migotu. Niemal natychmiastowo zleciały się trzy skify, które zaczęły lewitować, a z których wyskoczyła horda upadłych. Najwięcej było mętów oraz maruderów, a najmniej wandali. Wówczas maruderzy stali się niewidzialni, a reszta zaczęła strzelać do Dextera. Wówczas on postawił szybko barykadę i rzucił granat, w stronę strzelających. Wszyscy natychmiast zginęli w morzu eksplozji. Chwilę potem skoczyli na niego maruderzy, którzy wyłączyli swoją niewidzialność. Wówczas Dexter użył swojej super zdolności. Cały zaczął świecić się na fioletowo, a w jego prawej ręce pojawiła się tarcza próżniowa, którą osłonił się. Wszystkie ostrza trafiły w nią i się odbiły. Wówczas Dexter zadał parę ciosów tarczą powodując, że przy każdym uderzeniu wrogowie zaczęli zamieniać się w fioletową substancję, która znikała na wietrze. Następnie rzucił tarczą w stronę pozostałych upadłych. Gdy tarcza uderzyła jednego, odbiła się i trafiła kolejnego i tak 10 razy, aż znikła. W ręce Dextera natomiast pojawiła się kolejna.
-DOŚĆ!- powiedział ktoś wściekle kobiecym głosem. Wówczas Dexter spojrzał w górę na klif i zobaczył stojącego tam kapitana. Był on przynajmniej dwa razy większy od Dextera.
-Czy to ciebie szukam?- spytał się Dexter patrząc się na niego, a następnie jego tarcza znikła, a ciało przestało się świecić.
-Nie wiem kogo szukasz, ale jeśli szukasz kłopotów, to właśnie je znalazłeś.- powiedziała kapitan, a następnie przeteleportował się na dół. Stanął jakieś 10 metrów od Dextera.
-I co teraz zrobisz?- zapytał się Dexter.
-Teraz cię zabiję. Wystarczająco dużo zniszczyliście naszych wiertnic. To będzie twoja ostatnia człowieczku.- powiedziała złowrogo kapitan.
Wówczas Dexter spojrzał szybko na kartkę. Podobizna była identyczna.
-Co robisz? Spisujesz testament? Nie martw się. Zaopiekuję się twoim maszynką do ożywień i sprzętem jak należy. Słowo szabrownika.- powiedziała kapitan śmiejąc się pod nosem.
-Dzięki, ale Elizjasz jest tam gdzie jego miejsce. I teraz wiem, że to ciebie szukałem… Wyklis.- powiedział Dexter.
-Proszę, proszę. Widzę, że poznałeś moje imię. I do tego wypowiedziałeś je jak należy. Czapki z głów. Ale to nie uratuje cię przed twoim rychłym końcem.- powiedziała.
-Nie jesteś pierwsza, która mi to mówi.- powiedział Dexter wyciągając swój karabin fuzyjny Zero opanowania.
Wówczas Wyklis wrzasnęła wściekle jak upadły podnosząc górne kończyny, w których trzymał po ostrzu, które przepełniały wyładowania elektryczne, oraz odchyliła głowę do tyłu na 90o i ruszyła na Dextera. Dexter natomiast wycelował i zaczął ładować karabin. Gdy skoczyła w jego stronę, Dexter puścił spust tym samym powodując wystrzał. Bron wypluła 5 pocisków próżniowych, które trafiły w korpus Wyklisa. Wówczas jego tarcza elektryczna została zniszczona, a on sam poleciał do tyłu na 3 metry upadając ciężko na brzuch.
-Jeden zero dla mnie.- powiedział Dexter zarzucając karabin na kark.
Wówczas Wyklis wstała szybko i rzuciła się zamachując się na Dextera. On natomiast szybko schował broń i mimo tego, że był tytanem, odskoczył i zaczął unikać kolejnych ataków. Wówczas Dexter rzucił w jej stronę tarczę, która pojawiła się znikąd. Ona natomiast odbiła ją bez problemu, jednak wypadła przez to z rytmu. Wówczas Dexter wykorzystał okazję i szybko uderzył ją pięścią w twarz. Wówczas Po raz kolejny poleciała do tyłu i znowu upadła.
-I znowu leżysz.- powiedział ze satysfakcją w głosie masując pięść.
-DOŚĆ! NIE BĘDZIESZ PONIŻAĆ TAK KAPITANA RODU ZAĆMIENIA!- wrzasnęła wściekle, a następnie rzuciła się jeszcze raz z większą mocą. Nagle w powietrzu zawisła dziwna groza. Wszystko ucichło i zaczął wiać cichy, złowrogi wiatr. Dexter i Wyklis natomiast byli zbyt zajęci sobą, żeby zobaczyć, że coś się zaczyna dziać. Chwilę potem za Dexterem pojawiła się znikąd czarny portal, który zachowywał się jak ciecz. Wówczas Wyklis zaszarżowała na niego. Dexter natomiast po raz kolejny załączył swoją super zdolność i zasłonił się tarczą. Wyklis natomiast była tak zdeterminowana, że przepchała go do portalu, do którego razem wpadli, a następnie zaczęli lecieć w dół wrzeszcząc przy tym. Nagle Dexter złapał się za jakąś półkę, a Wyklis złapał się za jego nogi.
-Puszczaj!- powiedział trzęsąc nogami.
-Albo mnie wciągniesz ze sobą, albo pociągnę cię ze sobą światłodzierżco!- powiedziała złowrogo.
-W twoich snach szabrowniku.- powiedział z oburzeniem, a następnie wyrwał swoją prawą nogę, a następnie kopnął ją z całej siły w twarz. Ona jednak nadal się trzymała. Wówczas kopnął ją jeszcze trzy razy. Wówczas ją przyćmiło.
-Spadaj.- powiedział arogancko, a następnie jeszcze raz ją kopnął. Wówczas Wyklis puściła nogę i zaczęła spadać w głąb wrzeszcząc przy tym, aż ona i jej krzyki przepadły w ciemnościach. Wówczas Dexter wspiął się i zobaczył przed sobą zniszczony, mroczny świat w czarnobiałych barwach , gdzie dominowała głównie ciemność. Było to zniszczone miasto, które przypominało architekturą renesans. Budyni jak i podłoga w niektórych miejscach były popękane. Znajdował się na dziedzińcu miasta, gdzie znajdowała się popękana fontanna.
-Co to za miejsce?- spytał się zaskoczony Dexter.
-Sfera wstąpienia. Tylko do kogo on należy.- powiedział duch.
-To, że jest to Sfera Wstąpienia, to sam wiem. Ja zastanawiam się, co to za miasto.- powiedział zaskoczony Dexter nigdy nie widząc czegoś podobnego, gdy przechodził przez sfery wstąpienia. Następnie skierował się w stronę bramy, przez którą wyszedł z miasta. Most zwodzony był zawalony. W miejscu, gdzie powinna być woda, była jedynie ciemną, ziejącą mrokiem przepaść. Nie przeszkadzało to jednak zbytni Dexterowi, który użył swojego wznoszenia i po prostu przeleciał nad przepaścią. Wówczas zobaczył ogromną przestrzeń. Była to dolina, która była pozbawiona trawy. Ziemia była sucha i popękane, a drzewa bez liści, a niektóre były połamane lub miały dziwne kształty.
-Ten świat tronowy… Jest większy niż jaki kiedykolwiek widziałem.- powiedział Dexter.
-Lepiej się nie zatrzymujmy. Mam wrażenie, że ktoś nas cały czas obserwuje.- powiedział duch, który nie krył niepokoju.
Wówczas Dexter posłuchał rady swojego przyjaciela, a następne zaczął iść dalej. Po jakichś 10 minutach drogi przez stepy zobaczył ogromne drzewo pozbawione liści. Było ono złamane na pół. Wówczas podszedł do niego bliżej. Nagle zobaczył statuę, która również była popękana, jednak w jednym kawałku. Była to kolumna wysoka na jakieś 10 metrów, na szczycie której stał mały posąg jakiejś postaci odzianej w coś co przypomina habit. Postać była zakapturzona. Trzymała w złożonych, wyciągniętych przed siebie dłoniach jakąś kulę, oraz tak jakby opatulała się skrzydłami. Wówczas Dexter podszedł ostrożnie do posągu, a następnie ostrożnie dotknął go. Nagle usłyszeli trzask. Wówczas Dexter i duch odwrócili się i zobaczyli ogromną skazę, która uformowała się nad nimi. Na ziemi natomiast pojawił się dosłownie legion pochwyconych z różnych ras.
-Jasna cholera.- powiedział Dexter.
-Strażniku. To jest strefa, gdzie światło nie dociera. Będę w stanie cię wyleczyć, ale moje światło będzie niewystarczające, żeby cię wskrzesić.- powiedział duch.
-Świetnie. Teraz już zaczynam rozumieć, co Xol miał na myśli mówiąc, że utonę w ciemności.- powiedział Dexter. Wówczas pochwycone hobogobliny, które znajdowały się na drzewie, oraz na swego rodzaju piedestałach zaczęły strzelać do niego. Dexter Wówczas szybko postawił osłonę świtu, która natychmiast zaczęła pochłaniać zmasowany ostrzał przeciwnika.
-Jasna cholera, zginiemy tutaj!- powiedział wściekły i jednocześnie przerażony rychłego zakończenia Dexter.
Nagle w drzewie za nim pojawił się podobny portal co w EMS.
-Strażniku, patrz! Portal!- krzyknął duch obracają się w stronę portalu.
Dobra na trzy. Raz…- zaczął Dexter, a następnie zaczął biec.
-To nie było trzy!- krzyknął duch.
-Nie chrzań, tylko pakuj się do środka.- powiedział, a następnie złapał ducha w swoja prawą dłoń.
-Co zamierzasz?- powiedział zaskoczony.
Wówczas Dexter rzucił duchem w portal w którym zniknął, a następnie Dexter również wszedł do portalu, który zniknął tak jak się nagle pojawił. Gdy był po drugiej stronie, czekał na niego już jego zdenerwowany duch.
-Nigdy więcej tego nie rób.- powiedział ostrym, zdenerwowany, tonem.
-Nie spinaj tak obwodów, bo dostaniesz spięcia i co wówczas zrobię?- spytał się Dexter próbując obrócić sytuację w żart.
-Mimo wszystko nigdy więcej nie próbuj tego.- powiedział stanowczo.
-Gdzie my w ogóle jesteśmy? –spytał się Dexter patrząc na obszar który ich otaczał. Była to plaża. Przed nimi rozpościerało się morze, albo nawet i ocean. Naprzeciwko widzieli małą wyspę z jakimiś kolumnami.
-Nie wiem, ale nie wygląda to bynajmniej ciekawie.- powiedział duch.
-Spróbuj nawiązać kontakt ze strażą przednia. Może oni będą wiedzieć coś więcej na ten temat.- powiedział Dexter.
-Strażnik 6601 do Wieży, czy mnie słyszycie? Odbiór.- powiedział Duch przez swój komunikator. Głucha cisza.- Zavala, słyszysz mnie? Odbiór?- spytał się duch ponownie. Nadal cicho.- Nikt nie odpowiada. Musimy być w innym świecie, gdzie sygnał nie dochodzi.- powiedział Duch.
-Spróbuj na innych częstotliwościach. Może to wina rozregulowanego odbiornika.- powiedział Dexter.
-Wątpię, ale spróbuję.- powiedział duch.
-Tam widzę jakąś ścieżkę. Może ona nas gdzieś doprowadzi?- spytał się Dexter.
-Na obecną chwilę nie mamy raczej innej alternatywy.- powiedział duch.
Wówczas razem poszli, a duch w między czasie zniknął. Po chwili marszu na drodze stanął im wysoki na jakieś 4 metry skalny schodek. Dla Dextera nie była to jednak przeszkoda i tak jak wcześniej użył swojego skoku, by wejść na półkę. Wówczas zaczął iść dalej. Minął wodospad, a następnie stanął na krawędzi klifu.
-Czy to przypadkowo nie jest to samo miasto, które wdzieliśmy w świecie tronowym?- spytał się Dexter pokazując na miasto wystające zza pagórków.
-To całkiem możliwe. Może chodźmy tam i przekonajmy się, co to za miejsce.- powiedział, a następnie razem poszli w stronę miasta. Wówczas Dexter skoczył z klifu i gdy miał uderzyć w ziemię, zamortyzował upadek swoim skokiem lądując na ziemi delikatnie jak liść.
-Nie użyjesz wróbla? Moje systemy mówią mi, że możesz go przywołać.- powiedział duch.
-Na razie chcę wiedzieć z kim mam tutaj do czynienia. Nie chcę przestraszyć innych ludzi jeżeli tutaj jacyś mieszkają.- powiedział Dexter, a następnie zaczął iść dalej Wówczas doszedł do pewnej statuy, która była taka sama jak ta, którą widział w sferze wstąpienia.
-Ciekawe. ta sama statua, ta sama równina. Czyżby ten świat tronowy, to było odbicie tego miejsca?- zapytał się Dexter.
-Może podejdziesz do niej, a ja ją dokładniej zbadam?- zaproponował duch.
-Chętnie bym to zrobił, tylko jak widzisz jest tutaj woda. Dość głęboka.- powiedział Dexter z przekąsem.
-A nie dolecisz tam?- spytał się duch.
-Za daleko dla mnie. Musiałbym się wspomóc mieczem, tylko, że nie wiem, czy mam dostęp do swojego schowka, żebym mógł go wyciągnąć.- powiedział Dexter.
-W takim razie może innym razem.- powiedział duch.
-Innym razem.- powiedział Dexter.
Chwilę potem dobiegły ich odgłosy przypominające walkę.
-Słyszysz to?- spytał się Dexter.
-Tak. To brzmi jak walka.- powiedział duch wewnątrz niego.
-Lepiej to sprawdźmy.- powiedział, a następnie pobiegł. Chwilę potem dobiegł do innego niskiego klifu, z którego zobaczył dwóch ludzi, którzy byli się z jakimiś dziwnymi człekokształtnymi stworzeniami nie większymi niż 1 metr. Był tam jakiś chłopak z długimi blond włosami w dość egzotycznym stroju, którego nie widział nawet w Ostatnim mieście. Walczył mieczem. Z tyłu za nim znajdowała się natomiast dziewczyna, która miała długie brązowe spuszczone włosy, wstążkę zawiązaną na głowie, a na szyi znajdowały się swego rodzaju gogle. Miała na sobie ubranie przypominające gorset, z białymi akcentami, na których znajdowały się jakieś złote zdobienia. Posiadała również coś na kształt krótkich spodenek dżinsowych bez nogawek, oraz nosiła długie, białe sięgające aż do ud białe kozaki z czerwonym wykończeniem na górze. Również na białym znajdowały się jakieś złote zdobienia. Ona natomiast wspierała swojego towarzysza łukiem. Przy chłopaku była również jakaś mała latająca rzecz, która przypominała małą dziewczynkę w czymś co przypominało sweter, a na głowie miała coś, co przypominało aureolę lub inną koronę, która lewitowała.
-Miecze i łuki? Gdzie my w ogóle trafiliśmy? I co to za jakieś małe coś?- spytał się zaskoczony Dexter.
-Chciałbym zauważyć, że ty również korzystasz z tych broni.- powiedział duch.
-Tylko zwróć uwagę na chociażby takiego Ghula trójcy, a na ten łuk z którego korzysta. To dwie zupełni inne bronie.- powiedział Dexter.
-To pomożesz im, czy będziesz tak stać i się przypatrywać.- powiedział duch.
Wówczas Dexter bez chwili zastanowienia zaczął biec w stronę ludzi. Gdy był jakieś kilka metrów od nich, wyciągnął swój karabin automatyczny Zobowiązanie służbowe i zaczął strzelać do napastników. Jeden magazynek wystarczył, aby zabić wszystkich napastników. Wówczas chłopak i dziewczyna odwrócili się w stronę z której dobiegły strzały i zdziwili się na widok przybysza.
-Kim jesteś?- zapytał się chłopak.
-Kimś, kto ratuje wam skórę.- powiedział Dexter. Nagle nadbiegły dwa olbrzymie stworzenia, które zdawały się być w przyjaznych stosunkach z mniejszymi stworzeniami. Jeden gigant miał dużą, drewnianą tarczę, a drugi olbrzymi topór. Oba olbrzymy miały czarne jak smoła, gęste, długie futro i nosiły maski z rogami. Gdy zobaczyli strażnika, natychmiast rzucili się w jego stronę.
-Uciekaj! Zrobią z ciebie krwawą miazgę!- zawołała dziewczyna widząc, jak dwa potwory pędzą w stronę Dextera, a on się nie rusza.
-Przyrost mocy nad treścią. Dla czego mnie to już nie dziwi.- powiedział Dexter patrząc się na osiłków prychając z pogardą. Wówczas potwór z toporem skoczył w stronę Dextera, a ten z tarczą przyłożył ją do samej ziemi i zaczął nią szarżować. Wówczas Dexter odskoczył, a następnie w jego prawej ręce pojawiła się jakaś granatowa kulka, którą rzucił w stronę przeciwników. Wówczas gdy kulka upadła, z ziemi wyskoczyła ściana granatowo-fioletowego lodu, która zamroziła przeciwników. Chłopak i dziewczyna razem z małym latającym człowieczkiem natomiast zdziwili się na to co się właśnie stało.
-A teraz czas na roztrzaskanie.- powiedział Dexter, a następnie zaczął biec w stronę wrogów i gdy był metr od nich, jego ręka porosła tym samym lodem, a następnie z ogromną prędkością wbił się w lód roztrzaskując go i przy okazji zamrożonych przeciwników. Wówczas całej trójce opadły szczęki.
-Żenada.- powiedział Dexter.
-Jeszcze raz się zapytam, kim jesteś?- zadał ponownie pytanie chłopak.
-Paimon też chciałaby wiedzieć.- powiedziała mała latająca dziewczynka, czy co to było.
-Kimś, kto właśnie uratował wam życie i nie wie, gdzie trafił.- powiedział Dexter.
-Zaraz, zaraz. Chcesz mi powiedzieć, że ty również nie jesteś stąd?- zapytała się z kolei dziewczyna ubrana na czerwono.
-Można tak powiedzieć.- powiedział Dexter.
-Widzisz Aether? Nie jesteś jedyny.- powiedziała podekscytowana dziewczyna.
-Skoro nie jesteś stąd, to czy przypadkiem nie widziałeś może pewnej dziewczyny? Miała białą sukienkę, krótkie blond włosy z dłuższymi pasmami w okolicach baków? Ma na imię Lumine.- powiedział Aether z nadzieją.
-Nie, pierwszy raz słyszę o kimś takim. Trafiłem tu dosłownie jakieś pół godziny temu.- powiedział Strażnik.
-W takim razie nie pozostaje mi nic innego jak tylko powitać cię w Mondstadt. Jestem Amber, zwiadowczyni rycerzy Fawoniusza. A to jest Aether, honorowy rycerz. Również nie jest stąd.- powiedziała Amber.
-Miło mi. Nazywam się Dexter.- powiedział.
-Miło nam cię poznać. Skąd jesteś?- zapytał się Aether.
-Jestem strażnikiem. Pochodzę z Ostatniego miasta. Miejsca położonego daleko stąd.- powiedział Dexter.
-Ostatnie miasto? Co to za miejsce?- spytała się Paimon zdziwiona.
-To ostatni bastion ludzkości po zapaści spowodowanej przez nadejście ciemności. My strażnicy mamy za zadanie chronić ostatnie miasto i inne miejsca w układzie słonecznym przed jej potwornościami.- powiedział Dexter.
-Brzmi to dość dziwnie, jakiej ty magii używasz? To co zrobiłeś z tymi Mitachurlami to było niesamowite.- powiedziała podekscytowana Paimon.
-Magii? Nie, to nie magia, choć niektórzy tak to nazywają. My strażnicy posługujemy się światłem. Choć niektórzy z nas jak ja potrafią też władać mocą ciemności.- powiedział Dexter.
Wówczas cała trójka zdębiała.
-Moc ciemności? Czy to było to czym ich zamroziłeś?- spytał się Aether.
-Tak. Hipokryzja, no nie? Walczę z ciemnością jednocześnie używając jej. Ale może później opowiem wam o niej więcej.- powiedział Dexter.
-Pewnie jesteś zmęczony. Nie chciałbyś może pójść z nami do miasta? Za pomoc w walce z Hilichurlami należą ci się nasze podziękowania.- powiedziała Amber.
-Tak, a może pójdziemy razem i zjemy pieczeń miodową?- zaproponowała Paimon.
-W sumie czemu by nie. Brzmi świetnie.- powiedziała Amber uśmiechając się.
-A ty Dexter? Idziesz z nami coś zjeść czy tylko do miasta?- zapytał się Aether.
-Ja przede wszystkim chcę się dowiedzieć co z czym się tu je.- powiedział Dexter.
-O wszystkim ci powiemy.- powiedziała Amber.
-No dobrze, w takim razie chodźmy.- powiedział Dexter.
Nagle atmosfera wypełniła się czymś dziwnym. Po raz kolejny było czuć grozę w powietrzu.
-Coś nie tak?- zapytał się Aether Dextera, który nagle znieruchomiał.
-Strażniku, wykrywam w powietrzu masowe skupienie cząstek Neutrino.- powiedział Elizjasz, który się nagle pokazał.
-Co to jest?- spytała się zaskoczona Amber na widok ducha tak samo jak reszta.
-Potem wam wyjaśnię. Na razie gdzieś się ukryjcie. Nadciągają kłopoty z którymi nigdy wcześniej nie mieliście do czynienia.- powiedział Dexter obserwując niebo i ziemię.
-Dla czego? Czego tak nagle się boisz?- zapytała się Paimon.
Nagle przed nimi jakieś 10 metrów nad ziemią znikąd pojawiła się czarno-biała energia, która zaczęła tańczyć, a chwilę potem uformowała się w czarną, ogromną kulę. Na ziemi natomiast pojawiły się kopuły, które były przeźroczyste, a w środku każdej było coś na kształt rdzenia. W kopułach natomiast pojawili się pochwyceni, którzy zaczęli z nich wychodzić.
-Co… to jest?- spytała się przerażona Amber na widok przybyszów.
-Kłopoty o których wam mówiłem. Uciekajcie stąd, albo gwarantuję wam, że śmierć będzie dla was wybawieniem przed tym co was czeka z ich strony.- powiedział Dexter.
-Nie, będziemy walczyć!- powiedziała zdeterminowana Amber.
-Tak. Razem damy radę!- powiedziała Paimon również zdeterminowana.
-Dobrze, ale obiecajcie mi, że nie wejdziecie do żadnej z tych kopuł, ani nie dotkniecie żadnej z tych istot.- powiedział Dexter.
-Dobrze. Powiedziała cała trójka.
Wówczas Dexter rzucił się w stronę jednej z kopuł, a następnie wszedł do niej i zaczął strzelać ze swojego karabinu fuzyjnego w rdzeń kopuły. Aether natomiast zamachnął się na pochwyconego psiona. Przepołowił go, jednak ku zdziwieniu Aethera i Paimon rozdzielił się na dwa.
-Co jest?- spytał się zaskoczony Aether. Wówczas psion po prawej uderzył Aethera odrzucając go do tyłu.
-Aether!- krzyknęła zaskoczona Paimon. Wówczas drugi psion zaczął w nią celować. Na jej szczęście zreflektowała się i odskoczyła w bok unikając strzału o centymetry.
-Co to jest?- zapytał się Aether patrząc się z przerażeniem na pochwyconych.
Amber natomiast zaczęła strzelać w stronę pochwyconego hoplity. Wszystkie jej strzały jednak odbiły się od tarczy pochwyconego. Następnie pochwycony zasłonił się tarczą, a z jego tarczy wystrzelił strumień energii, który odrzucił Amber na jakieś 10 metrów.
-Ała!- krzyknęła Amber łapiąc się za prawą rękę, a następnie spojrzała na swój łuk. Był złamany w pół.
-Czym to jest?- spytała się obolała Amber nie kryjąc strachu.
Tym czasem Dexter zniszczył jedną z kopuł, a następnie rzucił w stronę ogromnej kuli granat i zaczął strzelać do niej ze swojego karabinu maszynowego „Prawowity Następca". Po kilku sekundach ostrzału kula pękła i rozleciała się. Ze środka natomiast wyleciał potężny, ogromny stwór. Miał on jakieś 15 metrów wysokości, oraz posiadał olbrzymi miecz. Gdy zobaczył Dextera natychmiast rzucił się w jego stronę.
-Co to jest?!- krzyknęła przerażona Paimon.
-Aether nie wiedział co zrobić. Siedział jedynie patrząc się z przerażeniem na ogromne monstrum, które próbowało zabić Dextera swoim olbrzymim mieczem.
Dexter jednak nic sobie z tego nie robił. Zamiast tego ostrzeliwał potwora rozwścieczając go jeszcze bardziej. Chwilę potem monstrum zamachnęło się.
-UWARZAJ!- krzyknęła Amber przerażona patrząc jak ogromne, czarne ostrze emanujące mroczną, przeszywającą dreszcz energią leci w stronę Dextera. Wówczas ten rozłożył swoje ręce na bok z otwartymi dłońmi i lekko przyklęknął. Nagle otoczyła go duża fioletowa kopuła, która odbiła miecz potwora tak, że ten wygiął się do tyłu, zrobił parę dużych kroków do tyłu i o mało się nie przewrócił. Wówczas Dexter znowu wyprostował się i wyszedł z bariery, a następnie rzucił w jego stronę podobną lodową kulkę z tym, że zamiast lodowej ściany, pojawiła się przeźroczysta, granatowo-fioletowa kopuła, która spowodowała, że monstrum zaczęło poruszać się coraz wolniej, aż w końcu zupełnie zamarzło. Wówczas w jego prawej ręce pojawiła się tarcza ze światła próżniowego, którą cisnął w potwora idealnie w jego szyję odcinając głowę od tułowia. Wówczas głowa spadła i roztrzaskała się. Tak samo stało się z resztą ciała, w które Dexter uderzył z całej siły zamrożoną pięścią. Wówczas reszta potworów zniknęła tak samo jak się pojawiły.
-Co to było?- spytał się Aether, który wstał przy pomocy Dextera, który podał mu rękę.
-Pochwyceni, jedna z najgorszych magii naszych najgorszych wrogów.- powiedział Dexter.
-Chcesz powiedzieć, że te potwory nie były prawdziwe? Tylko, że były to jakieś magiczne twory?- spytała się Paimon, która tego nie rozumiała.
-Ani trochę. Magia z której narodzili się pochwyceni, to plugastwo, które łączy się z ciałem ofiary. To działa jak wirus, który zaraża inne żywe organizmy zamieniając je w to co widzieliście przed chwilą. Chciałbym wam to lepiej wyjaśnić, ale broszką tytanów nie jest wiedza i nauka. My głównie jesteśmy od działania. Od tego mamy czarowników i kryptarchów.- powiedział Dexter.
-Jesteś tytanem? Nie wyglądasz na wielkiego.- powiedziała Amber, która spróbowała wstać, jednak zawyła z bólu i położyła się biorąc głęboki wdech.
-Amber! Co się stało?!- zapytał się Aether, który podbiegł do niej.
-Nie wiem. Nagle poczułam silny ból.- powiedziała ze łzami w oczach.
Wówczas Dexter podszedł do niej.
-Gdzie cię boli?- zapytał się jej.
-Przy udach.- powiedziała ocierając łzy lewą ręką.
-Elizjasz, zobacz co z nią jest nie tak.- powiedział Dexter wyciągając przed siebie dłoń w której pojawił się jego duch. Wówczas on podleciał do Amber i jakby w nią wniknął koło serca. Chwilę potem pojawił się po jej prawej stronie i zaczął ją skanować. Następnie znowu zniknął i pojawił się po prawej stronie głowy Dextera.
-Nie wygląda to dobrze. Jej miednica jest bardzo popękana. Nie mówiąc już o jej prawej ręce i lewej nodze.- powiedział duch.
-Co to znaczy?- spytała się przerażona Amber nie wiedząc o czym Elizjasz gada.
-To znaczy tyle, że będzie trzeba nieść cię w rękach.- powiedział Dexter.
Wówczas Amber zrobiła wielkie oczy i zaczerwieniła się.
-Aether, ty ją weź. To będzie nie taktowne, jeśli ktoś, kogo znasz zaledwie godzinę zacznie dobierać się do twojej przyjaciółki.- powiedział Dexter.
-Hej! Co to za tekst, dobierać?- spytała się oburzona Paimon.
-Paimon, uspokój się. Dexter na pewno nie miał nic złego na myśli.- powiedział Aether, a następnie uklęknął przy Amber i wziął ją chwytając za plecy i pod stawy kolanowe. Wówczas Amber jakby się zaczerwieniła jeszcze bardziej i gdyby mogła, to z jej uszu poleciałaby para.
-Nie mogę w to uwierzyć. Zwiadowca Amber noszona na rękach. Co za wstyd.- powiedziała zasłaniając swoje oczy odstającymi kawałkami opaski na włosach.
-O czym ty mówisz dziewczyno? Nie możesz chodzić, a to że ktoś ci pomaga nazywasz wstydem?- powiedział Elizjasz.
-Kim ty w ogóle jesteś?- spytała się Paimon patrząc się zakłopotana.
-Duchem, a właściwie to duchem Dextera.- powiedział krótko Eliasz.
-Duch?- spytał się zdziwiony Aether.
-Opowiem wam o tym później jak będziemy w bardziej bezpiecznym miejscu.- powiedział Dexter, a następnie razem poszli w stronę miasta. Duch natomiast zniknął znowu w ciele Dextera.
