Kolejny rozdział.
Pojawiła się wątpliwość, dlaczego w prologu On było pisane z dużej litery. Już tłumaczę. Chodzi o konkretną osobą i zamiast wyjaśniać jego imię, napisałam On. W sumie musiałam się nałowić jak to wyjaśnić, bo chociaż to opowiadanie czytało już sporo osób, nikt mnie wcześniej o to nie zapytał :)
A błędu z oczami nie zauważyłam. Przepraszam :)
ROZDZIAŁ 2
ALICE
Zatrzymaliśmy się akurat na stacji benzynowej. Na szczęście był dość pochmurny dzień, więc nie musieliśmy się obawiać, że ktoś odkryje naszą „inność".
Byłam w trakcie rozmowy z Esme na temat odświeżenia wyglądu domu w Forks, gdy nagle znalazłam się w zupełnie innym miejscu.
- Co widziałaś Alice? – spytała od razu nasza mama, gdy tylko odzyskałam przytomność.
- Nie potrafię dokładnie powiedzieć… - nieco się zasępiłam, a w tym czasie podeszła do nas reszta rodziny i zaintrygowana mi się przyglądała – Wizja była rozmazana, a momentami całkowicie ciemna, ale ogólny sens był taki, że Aro chce przylecieć do Forks.
- Aro? – zdziwił się Carlise – Sam?
- Nie wiem, ale chyba tak…
I w tym momencie nawiedziła mnie kolejna wizja.
- Faktycznie dziwne… - mruknął Edward, który zapewne znowu śledził moje myśli.
Może jemu uda się wyłapać coś więcej…
- Dziwny to jesteś ty – prychnął rozbawiony Emmett – Oświeć więc nas, szaraczków.
- Wizja faktycznie jest bardzo niewyraźna, jakby coś lub ktoś ją blokowało – zaczął tłumaczyć, zupełnie ignorując uwagę Ema – Ale chyba Aro postanowił pojawić się razem z Jane…
- Dziwne, bardzo dziwne… - zamyślił się tata.
- Ale czego oni mogą od nas chcieć? – zmartwiła się Esme – Przecież od tak dawna się z nami nie kontaktowali…
- Tego nie wiemy i przypuszczam, ze w takim wypadku dopiero sam Aro wyjaśni nam, o co chodzi – stwierdził Carlise, po czym zmienił temat – Wszystkie samochodu zatankowane do pełna? To ruszamy w dalszą drogę.
I tak też zrobiliśmy. Dobrze, ze razem z Jasperem jechaliśmy razem, bo teraz on prowadził. Ja mimo całej swojej doskonałości nie mogłam się skupić. Cały czas zastanawiałam się nad moimi wizjami. Próbowała zobaczyć też coś więcej w przyszłości Aro, a teraz także Jane, ale na darmo. Pierwszy raz w swoim tak długim życiu mi się to zdarzało.
Chociaż nie, już raz ktoś zniknął z moich wizji. Bella. Moja przyjaciółka. Przez jakiś czas po naszym wyjeździe starałam się „śledzić" jej przyszłość. Widziałam jej cierpienie i to tak bardzo bolało. Edward też je widział, ale nie zmienił swojego zdania, dalej uważał, że Bella jest bezpieczniejsza bez nas. A potem nagle te wizje się urwały. Usilnie próbowałam coś zobaczyć, ale nic. Kompletna pustka. Zupełnie jakby… Jakby umarła. Dlatego cieszył mnie powrót do Forks. Chciałam poszukać jakichkolwiek informacji na temat tego, co się z nią stało. Może nawet znaleźć jej grób… Była moją przyjaciółką, a mój brat ją skrzywdził. Byłam jej to winna…
JASPER
Alice znowu myślała o Belli. Czułem jej smutek. Nie wiedziałem, jak jej pomóc, ulżyć… Kochałem ją, a nie mogłem nic zrobić. Wiedziałem, że to przeze mnie musieliśmy wyjechać i zostawić ją tu. Gdybym wtedy potrafił się opanować, do niczego takiego by nie doszło. Teraz, po tylu latach, gdyby taka sytuacja się powtórzyła, umiałbym się opanować… Ale czasu cofnąć się nie da.
- Coś cię trapi kochanie? – spytałem dziewczyny udając, że nie wiem wokół czego krążą jej myśli.
- Nie, czemu tak myślisz? – odpowiedziała pytaniem na pytanie wyrwana z transu.
- Jesteś nieobecna, zupełnie jak nie ty…
- Próbuję zobaczyć coś w przyszłości Aro… Ale nic, kompletna pustka.
- Carlise ma rację. Nie ma powodu, żebyś się męczyła. Dowiemy się wszystkiego w odpowiednim czasie.
Widziałem, że chce coś powiedzieć, zaprotestować, ale zaraz zrezygnowała. Z cichym westchnieniem zapadła głębiej w fotel pasażera, dalej pogrążona w swoich myślach.
ISA
Tej nocy wybraliśmy się z Danielem na polowanie. Odbiegliśmy dość daleko od domu i nasyciliśmy się do pełna. Oboje często przebywamy między ludźmi, więc woleliśmy zapobiec ewentualnej tragedii. Trafiliśmy na spore skupisko leśny zwierząt, więc szybko było po wszystkim. Do domu postanowiliśmy wrócić wolniejszym tempem. Spokojnie sobie truchtaliśmy, w między czasie rozmawiając na różne tematy. Oczywiście nasz trucht nie był jednoznaczny z ludzkim truchtem, co to, to nie. Wyglądało to tak, jakbyśmy brali udział w biegu sprinterskim, choć i tak – pomimo naszego „wolnego" tempa – byliśmy zdecydowanie szybsi od niejednego zawodowego biegacza. Ale cóż… takie jest życie wampira.
Przyznam, że lubię wszystko, co wiąże się z byciem wampirem, może poza piciem krwi. Ale wszystko pozostałe… Szybkie tempo, wiatr we włosach, nieśmiertelność, a nawet ten idealny wygląd. Nie, nie jestem płytka ani zakochana w sobie. Po prostu w końcu się sobie podobam bez żadnych zastrzeżeń. A kocham jedynie mojego męża i dziadka.
- Ziemia do Isy – dotarł do mnie głos mojego męża – Gdzie jesteś?
- Przepraszam, ale się zamyśliłam – odparła z uśmiechem.
- Mogę wiedzieć, na jaki temat?
- Myślałam o dziadku. Dawno go nie widziałam. Jak myślisz, ucieszy się, jak do niego zadzwonię?
- Jestem pewny, że tak, ale nie będzie to konieczne – Daniel się uśmiechną.
- Jak to? Co masz na myśli?
- Całkiem niedawno pomyślałem o tym samym i zadzwoniłem do niego. Trochę sobie pogadaliśmy i w końcu Aro zaproponował, że odwiedzi nas w niedługim czasie.
Czy on żartował?!
Jestem pewna, ze nie wypowiedziałam tego zdania na głos, podobnie jak tego, że Daniel nie potrafi czytać w moich myślach. W niczyich. Ale odpowiedź dostałam.
- Mówię całkiem serio – wyszczerzył się – Też się za tobą stęsknił, więc postanowił nas odwiedzić.
- Ale jak? A co z ludźmi? – miałam wątpliwości.
W końcu sam Aro, jeden z trójki niekoronowanych władców wampirzego świata miał zawitać do Forks. Owszem, bardzo mnie to cieszyło, w końcu to mój dziadek, ale z drugiej strony bałam się. W Końcu Volturi od stuleci żywią się wyłącznie krwią ludzką. Z tego powodu mieliśmy na początku wiele kłótni, bo ja już na wstępie zaznaczyłam, ze nie mam najmniejszego zamiaru zabijać ludzi.
- Nie martw się skarbie, wszystko będzie w porządku – uspokajał mnie – Aro wie jakie mamy zasady i jestem pewny, że się do nich dostosuje – tłumaczył – Wie, jakie to dla was ważne i nie zrobi nic, by cię unieszczęśliwić. Za bardzo cię kocha…
To była prawda. Dziadek bardzo mnie kochał i zawsze robił wszystko, bym była szczęśliwa. Ja też go kochałam. Bezwarunkowo. Oczywiście wcześniej, na początku nie było tak kolorowo. Często się kłóciliśmy, głównie o sposób żywienia. Aro był oburzony, że nie chciałam nawet spróbować ludzkiej krwi, a ja ciągle się wściekałam, że on nie chce zmienić swoich przyzwyczajeń. Ale w końcu udało nam się dojść do porozumienia. Zrozumieliśmy, że każdy z nas ma swoje przyzwyczajenia i łatwiej będzie je nawzajem zaakceptować, a nie ciągle walczyć. Od tamtej pory już nic nie zakłócało naszego szczęścia.
W weselszych humorach wróciliśmy do domu. Już z daleka zobaczyłam, że przed domem stoją dwie postacie, wyższa, zapewne mężczyzna i niższa, jak przypuszczam dziewczyna.
- Dziadek? Jane? – ucieszyłam się i rzuciłam w ich ramiona.
