ROZDZIAŁ 3

ARO

Do Forks przybyliśmy w nocy. To była dla nas najbezpieczniejsza pora, bo nikt nie mógł zobaczyć, kim jesteśmy. Nie, żeby mnie to w jakiś sposób odchodziło, ale tu żyła Isa z Danielem, więc nie chcieliśmy robić im kłopotów.

Staliśmy właśnie przez ich domem i już mieliśmy wejść do środka, gdy poczułem, jak ktoś rzuca się na mnie i wisi mi na szyi.

- Dziadek – cieszyła się Isa.

- Isa, kochanie – odwzajemniłem ścisk – Tak się cieszę, że cię widzę.

- Ja też – odparła uśmiechnięta, po czym zaczęła się witać z moją towarzyszką, a ja w tym czasie przywitałem się z Danielem.

- Wejdźmy do środka – zaproponowała moja wnuczka otwierając przed nami drzwi i gestem zapraszając do wejścia, co też uczyniliśmy.

Dom nie był duży, ale za to bardzo przytulny. Mała kuchnia, przestronny salon i spiżarka na dole, a na górze dwie sypialnie z łazienkami.

- Nie za mały ten dom? – spytałem nieco sceptycznie po zwidzeniu go całego.

W końcu Isa to moja wnuczka, więc zasługuje na wszystko, co najlepsze.

- Oj dziadku – śmiała się wyżej wspomniana – Jak dla nas jest wystarczający, w końcu jest nas tylko dwójka. A jeśli zatęsknimy za luksusem i przepychem, zawsze możemy odwiedzić cię w Volterze. Chyba nie miałbyś nic przeciwko temu? – dodała.

- Oczywiście, że nie – przytaknąłem od razu – Jak dla mnie możecie wpadać, jak najczęściej.

- A co u Marka i Kajusza? – zapytała.

I tak zaczęliśmy rozmawiać na różne tematy. Aż do rana, gdy przerwał nam telefon Isy. W sumie to ciężko mi się do tego przyznać, ale sam miałem słabość do tych gadżetów. I o ile na początku śmiałem się z Isy i Daniela, tak teraz nie wyobrażam sobie życia bez komórki. Podobnie zresztą było w przypadku Jane. Chociaż jeśli o nią chodzi, to pojawienie się Isy wiele zmieniło w jej zachowaniu. Kiedyś chłodna i wyrafinowana, teraz jest dużo radośniejsza. A już szczególnie gdy w pobliżu jest moja wnuczka. Uwielbia z nią rozmawiać, wygłupiać się… To nie to sam wampir, co sto lat temu. Ale podoba mi się ta zmiana.

W każdym razie wracając do telefonu Isy, okazało się, że dzwoniła jej pracownica. Złapała jakiegoś wirusa i nie mogła pojawić się w pracy. Z tego, co wywnioskowałem ze słów Isy, dziewczyna gorąco przepraszała za problem i obiecywała, że jak tylko poczuje się lepiej, zaraz stawi się w księgarni.

- Bardzo was przepraszam, ale niestety będę musiała jechać do księgarni – powiedziała do nas, gdy się z końcu rozłączyła – Miałam nadzieję spędzić z wami trochę czasu, ale sami słyszeliście, jak jest… Obiecuję, ze postaram się zamknąć wcześniej i szybko do was wrócę.

- Nie ma problemu kochanie – uspokoiłem ją – Podejrzewam, ze Daniel też zaraz będzie musiał wyjść do szkoły, więc my z Jane pójdziemy sobie do lasu na mały spacerek. Trochę pozwiedzamy.

- Jesteś pewny dziadku? – zaniepokoiła się nieco.

- Jak najbardziej. Pójdziemy w wysokie partie gór, gdzie ludzie się nie zapuszczając, więc wszyscy będą bezpieczni.

I tak też postanowiliśmy zrobić.

CARLISE

W Forks byliśmy już od dwóch dni. I od dwóch dni zastanawiałem się, czy dobrze zrobiłem, że zaproponowałem rodzinie ponowny przyjazd tu. Obawiam się, że wbrew moim wcześniejszym słowom, było na to jeszcze za wcześnie. I nie chodzi mi o to, że któryś z ówczesnych mieszkańców miasteczka miałby nas pamiętać, a o uczucia mojej rodziny. Z każdym spojrzeniem na nich utwierdzałem się w przekonaniu, że popełniłem błąd.

- Znowu się zamartwiasz? – usłyszałem za sobą głos mojej kochanej Esme.

- Nic na to nie poradzę – westchnąłem wtulając policzek w jej dłoń – Gdy widzę smutnego Edwarda, skupioną i zamyśloną Alice… Nawet Emmett nie jest już taki wesoły i radosny jak zazwyczaj… - wylałem swoje zmartwienia.

- Uwierz mi, ze nic by to nie dało – szybko zaprzeczyła – Bez względu czy teraz, czy za sto lat, oni tak samo by to przeżywali. W końcu Edward zostawił tu Bellę, którą kochał całym sercem, a Alice – pomimo, iż jej jeszcze na tyle nie znała – zdążyła już polubić ją jak najlepszą przyjaciółkę. A Emmett i reszta? Cóż, pamiętaj, że nasze dzieci są bardzo zgranym rodzeństwem i wbrew wszelkim różnicą bardzo się kochają – tłumaczyła mi – Sam wiesz, że kiedyś w końcu musieli się z tym zmierzyć…

- Może i masz rację – westchnąłem.

- Na pewno mam – potwierdziła i choć nie widziałem jej twarzy, mogłem przysiądz, że delikatnie się uśmiecha.

- A jak Alice? Dalej nic nie widzi? – zmieniłem temat.

- Tak i bardzo ją to gnębi – tym razem to ona westchnęła – Ale chodzi mi po głowie pewien pomysł, jak ją rozweselić. Tylko staram się nie podejmować decyzji, bo nici z zabawy – znowu musiała się uśmiechnąć.

- W takim razie nie wnikam w szczegóły – tym razem i ja się roześmiałem.

Po chwili objęci zeszliśmy do salonu, gdzie siedziały nasze dzieci.

- Alice, Rosalie zbierajcie się – zwróciła się do dziewczyn moja żona – Zabieram was na wycieczkę.

- Jak to? – poruszyła się od razu brunetka – Nie planowałaś tego, bo by, to zobaczyła…

- Starałam się, żebyś nie widziała – zaśmiała się – Zabieram was na zakupy do port Angeles. Trzeba w końcu odnowić trochę wystrój domu.

Najpierw był pisk radości, a dosłownie sekundę później obok Esme stanęły obie dziewczyny gotowe do drogi. Oczywiście obie przebrane.

- To my jedziemy, a wy nie rozwalcie domu – zaśmiała się jeszcze Esme i już ich nie było.

Z garażu usłyszeliśmy jeszcze ryk samochodu, pewnie porsche Alice. A my zajęliśmy się sobą.

Po jakiejś godzinie ktoś zapukał do drzwi. Pierwszy podniósł się znad fortepianu i ruszył w kierunku wyjścia Edward. Słyszałem, jak otwiera drzwi, a później krótkie „Witaj" z ust nieznajomego. Następnie kilka kroków i mój syn wraz z naszym gościem stanęli na progu salonu.

- Witaj Carlise, przyjacielu – przywitał mnie przybyły wampir, którym okazał się Aro – Dawno się nie widzieliśmy.

- Witaj Aro – podniosłem się z fotela, by go przywitać – Witaj Jane – przywitałem i ją, gdy wyłoniła się zza pleców tego pierwszego – Faktycznie bardzo dawno się nie widzieliśmy. To już chyba dobre ponad 100 lat, nie mylę się?

- Jak zwykle jesteś nieomylny Carlise – delikatnie się uśmiechnął, lecz wyszedł mu raczej ironiczny grymas.

- Proszę, siadajcie – zaprosiłem ich dalej – Co słychać u Marka i Kajusza? Przyjechali z wami?

- Dziękuję, w porządku – odparł grzecznie – Niestety pozostali w Volterze. Poza tym mam do ciebie, a raczej do was, prywatną sprawę, więc nie było konieczności, by i oni tu przybyli.

- Muszę przyznać, że rozbudziłeś moją ciekawość przyjacielu – stwierdziłem starając się mieć opanowany głos, choć uporczywie zastanawiałem się, o co może tak naprawdę chodzić.

- Zawsze byłeś bardzo ciekawy świata – zauważył, po czym dodał – Chodzi o moją wnuczkę.

- Wnuczkę? – spytałem niedowierzając.

Tym razem już nie starałem się brzmieć normalnie. W moim głosie z pewnością dało się słyszeć zaskoczenie. Podobne emocje zapewne wyrażała moja twarz. Bo pomimo tylu lat spędzonych w Volterze na dworze Volturi, nigdy nie słyszałem, by Aro miał wnuczkę.

Krótkie spojrzenie na moich synów uświadomiło mi, że nie tylko ja jestem zaskoczony. Emmett nawet oderwał się od oglądania meczu w TV.

- Dobrze słyszysz Carlise – potwierdził Aro – Wnuczkę.

- Nie wiedziałem, że masz wnuczkę…

- Tak po prawdzie jest ona moją praprapra… i tak dalej wnuczką. Ale jej historia nie jest istotna. Chodzi mi o coś innego. Macie zostawić ją w spokoju.

- Słucham? – teraz to już kompletnie nic nie rozumiałem – Nie bardzo wiem, o co ci chodzi.

- Domyślam się. Nie będę ci tego teraz tłumaczył. Powiem tylko, że Isa dużo przeszła i nie chcę, by którekolwiek z Cullenów ją nachodziło, napastowało, czy zaczepiało. Mam nadzieję, że wyraziłem się jasno?

- Jak najbardziej, tylko, że ja dalej nie rozumiem…

- Moja wnuczka wraz z mężem mieszkają od ponad roku w Forks i cieszą się życiem. Nie chcę by wasz przyjazd tutaj wszystko zmienił, więc macie trzymać się od niej jak najdalej.

- Ale co my mamy do twojej wnuczki Aro? – tym razem odezwał się Edward.

- Kiedyś się tego dowiecie – mruknął – Ale cokolwiek się stanie, zostawcie ją w spokoju. Ona ma swoje życie.

Po tych słowach oboje z Jane szybkim tempem opuścili nasz dom, zostawiając nas w stanie wielkiej niewiedzy i jeszcze większego zaskoczenia.

- Próbowałem przejrzeć jego myśli – odezwał się nagle Edward – Ale nic, kompletna pustka. Jakby w ogóle nie miał nic w głowie. Podobnie z Jane…

W czasie, gdy my zastanawialiśmy się na dziwnym zachowaniem wampirów, do domu powróciły dziewczyny.

- Zgadnijcie, kogo widziałam… - zaczęła na wstępie Rose.