5

ISA

W niedzielę wieczorem odprowadziliśmy dziadka i Jane na lotnisko w Seattle, skąd wracali do Włoch. Oczywiście Aro nie zniży się do latania samolotami linii lotniczych. Volutrii lubią przepych, stąd też prywatny odrzutowiec.

- Na pewno nie chcecie lecieć z nami? – spytał po raz setny dziadek.

- Na pewno – odpowiedziałam siląc się na spokój.

Przyrzekam, że jeszcze raz o to zapyta, a wybuchnę.

- Mówiłam ci już, że to była tylko chwilowa słabość – tłumaczyłam mu dalej – Możesz być spokojny. Postaram się im nic nie zrobić – dodałam na koniec dla rozluźnienia atmosfery.

- A szkoda – skwitowała to Jane – Marna strata…

Oczywiście to stwierdzenie zostało skwitowane wybuchem śmiechu, nie tylko ze strony mojej i Daniela, ale także Aro, który na szczęście już spokojny wsiadł do samolotu. Po chwili wzbili się już w powietrze. Wraz z mężem postaliśmy jeszcze chwilę na pasie startowym, po czym wróciliśmy do domu, po drodze polując jeszcze na leśnych mieszkańców.

Trzy godziny później Daniel poszedł już do pracy. Ja tym razem postanowiłam zrobić sobie wolne, tym bardziej, że obie moje sprzedawczynie doskonale dawały sobie radę. Poza tym wpadł mi do głowy pewien pomysł, który zamierzałam jeszcze dziś zrealizować. Sprawdziłam jeszcze tylko o dzisiejszy rozkład zajęć w tutejszym liceum i o odpowiedniej porze wyszłam z domu, by przez las pobiec w wybranym przez siebie kierunku.

ALICE

Dziś nasz pierwszy dzień w szkole. Chyba już tysięczny. Sama nie pamiętam, ile razy po raz pierwszy szliśmy do szkoły. Chociaż w sumie nie będziemy nowymi uczniami liceum w Forks, gdyż dawno temu wszyscy je ukończyliśmy. Spokojnie można powiedzieć, że jesteśmy jego absolwentami. Absolwenci po raz pierwszy w tej samej szkole? Tylko w naszym przypadku jest coś takiego możliwe.

W każdym razie dla zachowania pozorów musieliśmy udawać, że nie znam szkoły, ani jej rozmieszczenia. Dlatego teatralnie i z wielką uwagą studiowaliśmy mapki, które dostaliśmy w sekretariacie, choć tak naprawdę w ogóle tego nie robiliśmy. Ale mniejsza z tym.

Każde z naszej piątki przemienione zostało w różnym wieku, dlatego udajemy, iż ja z Edwardem mamy po 17 lat i zaczynamy w pierwszej klasie, a Jasper, Rose i Em po 18 i są o rok wyżej.

Po wydarzeniach sprzed kilkudziesięciu lat jeszcze bardziej uważamy, by z nikim nie nawiązywać bliższych kontaktów. Dlatego nasza „młodsza" dwójka, jak i „starsza" trójka są w dwóch śli trzymamy się cały czas razem, ludzie nie mają aż takiej śmiałości żeby do nas podejść i nikt na siłę nas nie uszczęśliwia, żeby dotrzymywać nam towarzystwa w szkolnej ławce. Dlatego sztuką kompromisu razem z Edkiem jesteśmy w klasie o profilu ogólnym, która dziś zaczyna zajęcia od WFu. I tu jest kolejny plus bycia w jednej klasie, bo nie musimy się martwić, że któreś z nas przypadkiem zrobi krzywdę jakiemuś uczniowi. Po prostu zawsze ćwiczymy w jednej parze. A jeśli jakiś nauczyciel nie chce się zgodzić na takie rozwiązanie, to ja albo Ed (w zależności od płci nauczyciela) przekonujemy go, że jest to najlepsze wyjście. Jeszcze nikt nigdy nam nie odmówił. Po prostu urok osobisty wampira.

Oczywiście nikt z nas nie spodziewał się niczego nadzwyczajnego po dzisiejszym dniu. Już tyle razy przez to przechodziliśmy, że nic nie mogło nas zaskoczyć. A jednak nie doceniliśmy Forks.

- Przecież on jest wampirem – usłyszałam tuż przy uchu szept Edwarda, gdy tylko ujrzeliśmy naszego nauczyciela, a zarazem opiekuna klasy.

Już chciałam zaprzeczyć, ze przecież to niemożliwe, gdy sama dostrzegłam, że Edward ma rację. Mój brat jest zdecydowanie najszybszy w rodzinie nie tylko w biegach, ale ogólnie we wszystkim, dlatego nie dziwi mnie, że zauważył to tak szybko. Ja jeszcze nawet nie zdążyłam spojrzeć na faceta.

Natomiast zrobiłam to teraz. Wysoki szatyn, z oczami barwy płynnego miodu. W dodatku niesamowicie blady. Podejrzewam, że jego skóra jest twarda jak głaz i zimna. Zdecydowanie wampir.

JASPER

Szkoła, jak szkoła. Nic ciekawego się nie wydarzyło. Na lekcjach nuda. Gdyby wampiry mogły spać, już dawno chrapałbym z głową na ławce. Bo w końcu ile razy można słuchać tego samego? Tym bardziej, że akurat wojnę secesyjną sam przeżyłem i wiem więcej niż szanowny pan profesor.

Jednak w czasie przerwy na lunch nuda zniknęła. A to za sprawą nowinki, jaką przynieśli Alice z Edwardem.

- Nauczyciel WFu jest wampirem – wyszeptała po wapmirzemu moja dziewczyna, jeszcze zanim zajęliśmy stolik.

- Co? – spytaliśmy równo z pozostała dwójką z niedowierzaniem w głosie.

- To, co słyszycie – potwierdził jej słowa Edward - Pan Domin jest wampirem.

- Czyli nie jesteśmy jedyni w Forks… - zachichotał Em – Może uda się ich kiedyś namówić na mecz – dodał.

Cały Emmett, myśli tylko o zabawie.

- Wątpię – tym razem to Edward.

- Czemu?

- Nie pamiętasz wizyty Aro? Skoro w tak niewielkim miasteczku jak Forks natchnęliśmy się na inne wampiry, a Aro powiedział, że od ponad roku mieszka tu jego wnuczka z mężem, to zapewne Domin jest jej mężem. Czyli raczej sobie z nimi nie pograsz…

- On ma rację… - przyznała Alice.

Więcej na ten temat nie rozmawialiśmy, choć każdy dużo o tym myślał.

Kilka minut później zadzwonił dzwonek i musieliśmy rozejść się na lekcję.

Dzisiejszego dnia kończyłem lekcje wcześniej, niż pozostali. Klasę moją, Rose i Emmetta podzielili na dwie grupy i ja trafiłem do tej, która dziś nie ma biologii. Alice martwiła się, jak dotrę do domu, ale powiedziałem jej, że mały bieg dobrze mi zrobi. A po drodze może nawet urządzę sobie małe polowanko. Dlatego, gdy po dzwonku na lekcje moje rodzeństwo ruszyło w stronę swoich klas, ja udałem się w stronę lasu. Gdy tylko zasłoniła mnie gęstwina drzew, usłyszałem za sobą czyjś głos.

- Cześć Jasper.

Choć minęło tyle czasu, od razu ją rozpoznałem. Co prawda wtedy jej głos nie był tak dźwięczny i melodyjny, jak teraz, ale wiedziałem, że to ona.

Odwróciłem się przodem do niej i oniemiałem. Wiedziałem, że to ona, ale wiedzieć, a wierzyć to nie to samo. A ja nie mogłem uwierzyć. Ani kiedy Rose opowiadała o księgarni, ani teraz.

- Bella?