6
JASPER
Była tu. W dodatku stała przede mną i nie była wytworem mojej wyobraźni. Była realna. Średniego wzrostu, ciemno brązowe, prawie czarne włosy, dużo ciemniejsze niż ostatnim razem. Do tego złote tęczówki i alabastrowa cera. Isabella Swan. Wampir.
- A… Ale jak? – nie rozumiałem.
W odpowiedzi usłyszałem jej perlisty śmiech. Nie ironiczny, a przyjazny i serdeczny.
- Długa historia – stwierdziła wesoło – Masz ochotę na spacer?
- Jasne – odpowiedziałem zszokowany i dałem się jej poprowadzić w nieznanym sobie kierunku.
- Więc? Jak to się stało, że jesteś wampirem? – spytałem po chwili milczenia.
- Zostałam ugryziona, a jakże by inaczej – znowu się roześmiała – I mógłbyś się rozluźnić. A końcu cię nie zjem - -dodała żartem.
- Nie jest to proste – mruknąłem, zanim zdążyłem ugryźć się w język.
- Czemu?
- Przecież to przeze mnie zostawił cię Edward – powiedziałem pewny swego – Gdybym tamtego wieczoru cię nie zaatakował, dalej bylibyście szczęśliwi…
- Przestań opowiadać takie głupoty – przerwała mi – To w żadnym stopniu nie jest twoja wina. Co więcej, powinnam być ci wdzięczna za tamten incydent.
- Co? – niedowierzałem – Ty chyba żartujesz…
- Nie, mówię całkiem serio. Naprawdę jestem wdzięczna.
- Nie rozumiem…
- Wszyscy od początku wiedzieliśmy, że taka sytuacja może się zdarzyć, a przynajmniej ja byłam na to wszystko przygotowana. A Edward? On miał po prostu pretekst, żeby mnie zostawić. Bo gdyby naprawdę mnie tak kochał, jak mówił, to znalazłby jakiś sposób, żebyśmy mogli być razem – mówiła, a ja chciałem zaprotestować, lecz uciszyła mnie ruchem ręki – A nawet jeśli nic by się wtedy nie wydarzyło, to i tak nie bylibyśmy wiecznie szczęśliwi.
- Czemu tak mówisz?
Bo ja byłam wtedy człowiekiem, a on wampirem. Ja z każdą minutą byłam coraz starsza i bliższa śmierci, a on wiecznie młody i nieśmiertelny. Bo prawda jest taka, że Edward nigdy nie zmieniłby mnie w wampira. Mówił, ze nie chce odebrać mi duszy, że nie chce dla mnie takiego losu… Wbrew jego słowom zostałam wampirem przez te 80 lat od ugryzienia nigdy nie żałowałam swojej decyzji.
- Decyzji? – zdziwiłem się – To była twoja decyzja? Miałaś wybór?
- Dokładnie tak – przytaknęła.
- Miałaś wybór, a mimo to zdecydowałaś się zostać wampirem? Czemu?
- To opowiem ci innym razem – uśmiechnęła się – Oczywiście, jeśli będziesz chciał – dodała jeszcze, po czym zmieniła temat – A co u was? Jak spędziliście ten czas?
Opowiedziałem jej o wyprowadzce na Alaskę i życiu tam, a potem o kolejnych zmianach adresu. A Bella słuchała. Czasem wtrącała jakąś uwagę, czasem o coś pytała. Świetnie mi się z nią rozmawiało. Nawet nie zauważyłem, jak zeszliśmy na zupełnie luźne tematy. I kiedy wyczerpywaliśmy jeden, od razu pojawiał się następny.
- Wiesz Jasper – zaczęła nagle – Świetnie mi się z tobą rozmawia. Nie podejrzewałam, że tak miło spędzę z tobą czas.-
- I wzajemnie – tym razem to ja się roześmiałem.
- Przyznam, że zupełnie inaczej wyobrażałam sobie to spotkanie. Tak naprawdę to chciałam was trochę podrażnić, potem postraszyć dziadkiem. Odegrać się na was.
- W takim razie cieszę się, ze wyszło inaczej.
- Ja również. I liczę, ze niedługo znowu się spotkamy? – spojrzała na mnie pytająco.
- Jasne – ucieszyłem się – Bardzo chętnie. Alice pewnie też będzie zachwycona.
W tym momencie zobaczyłem, jak z jej twarzy znika uśmiech.
- Wybacz Jasper, ale nie jestem gotowa na spotkanie z pozostałymi – powiedziała – I nie obraź się na mnie, ale nie wiem, czy kiedykolwiek będę…
- A co ze mną? Moje towarzystwo chyba ci nie przeszkadza?
- Wręcz przeciwnie, bardzo mi się podoba.
- Więc Czemy ja tak, a pozostali nie?
- Bo ty byłeś dla mnie neutralny. Przy kontaktach z pozostałymi zawsze towarzyszyły mi jakieś emocje, a z tobą nie. W ogóle jakoś mało czasu spędzaliśmy razem. Po prostu teraz jest mi przy tobie łatwiej…
- Chyba rozumiem, co masz na myśli… - mruknąłem – Ja sam pewnie, gdyby nie te wyrzuty sumienia, nie odczułbym tej przeprowadzki…
- No właśnie – na powrót się uśmiechnęła – Ale mam nadzieję, ze tym razem będzie inaczej?
- Z całą pewnością – przytaknąłem jej.
- Tylko nie myśl, że mam cię dosyć, ale zaraz zacznie się ściemniać…
- O matko – już po raz kolejny byłem zaskoczony – Tak szybko mi czas zleciał, że nawet się nie zorientowałem, ze już tak późno.
- Pewnie będą się o ciebie martwić…
- Alice zobaczy, gdzie jestem, więc nie…
- Nie zobaczy – przerwała mi.
- Jak to?
- Po prostu. Nic nie zobaczy. Wytłumaczę ci następnym razem.
- Ok., trzymam się za słowo. To ja lecę pa – i już miałem pobiec, gdy przypomniałem sobie jeszcze coś – O jakim ty dziadku mówiłaś?
- Aro – odparła i tyle ją widziałem.
A ja stałem tam, jak wmurowany zastanawiając się, czy ona żartuje, czy- co gorsza – mówi prawdę. W końcu jednak zebrałem się w sobie i biegiem ruszyłem do domu.
DANIEL
Po powrocie do domu nie zastałem w nim nikogo. Nie zdziwiło mnie to za bardzo. Domyślałem się, ze Isa jest w księgarni. Początkowo trochę pokręciłem się po domu, ale w końcu postanowiłem zrobić mojej żonie niespodziankę i zabrać ją gdzieś po pracy. Szybko wsiadłem więc w samochód i ruszyłem w drogę. Niestety na miejscu okazało się, że Isy w księgarni nie ma i w ogóle dziś nie było. To już mnie zaskoczyło, ale jeszcze nie zmartwiło, bo zdarzało jej się czasem gdzieś wychodzić. Co prawda zawsze zostawiała kartkę, gdzie jest i o której planuje wrócić. Dziś tej kartki nie było.
Nie mając nic innego do roboty, wróciłem z powrotem do domu i tam czekałem na ukochaną. Po dwóch godzinach, gdy zaczynało już zmierzchać, wróciła do domu.
- Cześć kochanie – powiedziała dając mi buziaka – Wybacz, że mnie nie było, ale straciłam poczucie czasu.
- Cześć – odparłem – A co się tak pochłonęło, że o mężu zapomniałaś? – spytałem żartobliwie, ale przyznam szczerze, że byłem bardzo ciekawy.
- Nie co, ale kto – śmiała się – Widziałam się z Jasperem.
Powiedziała to całkowicie normalnym tonem, a mnie po prostu wcięło. Bo przecież niedalej, jak wczoraj wprawie wpadła w histerię z powodu jednej z nich, a teraz sama spotyka się z kolejnym?
- Ale jak to z Jasperem? Chyba nie masz na myśli Cullena? – niedowierzałem.
- Owszem, mam – potwierdziła moje najgorsze przypuszczenia, w dodatku z uśmiechem na ustach.
- Ale jak to?
- Normalnie.
- Matko kochana Isa, zlituj się nade mną…
Oczywiście wybuchła śmiechem, ale zaraz potem wszystko mi opowiedziała. O planowanej „zemście" i późniejszej zmianie planów, o tym jak miło jej się z nim rozmawiało…
- Bałam się tego spotkania, ale okazało się, że zupełnie niepotrzebnie – mówiła dalej – Bałam się wspomnień, które mogą się pojawić… I owszem były, ale nie było tak źle – cieszyła się.
- Czyli, że jest w porządku? – spytałem, sam nie wiedząc, co czuję.
Z jednej strony cieszyłem się, że Isa tak dzielnie stawia czoła demonom przeszłości i wygrywa tę walkę, ale z drugiej bałem się, że kiedy Isa dogada się już z Cullenami, ja będę jej już niepotrzebny. Owszem, jesteśmy małżeństwem, ale doskonale zdaję sobie sprawę, że Isa nie kocha mnie tak, jak kiedyś kochała Edwarda. A może dalej go kocha, tylko to z siebie wypiera? Tego nie wiedziałem i chyba wolałem nigdy nie wiedzieć…
- Jak na razie tak – jej głos wyrwał mnie z zamyślenia – Ale z Jasperem łączyło mnie bardzo niewiele, więc nie wiem, jak będzie z resztą… Poza tym na razie nie chcę się z nimi widzieć. Chcę powoli się do wszystkiego przyzwyczajać. Może w ogóle się z pozostałymi nie zobaczę… A ty czemu się smucisz?
- Ja? – zaskoczyła mnie.
- Tak ty – potwierdziła – Może i nie umiem czytać w myślach, ani odczuwać emocji, ale znam cię na tyle, że wiem, kiedy jesteś smutny. A teraz jesteś…
- Wydaje ci się – próbowałem ją zbyć, ale nie dała się tak łatwo.
- Oboje wiemy, że mam rację – nie ustępowała – Tylko nie wiem, czemu tak jest. Bo chyba nie przez moje spotkanie… - nie rozumiała, ale w tej chwili zobaczyłem, jak na jej twarz wypływa cień zaskoczenia i niedowierzania – Ty jesteś zazdrosny – stwierdziła tym samym trafiając w sedno – Jesteś zazdrosny o to, że odnowiłam kontakt z Cullenami, a przynajmniej jednym z nich… Ale dlaczego?
- Bo wiem, jacy oni są dla ciebie ważni i nawet największe krzywdy jakich od nich doznałaś tego nie zmienią – nie potrafiłem jej skłamać – I chociaż ty sama jeszcze tego nie wiesz, to kiedyś nadejdzie dzień, ze spotkasz ich wszystkich. A ja już wtedy nie będę ci potrzebny…
- Mój ty głuptasie – zaśmiała się i przytuliła do mnie – Ciężko jest mi powiedzieć, czy masz rację, czy nie, bo nie potrafię przewidzieć przyszłości, ale jedno wiem na pewno. Cokolwiek się stanie zawsze będę z tobą i zawsze będziesz mi tak samo potrzebny. Ja po prostu nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Kocham cię, jestem twoją żoną i tylko z tobą chcę spędzić resztę swojej wieczności.
- Ale tam jest Edward…
- Edward to przeszłość. Może i jeszcze całkiem świeża, ale jednak przeszłość. Ty jesteś moją teraźniejszością i przyszłością.
To powiedziawszy zaczęła mnie całować. Ale nie tak po prostu, tylko tak, jak ona to potrafi. Wkładała w to całe swoje uczucia, wszystkie emocje… Nie potrafiłem być obojętny, ani dłużej mieć wątpliwości. Kocham ją i tylko to się liczy.
Dobrze, że mamy wyciszone ściany domu, bo przez kolejne godziny aż do rana zajmowaliśmy się sobą. Nikt inny poza nami nie istniał.
