Wybaczcie zwłokę, ale miałam mały młyn, a potem wyjazd weekendowy. Do domu wróciłam wczoraj.

Dziś specjalnie trzy rozdziały :)

7

ALICE

Po lekcjach we czwórkę wróciliśmy do domu. Chcieliśmy jak najszybciej powiedzieć rodzicom o tym, iż jeden z nauczycieli jest wampirem. Mieliśmy szczęście, bo akurat oboje byli w domu. Carlise najwidoczniej nie miał dziś dyżuru w szpitalu.

- Wyglądacie na podekscytowanych – zauważyła Esme, gdy tylko weszliśmy do salonu – Czyżby aż tak podobał wam się powrót do szkoły? – uśmiechnęła się do nas.

- Jasper wam nic nie mówił? – spytał Edward.

- Jasper? – zdziwił się tata – Jak mógł nam coś powiedzieć, skoro był z wami w szkole?

- Przecież skończył godzinę temu – powiedziałam – Powiedział, że przybiegnie do domu, więc powinien już być.

- Nie ma go – stwierdziła mama.

- Może faktycznie zapolował po drodze – wzruszył ramionami Edward – Ale nie o to chodzi. Pamiętasz rozmowę z Aro? – spytał Carlise'a.

- Jasne. A co się stało? – zaciekawi się, a w jego oku pojawił się błysk ciekawości.

- Pan Daniel Domin, nasz nauczyciel WFu jest wampirem – wyjaśnił Ed.

- Jak to wampirem? – niedowierzał Carlise.

- Po prostu. Wampirem.

- Ale co ma do tego rozm…- zastanawiała się Esme, ale zaraz zrozumiała – Mąż wnuczki Aro.

- Może złożymy im sąsiedzką wizytę? – zaproponowała Rose, ale Edward szybko zaprzeczył.

- Lepiej nie – stwierdził – Aro powiedział, żebyśmy trzymali się od nich z daleka.

- Edward ma rację – przytaknął mu tata – Co, jak co, ale nie chcemy mieć Volturii na karku. Ale dyskretnie możemy się dowiedzieć, kim jest żona waszego nauczyciela. Edward, czy…

- Nie – od razu odpowiedział mój brat, który, podobnie jak my, doskonale wiedział, o co go spytano – Mam wrażenie, ze w jego głowie jest pustka…

- Dziwne – zamyślił się tata – To już drugi taki przypadek…

- Nie – po raz kolejny zaprzeczył Ed, co było dla nas zaskoczeniem – Belli nie słyszałem, jakby jej w ogóle nie było, a z Dominem… To zupełnie inne uczucie. Ja wiem, ze jestem w jego głowie, ale nic nie słyszę. To tak, jakbyś wyłączył głos w wieży, ale płyta dalej grała…

- To tak, jak w „Kontakcie" – wtrącił Em – Judi Foster wiedziała, że istnieje inne życie w kosmosie, ale nie mogła ich usłyszeć, W końcu jednak jej się udało.

Spojrzeliśmy na niego, jak na wariata.

- A pamiętasz, ze na końcu okazało się, że ktoś po prostu nią manipulował? – spytałam, ale niestety tym razem nie doczekałam się odpowiedzi.

Chociaż może to i dobrze, bo jak Misiek coś powie, to klękajcie narody…

- W każdym razie dyskretnie można się czegoś dowiedzieć – skierował rozmowę na właściwe tory Carlise – Zachowujcie się normalnie, a oczy i uszy miejcie otwarte.

- Tak jest panie generale – zasalutował Em.

A raczej sparodiował ten gest i po chwili cały dom wybuch śmiechem.

Po południu każdy zajął się swoimi sprawami. Emmett siedział przed telewizorem, w którym leciał jakiś mecz, Rosalie dłubała w którymś samochodzie, Esme projektowała jakiś ogród, Edward grał na fortepianie, Carlise czytał. A ja? Ja siedziałam na parapecie okna i wpatrywałam się w las. Miałam nadzieję dostrzec pośród drzew Jaspera. My wróciliśmy parę godzin temu, a jego dalej nie było. Wiem, że nic mu nie grozi i nic nawet nie ma prawa mu się stać, ale martwiłam się. Nie miałam żądnej wizji, co ten niepokój bardzo potęgowało. Wszyscy członkowie rodziny byli mi bardzo bliscy, więc gdy tylko podejmowali jakieś decyzje, zaraz o tym wiedziałam. Nawet jeśli chodziło tylko o kolor bluzki. A tymczasem nic. Kompletna pustka. Tak, jakby Jasper nie decydował się, co robić. Owszem, czasami próbował blokować moje wizje, ale robił to tylko wtedy, gdy szykował dla mnie jakąś niespodziankę i zawsze o tym wiedziałam.

Pozostali nie podzielali mojej troski. Oczywiście zastanawiała ich przedłużająca się nieobecność Jaspera, ale nie widzieli powodów do obaw. A przynajmniej jeszcze.

Byłam tak zapatrzona w las, że nawet nie zorientowała się, że ktoś do mnie podszedł. Dopiero, gdy poczułam czyjąś dłoń na ramieniu, odwróciłam głowę. To była Esme.

- Nie zamartwiaj się tak kochanie – powiedziała spokojnie, ale z wielką troską – Jasperowi nic nie grozi. Pewnie szykuje dla ciebie jakąś niespodziankę – próbowała podnieść mnie na duchu.

- Mógł chociaż zadzwonić…

- Ale wtedy nie miałabyś niespodzianki – uśmiechnęła się, a kiedy i na mojej twarzy zobaczyła nikły zarys uśmiechu, dodała – I nie smuć się już, bo wolę, jak się uśmiechasz. A teraz chodź, pomożesz mi z tym ogrodem, bo nie mam pomysłu.

I obie zaczęłyśmy myśleć nad projektem. Tak naprawdę to obie doskonale zdawałyśmy sobie sprawę, że Esme nie potrzebowała pomocy, bo sama doskonale dałaby sobie z tym radę, ale nic nie mówiłam. Byłam jej wdzięczna, że zajęła czymś moje myśli.

Jasper wrócił do domu godzinę później, gdy za oknem zaczynało już powoli zmierzchać. Miałam wielką ochotę na niego nawrzeszczeć, ale gdy tylko pojawił się w salonie, rzuciłam mu się w ramiona.

- Gdzie byłeś? – spytałam szeptem – Martwiłam się… - dodałam jeszcze ciszej, by reszta nie słyszała.

- Przepraszam skarbie – powiedział i pocałował mnie w czoło – Ktoś mnie po drodze zatrzymał. Zaraz wam wyjaśnię.

Objęci usiedliśmy na kanapie i mój chłopak zaczął opowiadać.

- Spotkałem wnuczkę Aro.

JASPER

W momencie, gdy to powiedziałem, zaskoczona rodzina odwróciła głowy w moją stronę. Na twarzy każdego dostrzec można było szok i ogromną ciekawość.

- Wnuczkę Aro? – zapytał Carlise – Jesteś pewny?

- Całkowicie. Sama mi tak powiedziała.

- Może kłamała? – stwierdziła Rose, która pojawiła się w wejściu do salonu.

- Nie, nie wyglądała.

- Mów dalej – poprosił tata.

- W sumie, to nie było to przypadkowe spotkanie – kontynuowałem – Czekała na mnie w lesie i gdy tylko…

W tym momencie zaczął dzwonić mój telefon. Numer zastrzeżony.

J: Tak, słucham? – odebrałem zaskoczony, bo nie spodziewałem się żądnych telefonów, a w dodatku nikt w Forks nie znał mojego numeru.

I: Cześć Jasper – usłyszałem radosne powitanie – Dawno się nie widzieliśmy – i ten perlisty śmiech.

J: Bella? – upewniłem się i kątem oka zobaczyłem, jak pozostali sztywnieją i wlepiają we mnie pełne niedowierzania spojrzenia.

I: Isa z łaski swojej. Tamtego imienia już od dawna nie używam.

J: Jasne – w dalszym ciągu byłem zaskoczony.

I: Wyluzuj Jasper. Mówiłam ci, ze cię nie zjem – śmiała się moja rozmówczyni – W każdym razie dzwonię, bo pewnie już dotarłeś do domu, a zapewne Alice i Carlise nie dadzą ci żyć i będziesz miał przesłuchanie.

J: Skąd wiesz? Właśnie jestem w trakcie – i ja się roześmiałem.

I: Bo was znam.

J: Dobra, dobra.

I: Wątpisz w moje słowa? Ty podły – śmiała się, próbując udawać złą – Ale wracając do tematu… Możesz im powiedzieć wszystko, co chcesz. Nie musisz być dyskretny.

J: Jak to? – zdziwiłem się nieco – Myślałem, że nie chcesz by wiedzieli. Sama mówiłaś, że nie jesteś gotowa…

I: Wiem, ale doszłam do wniosku, że lubię wyzwania. Poza tym, to, ze im powiesz wcale nie oznacza, że się spotkamy. Chociaż znając Alice… - W razie czego zawsze mogę na was nasłać dziadka i będzie po kłopocie.

J: No wiesz… - prychnąłem rozbawiony – Nie boję się ciebie.

I: Phi… - tym razem to ona prychnęła, również wesoło – Isy Domin boją się wszyscy.

Głośno się roześmiałem i usłyszałem, że ona zrobiła to samo. Zaraz jednak się opanowałem.

J: Czekaj, czekaj… Powiedziałaś Domin? Masz coś wspólnego z naszym nauczycielem?

I: Tak, to mój mąż.

J: CO?! – kolejny szok.

I: Matko, nie krzycz. To, co słyszałeś. Daniel Domin to mój mąż.

J: Ale jak to mąż?

I: Normalnie. Jeśli ludzie się kochają, to po jakimś czasie biorą ślub. Chyba nie muszę ci tego tłumaczyć? Sam w końcu kilkakrotnie przechodziłeś przez to z Alice.

J: No, a Ed…

I: To zamknięty rozdział, mówiłam ci. Zostawił mnie, a ja miałam prawo ułożyć sobie życie na nowo.

J: Ale…

I: Nie ma ale Jasper. Nie kochał mnie, sam mi to powiedział. Zresztą skończmy ten temat. Jak mówiłam możesz im powiedzieć wszystko. Ja musze kończyć, bo wybieramy się na polowanie.

J: Ok., to twój wybór. Życzę udanej zabawy.

I: Dzięki. Trzymaj się.

J: Na razie – i już miałem się rozłączyć, ale wpadło mi do głowy jeszcze jedno pytanie – A tak w ogóle, to skąd masz mój numer?

I: Ze szkolnej bazy danych. Pa.

I zakończyła połączenie, a ja zobaczyłem skierowane na siebie spojrzenia.

- Jasper, z kim rozmawiałeś? – zapytała mnie Alice, jakby w ogóle nie chciała poznać odpowiedzi.