10

JASPER

Leżeliśmy z Alice w łóżku, rozmawiając na różne tematy. Moja dziewczyna właśnie przyznała mi się, jaki naprawdę był cel ich dzisiejszych zakupów i czego się dowiedziały.

- Wiesz, że to było bardzo nierozsądne? – westchnąłem – Pamiętaj, że Isą stoi cała Voltera, z Wielką Trójcą na czele.

- Wiem, ale ja po prostu już nie mogę wytrzymać tej całej sytuacji – zirytowała się – Chcę ją chociaż zobaczyć… - dodała już ciszej.

- Rozumiem cię kochanie, ale trzeba postępować delikatnie i nie można jej do niczego zmuszać. Pamiętasz, jak mówiłem ci, że gdzieś tam w głębi dalej chowa urazę? Jej też jest trudno, nawet trudniej niż tobie…

- Wiem, ale jednocześnie tak bardzo chciałabym ją zobaczyć… - westchnęła zniecierpliwiona i bezradna.

- Jesteś najbardziej niecierpliwym wampirem, jakiego znam – zaśmiałem się i mocno ją do siebie przytuliłem – Będzie dobrze, nie martw się – dodałem, całując ją we włosy.

Leżeliśmy nic nie mówiąc, gdy ciszę przerwał mój dzwoniący telefon.

- O wilku mowa – powiedziałem, gdy zobaczyłem na wyświetlaczu „Nr zastrzeżony".

Alice natychmiast zerwała się do pozycji siedzącej.

J: Tak, słucham? – odebrałem.

D: Witaj Jasper. Tu Daniel Domin – usłyszałem w słuchawce głos, którego w ogóle się nie spodziewałem.

J: Dzień dobry panie profesorze – odpowiedziałem zaskoczony, a mój kochany chochlik zrobił oczy jak talerze.

D: Poza szkołą mów mi po prostu Daniel.

J: Jasne.

D: Dzwonię, żeby w swoim i żony imieniu zaprosić cię do nas na kawkę.

J: Na kawkę? – zaśmiałem się.

D: To stwierdzenie Isy – dodał także rozbawiony, choć w jego głosie słychać było zdenerwowanie i dystans.

J: Bardzo chętnie. Powiedz tylko kiedy…

D: Sobota po południu ci pasuje?

J: Jak najbardziej. Dziękuję za zaproszenie.

D: Nie ma za co. Dla wszystkich jest to nowa sytuacja i jakoś trzeba się z nią oswoić. Co prawda spanikowana Isa oddała mi telefon, gdy się odezwałeś, ale jak mówiłem, trzeba się z tym oswoić – śmiał się, a w tle wychwyciłem także odgłos jakiegoś uderzenia i oburzone słowa „Kapuś".

Domyślałem się, że to Isa stoi obok męża i właśnie trochę mu się oberwało. Nie mogłem się nie roześmiać. Sam też poczułem, jak ktoś mnie tyrpie po ramieniu. Oczywiście to Alice wpatrywała się we mnie swoimi słodkimi i maślanymi oczkami. Kiedy robi taką proszącą minkę, nie potrafię jej niczego odmówić.

J: Daniel – zacząłem ostrożnie – A czy jest możliwość, żeby towarzyszył mi pewien chochlik?

D: Chochlik? – słyszałem zdziwienie – Ach, masz na myśli Alice?

J: Dokładnie.

D: Gdyby to ode mnie zależało, to nie ma problemu, ale jest jeszcze Isa… Poczekaj, dam ci ją do telefonu.

I: Jasper? – usłyszałem po chwili.

J: Witaj Isa.

I: Słyszałam, o co prosiłem Daniela…

J: I co myślisz?

I: Sama nie wiem… Gubię się w tym…

J: Alice nie będzie miała do ciebie żalu, jeśli się nie zgodzisz…

I: Sam nie wiesz, co mówisz – roześmiała się.

J: Dobra, dobra… - wtórowałem jej.

Nagle poczułem, ze nie mam w ręce telefonu. W dodatku leżałem na łóżku przygnieciony przez Alice, która trzymała w ręce moją własność i właśnie przykładała ją do ucha.

A: Bella? – usłyszałem chwilę później jej niepewny głos.

ISA

Gdy tylko usłyszałam głos Jaspera, oddałam telefon Danielowi. Nie wiem, czemu. Czułam się, jakbym znowu zaczynała wszystko od początku, jakby tego spotkania nie było… Chyba za długo się nad wszystkim zastanawiałam i teraz cała odwaga mnie opuściła.

W każdym razie przysłuchiwałam się, jak Daniel prowadzi rozmowę. Próbował tego nie okazywać, ale znam go tak dobrze, że doskonale widziałam jego zdenerwowanie. Jednak z każdym kolejnym słowem coraz bardziej się rozluźniał. Kiedy zdradził Jasperowi, co zrobiła, nawet się śmiał.

- Kapuś – powiedziałam, lekko uderzając go w ramię.

Oczywiście nic nie poczuł. Poza tym nie chciałam przecież zrobić mu krzywdy.

A potem Jasper zadał pytanie, czy może przyjść z Alice. Z jednej strony tęskniłam za nią i bardzo chciałam ją spotkać, ale z drugiej bałam się tego jak diabli i chciałam tą chwilę jak najbardziej odwlec w czasie… Tak się zamyśliłam, że nawet nie zdążyłam zaprotestować, gdy Daniel oddał mi telefon. Nie wiem, czy Jasper wyczuł moje zdenerwowanie, ale udało mu się mnie rozśmieszyć. Wszystkie obawy związane z rozmową nagle zniknęły, jakby ich nigdy nie było. Całkowicie się rozluźniłam, gdy nagle usłyszałam jej głos.

A: Bella?

W tym momencie wszystko to, o czym przez tyle lat próbowałam zapomnieć, wróciło. Przed oczami stanęły mi wszystkie chwile spędzone z Cullenami, cały ból powrócił…

I: Alice – było to stwierdzenie, w dodatku powiedziane bardzo zrezygnowanym głosem.

A: Och Bello – zaś ona się ucieszyła – Nawet nie wiesz, jak bardzo za tobą tęskniłam. Co się z tobą działo? Jak udało ci się zostać wampirem? – trajkotała bez przerwy, a ja czułam, że wpadam w coraz większą panikę – Bello, musimy się spotkać. Bella?

Miałam ochotę się rozłączyć i uciec, gdzie pieprz rośnie. I to nie tylko teraz, ale w ogóle. Wynieść się z Forks. Zamiast tego zrobiłam jednak coś innego.

I: Zapamiętaj Alice, Isabella Swan nie żyje.

I teraz spokojnie nacisnęłam czerwoną słuchawkę.

Stałam teraz pośrodku salonu i zastanawiałam się, czy dobrze zrobiłam, gdy poczuła, jak Daniel mnie obejmuje i mocno przytula do siebie. Nie musiał nic mówić, bo i tak wiedziałam, ze jest ze mną i mnie popiera.

ALICE

- Isabella Swan nie żyje – usłyszałam w telefonie, a zaraz potem połączenie zostało przerwane.

Zamarłam. Nie wiedziała, co zrobić, co powiedzieć… Spojrzałam na Jaspera. Gdybym mogła, to pewnie już dawno bym płakała. Ale nie mogłam. A bardzo chciałam… Jasper od razu zorientował się, że coś jest nie tak. Zwinnym ruchem wydostał się spode mnie i już po chwili siedziałam wtulona w jego ramiona.

- Zapewne chciała ci powiedzieć, że już nie jest ta samą osobą, którą znałaś – próbował mnie pocieszyć, gdy powtórzyłam mu słowa Belli – Bo tak myślisz, prawda kotku?

- A czy to źle? Źle, ze cieszę się z tego, że żyje? Że chcę ją zobaczyć?

- Nie i wcale tak nie mówię. Ale zrozum, że minęło wiele lat i w tym czasie dużo rzeczy się wydarzyło. My się zmieniliśmy i ona też się zmieniła. I to nie tylko zewnętrznie, ale głównie w środku.

- Ale przecież to dalej moja Bella – protestowałam, choć doskonale wiedziałam, że mój chłopak ma rację.

- Teraz to Isa Domin, żona Daniela i wnuczka Aro – dalej mi tłumaczył – Bella i Isa to dwie różne osoby. I w pewnym sensie sami się do tego przyczyniliśmy.

- Więc opowiedz mi o niej – poprosiłam.

- Co? – spytał zaskoczony.

- Mówisz, ze Isa to nie Bella, więc opowiedz mi coś o niej.

- Ale ja sam widziałem ją tylko raz…

- Nie szkodzi. Na pewno coś zauważyłeś.

Na tych rozmowach zeszło nam do rana i pewnie gdyby nie Edward, który wołał nas z dołu, rozmawialibyśmy dalej. Ale w końcu czas jechać do szkoły, gdzie czekała na ans stara rutyna. Te same twarze, te same miejsca… Szok związany z naszym przybyciem do miasta opadł i już nikt nie zwracał na nas większej uwagi. W ich oczach byliśmy odludkami i dziwakami, ale jakoś się tym nie przejmowaliśmy. Tworzyliśmy zamkniętą grupę i na szczęście nikt nie próbował się do niej dostać.

Dzień w szkole zapowiadał się na nudny. Chociaż dziś i tak nie zwracałam na to uwagi, bo myślami cały czas byłam przy słowach Jaspera. Mówił, że Isa (zabronił mi o niej myśleć, jak o Belli) czuje się w tym zagubiona. Boję się, że mój wybuch entuzjazmu mógł ją jeszcze bardziej do nas zniechęcić… Na takich rozmyślaniach zleciał mi czas aż do WFu. Dziś mieliśmy grać w siatkówkę, a raczej w parach ćwiczyć poszczególne odbicia. Automatycznie podeszłam do Edwarda, ale Domin szybko nas rozdzielił. Edwardowi przydzielił niejakiego Chrisa Browna, typa uważającego się za pępek świata, a mi Katie Sullivan, miła i sympatyczną blondynkę. Musiałam się cała lekcję pilnować, żeby za mocno nie odbić piłki i nie zrobić krzywdy dziewczynie, dlatego na chwilę oderwałam się od ponurych myśli. W międzyczasie trochę porozmawiałyśmy i z każdą kolejną minutą moja sympatia do niej rosła. Nie chciałam tego, bo bałam się, że powtórzy się sytuacja sprzed lat, dlatego postanowiłam trzymać ją później na dystans.

- Panno Cullen, pomoże mi pani z piłkami, a reszta może iść już do szatni – powiedział kilka minut przed dzwonkiem nauczyciel, tym samym kończąc zajęcia.

Wszyscy się rozeszli, a my zostaliśmy sami.

- Zróbmy to w naszym tempie – zaproponował, a ja jedynie przytaknęłam ruchem głowy.

Wzięliśmy się do pracy i parę sekund później wszystkie piłki były już w worku.

- Poczekaj jeszcze chwilę – zatrzymał mnie, gdy odwróciłam się w kierunku wyjścia – Moja żona to nie Bella Swan, którą ty i twoja rodzina znaliście ponad 80 lat temu. Teraz to całkiem inna osoba. Mam nadzieję, że będziesz o tym pamiętać, będąc u nas w sobotę razem z Jasperem – powiedział jeszcze zanim zdążyłam się odwrócić w jego kierunku, po czym zniknął w swojej kanciapie, jak uczniowie zwykli nazywać gabinet wuefisty.

A ja stałam pośrodku sali jak słup soli i trawiłam zasłyszane słowa. W końcu wesoła wybiegłam do szatni. Na szczęście wszędzie było pusto, bo wszyscy byli w stołówce, więc mogłam się przebrać w swoim naturalnym tempie, a potem pognać do reszty rodzeństwa. Tym razem już jednak tempem człowieka.

- Coś ty taka radosna? – spytał od razu mój chłopak, zapewne wyczuwając moje emocje.

- Czyżby Domin tak na ciebie wpływał? – tym razem odezwał się Edek,

- A może zrobił ci dobrze? – dorzucił swoje trzy grosze Em, w wyniku czego zarobił kuksańca od Jaspera i w łeb od Rose.

Ja jedynie teatralnie przewróciłam oczami.

- Oj, dajcie spokój – prychnęłam, po czym wesoło powiedziałam do Jaspera – Idę z tobą.

- Co? – nie od razu zrozumiał.

- W sobotę. Idę z tobą.

- Serio?

- Serio, serio.

- Świetnie – ucieszył się.

- O czym wy mówicie? – spytał Emmett, tym samym wypowiadając myśli pozostałej dwójki.

A przynajmniej tak mi się wydaje :).

- Nie twoja sprawa – wystawiłam mu język.

Byłam w świetnym humorze, więc miałam ochotę wszystkim dogryzać i ze wszystkimi żartować.

- Mnie nie powiesz? – udawał słodkiego misia.

- Nie – śmiałam się.

Przez resztę przerwy droczyliśmy się, aż w końcu zadzwonił dzwonek i rozeszliśmy się do klas.