12
ISA
Mam najcudowniejszego męża na ziemi. Nie muszę nic mówić, a on i tak doskonale wie, czego mi trzeba. Kiedy Daniel był wczoraj w szkole, ja cały czas zastanawiałam się, czy nie za ostro zareagowałam w stosunku do Alice. W końcu ona nie była niczemu winna. To jej brat okazał się skończonym dupkiem, a nie ona. Alice zawsze była dla mnie oparciem. Myślałam nad tym, żeby ponownie do nich zadzwonić, ale w sumie nie wiem, czemu tego nie zrobiłam. Chciałam porozmawiać o tym z Danielem, zapytać co on o tym myśli, ale widziałam, ze coś go gryzie, dlatego postanowiłam jeszcze poczekać. A tu nagle okazuje się, że mój mąż rozwiązał problem za mnie, za moimi plecami rozmawiając z chochlikiem. I to nie problemy z uczniem go trapiły, a sumienie. Bo po prostu bał się mojej reakcji.
Gdy wygoniłam go z kuchni, szybko wzięłam się za dorobienie jeszcze jednej porcji, bo wszystko robiłam dla trzech osób, nie czterech. Do ich przyjścia miałam jeszcze nieco ponad godzinę, więc nie musiałam się bardzo spieszyć. Co, jak co, ale w kuchni nie lubię pracy w moim naturalnym tempie. W każdym razie na spokojnie wszystko przygotowałam. Potem szybko się przebrałam. Nie chciałam się stroić, ale z drugiej strony nie wypada przyjąć gości w legginsach i rozciągniętej koszulce. Nawet jeśli byli to starzy znajomi. Dlatego założyłam czarne jeansy rurki i do tego nieco luźną tunikę w śliwkowym kolorze. Całość dopełniłam czarnym szerokim paskiem zapiętym w talii.
- I jak kochanie? – spytałam stojąc w wejściu do salonu.
- Wyglądasz świetnie – stwierdził, gdy mnie zobaczył.
- Cieszę się.
Alice z Jasperem mieli pojawić się za 10 minut, więc poszłam raz jeszcze do kuchni, gdzie zostało już tylko ponakładać wszystko. Oczywiście Daniel ruszył za mną, a gdy myślał, że nie widzę, podkradł z miski ciastko. W tym samym momencie zadzwonił dzwonek i mój mąż uciekł. Z ciastkiem w zębach.
- Widziałam to! – krzyknęłam i poszłam za nim do przedpokoju.
A tam stali już nasi goście.
- Cześć – przywitał mnie buziakiem w policzek Jasper.
- Cześć – odparła z uśmiechem, którym starałam się zamaskować zdenerwowanie.
A potem mój wzrok spoczął na Alice. Nie zmieniła się nic. W dalszym ciągu miała brązowe postrzępione włosy i urodę chochlika. I dalej z niezwykłą starannością kompletowała swój strój i dobierała dodatki. Oczywiście wszystko w najmodniejszych trendach.
- Cześć B… Isa – powiedziała trochę niepewnie.
I doskonale słyszałam jej zająknięcie, gdy chciała powiedzieć Bella.
- Cześć Alice – odpowiedziałam, dalej nie spuszczając z niej wzroku.
Ona też mi się przyglądała.. Można powiedzieć, że toczyłyśmy bitwę na spojrzenia. Która dłużej wytrzyma. Nie wiem, która z nas wygrała, bo obie w tym samym momencie rzuciłyśmy się sobie na szyję.
- Tak bardzo za tobą tęskniłam… - wyszeptała.
- Ja też Alice. Ja też…
Gdybyśmy mogły płakać, już dawno obie byśmy ryczały. I nie przejmowałyśmy się stojącymi obok facetami.
- Zaraz się udusicie – odezwał się w końcu Daniel – Poza tym, co z ciebie za gospodyni Isa, że trzymasz ich w przedpokoju? – śmiał się.
- Faktycznie, przepraszam. Wchodźcie dalej – szybko się zreflektowałam.
A gdy oni poszli za Danielem, ja weszłam do kuchni po przygotowaną wcześniej tacę, a dopiero potem do salonu, gdzie rozstawiałam wszystko na stole.
- Częstujcie się – powiedziałam, a kiedy zobaczyłam ich miny, miałam ochotę wybuchnąć śmiechem.
- A co to jest? – spytała zaskoczona Alice.
- Kawa i ciastka czekoladowe.
- Ale Isa… - Jasper nie wiedział, co powiedzieć – Przecież wampiry nie jedzą zwykłego jedzenia…
- Ono jest bez smaku – dodała Alice.
- Jak to nie? – zdziwiłam się.
Doskonale wiedziałam, że mają rację. A przynajmniej jeśli chodzi o „zwykłe" jedzenie. Żeby ich jeszcze bardziej zaskoczyć, to sama zjadłam ciastko.
- Bardzo dobre – powiedziałam po przełknięciu.
Ci patrzyli na mnie, jak na chorą psychicznie.
- Isa ma rację – Daniel poszedł w moje ślady, a gdy zjadł, powiedział – Spróbujcie.
- Gwarantuję, że się nie otrujecie – dodałam jeszcze.
W końcu Alice bardzo niechętnie sięgnęła po jedno ciastko i z najwyższą ostrożnością odgryzła maleńki kawałeczek.
- Pyszne – stwierdziła w końcu, ku zdumieniu samej siebie – Naprawdę.
- Bardzo się cieszę – szczerze się ucieszyłam.
- Jak ty to zrobiłaś?
- To już moja słodka tajemnica – uśmiechnęłam się.
Po chwili oboje spróbowali także kawy i ich reakcja była dokładnie taka sama, jak w przypadku ciastek.
- O matko, zapomniałabym – krzyknęła nagle Alice i rzuciła się do swojej torebki, po chwili wyciągając z niej ozdobną torebeczkę – Proszę, to dla was – powiedziała, podając mi pakunek – Taki skromny upominek dla sąsiadów.
Zaskoczona zajrzałam do środka i… wybuchnęłam śmiechem. To musiał być pomysł chochlika, bo Jasper na pewno nie kupiłby nam popielniczki, na środku której ustawiona była figurka męskiego przyrodzenia. Tylko Alice była do tego zdolna.
- Dzięki Alice, jest naprawdę wyjątkowa – powiedziałam dalej nie mogąc powstrzymać śmiechu.
Daniel też wybuchł śmiechem, gdy mu ją pokazałam.
- Szkoda, że nie palę – stwierdził, co wywołało jeszcze większe rozbawienie.
Gdy tak siedzieliśmy we czwórkę w salonie, kompletnie nie rozumiałam, jak mogłam bać się tego spotkania. Nie było żądnych krępujących momentów, niezręcznej ciszy… Gładko przechodziliśmy z jednego tematu do drugiego. I Daniel też się dobrze bawił. Bałam się, że będzie się w ich towarzystwie źle czuł, nie będzie potrafił się rozluźnić… I że ich nie zaakceptuje. W końcu nie przestawiłam ich mu w najlepszym świecie i po prostu był do nich uprzedzony. Z mojego powodu. A prawda była taka, że Cullenowie byli w porządku, poza jednym osobnikiem.
- A jak to się stało, że zostałaś się wampirem? – zapytała Alice po jakiejś godzinie.
- Zostałam ugryziona – odpowiedziałam, choć wiedziałam, że nie o to jej chodzi.
- Serio? No patrz, nigdy bym nie pomyślała – prychnęła, przy okazji przewracając oczami – A tak poważnie?
- Długa historia.
- Chętnie posłuchamy – wtrącił Jasper – I czy ma to jakiś związek z faktem, że Aro to twój dziadek? I jak to w ogóle możliwe?
Oboje z zaciekawieniem mi się przyglądali. Wiedziałam, że kiedyś ten moment nadejdzie, ale nie znaczy, że było to dla mnie łatwe. Jednak zaczęłam mówić…
- Po waszym wyjeździe załamałam się – zaczęłam – Przestałam z kimkolwiek rozmawiać i gdziekolwiek wychodzić… Krążyłam jedynie pomiędzy szkoła i domem, a resztę czasu spędzałam zamknięta w swoim pokoju. W końcu po dwóch czy trzech miesiącach Charlie powiedział, że wyśle mnie do mamy, bo on już nie wie, jak mi pomóc. Prosiłam go, żeby tego nie robił, że powoli dochodzę do siebie. Zgodził się, ale cały czas miał mnie na oku, więc udawałam, że wszystko jest w porządku, żeby tylko nic nie podejrzewał. I tak przetrwaliśmy kolejne trzy miesiące. W którąś sobotę przyjechał do mnie mężczyzna. Po szkarłatnych oczach poznałam, Zr to wampir i w dodatku taki, który żywi się ludzką krwią. Wiedziałam, że powinnam uciekać, ale w sumie cieszyłam się, że zostało mi już niewiele życia. Dlatego zaprosiłam go do środka. Przedstawił się jako Aro, wampir i mój dziadek. Wybuchłam śmiechem, a on wytłumaczył mi, że to nie żart. I też mam w sobie krew i geny wampirów. Stąd mój dar miałam już za życia człowieka. Oczywiście znowu go wyśmiałam. Ja i jakiś dar? Okazało się, ze mam tarczę, która blokuje dostęp do moich myśli i w ogóle odpiera ataki mentalne. A potem zaczął opowiadać, jak to się stało, ze jestem jego wnuczką. Nie będę przytaczać całej historii, bo jest zbyt skomplikowana. W skrócie chodzi o to, ze wampir-mężczyzna może mieć dziecko, ale z kobietą-człowiekiem. I tak jestem jego wnuczką w sto którymś pokoleniu.
- Niesamowite – stwierdziła Alice, lecz nie zwróciłam na to uwagi, opowiadając dalej.
- Siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Aro chciał, żebym razem z nim jechała do Voltery. Początkowo nie chciałam się zgodzić, ale mnie przekonał. Charliemu wmówiłam, ze dostałam się we Włoszech do szkoły na wymianę. Kręcił nosem, ale pozwolił mi jechać. A potem udawałam, że tak bardzo mi się tam spodobało, że zostaję. Chociaż tak prawdę mówić nie musiałam udawać, bo Voltera naprawdę mi się podobała. Stopniowo ograniczałam kontakt z rodzicami, aż w końcu urwał się całkowicie. Trzy lata po wyjeździe Aro mnie przemienił. I to cała historia – skończyłam mówić – A raczej jej bardzo okrojona wersja – dodałam w myślach.
- To nie zmienił cię od razu? – zdziwiła się Alice – Dopiero po trzech latach?
- Zgadza się.
- Ale czemu?
- Tak jakoś wyszło – wzruszyłam ramionami – Dla Volturii pracował wtedy jeden informatyk – Paolo – który też był człowiekiem. Zaprzyjaźniliśmy się. Jeździliśmy na wycieczki, chodziliśmy na dyskoteki. Można powiedzieć, że Paolo wyciągnął mnie z depresji. A poza tym Aro chciał, żebym nacieszyła się jeszcze trochę życiem człowieka. Stąd ta zwłoka – wyjaśniłam, choć to była tylko część prawdy.
- Czyli miałaś 21 lat, gdy zostałaś wa
wampirem? – tym razem odezwał się Jasper.
- Co prawda kobiet się o wiek nie pyta, ale tak – śmiałam się.
- Nie słuchaj go – wystawiła chłopakowi język Cullenówna – Wyglądasz świetnie. Z jednej strony jak nastolatka, a z drugiej już tak dojrzale…
- Nie to, co ty – odgryzł się Jasper, co wywołało wybuch śmiechu i oburzenie chochlika.
- Jak możesz? Śpisz dziś na kanapie – zagroziła mu, co wywołało jeszcze większy śmiech z mojej i Daniela strony – W każdym razie te trzy lata świetnie na ciebie wpłynęły – dodała, gdy już się nieco uspokoiliśmy.
- I nie tylko to – stwierdziłam w głowie, a głośno powiedziałam jedynie – Dziękuję.
Potem Alice i Jasper opowiedzieli, co działo się u nich przez ten czas. Co prawda Jasper już trochę mi opowiedział, ale jak się okazało, nie wszystko i w dodatku ogólnikowo.
Cieszyłam się, bo moje serce nie reagowało na żadną wzmiankę o Edwardzie. Jedynie za pierwszym razem coś jakby ukuło, a potem nic.
- A jak wy się w ogóle poznaliście? – znowu przeskoczyła na nasz temat Alice.
Tym razem głos zabrał Daniel opowiadając o tym, jak się poznaliśmy, o wspólnych podróżach, odwiedzinach u dziadka, ślubie… A ja w tym czasie myślami powracałam do tamtych chwil, czasami poprawiając Daniela, gdy coś przeinaczył. Ale w końcu to facet, a oni nie moją głowy do szczegółów.
- My się już będziemy zbierać – stwierdził Jasper wieczorem – Chyba się trochę zasiedzieliśmy…
W tym momencie spojrzałam na zegarek. Była już prawie 22! Siedzieliśmy już około 6 godzin i nawet się nie zorientowaliśmy.
- Gdzie ci się spieszy? Dzieci musisz położyć spać, czy jak? – spytał mój mąż wesoło – Cała noc przed nami.
- A w domu będą się martwić, czy się nie pozabijaliśmy – odparł Cullen też rozbawiony.
W ogóle przez cały ten czas dużo się śmialiśmy. A najdziwniejsze, ze te najgłupsze odzywki należały właśnie do Daniela, choć Jasper dzielnie dotrzymywał mu kroku. My z Alice już dawno dałyśmy sobie spokój i jedynie obserwowałyśmy, jak ci dwa sobie dogadują. A w miarę upływu czasu zdarzało się to coraz częściej.
- Trochę adrenaliny im się przyda – i znowu Daniel.
Jasper już chciał coś odpowiedzieć, gdy wtrąciła się Alice.
- A właśnie, przypomnieliście mi. Jak to jest Isa – już nie miała najmniejszych trudności z nazywaniem mnie tak – że nie widzę cię w swoich wizjach?
- To mój dar – wyjaśniłam – Mówiłam ci już, że mam tarczę.
- No dobra, ale czemu Edward nie może czytać w myślach o tobie? Obojętnie, o czym ktoś myśli, nie ma problemu, ale kiedy myśli schodzą na twój temat, nic.
- Pamiętasz, jak Edward wcześnie nie mógł mi czytać w myślach? – tym razem ja zapytałam, a gdy przytaknęła, kontynuowałam – Już wtedy miałam tarczę. A moja przemiana w dodatku trochę ją zmodyfikowała i udoskonaliła.
- To znaczy?
- To znaczy, że tarcza chroni nie tylko mnie, ale też wszystkie myśli o mnie. Jeśli z kimś miałam jakikolwiek kontakt, czy to osobisty czy tylko telefoniczny, moja tarcza otacza jego myśli. Ale tylko te, które mają cokolwiek wspólnego ze mną.
- To dlatego Edward nie mógł zobaczyć w myślach Rosalie, jak zobaczyła cię w księgarni?
- Dokładnie. W dodatku tarcza maskuje nasz zapach.
- Co? – zdziwili się oboje z Jasperem.
- Pstro – zaśmiałam się, po czym zaczęłam tłumaczyć – Po prostu żądne wampiry, ani inne dziwne stworzenia nie są w stanie wyczuć naszego zapachu. Nawet jeśli stoimy tuż za nimi. Wy też go nie czujecie.
- Faktycznie – stwierdził po chwili namysłu blondyn – Jakoś wcześniej nie zwróciłem na to uwagi.
- To jest niesamowite – dodała Alice.
