16

EDWARD

Siedziałem w salonie razem z pozostałymi słuchając opowieści Belli.. Nie, przepraszam, Isy. Jednak jej słowa do mnie nie docierały. Nie dlatego, że ich nie słyszałem, czy nie rozumiałem. Po prostu moje myśli zaprzątnięte były czymś innym. A raczej kimś. Nią. Gdy nad ranem Alice opowiadała o wizycie u Dominów i o Isie, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że opowiada o całkiem mi obcej osobie, nie o mojej Belli… Z jednej strony było mi to na rękę, bo nie przypominając mi siebie sprzed lat, nie będzie mnie ranić, ale zaś z drugiej świadomość, że kobieta o wyglądzie Belli nią nie jest i to w znacznej mierze przeze mnie, była nie do wytrzymania. Jednak wystarczyła tylko chwila w jej obecności, by całkowicie zaprzeczyć wcześniejszym słowom chochlika. Bo poza wyglądem Bella nie zmieniła się w ogóle. To ta sama kobieta, w której się zakochałem. Najlepszym przykładem jest fakt, że podobnie jak wtedy, gdy po raz pierwszy pojawiła się w tutejszym liceum, wszystkich poprawia odnośnie swojego imienia. Wtedy poprawiała Isabellę na Bellę, a teraz Bellę na Isę. I w sumie to jest najbardziej widoczna zmiana. I chociaż nie wiem, co działo się z nią przez cały ten czas, w dalszym ciągu jak magnes przyciąga kłopoty.

Nie dziwi mnie fakt, że Daniel zwrócił na nią uwagę. Już za bycia człowiekiem była piękna, a jej przemiana jeszcze to pogłębiła. Troszkę ciemniejsze, błyszczące i pofalowane włosy, delikatniejszy rysy, troszkę krągłości tu i tam. Po prostu kobieta idealna, ciałem i duchem. Mógłbym patrzeć na nią godzinami i dalej nie miałbym dość.

- CO?! – wspólny krzyk Alice i Emmetta sprowadził moje myśli „na ziemię".

- Jak ty sobie to wyobrażasz? – zapytał zdziwiony Jasper.

Chyba mnie coś ciekawego ominęło. Zazwyczaj wszedłbym do głowy któregoś z członków mojej rodziny i dowiedział, o co chodzi, ale tym razem było to niestety niemożliwe. Dlatego nie pozostało mi nic innego, jak uważnie słuchać dalszej rozmowy.

- Jak? – odezwał się jedynie Domin, bardzo cicho.

Widziałem, że jest zaskoczony. I to bardzo.

- Powiemy, ze to nasza rodzina…

Przyznam, że robi się coraz ciekawiej…

- Rozumiem, że moja wyprawa do Seattle ma z tym coś wspólnego? – zapytał nauczyciel.

Bella (nie potrafiłem myśleć o niej inaczej) przytaknęła ruchem głowy i zaczęła opowiadać. Z każdym kolejnym słowem włosy na głowie jeżyły mi się coraz bardziej.

- Zadzwonisz do Toma i powiesz, że musieliśmy pilnie wyjechać – mówiła – Pobiegniemy do Seattle i tam ukryjemy się w którymś hotelu. Za jakiś tydzień lub dwa wrócimy i powiemy, że twój brat z żoną mieli wypadek samochodowy i zginęli na miejscu, a chłopiec to ich syn. Jako jego jedyna żyjąca rodzina nie mogliśmy pozwolić, by trafił do domu dziecka i postanowiliśmy wziąć go pod swój dach – skończyła opowieść.

Ona chciała zatrzymać tego chłopca! Nie dziwię się reakcji mojego rodzeństwa. Sam miałem ochotę porządnie nią potrząsnąć i przemówić jej do rozsądku. Przecież to kompletne wariactwo! Jak wampir ma wychować małego człowieka! Nawet z całkowitą samokontrolą jeśli chodzi o krew! Co będzie, jeśli zacznie zadawać pytania? Jak mu wytłumaczy, że się nie starzeją?

- Jesteś tego pewna? – spytał spokojnie Daniel – Dobrze wiesz, z czym to się wiąże… - dodał.

Przytaknęła.

Miałem wrażenie, że gram, w jakimś kiepskim filmie. Albo, że jestem w ukrytej kamerze i zaraz ktoś wyskoczy i krzyknie „Mamy cię!". Przecież to niemożliwe, żeby on był tak samo nieodpowiedzialny, jak Bella. Bo wyglądał na całkowicie przekonanego!

Wpatrywałem się w niego przejęciem, czekając na jego decyzję. Sekundy dłużyły mi się niemiłosiernie i miałem wrażenie, że zanim się odezwał minęły wieki…

- Dobrze skarbie, mały zostanie z nami. Jeszcze dziś zadzwonię do Ara, żeby załatwił odpowiednie papiery – powiedział przytulając Bellę.

- Dziękuję kochanie – odpowiedziała szczęśliwa, po czym ponownie spojrzała na niemowlę – Witaj w rodzinie mój maleńki.

ROSALIE

Że była zaskoczona, to mało powiedziane. Ja byłam w totalnym szoku! Jak Isa mogła wpaść na tak durny pomysł?! I jeszcze do tego Daniel na to wszystko się zgodził. Przecież to paranoja…

Owszem, historia ze śmiercią brata Daniela i zarazem ojca małego jest dość przekonywująca, ale co będzie, gdy chłopak podrośnie? Gdy zacznie zadawać pytania?

To po prostu nie do pomyślenia. Jedyna nadzieja w Aro, ze jakoś ich samowolkę ukróci. Przecież przez przypadek mogą je zmienić w nieśmiertelne dziecko!

Ale z drugiej strony doskonale rozumiem Isę. Mnie samą też boli myśl, że nie mogę mieć dziecka, którego tak bardzo pragnę. Gdybym mogła cokolwiek zrobić, gdybym była człowiekiem… Nawet gdybym nie mogła zajść w ciążę, zawsze moglibyśmy z Emmettem adoptować jakieś dziecko, albo przygarnąć jak Isa i Daniel.

Chwila. A może?… Tylko, czy to by się udało?… Gdybyśmy mogli sprawdzić… Ale zaraz, przecież można… Tylko, co na to pozostali?… Alice i Jasper zgodzą się bez problemu, Carlise i Esme też. Jedynie Edward… Ale może uda się go jakoś przekonać?

- Edward! – krzyczałam w myślach jak najgłośniej – Edward, do jasnej cholery, słyszysz mnie?!

Moje wrzaski chyba przyniosły rezultat, bo zaskoczony spojrzał na mnie i ledwie widocznie skinął głową.

- Zgodziłbyś się, żeby Isa i Daniel zostali u nas, zamiast przenosić się do hotelu?

Jego mina wyraźnie krzyczała „CO?!", choć on sam nie powiedział ani słowa. Musiałam teraz w odpowiedni sposób dobrać słowa, żeby się nie zorientował, o co mi tak naprawdę chodzi.

- Szkoda mi tego dziecka, bo jeśli któreś z nich straci kontrolę, to nikt mu nie pomoże. A tak zawsze ktoś z nas będzie mógł zapobiec tragedii. W dodatku na miejscu jest lekarz, a po tych wydarzeniach z lasu, przyda mu się opieka lekarska argumentowałam.

Edward przyglądał mi się zdziwiony, a ja czekałam na jakkolwiek gest z jego strony. W końcu ledwie zauważalnie kiwnął głową. Udało się! Teraz trzeba działać dalej.

- Może zamiast zatrzymywać się w hotelu zostaniecie u nas? – zaproponowałam, a wszystkie pary oczu spoczęły na mnie – Mały pewnie dalej jest w szoku i wycieczka w tym momencie to chyba nie najlepszy pomysł… Tu będziecie mieć ciszę i spokój…

Moja rodzina przyglądała mi się, jakbym była przynajmniej lekko stuknięta. Oczywiście poza Edwardem. Zaś Dominowie wyglądali na – owszem- zaskoczonych, ale pozytywnie.

- Dziękujemy za propozycję, ale raczej nie – odpowiedział Daniel, który już wcześniej kategorycznie zabronił nam mówić do siebie „panie profesorze" poza szkołą – Nie chcemy robić kłopotu…

- Ale to żaden kłopot – powiedziała Esme – Będzie nam bardzo miło was gościć. I nawet nie chce słyszeć słowa sprzeciwu – dodała, gdy Isa otwierała usta, by coś powiedzieć.

Słysząc słowa mamy, Isa jedynie się roześmiała.

Szczerze? Polubiłam Isę i Daniela. Owszem jest podobna do Belli, ale jednocześnie wydaje się taka inna… Chociaż prawda jest taka, że Belli Swan nigdy nie znałam i nie wiem, jaka była. Nienawidziłam jej, bo byłą człowiekiem, czego jej bardzo zazdrościłam, bo nigdy nie lubiłam być wampirem. Z czasem, do tego przywykłam, ale gdybym tylko mogła cofnąć czas… Teraz Bella, a właściwie Isa też jest wampirem i z jej zachowania wnioskuję, że szczęśliwym. Miała wybór i go dokonała. Nie rozumiem tego, ale skoro tak chciała… Jej życie. Choć ta decyzja bardzo mnie ciekawi i kiedyś będę musiała ją o to zapytać… Może tym razem uda nam się dogadać? Nie chcę popełnić błędu sprzed lat. Bo z upływem czasu coraz bardziej uświadamiałam sobie, że moja ocena jej i zachowanie były ogromnym błędem… Nawet nie chciałam jej poznać…

ISA

Byłam w szoku! Nie spodziewałam się takiej propozycji, nie po Rosalie. Już prędzej podejrzewałabym, że to Alice wyskoczy z czymś podobnym, ale nie ona. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Dobrze, że obok był Daniel, który w każdej sytuacji potrafi zachować przytomność umysłu. On odpowiedział, a ja szybko doszłam do siebie i już chciałam odmówić Esme, gdy ta nie dała mi dojść do słowa. Nie miałam innego wyjścia, jak się roześmiać. Potem szybko rzut oka na męża i…

- Dobrze, bardzo chętnie zostaniemy – odparłam, co wywołało ogólną radość, a szczególnie ze strony żeńskiej części rodziny Cullen.

Skąd wiedziałam, że Daniel też jest za? Nie, nie umiem czytać w myślach. Po prostu jesteśmy ze sobą na tyle długo, że wystarczy nam spojrzeć po sobie, by wiedzieć czy ta druga osoba jest na tak czy na nie. Żadne czytanie w myślach nie jest tu potrzebne.

- Ale jeśli tylko zaczniemy być dla was problemem i będziecie mieć nas dosyć, od razu dajecie nam znać, dobrze? – upewniłam się jeszcze, a wampiry przytaknęły ruchem głowy.

Zapowiada się ciekawy tydzień…