18
ISA
Wyprawa na zakupy była bardzo udana. Nawet pomimo faktu, że Alice jak zwykle zdecydowanie przesadziła i nawet nie mogłyśmy się zapakować do samochodu. Ale droga powrotna była już nieco mniej przyjemna. A to za sprawą pytania Rosalie. Z jednej strony cała sympatia, którą nią obdarzyłam całkowicie ze mnie uleciała, ale z drugiej to przecież tylko pytanie. I sama pozwoliłam je zadać. A że była tego ciekawa… Pewnie gdybym ja była na jej miejscu, też byłaby ciekawa. Dlatego zdecydowałam się odpowiedzieć…
- Żeby zapomnieć – krótka i zwięzła odpowiedź.
- Zapomnieć? – na twarzy pań Cullen widziałam zaskoczenie.
- Tak – przytaknęłam.
- Ale o czym? – tym razem Alice się odezwała.
Chociaż odpowiedź była prosta, długo się wahałam, żeby odpowiedzieć. Bo tego, co miałam do powiedzenia, nikt nie chciałby usłyszeć…
- O was – wydusiłam z siebie patrząc w okno.
- O nas? – nie dowierzała Alice – Dlaczego?
Nie widziałam jej twarzy, ale doskonale zdawałam sobie sprawę, jaki ból jej sprawiłam. Jej, a także Rose i Esme…
- Przez Edwarda – wyjaśniłam – Wszystko, co w jakiś sposób mi się z wami kojarzyło jednocześnie przypominało mi o nim. A każde wspomnienie bolało… Jakby ktoś przecinał mi serce na pół i wlewał w nie czysty kwas… Więc wybór był łatwy.
- Kiedykolwiek żałowałaś? – tym razem Alice była ciekawa.
- Raz. Na samym początku. Okazało się, że jestem nieco inna… - na ich twarzach widziałam zaciekawienie i nie zadane pytanie – Wszystkie wampiry, z jakimi kiedykolwiek miałam styczność, po przemianie nie pamiętały nic z poprzedniego życia. Zaczynały na nowo. Ale nie ja. Chwilę po otworzeniu oczu uświadomiłam sobie, że pamiętam wszystko. I że te wspomnienia dalej bolą… Chciało mi się płakać i powiedziałam Aro, żeby mnie zabił. Wściekł się na mnie, nawrzeszczał, a potem dług rozmawialiśmy. I pogodziłam się z tym…
- A teraz? Skoro jesteśmy tak blisko?…
- Dobrze, nadzwyczaj dobrze – odparłam – Aż sama się dziwię. Tak cholernie się bałam spotkania z wami, ale teraz nie mam pojęcia, czemu – uśmiechnęłam się.
Na szczęście więcej nie pytały. Nawet jeśli rozmowy na temat tamtego okresu mojego życia nie przynosiły już bólu, nie znaczy, że lubiłam o nim rozmawiać. Bo nie lubiłam.
Resztę drogi spędziłyśmy na rozmowach o niczym. Esme kilka razy starała się uświadomić mi, jaki ciężar wzięłam na siebie, ale za każdy razem odpowiadałam z uśmiechem na ustach, że doskonale wiem, co mnie czeka. Nie dociekała dlaczego.
Do domu zajechałyśmy późnym popołudniem. Przyznam, że bałam się tego, co w środku zastanę. Po minach moich towarzyszek widziałam, że nie byłam osamotniona w swoich obawach. Ale jak się okazało, zupełnie niepotrzebnie. Emmett z Jasperem grali w szachy, Daniel spacerował po salonie ze śpiącym Ethanem na rękach, a Edward siedział przy fortepianie i grał jakąś melodię. Po prostu sielanka.
- Wróciłyśmy – powiedziała radośnie Alice, a mi zachciało się śmiać.
W końcu cały dom zamieszkany był przez wampiry, które wyróżniały się nadludzko wyczulonymi zmysłami. W tym także słuchem i węchem. Dlatego oznajmianie im, że wróciłyśmy do domu, jakoś mijało się z celem, bo wcześniej to usłyszeli i nas wyczuli. Ale mniejsza z tym…
- I jak mały? – spytałam Daniela stając obok niego i patrząc na naszego synka, którym smacznie spał.
- W porządku – odparł mój mąż – Co prawda na początku trochę popłakał, ale w końcu udało nam się go uspokoić i teraz cały czas śpi. A jak zakupy?
- Nawet mi nie przypominaj – westchnęłam – Nigdy więcej nie pojadę do żadnego sklepu z Alice albo Rose, a już tym bardziej z nimi obiema. To jest gorsze niż samobójstwo. Dobrze, ze była z nami Esme, to jakoś przeżyłam…
- Ale wszystko macie? – upewnił się.
- Tak. Zapas ciuchów na kolejne kilkanaście miesięcy, z pampersami podobnie. Jedynie mleko będziemy musieli na bieżąco kupować, ale to wystarczy sklep pani Winston.
- To się cieszę – odpowiedział z uśmiechem, po czym dał mi całusa.
Ten sam moment nasz syn wybrał na pobudkę. Oznajmił nam to głośnym płaczem.
- Ed, graj dalej, bo znowu się głośno zrobiło – usłyszałam Emmetta, a po chwili faktycznie do moich uszu dotarły dźwięki spokojnej melodii.
Po paru taktach zauważyłam, że Ethan płacze już jakby nieco spokojniej i za wszelką cenę stara się nie usnąć.
- Chyba musisz zmienić repertuar, bo ten już nie działa – śmiał się Jasper, w tym samym czasie strącając w szachownicy króla Emmetta – Wygrałem – powiedział radośnie.
- Ja chcę rewanżu! – protestował misiek.
- Piętnastego? – zwątpił blondyn ze śmiechem – Może innym razem.
To powiedziawszy zniknął gdzieś w głębi domu.
Ja zaś odebrałam Ethana z rąk Daniela i delikatnym ruchem rąk otarła łezki z jego policzków.
- No już maleńki, nie płacz – mówiłam cały czas o niego, delikatnie się uśmiechając – Mamusia jest obok, więc nic złego ci się nie stanie. No już, przestań płakać…
Z minuty na minutę robił się coraz spokojniejszy i w końcu przestał płakać. Jedynie jego przyspieszony oddech i czerwona oczka dawały do zrozumienia, że przed chwilą coś było nie tak. Po chwili na jego małej twarzyczce pojawił się nawet uśmiech. Delikatny i skromny, ale za to rozświetlający cała buźkę.
- Mój synuś kochany. Nie rób tego starej matce i nie płakusiaj więcej. Dużo ładniej wyglądasz uśmiechnięty. A teraz może coś zjemy?
I nie czekając na nic ruszyłam do kuchni, żeby przygotować małemu butelkę mleka.
EDWARD
Co czułem, gdy grałem kołysankę Belli? Nic. Robiłem to machinalnie. Nawet od razie się nie zorientowałem, że spod moich palców wychodzi akurat ta melodia. Dopiero po jakimś czasie… Dobrze, że dziewczyn i mamy nie było w domu, bo zaraz zaczęłyby troskliwie (Esme), litościwie (Rosalie) a także z miną „sam jesteś sobie winny, ale i tak cię kocham" (Alice) patrzeć. A tego nie chciałem…
W każdym razie kiedy grałem mały szybko usypiał na ramionach Daniela, ale wystarczyła chwila przerwy (w końcu ile można grać?), a zaraz się budził. Więc zaczynałem od początku. I tak w kółko…
- Ten to chyba dyrektorem filharmonii zostanie – skwitował to Jasper gdzieś w okolicach ósmej partii szachów.
- Prędzej krytykiem muzycznym – prychnął Em – Jeśli coś go uśpi, to znaczy, że do bani.
Jakiś czas temu Esme ustawiła na moim fortepianie wazon z kwiatami. Nie minęła nawet sekunda jak misiek skończył mówić, a tenże wazon wylądował na jego głowie głośno się roztrzaskując. Oczywiście mały Domin się obudził i musiałem zacząć od początku.
Nie myślcie, że nie lubię dzieci. Bo lubię. Ale w małych ilościach i dopóki nie płaczą. A ten już za dużo się napłakał.
W każdym razie tak minęło nam te kilka godzin do powrotu dziewczyn.
Oczywiście jak tylko wróciły, Bella od razu znalazła się przy Danielu i małym. Na mnie nawet nie spojrzała. Ale czego mogłem się spodziewać? Nie byłem dla nie już nikim ważnym, miała swoje życie i swoją rodzinę. Ja nie miałem do niej już żadnych praw. A nawet patrząc na przeszłość, mogłem liczyć jedynie na nienawiść, a w najlepszym wypadku obojętność. I właśnie to dostawałem.
Przyglądając się tak Dominom przestałem grać i chwilę później znowu się obudził mały. Jednak zapatrzony na szczęśliwą rodzinę nie od razu zacząłem grać i musiał mnie pogonić Emmett. Zacząłem po raz kolejny od początku, ale w momencie, kiedy przeważnie już spokojnie spał, tym razem dalej głośno płakał. W końcu Bella wzięła go na ręce i zaczęła do niego mówić.
W tym momencie jakby piorun we mnie trzasnął. Nie potrafiłem wydusić z siebie ani słowa. Mogłem jedynie w milczeniu się przyglądać, jak ten mały beksa w jej ramionach zmienia się w potulne małe niemowlę. A ona? Ona była… Po prostu cudowna. Gdy się tak nad nim pochylała, mówiła do niego… W każdym jej geście i słowie było tyle miłości… Kiedy tak czule i z największą troską wycierała jego mokre od łez policzki… Gdyby nie fakt, że kocham ją od dawno, pewnie na nową bym się w niej zakochał. Nie za to, jak wyglądała, ale za to kim była…
ROSALIE
Kocham Emmetta nad życie. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym go kiedykolwiek zostawić. Do tej pory myślałam, że łączące nas uczucie jest silne. I że moje martwe serce reagować będzie tylko na niego. Cóż… Byłam w błędzie…
Gdy widziałam, z jaką troską i miłością Isa podchodzi do małego Ethana, poczułam, jak ściska mi się serce. Obraz przed oczami nagle zrobił się zamglony. Szybko zamrugałam powiekami, ale pomogło jedynie chwilowo. Odkąd byłam wampirem, płakałam tylko raz, gdy niosłam na rękach rannego i nieprzytomnego Emmetta. Tak bardzo się wtedy bałam, że go stracę… Potem już nikt i nic nie wywołało we mnie takich emocji. Aż do teraz…
Isa miała to, czego jak tak bardzo pragnęłam. Powinnam ją nienawidzić. Ale nie potrafię. Już nie…
