19

ESME

Nie pamiętam tego, ale z opowiadań Carlise'a wiem, że przed przemianą w wampira urodziłam dziecko. Zmarło niedługo po porodzie, a ja z żalu rzuciłam się ze skały. Ale mniejsza z tym… Chodzi mi o to, że gdybym był na miejscy Isy, kompletnie nie miałabym pojęcia, co robić. Owszem, po przemianie, kiedy już uporałam się z pragnieniem, poczułam tęsknotę za czymś, czego nie miałam. Nie wiedziałam jednak, o co tak naprawdę chodzi… Większość ludzkich uczuć była mi wtedy obca… Dopiero później, gdy dołączyła do nas Rose, Emmett, Alice i Jasper ta pustka zniknęła. Wiele lat zajęło mi uświadomienie sobie, że to był po prostu instynkt macierzyński. Nie mogłam mieć swojego dziecka, więc całą matczyną miłość przelatałam właśnie na nich i na Edwarda, który dołączył do mojego męża wcześniej niż ja. Ale nie przeszkodziło mi to kochać go i martwić się o niego i to chyba nawet bardziej niż o pozostałych. W końcu ciągle był sam… Bałam się, że już zawsze będzie sam, że nigdy nikogo nie pokocha… A wtedy pojawiła się Isabella Swan i mój syn stracił dla niej głowę. Jaka ja byłam wtedy szczęśliwa. Tak się cieszyłam że w końcu kogoś poznał. Cóż, do czasu…

W każdym razie po tylu latach „matkowania" prawie dorosłym wampirom nie wyobrażam sobie, że miałabym się teraz zająć maleńkim dzieckiem. Zupełnie nie wiedziałabym, jak z nim postępować, co robić, gdy zacznie płakać…

Isa zaś w tej roli odnajdowała się świetnie. Doskonale wiedziała, czego chłopcu potrzeba. Zupełnie, jakby czytała mu w myślach…

DANIEL

Gdy Isa poszła z Ethanem do kuchni, ja przyniosłem z samochodu Alice zakupy. Uwierzcie mi, wampira niewiele może zaskoczyć, ale widząc jak załadowane jest żółte porsche, aż złapałem się za głowę. Nie dziwię się Isie, że miała dosyć, bo sam pewnie też był miał. A co się namęczyłem, żeby to wszystko powyjmować! Zastanawiałem się, jak one to poupychały. Ale cóż… Alice ma wprawę w zakupach, więc pewnie doskonale już zna możliwości swojego samochodu.

W każdym razie więcej czasu zajęło mi wyciągnięcie tego wszystkiego, niż przetransportowanie na górę, do naszego tymczasowego pokoju.

- Ona chyba oszalała – powiedziałem do Isy, która razem z Ethanem już tam byli.

Moja żona leżała na środku łóżka na boku, a obok niej nasz synek, który właśnie kończył butelkę.

Mój syn. Jak to brzmi. Nigdy nie myślałem, że kiedyś wypowiem te słowa. Owszem, z opowieści Isy wiedziałem, że mogę mieć własnego potomka, ale tylko z kobietą-człowiekiem. Ale kochałem Isę i pogodziłem się z tym, że nigdy nikt nie powie do mnie „tato". A tu nagle taki psikus… Mogłem się spodziewać, że Isa coś wymyśli. Coś szalonego, a zarazem tak pięknego…

Byłem tak zapatrzony w te dwie najbliższe mi osoby, że nawet nie usłyszałem, że ktoś ans odwiedził. Dopiero krzyk Alice „sprowadził mnie na ziemię".

- Co się stało? – spytałem pojawiając się obok niej w salonie.

- Kurier przyniósł dla ciebie przesyłkę – podała mi zwykłą szarą kopertę.

Na odwrocie był adres zwrotny z Włoch. A więc to od Aro. Pewnie dokumenty, na które czekałem. Szybko zajrzałem do środka. Okazało się, że miałem rację. Akt urodzenia Ethana Domina, syna Marka Domina i Sylvii Domin, z domu White, a także dokument stwierdzający, że od 8.11 bieżącego roku jego prawnymi opiekunami są Daniel i Isabella Domin. Poza tym ze środka wypadł także list.

Kochani

Jestem w szoku! Mogłem podejrzewać, że długo w spokoju nie wytrzymacie, ale teraz przeszliście samych siebie! Adoptować ludzkie dziecko? Szaleństwo!

Z drugiej strony bardzo się cieszę Waszym szczęściem. Jestem pewny, że zaopiekujecie się małym Ethanem najlepiej jak tylko będziecie potrafili i stworzycie mu prawdziwy dom.

Mam nadzieję, że w niedługim czasie nas odwiedzicie, bo wszyscy jesteśmy bardzo ciekawi nowego członka rodziny. Sami byśmy Was odwiedzili, ale podejrzewam, że tak liczna wizyta mogłaby wzbudzić jakieś podejrzenia, dlatego jakoś się powstrzymamy. No chyba, że będziecie długo zwlekać, to wtedy spokojnie możecie się nas spodziewać.

Przesyłam wszystkie dokumenty, o które prosiliście. Dziwi mnie jednak adres na który miałem je przesłać. Dom Cullenów? Tego się po was nie spodziewałem. Mam nadzieję, że nikt do niczego Was nie zmusza, bo w razie czego pojawię się bardzo szybko i zrobimy tam porządek. Chociaż jak znam Isę, to wszystko jest wyjaśnione i pewnie już się zaprzyjaźniliście. A jeśli nie, to z pewnością zrobicie to w najbliższym czasie.

Nie szalejcie za bardzo już.

Pozdrawiam

Aro

PS. Słyszałam, że przygarnęliście dziecko! Super! Już się nie mogę doczekać, aż go poznam. Postaram się przylecieć jak najszybciej. Trzymajcie się.

Jane

- Isa, Aro przyszła dokumenty i przy okazji napisał list – powiedziałem wracając do naszego tymczasowego pokoju i podając kartę drogiej papeterii żonie.

Niestety Isa obie ręce miała zajęte. Na jednej się opierała i podtrzymywała Ethana, a w drugiej trzymała butelkę z mlekiem.

- Połóż go obok małego – poprosiła, co też oczyniłem.

Nie przerywając karmienia szybko przeczytała korespondencję, raz po raz wybuchając dźwięcznym śmiechem.

Byliśmy małżeństwem ponad 20 lat, znaliśmy się od kolejnych 60, a ja wciąż nie mogę się nadziwić, jak cudowną i piękną wampirzycą jest Isa. Każdy jej ruch jest pełen gracji baletnicy, a spojrzenie tak ciepłe, że rozpuści nawet najtwardszego twardziela. Nie dziwę się, że owinęła sobie wokół palca całą Volterę, nawet wiecznie złego Kajusza i obojętnego na wszystko Marka. Wszyscy ją po prostu uwielbiają. Jej nie da się nienawidzić.

- Oni są kochani – zaśmiała się kończąc czytanie.

Przy każdym najmniejszym drgnięciu jej ciała, jej włosy delikatnie podskakiwały. A to wszystko na tle zachodzącego słońca, które wpadało do pokoju przez okno znajdujące się za łóżkiem. Refleksy świetlne pięknie tańczyły w jej włosach, a skóra delikatnie się iskrzyła. I choć każdy centymetr jej ciała znam na pamięć, nie potrafiłem przestać się zachwycać jej widokiem.

- Czemu mi się tak przyglądasz? – spytała zaintrygowana.

- Bo jesteś piękna – odparłem bez cienia zawahania kładąc się obok nich – Z każdym dniem coraz bardziej.

- Kocham cię – powiedziała jedynie uśmiechając się jeszcze piękniej.

ALICE

Kończył się kolejny dzień. Dzień pełen wrażeń.

Siedzieliśmy z Jasperem w jego pokoju nie robiąc nic konkretnego. Mój chłopak półleżał na łóżku, a ja prostopadle do niego, głowę układając na jego brzuchu. Jego palce delikatnie rozczesywały moje włosy, a ja projektowałam jakieś ciuchy dla Rosalie.

- Myślisz, że to dobrze, że Dominowie u nas zostaną? – zapytał w pewnym momencie Jasper.

- Tak – odparłam pewnie – Tak dawno nie widzieliśmy Belli, że każda okazją by spędzić z nią więcej czasu jest dobra. Nawet jeśli teraz mówimy na nią Isa i jest inną osobą…

- A pomyślałaś o Edwardzie?

- A co z nim? – zaciekawiłam się od razu.

Z całą rodziną mam świetny kontakt, ale prawda jest taka, że najlepiej dogaduję się właśnie z rudowłosym bratem. Zawsze gdy mam jakiś kłopot idę od razu do niego. On mnie najlepiej rozumie. I chociaż po ostatnim wyjeździe z Forks byłam na niego wściekła i nie chciałam mieć z nim nic wspólnego, nie osłabiło to naszej więzi w najmniejszym nawet stopniu.

- Właśnie sam nie wiem… Tyle emocji targa nim na raz, że nie potrafię się w tym połapać…

- Co masz dokładnie na myśli?

- Jeszcze nigdy u nikogo nie spotkałem się z tyloma uczuciami i emocjami na raz. Gniewa, złość, obojętność, miłość, ból, cierpienie, zazdrość… I żadne nie jest dominujące… Raz najwięcej jest miłości, a zaraz potem obojętności… To zmienia się jak w kalejdoskopie…

- A nie mógłbyś się któregoś wyeliminować? Może było by mu łatwiej…

- Chciałem, ale się nie da – pokręcił głową.

- Czemu?

- Jak by ci to wytłumaczyć?… - zastanawiał się chwilkę – Już wiem. Wyobraź sobie, że człowiek to miska, a sałatka w środku to wszystkie emocje i uczucia. Każdy składnik tej sałatki to inne uczucie. Kiedy mieszasz sałatkę, one zmieniają względem siebie położenie i jesteś w stanie wyłapać tego jednego, o które ci chodzi. Rozumiesz?

- Tak. Ale jak to się ma do Edwarda?

- W jego głowie ktoś właśnie robi taką sałatkę. Nie jestem w stanie wyłapać, nie mówiąc już o wychwyceniu, jakiegokolwiek uczucia. Zmieniają się tak szybko, że kiedy wydaje mi się, że już coś mam, zaraz to się zmienia… Nigdy nie myślałem, że wampir może nabawić się bólu głowy, ale im dłużej przebywam z nim w jednym pomieszczeniu, tym bardziej się o tym przekonuję…

- Nie wiedziałam, że jest mu aż tak ciężko… - mruknęłam.

- Nikt nie wiem, co doskonale to ukrywa. Edward jest bardzo dobrym aktorem. Sam bym nie wiedział, gdyby nie mój dar…

- Ale w takim razie czemu zgodził się na to, by tu zostali?- tego nie rozumiałam.

- Nie znasz Edwarda? Nie zrobi nic, co mogłoby unieszczęśliwić ciebie albo Esme, a poza tym jakaś jego część bardzo tego chciała. Nawet jeśli oznaczałoby to patrzenie na miłość Dominów…

- Cholerny masochista. Już ja z nim pogadam.

- Oboje wiemy, że nie będzie to łatwe…

- Dam radę. A jak nie, to po prostu spiorę go po głowie.

I chociaż rozmowa była jak najbardziej poważna, to na moje ostatnie słowa Jasper zareagował śmiechem.