21

EDWARD

- Chyba mamy do pogadania…

Te słowa nie wróżyły nic dobrego. A jak znam Alice, to już mogę poszukać sobie jakiejś milusiej trumny. Ciekawie, czy lepiej wyglądałbym w naturalnej sosnowej, czy może lepiej barwionej na czarno…

- A na jaki temat? – zapytałem najspokojniej na świecie.

- Nie udawaj głupszego niż jesteś – prychnęła – Już ty dobrze wiesz jaki.

- Alice dobrze wiesz, że jesteś dla mnie jak siostra, ale nie pozwolę ci mnie obrażać – odparłem najspokojniej na świecie – Dlatego jeśli masz mi do powiedzenia coś konkretnego, to mów, ale jeśli dalej chcesz mnie obrażać, to wyjdź – dodałem.

- Dobrze wiem, co czujesz gdy Isa jest blisko i nie rozumiem, czemu się zgodziłeś, żeby razem z Danielem zamieszkali tu! – wykrzyczała, a ja poczułem się, jakbym dostał w twarz.

- Skąd ci to przyszło do głowy? – spytałem.

Głos miałem całkowicie opanowany, ani śladu zawahania, chociaż wpadłem w panikę. Skąd ona to wszystko mogła wiedzieć?! Czyżby był aż tak słabym aktorem? Ale przecież nikt inny nie ma o niczym pojęcia! Jedynie…. Już wszystko wiem!

- Jasper? – chciałem się upewnić.

- Nic mi nie powiedział – szybko zaprzeczyła.

Za szybko.

Alice jest wampirem, co oznacza, że – podobnie jak wszyscy nasi pobratymcy – jest świetną aktorką. Okłamać człowieka to dla nas nie problem. Mi samemu udało się to doskonale, kiedy poprzednim razem opuszczaliśmy Forks… Jednak z przedstawicielami naszego gatunku sprawa ma się inaczej. A już szczególnie, gdy łączą ich tak silne więzi, jak naszą rodzinę. Jest to po prostu trudne. Owszem udaje się to i to dość często, ale nie zawsze. Jeśli kogoś zna się już tyle lat i wie, jak reaguje w jakich sytuacja, łatwo jest wyczuć kiedy kłamie. A Alice właśnie kłamie.

- Czyli już wszystko wiem – skwitowałem to.

Byłem pewny, że jakiś czas temu mój brat wdał się w poważną rozmowę na mój temat z chochlikiem. A jeszcze bardziej pewny byłem tego, że w niedługim czasie tego pożałuje…

- To nie tak jak myślisz… - zaczęła, ale szybko jej przerwałem.

- A skąd wiesz, co myślę? O ile mnie pamięć nie myli, to ja czytam w myślach, a nie ty – stwierdziłem.

- Chwila, chwila. Przecież to ja miałam prawić morały tobie, a nie ty mnie – stwierdziła, czym mnie rozbawiła, choć nie dałem tego po sobie poznać.

- Naprawdę? A czemu?

- Ty mnie pytasz czemu?! – teraz mówiła już podniesionym głosem – To ja powinnam spytać, co ty wyprawiasz? Ty cholerny masochisto! Skoro tak ciężko jest ci patrzeć na Dominów, czemu zgodziłeś się w ogóle, by chwilowo tu mieszkali? – krzyczała dalej, a gdy chciałem coś powiedzieć, po prostu nie dopuściła mnie do głosu – Tylko mi nie mów, że to ze względu na mnie czy innego członka rodziny, bo to jest beznadziejne wytłumaczenie! Wiem, że w bardzo dosadny sposób wyrażałam swoją radość z ponownego spotkania z Bellą, ale to nie znaczy, że masz godzić się na coś, na co nie masz najmniejszej ochoty! Czasem każdy powinien być egoistą!

- Ja już nim byłem i nie wybaczę sobie tego do końca życia! – nie wytrzymałem z końcu i też krzyknąłem. Dobrze, że wszystkie ściany w domu są dźwiękoszczelne – Pamiętasz jak skończyło się moje myślenie tylko o sobie? Sama wtedy byłaś na mnie wściekła i nie chciałaś mieć ze mną nic wspólnego!

- To była inna sytuacja… - broniła się, zaskoczona moimi słowami.

- Zależy jak dla kogo! Przecież jeśli bym się nie zgodził znowu wyszedłbym na czarną owcę rodziny! Znowu wszyscy mieliby mi za złe moje postępowanie! To ja już wolę się zgodzić i cierpieć! Bo jesteście ostatnimi osobami które kocham i których odejścia bym nie przeżył… - dodałem już cicho.

ALICE

- Bo jesteście ostatnimi osobami które kocham i których odejścia bym nie przeżył…

Słowa Edwarda mną wstrząsnęły. Nigdy nie podejrzewałam, że aż tak bardzo to wszystko przeżywa. Owszem, zdawałam sobie sprawę, że jest mu ciężko w czym utwierdziła mnie rozmowa z Jasperem. Ale nie podejrzewałam, że aż tak…

Szlag by trafił to wszystko! Ja miałam mu zmyć głowę, a nie nabawić się wyrzutów sumienia…

- Ale przecież teraz Isa i Daniel nigdzie się nie wybierają, więc nikt nie miałby ci tego za złe… - powiedziałam szeptem.

- Teraz tak mówisz, ale jakby było, nigdy się nie dowiemy. Poza tym zawsze mogę ich unikać…

- Więc czemu tego nie robisz? – spytałam.

Nie odpowiedział od razu. Jego wzrok powędrował za okno. Widziałam, że wewnątrz niego toczy się prawdziwa walka. Tylko nie rozumiałam, czemu.

- Tak naprawdę, to sam nie wiem… - odezwał się po chwili milczenia – Z jednej strony każde spojrzenie na nich sprawia mi ogromny ból. Ale z drugiej nie potrafię wyrzec się jej obecności. I gdyby tylko byłoby to możliwe, spędzałbym w jej towarzystwie każdą minutę… Już sam nie wiem, co o tym wszystkim myśleć… - wyglądał na naprawdę załamanego.

- Jasper mówił mi, że w twojej głowie jest prawdziwy młyn – zaczęłam powoli – Jeszcze nigdy nie widział, żeby w czyjejś głowie kołatało się tyle emocji i uczuć razem… I ja i on dobrze wiemy, że nie lubisz, kiedy Jasper pomaga ci ze wszystkim się uporać i szanuje to. Ale teraz nie jest w stanie tego zignorować, bo przyprawiasz go o ból głowy – w odpowiedzi Edward delikatnie się uśmiechnął – Dlatego stara się ci pomóc. I tu nie chodzi tu tylko o ciebie, ale też o niego – dodałam widząc, że chce zaprotestować – Niestety nie da się…

- Co? Jak to się nie da? – spytał zaskoczony.

- Po prostu. Mówi, że w twojej głowie kłębi się tyle emocji, że nie jest w stanie zapanować nad żadną z nich – wyjaśniłam mu – Sytuacja się odwróciła. Kiedy możemy ci pomóc, ty tego nie chcesz, a kiedy w końcu wyrażasz jakąś wolę współpracy, nawet tak nikłą, nie da się. ,To jakaś paranoja…

- Widocznie tak musi być, że tym razem muszę poradzić sobie ze wszystkim sam – skwitował westchnięciem.

- Nie jesteś sam – zaprzeczyłam – Pamiętaj, że cokolwiek się stanie, zawsze masz rodzinę.

- Pytanie tylko, jak długo będzie ona w stanie wytrzymać z moimi humorami – prychnął już nieco rozbawiony.

- Wyobraź sobie, że kilku jej członków ma aż nadto cierpliwości – odgryzłam się, jednocześnie czując ulgę, bo z Edwardem było już lepiej – Poza tym rodzina kocha bezwarunkowo i bez względu na wszystko. Więc możesz spać spokojnie.

Edward w odpowiedzi parsknął śmiechem.

- Dzięki za rozmowę – powiedział obejmując mnie ramionami – Nawet nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo jej potrzebowałem…

- Od tego jestem. Zawsze kiedy będziesz potrzebował możesz do mnie przyjść i pogadać.

- Wiem siostra, wiem – dodał, po czym wypuścił mnie ze swoich ramion – Wracaj do Jaspera, bo uschnie z tęsknoty.

- Spokojna twoja rozczochrana – potargałam mu włosy.

- Zostaw moje włosy – warknął, a zaraz potem się roześmiał.

Ja zrobiłam to samo.

Już stałam przy drzwiach i miałam wyjść z pokoju, gdy coś sobie przypomniałam.

- Jeszcze jedno… - powiedziałam szybko pojawiając się obok brata.

- Co…? – nie zdążył zapytać.

W tym samym momencie moja ręka z zawrotną szybkością uderzyła go po głowie. Oszołomiony nie powstrzymywał mnie, więc powtórzyłam czynność jeszcze dwa razy.

- Obiecałam Jasperowi, że spiorę cię po głowie – powiedziałam ponownie stojąc obok drzwi i pokazując mu język.

Zanim wyszłam na korytarz, zdążyłam zobaczyć, jak uśmiechnięty Edward z niedowierzaniem kręci głową.