22
ROSALIE
Odkąd Dominowie u nas zamieszkali minął już tydzień. Oczywiście cały ten czas musieliśmy normalnie chodzić o szkoły i wraz z resztą uczniów dziwić się nieobecnością nauczyciela WFu. Chociaż tak po prawdzie my nie musieliśmy udawać, bo i tak nikt nie zwracał na nas uwagi. Ale ostrożności nigdy za wiele, dlatego gdy ktoś koło nas przechodził, zaczynaliśmy szeptać, kilka razy wymawiając wyraz „Domin".
A w domu? Pełna sielanka. To znaczy jeśli chodzi o stosunek Isy do Ethana. Bo jeśli mowa o moim podejściu do dzieci to… Cóż… Chyba jednak to nie dla mnie. Wiem, że mam w tym względzie to szczęście, że jestem wampirem i nie potrzebuję snu, przez co nie narzekałabym na niewyspanie, ale z drugiej strony takie małe dziecko potrzebuje ciągłej uwagi. A ja nie jestem pewna, czy potrafiłabym poświęcić mu cała swoją uwagę. Pewnie gdybym je pokochała to tak, ale skąd pewność, że pokocham to dziecko? Owszem, jestem w jakimś stopniu egoistką, ale nie na tyle, żeby przez moje zachcianki cierpiało niewinne dziecko. A jestem pewna, że by cierpiało, bo nie potrafiłabym zająć się nim tak troskliwie, jak Isa.
Patrząc na nią nie mogę oprzeć się wrażeniu, że gdyby mogła, to przychyliłaby małemu nieba. Już na pierwszy rzut oka widać, że kocha go całym sercem. Wystarczy, że Ethan jęknie przez sen, a ona już przy nim jest, bez względu na to, co właśnie robi. Spokojnie mogę powiedzieć, że przez ten ostatni tydzień widziałam Isę tylko z małym albo przy jego łóżeczku.
Dalej bardzo pragnę mieć dziecko i jestem pewna, że kiedyś to marzenie spełnię. Ale najpierw muszę do tego dojrzeć…
ISA
Nawet się nie zorientowałam, kiedy minął ten tydzień u Cullenów. Praktycznie cały ten czas spędzałam z synem. A kiedy Ethan spał, toczyliśmy z Danielem długie rozmowy na różne tematy. Po prostu sielanka. Nieco krępowała mnie jedynie obecność wampirzej rodziny. Nie, nie mam dość ich towarzystwa. Po prostu brakuje mi prywatności i marzę już o tym, żeby wrócić do domu. Jednakże razem z Danielem stwierdziliśmy, że jeszcze kilka dni tu zostaniemy. Chociaż tak naprawdę to nie bardzo wiem, po co. Carlise mówi, że z małym jest już dużo lepiej i już nic nie powinno się dziać. Ja jestem za tym, żeby wrócić do domu lada dzień, bo to dla Ethana jednak szok, kolejna przeprowadzka. Wiem, że w przyszłości czeka go ich sporo, ale pamiętajmy, że nie tak dawno przeżył traumatyczne wydarzenia, więc to jasne, że chcę mu kolejnych zmian oszczędzić… Daniel był jednak przeciwny. I chyba nawet rozumiem, czemu… Od wydarzeń poprzedniej niedzieli Ethan zabiera cała moją uwagę, którą wcześniej poświęcałam mężowi i ten pewnie czuje się teraz nieco zaniedbany. A tu przynajmniej ma z kim porozmawiać. W dodatku okazało się, że całkiem dobrze dogaduje się z Jasperem i Emmettem i to właśnie z nimi spędza większość czasu. Podobnie jak teraz. Całą trójką udali się na nieco dłuższe polowanie. W domu zostałam jedynie ja z małym, Edward – który cały czas trzyma się raczej z boku – i Esme, która zamknięta w swoim gabinecie projektowała komuś ogród.
Pogoda dzisiejszego dnia była – jak na tą porę roku – cudowna. Można powiedzieć, że już nie jesień, ale jeszcze nie zima. Było zimno, ale świeciło słońce. Po prostu idealnie. Jak tylko Ethan wstał po drzemce, ciepło go ubrałam i wyszliśmy do ogrodu. Forks to małe miasteczko, dzięki czemu nie ma tu tylu samochodów i powietrze jest zdecydowanie czystsze, niż w wielkich miastach. Z pewnością taki spacer małemu nie zaszkodzi, tym bardziej, że świeciło słońce. Na moje szczęście Cullenowie mieszkali na obrzeżach miasta, w głębi lasu, więc nie musiałam się obawiać, że ktoś mnie zobaczy. A raczej moją iskrzącą się w słońcu skórę.
W ogrodzie siedzieliśmy już kilkadziesiąt minut. O ile to otoczenie można nazwać ogrodem. Była to nazwa tylko umowna, bo las, który otaczał polanę, na której stał dom, w tym miejscu praktycznie podchodził pod same okna. Esme nie zmieniła tu nic. Jedynie pod jednym z drzew postawili ławkę, na której właśnie siedziałam. Obok mnie w łóżku spał Ethan.
- Przepraszam – usłyszałam nagle koło siebie – Wiem, że to nic nie zmieni, ale jednak przepraszam…
Zaskoczona spojrzałam w stronę właściciela głosu. To był Edward! Byłam chyba tak zamyślona, że nie poznałam jego głosu. Ale co on ode mnie chciał?…
- Nie rozumiem – odparłam.
Spojrzał na mnie, a w jego oczach dostrzegłam… Tak naprawdę sama nie wiem, co w nich widziałam… Kłębiło się w nich tyle uczuć, że trudno było je nazwać, a co dopiero określić, które w danym momencie dominuje. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z czymś podobnym…
- Za to wszystko, co ci zrobiłem – wyjaśnił – I za to, że cię okłamałem…
- Okłamałeś? – nie rozumiałam – O czym ty mówisz?
- Pamiętasz nasze ostatnie spotkanie? W lesie koło twojego domu?… - zapytał.
Pamiętałam to doskonale, choć jeszcze nie tak dawno temu gotowa byłam oddać wszystko co mam, by zapomnieć. Niestety to się nie stało, a ja po prostu nauczyłam się z tym żyć.
- Pamiętam. Ale dalej nie rozumiem, do czego zmierzasz – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Kłamałem… Wtedy… - widziałam, że te słowa przychodzą mu z ogromnym trudem – Powiedziałem wtedy coś, czego po dziś dzień bardzo żałuję, a co w nawet najmniejszym stopniu nie było prawdą. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Nawet argumenty, którymi się wtedy kierowałem, są do niczego… Zrozumiałem to dopiero po jakimś czasie… Ale wtedy było już za późno, by cokolwiek zmieniać…
- Co dokładnie było tym kłamstwem? Możesz mi to spokojnie wytłumaczyć? – poprosiłam – Od początku, do końca…
Nie odpowiedział od razu, tylko wpatrywał się we mnie. Aż w końcu wybuchł…
EDWARD
Do tej rozmowy zbierałem się już kilkanaście, a może nawet kilkaset razy. I za każdym razem tchórzyłem. Tak po prostu. Sam nie wiem czemu. Chociaż podejrzewam, że to przez moje wyrzuty sumienia. Bałem się, że przypominając całą sytuację na nowo obudzę w niej ten ból.
- Edward, ty głupi egoisto!- krzyczałem na siebie w myślach – Skąd możesz w ogóle wiedzieć, że tamta sytuacją ją bolała? I że będzie chciała teraz z tobą o tym rozmawiać?
Nie wiedziałem tego, ale musiałem spróbować. Nawet jeśli miałby mnie spławić prosto na drzewo.
Gdy razem z synem siedziała na ławce, stwierdziłem, że teraz albo nigdy. Chwilę później byłem już koło niej. Nie zauważyła mnie, pogrążona w swoich myślach. Przypatrywałem się jej, analizując każdy szczegół jej twarzy. Każdy szczegół tego, co straciłem…
Z każdym kolejnym słowem denerwowałem się coraz bardziej. Czy ona naprawdę nie ma pojęcia, o co mi chodzi? Aż tak łatwo w to wszystko uwierzyła? Naprawdę zrobiłem to aż tak bezlitośnie, że w ciągu kilku sekund zapomniała o moich wszystkich wcześniejszych słowach? Jestem aż takim potworem?…
- Tu nie ma co tłumaczyć! – podniosłem w końcu głos – Naprawdę nic nie rozumiesz, czy tylko udajesz?
- Edward, ja… - chciała coś powiedzieć, ale nie dałem jej dość do głosu.
- Kłamałem mówiąc, że cię nie kocham!
