23

ISA

- Kłamałem mówiąc, że cię nie kocham!

O. Mój. Boże.

Spodziewałam się wszystkiego, ale nie tego.

Spojrzałam na niego. Teraz już nie miałam najmniejszym problemów, żeby odczytać uczucia malujące się na jego twarzy i w oczach. To była desperacja i ból. Ogromny.

A ja?

Chociaż w głowie dalej dźwięczały mi jego słowa, po prostu nie mogłam uwierzyć…

- Możesz powtórzyć? – spytałam szeptem tak cichym, że nawet wampir z najbardziej wyczulonym słuchem miałby nie lada problem, żeby mnie zrozumieć.

W ogóle dziwiłam się, że zdołałam cokolwiek powiedzieć. Po takim szoku…

Edward westchnął i opadł na ławkę obok mnie. A potem zaczął opowiadać…

- Wtedy po twoich urodzinach byłem wściekły na Jaspera, ale jeszcze bardziej na samego siebie, ze w ogóle dopuściłem do takiej sytuacji. Zdałem sobie wtedy sprawę, że tak naprawdę każdy dzień w towarzystwie moim czy mojej rodziny jest dla ciebie jak spacer nad przepaścią bez zabezpieczania. Mocniejszy podmuch wiatru i cię po prostu nie ma. Dlatego pomimo, ze kochałem cię całym, sercem postanowiłem to zakończyć. Dla twojego własnego bezpieczeństwa. Myślałem, że zrozumiesz jak ci powiem, że musimy wyjechać, bo za długo już przebywamy w jednym miejscu. Ale racjonalne argumenty do ciebie nie docierały. Zrobiłem więc coś, co było moim największym błędem. Powiedziałem ci, że cię nie kocham – dodał ciszej, po czym na chwilę zamilkł, jakby wracając wspomnieniami do tamtego dnia – Gdy wypowiadałem te słowa czułem jak moje rozrywa się na kawałki. Nie chciałem tego, ale wiedziałem, że to jedyny sposób, żebyś była bezpieczna. Kochałem cię tak bardzo, że byłem gotowy poświęcić się i zniknąć z twojego życia. Byłem tak bardzo pewny swojej decyzji, że nikomu nie dałem się przekonać. Dopiero po paru latach zrozumiałem, jak wielki błąd popełniłem. Ale było już za późno… W dodatku Alice przestała cię widzieć w swoich wizjach. Byłem pewny, że nie żyjesz. I wściekły. Na siebie, na świat, na przeznaczenie… Miałem nadzieję, że kiedy zniknę z twojego życia, w spokoju dożyjesz osiemdziesiątki i doczekasz się wnuków, a tymczasem zginęłaś zaledwie parę lat później… To był najgorszy okres mojego życia… A raczej wegetacji…

Nie potrafiłam wydusić z siebie ani jednego słowa. W głowie miałam mętlik. Nie wiedziałam, co myśleć, co robić…

- Dlatego mi to mówisz? – spytałam w końcu.

- Żebyś wiedziała – odparł – Wiem, że nienawidzisz mnie za to, co wtedy zrobiłem i powiedziałem. I że tą nienawiść w jakiś sposób przelałaś też na resztę rodziny…

- Daruj sobie – przerwałam mu – Nie wiem, czy zauważyłeś, ale twoją rodzinę traktuję tak, jak gdyby nic się nie stało. To ty byłeś moim kłopotem, którego tolerowałam i jednocześnie unikałam. A teraz po prostu nie mogę na ciebie patrzeć. I wiesz, co ci powiem? Ty wcale nie powiedziałeś mi tego tylko po to, żebym wiedziała. Zrobiłeś to tylko dla siebie, żeby uspokoić swoje wyrzuty sumienia. Bo gdybyś naprawdę myślał o mnie, to zachowałbyś to dla siebie i starał się zostać chociaż kolegą lub przyjacielem. A w ten sposób o wszystkim mi przypomniałeś. I teraz nienawidzę cię jeszcze bardziej!

To powiedziawszy złapałam za wózek i razem z Ethanem poszliśmy do domu, gdzie zamknęliśmy się w naszym tymczasowym pokoju.

ESME

Wampiry mają bardzo wyczulony słuch. Na ogół jest to bardzo przydatne. Ale nie zawsze. Bo w przypadku wampirzej rodziny – takiej jak nasza – staję się to dość uciążliwe. Nie ma wtedy mowy o żadnej prywatności. Każda rozmowa jest słyszana, każdy najmniejszy szmer. Ale udało nam się znaleźć na to sposób. Po prostu wszystkie ściany w domu są dźwiękoszczelne. Nie tylko te zewnętrzne, ale te oddzielające pokoje także. Podobnie z podłogami, sufitami, drzwiami i oknami. Dzięki temu żyliśmy jak każda inna rodzina. Ale wystarczy tylko maleńka szpara, by wszystko to poszło na nic. I tak było i tym razem…

Siedziałam w swoim gabinecie i projektowałam ogród jakiemuś biznesmenowi z wschodniego wybrzeża. Może to dziwne, ale lubię pracować przy otwartym oknie. Dlatego też byłam świadkiem rozmowy pomiędzy Edwardem i Isą…

Kocham swojego syna i jest to miłość całkowicie bezwarunkowa. Cokolwiek zrobi zawsze będzie moim synem i tak samo będę go kochać. Ale to nie znaczy, że nie widzę błędów, jakie popełnia. I że ze spokojem patrzę na wszystko, co robi. A teraz po prostu miałam ochotę urwać mu łeb! Rozumiem, że ciążyły mu czyny sprzed lat i chciał jej wszystko wyjaśnić. Ale z drugiej strony ona ma swoje życie i swoją rodzinę. Tyle wysiłku włożyło w to, żeby o wszystkim zapomnieć. I Edward o tym wszystkim dokładnie wiedział! Odkąd Jasper rozmawiał z Isą, nic przed nim nie ukrywaliśmy.

Mam tylko nadzieję, że ta rozmowa nie będzie miała żadnych przykrych konsekwencji…

DANIEL

Wracaliśmy właśnie z Emmettem i Jasperem z polowania. Cały czas przy tym z czegoś się śmialiśmy. Nawet najprostsza rzecz potrafiła rozbawić nas do łez.

Muszę przyznać, że to nie był taki głupi pomysł, żeby zatrzymać się u Cullenów. Odkąd wynieśliśmy się z Voltery raczej nie utrzymywaliśmy bliższych kontaktów z naszymi pobratymcami. Żyliśmy wśród ludzi i jak oni się zachowywaliśmy. Nie przeszkadzało mi to, ale czasami trzeba sobie przypomnieć o swojej prawdziwej naturze. Owszem, wybieraliśmy się z Isą w góry, ale odrobinę zdrowej rywalizacji też się w życiu przydaje. I dzięki wampirzym braciom mam ją zapewnioną. Chociażby taki wyścig w drodze powrotnej do domu. Mała rzecz, a cieszy…

Do domu dotarliśmy niedługo potem. Niebyło nas cały dzień, bo wyruszyliśmy o świcie, a teraz już zmierzchało. Tak szczerze, to nawet nie zauważyłem upływu tego czasu. Jak to mawiają, w dobrym towarzystwie czas szybciej leci. I jest to prawda.

Żonę zastałem oczywiście w „naszym" pokoju. Spodziewałem się tego. Prawdę powiedziawszy, zdziwiłbym się, gdyby było inaczej. Bo przez cały ten czas Isa nie odstępowała naszego syna nawet na moment. Nawet jeśli spał, nie chciała odejść od jego łóżeczka, jakby bojąc się, że coś może mu się stać w czasie, kiedy jej nie będzie obok. Nie rozumiem tego, ale akceptuję jej postawę…

- I jak było na polowaniu? – spytała mnie, kiedy tylko przekroczyłem próg.

- W porządku. Emmett jak zawsze najpierw nieźle się powygłupiał – zaśmiałem się na samo wspomnienie jego wyczynów.

- Cieszę się – odparła.

Początkowo nie zwróciłem na to uwagi, ale coś było nie tak. Isa była jaka… inna? Tak, to chyba dobre określenie. Do tej pory zawsze była uśmiechnięta i radosna, a dziś wydaje się jakaś taka zgaszona i smutna…

- A tobie jak minął dzień? – zapytałem mając nadzieję, że dowiem się, co wpłynęło na zmianę jej nastroju.

- Spokojnie. Ethan był bardzo grzeczny, posiedzieliśmy trochę w ogrodzie… Nic specjalnego się nie działo.

- Na pewno? – spojrzałem na nią z niepokojem.

Czułem, że coś przede mną ukrywa. Nie wiedziałem, czy mam czekać aż sama mi powie, czy o wszystko ją wypytać…

- Tak skarbie, A czemu pytasz?

- Jakaś markotna jesteś…

- Ja? Markotna? – zdziwiła się – Wydaje ci się…

- Widzę kochanie. Powiesz m, co się dzieje?

Nie odpowiedziała od razu. Najpierw milczała przez jakiś czas, a potem głębiej odetchnęła i w końcu się odezwała.

- Tęsknię za domem… Nie mówię, że źle się tu czuję, ale po prostu chciałabym już wrócić do nas… Zawsze to inaczej na swoim…

- To czemu nie mówiłaś wcześniej? – spytałem z ulgą, że nie chodzi o nic gorszego – Jeśli chcesz, zaraz pobiegnę po samochód i jeszcze dziś w nocy wrócimy do domu. Co ty na to?

- Naprawdę? – ucieszyła się.

- Oczywiście, że tak kochanie. Ja też bardzo chętnie wrócę już na własne śmieci.

- Myślałam, że ci tu dobrze, dlatego nie chciałam mówić nic wcześniej…

- Oj głuptasie mój kochany – zaśmiałem się i przytuliłem ją do siebie – To prawda, dość dobrze dogaduję się z Jasperem i Emmettem, ale to nie znaczy, że nie chcę wrócić z tobą do domu. To ty jesteś moją żoną i to z tobą najchętniej spędzam czas.

- Kocham cię – powiedziała z delikatnym uśmiechem.

- Ja ciebie też moja ty kochana wampirzyco – odpowiedziałem przytulając ją jeszcze mocniej – Czyli wracamy do domu.