24
ALICE
Wiedziałam, że ten moment musi kiedyś nadejść, ale nie sądziłam, że to będzie tak szybko. Wiem, że minął ponad tydzień, ale tak szybko to zleciało…
Dziś rano Isa, Daniel i mały Ethan przenieśli się do siebie. Oczywiście wszyscy (poza Edwardem) jej to odradzali i pytali czemu. Isa wcisnęła im bajkę, że już i tak za długo nam siedzą na głowie (co oczywiście spotkało się z naszym stanowczym oburzeniem i protestem) i że niedługo mały zacznie uważać ich dom za swój.
- Najwyższa pora wrócić w końcu do siebie – mówili.
Ja jednak wiem, że prawdziwy powód, dla którego postanowili nas opuścić jest zupełnie inny. Może i nie czytam w myślach, ale widziałam, jak Edward postanawia porozmawiać z Isą, a zaraz po tej rozmowie Dominowa podjęła decyzję o powrocie. Co prawda wizja była wtedy jeszcze bardzo niewyraźna, ale jednak. I w końcu stało się.
- Zadowolony jesteś z siebie? – warknęłam na Edwarda gdy samochód Dominów wyjechał już na główną drogę.
- Co masz na myśli? – spojrzał na mnie zaskoczony.
- Dobrze wiesz. Już raz przez ciebie straciłam kontakt z Isą. Mam nadzieję, że kolejnych nie będzie.
- Dalej nie rozumiem…
- Nie udawaj. Myślisz, że nie wiem, czemu Isa tak nagle chciała wrócić do domu. Jeszcze po tym, co stało się wczoraj w ogrodzie?
- Skąd o tym wiesz? – przestraszył się.
- Pamiętaj, że skoro planowałeś tą rozmowę, to ja to zobaczyłam. Niestety nie umiem tak jak ty, zignorować swojego daru – mruknęłam.
- Uwierz mi, że moim celem z pewnością nie było wygonienie stąd Dominów – zirytował się.
- Więc w takim razie, co nim było?
- Nie wiem… - wzruszył ramionami – Po prostu myślałem, że jeśli jej to powiem, to w jakiś sposób pogodzi się z tym, co się wtedy stało. Co ja wtedy zrobiłem i powiedziałem…
- I ty żyjesz już prawie 200 lat? – zapytałam z udawanym szokiem.
- Nie rozumiem…
- Już wiem, co dostaniesz ode mnie na Gwiazdkę – prychnęłam – Poradnik postępowania z kobietami. Bo jak widzę co wyprawiasz, to mam ochotę dać ci takiego kopa, żebyś wylądował na Marsie albo jeszcze dalej.
- A co ja takiego wyprawiam? – zapytał.
Widziałam, jak robi się coraz bardziej wściekły. Dobrze, że byliśmy sami w jego pokoju i nikt nas nie słyszał. Mogłam mu spokojnie dogadać nie obawiając się, że ktoś będzie nam przerywał, czy próbował uspokoić.
- Nie wiem czemu, ale w stosunku do kobiet to niestety nie grzeszysz delikatnością ani subtelnością. Dobrze, rozumiem powody, dla których postąpiłeś w taki sposób osiemdziesiąt lat. Ale teraz? Powiedziałeś jej to dlatego, że chciałeś, żeby pogodziła się z przeszłością. A nie pomyślałeś, że skoro zgodziła się z nami czasowo zamieszkać i utrzymuje z nami kontakty, to już to zrobiła? Że dużo lepiej byłoby, gdybyś jednak sobie tą rozmowę darował? Pamiętasz, jak Jasper po raz pierwszy rozmawiał z Isą? Mówił nam, jakie miała odczucia i że bała się kontaktu z nami. Ale skoro jednak nie wyjechała i bez przeszkód z nami rozmawia, nawet z tobą, to jest już dużo lepiej.
- O tym nie pomyślałem…
- Przykro mi, ale zachowujesz się jak skończony egoista. I wtedy i teraz też. Ty się bałeś o nią, ty miałeś wyrzuty sumienia… Ani razu nie pomyślałeś o Isie ani o tym, co ona może czuć i jak zareagować na twoje pomysły.
- Chyba faktycznie masz rację…
- Nie chyba a na pewno – przerwałam mu.
- Chyba powinienem ją przeprosić – stwierdził.
- Ani mi się waż! – zaprzeczyłam – Nie wracaj już do tego. A przynajmniej nie w najbliższym czasie. Zachowuj się, jakby nic się nie stało. I nie bądź nachalny, bo przez najbliższy czas na pewno nie będzie szukać twojego towarzystwa. Po prostu bądź naturalny. Ja wiem, że gdzieś tam głęboko ukryty jest w tobie prawdziwy romantyk, którym byłeś jak poznałeś Bellę, a którego znowu schowałeś po jej urodzinach. Odnajdź go na nowo w sobie i on powie ci, co masz robić…
EDWARD
Jasny gwint!
Czemu ja jestem takim skończonym kretynem?! Czemu tak bardzo ranię tych, na których zależy mi najbardziej?!
Alice ma rację. Jestem egoistą. Czemu sam wcześniej tego nie zauważyłem? Nigdy nie zastanawiałem się głębiej na motywami mojego postępowania. Myślałem, że moje decyzje były słuszne… Dopiero teraz Alice otworzyła mi oczy. Faktycznie za każdym razem sam podejmowałem decyzję i byłem przekonany, że inni je popierają. A tak naprawdę tylko szkodziłem zamiast pomagać. Przecież wtedy nikt inny nie chciał wyjeżdżać z Forks. Alice i Rose były nawet na mnie wściekłe z tego powodu. Nie pomyślałem, że przez moje widzimisię cierpią inni, że muszą zmieniać swoje życie…
- Przepraszam Alice – wyszeptałem.
- Mnie nie masz za co przepraszać – powiedziała delikatnie się uśmiechając – Jesteśmy rodzeństwem, więc to jasne, że będę ci pomagać. Każdy ma prawo popełniać błedy. Wampiry także.
- Wiem, ale i tak przepraszam. Za to wszystko, co przeze mnie musiałaś przechodzić… Chyba jednak nie jestem najlepszym bratem…
- Jesteś – pocieszyła mnie – Po prostu przez pewne wydarzenia gdzieś tam po drodze się zagubiłeś. Ale spokojnie, już ja cię naprostuję – dodała uśmiechnięta, po czym mocno nie przytuliła.
- Kocham cię siostrzyczko – powiedziałem oddając uścisk.
Chwilę później opuściła mój pokój. Wiedziała, co postanowiłem. Nie oponowała. A nawet zgodziła się mi pomóc. Ja zostałem jeszcze chwilę. Musiałem przemyśleć, czy naprawdę chcę zrobić to, co właśnie planuję. W końcu po paru minutach postanowiłem zejść do salonu, gdzie powinni już siedzieć wszyscy. Miałem rację.
- Co się stało brat, że nas tak zwołałeś? – zapytał roześmiany Emmett.
Spojrzałem po twarzach całej rodziny. Carlise, Esme, Rosalie, Alice, Emmett, Jasper. Najbliższe mi osoby, które nie raz skrzywdziłęm swoim zachowaniem.
- Chciałem was wszystkich bardzo przeprosić – powiedziałem – Wiem, że przez ostatnie kilkadziesiąt lat nie byłem ani najlepszym bratem ani synem. Wszystko co robiłem, robiłem z myślą o sobie nie biorąc pod uwagę, że mogę was w ten sposób krzywdzić – mówiłem dalej – Przepraszam.
- Nie masz za co – głos zabrał Carlise – Jesteśmy rodziną, a rodzina jest po to, żeby się wspierać. I bez względu na to, co zrobisz, zawsze będziemy z tobą.
Reszta rodzeństwa poparła słowa taty, a Esme po prostu wstała i mnie przytuliła tak, jak robi to każda matka.
- Chciałbym na jakiś czas wyjechać – dodałem po chwili – Potrzebuję trochę czasu spędzić w samotności i wszystko dokładnie przemyśleć. Będziecie mieli coś przeciw? – czekając na ich reakcję czułem, jak w momencie mama cała się spięła – Obiecuję, że niedługo wrócę.
- Jeśli masz się przez to poczuć lepiej, to jedź – odparła – Uważaj na siebie.
Pocałowałem ją w czoło i wybiegłem z domu.
