25

ISA

Od wydarzeń w ogrodzie Cullenów minął już ponad miesiąc. Co się przez ten czas działo? Nic specjalnego. Spokojnie żyliśmy, jak wszyscy inni mieszkańcy Forks. Co prawda na początku wzbudziliśmy niemałą sensację, pojawiając się z dzieckiem. Ale opowiedzieliśmy wszystkim zmyśloną wersję wydarzeń i teraz już wszyscy przywykli do obecności naszego synka. U Daniela w pracy też się na początku dziwili, ale już jest ok.

Żyliśmy jakby nic się nie stało. Oczywiście Ethan całkowicie przeorganizował nasze życie, ale nie doczuliśmy tego jakoś specjalnie. Może dlatego, że (wbrew obawom wszystkich) doskonale wiedzieliśmy, co nas czeka, a na dodatek byliśmy wampirami i to, co innym zajmowało kilkanaście godzin, my wykonywaliśmy w kilkanaście sekund. No i najważniejsze nie musieliśmy dla małego zarywać nocy, bo i tak nie spaliśmy. Największy problem mieliśmy jedynie, gdy musiałam jechać do księgarni. A ponieważ bardzo ją zaniedbałam, teraz bywałam tam prawie codziennie. Na szczęście nie należę do szefów, którzy nie są lubiani przez personel, dlatego dziewczyny nie miały nic przeciwko moim wizytom. Co więcej, odkąd pojawiałam się tam z synkiem, były zachwycone.

- Ethan będzie najbardziej rozpieszczonym dzieckiem – śmiałam się bardzo często.

I pewnie miałam rację. I wcale nie mam na myśli tego, że kiedy coś chce, to to dostaje. Na to jest za mały i nie rozumie tego. Nawet mówić jeszcze nie umie. Mam na myśli raczej to, że swoim urokiem oczarowuje wszystkich. Wystarczy, że spojrzy na kogoś swoimi brązowymi oczkami, a ta osoba już jest w stanie zrobić dla niego wszystko. Mały jest cały czas u kogoś na rękach, ktoś się z nim bawi, siedzi przy nim… I nie mówię o sobie. Chociaż przyznaję, że na początku sama nie mogłam się pohamować, żeby nie siedzieć z nim przez cały czas. Mnie też oczarował. I czaruje dalej, ale poradziłam sobie z tym. W końcu już kiedyś przez to przechodziłam. Mam też inne obowiązki, więc nie siedzę z nim 24h na dobę. Owszem bardzo często mi towarzyszy, ale on leży sobie spokojnie w wózku, a ja zajmuję się innymi rzeczami. Podobnie podchodzi do tego Daniel. Natomiast wszyscy pozostali kompletnie stracili dla naszego syna głowę. Koledzy Daniela ze szkoły, dziewczyny u mnie w księgarni, Cullenowie. A już szczególnie Alice i Rose. Dwie najukochańsze ciocie.

Tak, Rose też. Musiało minąć tyle lat i tyle się wydarzyć, żebyśmy potrafiły się z sobą dogadać. Teraz śmiało mogę powiedzieć, że jest moją przyjaciółką. I razem z Alice bywają częstymi bywalczyniami naszego domu.

Pamiętam, jak jakiś czas temu przyszły we dwie. Obecność Alice oczywiście mnie nie zaskoczyła, ale Rosalie jak najbardziej tak.

- Możemy porozmawiać? – spytała w pewnym momencie.

- Jasne – odparłam zaskoczona.

Alice została z Ethanem, a my wyszłyśmy do ogrodu.

- O co chodzi? – spytałam.

- Chciałam cię przeprosić – powiedziała cicho, a mnie po prostu zamurowało.

- Przeprosić? Za co?

- Za to wszystko, co było kiedyś… Nie znałam cię, a oceniłam. W dodatku negatywnie, choć nic nie zrobiłaś. Ja po prostu ci zazdrościłam. Byłaś człowiekiem, a w dodatku zdobyłaś uwagę Edwarda, co mnie wcześniej się nie udało. Wiedziałaś o naszym sekrecie i bałam się, że powiesz o tym komuś. W jakiś sposób obwiniałam cię o to, co mnie samą spotkało. Bycie wampirem, to nie jest dla mnie spełnienie marzeń…

Stałam tam i patrzyłam na nią. Z każdym jej słowem byłam coraz bardziej zaskoczona. Kompletnie nie wiedziałam, jak zareagować, co powiedzieć…

- Rosalie… - próbowałam wydobyć z siebie jakiś głos – Ja… Ja nie wiem, co powiedzieć… Zaskoczyłaś mnie…

- Ja po prostu długo nad tym myślałam. Teraz wiem, że pochopnie cię wtedy oceniłam. Nawet nie zadałam sobie trudu, żeby cię poznać… Mam nadzieję, że mi to wybaczysz?…

- Oczywiście Rose. Nie mam czego ci wybaczać. To ja wtargnęłam w wasz świat i mogłaś poczuć się zagrożona. Żadna z nas nie jest niczemu winna. Mam nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej?

- Na pewno – odparła uśmiechnięta.

Od tamtej pory Rose zmieniła się nie do poznania. Siedzi z nami i żartuje. Już nie wychodzi z pokoju, kiedy ja się w nim pojawiam. Po prostu zostałyśmy przyjaciółkami.

Co do Edwarda… Tak, wiem, że wyjechał. Ale w jakiś specjalny sposób mnie to nie zainteresowało. Czemu? Bo sam do tego doprowadził. Owszem, zranił mnie wtedy. Ale to przeszłość. Było minęło. Teraz jest teraźniejszość. Myślałam, że będziemy umieli ze sobą rozmawiać. Nie mówię przecież o ciągłym spędzaniu razem czasu, ale o kulturalnej rozmowie. Nie dalibyśmy rady wiecznie się unikać. W końcu mój mąż jest jego nauczycielem i wychowawcą, przyjaźnię się z jego siostrami i braćmi, a jego rodzice są dla mnie jak moi własni… Nie ma możliwości, żebyśmy się mijali. Ale on znowu wszystko zepsuł. Nie mam pojęcia, dlaczego mi wtedy to wszystko powiedział.

Mnie też wtedy poniosło. Nie potrafię go nienawidzić. Nawet po tym, co mi powiedział. Kiedyś tak, nie miałam z tym najmniejszych problemów. Ale nie teraz. Nie wiem czemu. Na pewno nie mają z tym nic wspólnego słowa, które mi powiedział. Wręcz przeciwnie, powinnam być jeszcze bardziej wściekła. Chyba nie myślał, że parę słów wystarczy, żebym całkowicie zmieniła swoje życie? Żebym zostawiła męża i wróciła do niego? Jeśli tak, to bardzo się mylił. Może i między nami było kiedyś coś cudownego, ale się skończyło. Na jego własną prośbę. Było mi ciężko, ale jakoś sobie z tym poradziłam. Zdołałam ułożyć sobie życie na nowo. Więc teraz niech nie niszczy tego. Nie pozwolę mu na to. Za długo pracowałam na to, co mam teraz, żeby pozwolić komukolwiek to zniszczyć.

Jakoś tak się złożyło, że rozmawiałam na ten temat z Alice. Nie wypytywałam jej, co jest przyczyna wyjazdu, ani o czym rozmawiali. Po prostu wymieniałyśmy się spostrzeżeniami. Wywnioskowałam, że zrozumiał swoją głupotę (pewnie za pomocą chochlicy) i pojechał w jakieś odludne miejsce przemyśleć sobie to i owo. Może wyjdzie mu to na zdrowie.

Oczywiście Daniel nic nie wie o wydarzeniach w ogrodzie Cullenów. Nie, nie okłamuje go. Nie pytał, a ja nie mówiłam. Nie czuje potrzeby. Już raz zraziłam go do nich i wiem, ze jest raczej drażliwy na ich punkcie, a szczególnie jednego. Nawet jeśli teraz dobrze się z nimi rozumie i miło spędza czas w ich towarzystwie. Ale i tak kocha mnie i gdybym powiedziała, że coś jest nie tak, to zaraz zacząłby działać. Skąd wiem? Bo go znam. I wcale nie jestem zarozumiała. Po prostu znam swoją wartość. I jestem pewna jego uczuć. W końcu ja też go kocham. I nie wyobrażam sobie, żebym miała być z kimś innym. I Daniel dobrze o tym wie.

W każdy razie nasze życie toczyło się spokojnym rytmem. Nie narzekaliśmy na nudę, ale skoki adrenaliny też nam nie groziły. Nie spodziewaliśmy się żadnych zmian. Ani wizyt. Jedynie Jane nas odwiedziła, a my sami wybieraliśmy się do Volturii, kiedy w Europie zawita wiosna.

Jednak życie po raz kolejny szykowało nam niespodziankę…