26
ALICE
Tegoroczna zima w Forks była ciepła. I ponura. Śniegu było mało, a dużo deszczu. I burz. A to znowu cieszyło Emmetta, bo spokojnie mogliśmy grać w bejsbol.
I to też zaplanowaliśmy na dzisiejszy wieczór.
- Może zaprosimy Dominów? – zaproponował Jasper.
- To jest bardzo dobry pomysł – stwierdziłam i już miałam telefon w ręce.
Isa wydawała się nieprzekonana. Nie miała z kim zostawić Ethana, a było trochę za zimno, żeby brać go ze sobą. Ale w końcu po długich namowach udało mi się ją przekonać. Pojawią się oboje z Danielem. I wezmą ze sobą też małego.
Oczywiście od razu powiadomiłam o tym fakcie resztę rodziny. Jedni byli bardzo zadowoleni, a inni nieco bardziej sceptyczni. I to nie samym faktem, że Dominowie będą, ale że wezmą ze sobą małego. Bo prawda jest taka, że pogoda bardzo odpowiednia dla takiego malucha nie jest.
Ale w każdym razie za dwie godziny mieliśmy się spotkać na naszej polance do gry. Isa zapewniła mnie, że pamięta, gdzie to jest.
Jednak zaczęłam w to wątpić, gdy sami znaleźliśmy się na polanie. Byliśmy punktualnie o umówionej godzinie, a Isy, Daniela i Etahan ani śladu.
- Czuję jakiś zapach – powiedział nagle Jaspe, gdy zawiał nieco mocniejszy wiatr – To chyba wampir, nawet dwa. Zbliżają się od południa.
Zaskoczeni obróciliśmy się we wskazaną przez niego stronę. Ja jeszcze nic nie czułam, ale Jasper jako wyćwiczony w boju wampir, miał znacznie lepszy węch niż mój. Jednak po chwili poczułam to.
- Przecież to Edward – powiedziałam, gdy tylko rozpoznałam ten zapach – Ale nie jest sam… - zdziwiłam się.
I nie tylko ja byłam zaskoczona. Pozostała część rodziny również.
Mnie bardziej jednak dziwił fakt, że nie miałam żadnej wizji dotyczącej brata i jego towarzyszki. Ale zaraz wszystko miało się wyjaśnić.
EDWARD
Przez te dwa miesiące, kiedy nie było mnie w domu, nie robiłem nic specjalnego. Biegałem, myślałem, polowałem… Wszystko i nic. Nie zatrzymywałem się praktycznie nigdzie. A przynajmniej nie na dłużej. Ot jedynie, gdy przysiadłem na jakiejś wysokiej gałęzi drzewa, czy wierzchołku góry. Ale to nie trwało długo. Raptem po kilkanaście godzin… A potem przeważnie jakiś dźwięk wyrywał mnie z zamyślenia i ruszałem w dalszą drogę. I tak bez końca… byłem tylko ja i moje myśli. Nawet nie wiem, ile ta wędrówka trwała. Po prostu biegłem przed siebie. Nawet specjalnie nie zastanawiałem się nad kierunkiem. Jedynie, na co jeszcze jako tako zwracałem uwagę to to, żeby nie pokazywać się żadnym ludziom. Nie potrzebowałem dodatkowych kłopotów. Miałem wystarczająco swoich…
Jak mówiłem, krążyłem po świecie bez celu i nie zważając na kierunek. Dlatego nieźle się zdziwiłem, kiedy zacząłem rozpoznawać okolicę. Byłem coraz bliżej domu. Czy się cieszyłem? Nie wiem…
Z jednej strony tak, bo tam była moja rodzina, ludzie, którzy kochając mnie bez względu na wszystko i nie zostawią mnie, nawet jak popełnię największe głupstwo. Dopiero teraz, będąc tak blisko zdałem sobie sprawę, jak bardzo za nimi tęsknie. Za cieplą miłością Esme, za opanowaniem Carlise'a, żartami Emmetta, chłodem Rosalie, spokojem Jaspera, czy radością Alice. Każdy z nas był inny, ale dzięki temu tak dobrze się rozumieliśmy.
Zaś z drugiej… Z drugiej byli Dominowie. I Bella. Wiem, że ją skrzywdziłem. Nie tylko wtedy, ale teraz też. Naprawdę zachowałem się jak skończony idiota i egoista. Chociaż wtedy tak nie myślałem. Wiedziałem, że za te słowa osiemdziesiąt lat temu nienawidziła mnie. I myślałem, że dalej tak jest. Widać jej nie doceniłem… Jest dużo lepszym wampirem niż ja kiedykolwiek będę. Umiała mi wybaczyć. W ostatnim czasie zastanawiałem się, jak ja sam bym się czuł, gdyby ktoś postąpił wobec mnie tak jak ja zrobiłem wtedy. Do jakiego doszedłem wniosku? Chyba bym się załamał, a potem miałbym ochotę zabić z wściekłości. Nie na tą osobę, ale ogólnie. Na świat, przeznaczenie… I na pewno nigdy, ale to naprawdę nigdy nie chciałbym już się spotkać z tą osobą. Ani z nikim innym, kto by mi ją przypominał. A ona? Nie potrafię czytać jej myśli, ale wiem, że potrafiła mi to wybaczyć. Po prostu się z tym pogodziła. Ja bym nie potrafił. Choć tak naprawdę nie można przewidzieć, co zrobiłoby się w jakiejś sytuacji, jeśli się w takowej nie znalazło.
W pewnym momencie musiałem przerwać moje rozmyślania. Dotarłem do domu. Ale było coś jeszcze. A raczej ktoś.
Przed drzwiami stał jakiś wampir, co poznałem dopiero teraz po zapachu. Wcześniej byłem tak zamyślony, że nawet nie poczułem tego słodkiego zapachu. A był bardzo intensywny. Choć w żadnym wypadku nie apetyczny.
On chyba też mnie właśnie wyczul, bo odwrócił się w moją stronę. A raczej ona. Była piękna. Średniego wzrostu, o bladej cerze. Oczy miała płynno złote, a włosy spływały jej czarnymi falami na plecy. Kogoś mi przypominała, ale nie mogłem skojarzyć, kogo.
- Witaj. Kim jesteś? – spytałem od razu.
- Cześć. Nazywam się Anette Oliveri – odpowiedziała z lekki akcentem włoskim.
- A co robisz przed moim domem?
- Twoim? Wybacz nie wiedziałam. Szukam kogoś, a że poczułam wampiry, to myślałam, że ich tu znajdę… Ale dom jest pusty.
- Szukasz jakiś wampirów?
- Tak. A co to, przesłuchanie?
- Nie – szybko zaprzeczyłem – Po prostu nie spodziewałem się…
- Dobra, mniejsza z tym – powiedziała – Tu i tak nikogo nie ma.
I już chciała odejść, gdy ją zatrzymałem.
- Jak mówiłem, to mój dom. A skoro jest pusty i słyszę burzę, to wiem, gdzie ich znaleźć…
- Burzę? Co to ma do rzeczy?
- Chodź ze mną, a się przekonasz – zaproponowałem.
Stanęła obok mnie.
- Więc prowadź – powiedziała i ruszyliśmy w drogę.
Biegliśmy w milczeniu, Anette nieco z tyłu, bo nie znała drogi. Nie potrzebowałem wiele, żeby wyczuć zapach rodziny. I chociaż mieszał się w jedno, ja doskonale potrafiłem odróżnić zapachy poszczególnych członków.
Niedługo potem dotarliśmy na polanę wysoko w górach. Na jej środku stała moja rodzina. Wyglądali, jakby na kogoś czekali, a gdy nas zobaczyli, to byli całkowicie zaskoczeni.
- Edward – ucieszyła się Esme i już stała obok mnie, żeby mnie uściskać.
Pozwoliłem jej na to. Domyślam się, że tęskniła. Ja zresztą też. Zaraz po niej doskoczyła do mnie Alice, a po niej reszta.
- Edwardzie, kim jest twoja towarzyszka? – spytała po wszystkim chochlica.
- Wybaczcie. To jest Anette, Anette to moja rodzina – przedstawiłem ich – Od lewej Carlise, Esme, Alice, Jasper, Emmett i Rosalie.
- Miło mi was poznać – powiedziała wampirzyca.
- Anette szuka wampirów – wyjaśniłem im.
Słysząc moje słowa, ta jedynie wywróciła oczami.
- Nie jakiś tam wampirów, a konkretnych – dodała, bo faktycznie moja słowa zabrzmiały nieco dziwnie.
- To znaczy?
Jednak nie doczekaliśmy się odpowiedzi, bo na polanie pojawili się nowi goście. Isa, Daniel i Ethan.
- Cześć Isa, cześć Daniel – przywitała ich Alice.
Włoszka odwróciła się w stronę nowoprzybyłych, a jej twarz rozjaśnił uśmiech,
- Isa! – krzyknęła i już znalazła się przy niej.
- Anette?! – odparła zdziwiona Dominowa.
Zaraz potem obie rzuciły się sobie w ramiona.
