27

ISA

- Jesteśmy już spóźnieni – krzyknęłam do Daniela.

- Jeszcze chwilkę – odkrzyknął – Zaraz znajdę ten kij.

Daniel choć z pochodzenia jest Polakiem, bardzo polubił grę w bejsbol, która jest typowo amerykańską rozrywką. Kiedyś na urodziny sprezentowałam mu cały zestaw do gry. Niestety ja nie lubię tego sportu (chyba, że jako widz), więc ze mną nie pogra. Dlatego też prezent przez bardzo długi czas leżał schowany. A teraz kiedy nadarzyła się okazja, trudno go znaleźć.

- Zaraz się Ethan ugotuje w tych ciuchach – dalej go poganiałam.

A moje słowa nie były tylko słowami, Na dworze nie było zbyt ciepło, więc musiałam małego dość grubo ubrać, tym bardziej, że wybieraliśmy się w góry i pewni znowu tak szybko nie wrócimy.

- Mam! – usłyszałam krzyk męża.

- Nareszcie – westchnęłam z ulgą.

Chwilę później obok mnie stanął Daniel i oznajmił, że jest już gotowy do drogi. Więc ruszyliśmy.

Na szczęście dobrze pamiętałam drogę, choć byłam tam tylko raz i to w dość nieprzyjemnych okolicznościach. Oczywiście, jak tylko Aro dowiedział się o mojej przygodzie z Jamesem, od razu kazał odszukać Victorię i ją zabić. Ja nie miałam nic w tej sprawie do powiedzenia. Ale w końcu on dłużej był wampirem i bardziej znał się na ich życiu. Poza tym bał się, że rudowłosa wampirzyca może chcieć się mścić za swojego ukochanego. Cóż… Od dawna nie żyje i już raczej się tego nie dowiemy.

Na miejsce dotarliśmy po niespełna pięciu minutach. Już z daleka dojrzałam, że jest z nimi Edward i w dodatku nie sam. Ale nie zawracałam sobie nim głowy.

- Cześć Isa, cześć Daniel – wykrzyknęła Alice, gdy tylko nas zobaczyła.

Wszystkie głowy automatycznie odwróciły się w naszym kierunku. I wtedy poczułam, jak w momencie robię się niewyobrażalnie szczęśliwa.

- Isa! – krzyknęła Anette, a po chwili ja zrobiłam to samo, tyle że wykrzykując jej imię.

Zaraz potem rzuciłyśmy się sobie w ramiona.

Tak dawno jej nie widziałam. Nawet nie wiem, ile czasu minęło… Gdy jest się nieśmiertelnym i nie odczuwa konieczności spania, czas leci zupełnie inaczej. Coś, co kiedyś było dla mnie długo, teraz jest albo wydaje się zaledwie ułamkiem sekundy.

- Co ty tu robisz? Na jak długo przyjechałaś? – zasypałam ją gradem pytań nie chcąc wypuścić z ramion.

- Stęskniłam się za wami, więc jestem – odparła wesoła i uśmiechnięta – I nie wiem, ale raczej na dłużej. Tyle lat podróżowania po świecie mnie znudziło, więc postanowiłam gdzieś się w końcu osiedlić. Pomyślałam, że może udostępnicie mi u siebie kanapę? – zapytała wybuchając śmiechem.

- Nawet nie musisz pytać – oburzyłam się, ale bardzo szczęśliwa – Dobrze wiesz, że gdziekolwiek jesteśmy, dla ciebie zawsze mamy przygotowany pokój. A tak w ogóle to gdzie jest Peter?

Niestety na odpowiedź chwilę musiałam poczekać, bo Anette właśnie witała się z Danielem, który też za nią bardzo tęsknił.

- Aro miał dla niego jakieś zadanie, więc dołączy do mnie później.

- Byliście w Volterze? Co u Paolo? – spytałam.

- Tak. Macie ucałowania od Aro i całej reszty. Paolo trzyma się dobrze i dalej żyje w swoim elektronicznym świecie. A gdzie najmłodszy członek rodziny?

- Już wiesz?

- Jasne, Jane powiedziała mi jak tylko weszliśmy do pałacu – zaśmiała się.

Byłam tak pogrążona w rozmowie z wampirzycą, że zupełnie zapomniałam o Cullenach.

JASPER

Przyglądałam się z boku Isie i tej nowej. Pewnie jak cała moja rodzina. I żałuję, że nie czuję ich emocji. Tak, Anette też nie wyczuwałem. Do Isy już się przyzwyczaiłem, ale do innych jeszcze nie. Ale podejrzewam, że to przez tarczę Dominowej. W każdym razie nie muszę korzystać z mojego daru, żeby wiedzieć, że obie są teraz bardzo szczęśliwe. I właśnie dlatego żałowałem, że nie mogę tego poczuć. Tej radości, szczęścia, euforii… Skąd wiem, że czułbym akurat te emocje i uczucia? Bo twarz Isy jest jak otwarta księga i wszystko to zobaczyłem w jej oczach.

Ta radość sprawiła, że zacząłem się zastanawiać, kim Anette jest dla Isy? Bo widać, że łączy je nie tylko czysta sympatia, ale też szczera i bezwarunkowa miłość.

- To wy sobie poplotkujcie, a ja może dołączę do pozostałych – usłyszałem nagle głoś Daniela, a po chwili znalazł się obok mnie – To jak, gramy? – zapytał.

- Jasne – „powrócił do żywych" Em.

Szybko podzieliliśmy się na dwie drużyny i zaczęliśmy grać. Daniel okazał się bardzo dobrym graczem, choć jak się zarzekał, nigdy wcześniej nie grał. Isa i Anette stały niedaleko rozmawiały. Mały Ethan był bardzo spokojny. Początkowo leżał grzecznie w nosidełku, ale po jakimś czasie jego mama (o matko jak to brzmi!) wzięła go na ręce. Nigdy nie miałem do czyta nenia z tak małym dzieckiem, więc wszystkiego jego zachowania były dla mnie całkowitą nowością. I nie tylko dla mnie. Najwięcej radości sprawiało mi obserwowanie Alice, która z kolei nie mogła powstrzymać się przed zerkaniem na najmniejszego członka rodziny naszego nauczyciela. A było na co patrzeć. Bo ilekroć Daniel przebiegał w jego pobliżu, uśmiechał się. Ale to nie był zwykły uśmiech. Śmiał się całym sobą, nie tylko ustami. I wyciągał w jego kierunku rączki. Nie mogłem się temu nadziwić…

Dwie godziny później burza się skończyła, więc i my musieliśmy skończyć mecz.

- Odegram się jeszcze, zobaczycie – odgrażał się Emmett, który był w przegranej drużynie, razem z Carlisem, Rosalie i Edwardem

Ja, Alice, Esme i Daniel wygraliśmy.

- To ja w imieniu swoim i męża zapraszam wszystkich do nas do domu – powiedziała Isa pojawiając się z synem i swoją towarzyszką obok nas.

- Dziękujemy za zaproszenie Iso, ale jest już późno i Ethan pewnie jest zmęczony – powiedziała Esme.

- Nawet nie chcę słyszeć odmowy – tym razem ona powiedziała – W dodatku zrobiłam ciasteczka czekoladowe.

Temu ostatniemu argumentowani nie sposób było się oprzeć, dlatego też niedługo potem siadaliśmy w salonie Dominów. Wszyscy poza mną, Alice i Rosalie ciekawie rozglądali się po wnętrzu. Oczywiście uwagę Emmetta przykuła popielniczka stojąca pośrodku stołu.

- Ciekawy element wystroju wnętrza – zauważył – A skoro oboje nie palicie, to podejrzewam, że Daniel pracuje w szkole tak intensywnie, że po powrocie do domu nie ma już na nic siły i musisz sama dbać o swoje zadowolenie – zwrócił się do gospodyni.

Oczywiście słysząc jego wypowiedź wszyscy wybuchnęli śmiechem.

- Wyobraź sobie, że ma baaardzo dużo siły i jest mi to zupełnie zbędne. Ale ponieważ jest to prezent, to nie wyrzucam tego.

- Prezent? – zdziwił się Edward – Kto daje takie… hmmm… niepraktyczne i wprawiające w kłopot prezenty?

- Zgadnij – odparła Isa i sugestywnie spojrzała w kierunku mojej dziewczyny.

Po raz kolejny salon wypełnił się śmiechem, jeszcze bardziej histerycznym niż poprzednio. A sprawczyni całego zamieszania? Stała pośrodku i z rządzą mordu wpatrywała się w brata.

- Niepraktyczne? Wprawiające w zakłopotanie? – nie dowierzała – Edwardzie Cullen, jako że najnowocześniejsze nowinki odnośnie wystroju wnętrz są ci całkowicie obce, przemilcz temat, na którym nie znasz. To jest bardzo nowoczesne wzornictwo…

- Stary – podszedł do mnie misiek – Znam cię kopę lat, podobnie jak twoją dziewczynę, a moją siostrę, ale nigdy nie podejrzewałem, że macie problemu w sypialni. Rozpatrzę to, następnym razem kupując wam jakiś prezent, bo widać Alice jest niezaspokojona, co widać w podejmowanych przez nią decyzjach – wygłosił.

Jeśli wcześniejszy wybuch śmiechu nazwałem histerycznym, to nie wiem, jakie słowa określą ten. Wampiry słyną z tego, ze nic nie jest w stanie wytrącić ich z równowagi. Kto tak uważa, myli się. Wystarczy spojrzeć na osoby znajdujące się teraz w salonie Dominów. Daniel już tarza się na podłodze ze śmiechu, podobnie jak Em i Anette. Podejrzewam, że Isa też ma na to wielką ochotę, ale trzyma na rękach Ethana i to ją powstrzymuje. Rose najpierw trzepnęła miśka po głowie, a potem sama zaczęła się śmiać. Ja i Alice powinniśmy być oburzeni. Ale nie potrafiliśmy. Wątpię, by ktokolwiek w takiej sytuacji potrafił. Śmialiśmy się razem z innymi. A Em? Dziwie się, że nie zrobił dziury w podłodze, po tym jak huknął na podłogę nie mogąc już wytrzymać na nogach.

Długo zajęło nam uspokojenie się i dojście do siebie, ale na szczęście nie okazało się to niemożliwe. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy na różne tematy, w międzyczasie zajadając się ciasteczkami. Owszem, zdarzało się, że ktoś powiedział coś śmiesznego, ale nie wywołało to już takiej reakcji.

ANETTE

Kiedy spotkałam wampira o miedzianych włosach, nie podejrzewam kim jest. Ani w momencie, kiedy na polanie usłyszałam jego imię. Edward. Każdy może mieć takie imię. Może nieco przestarzałe, ale ładne jak każde inne. Potem zobaczyłam się z Isą i zupełnie wyleciało mi to z głowy. Bardziej zajęłam się nią i nowym członkiem naszej rodziny. Mały Ethan jest po prostu uroczy. Nie mogłam oderwać od niego oczu.

A potem w domu okazało się, kim on tak naprawdę jest.

Edward Cullen.

Dwa słowa, które wywołały we mnie furię. Byłam w szoku. Spodziewałam się wszystkiego, ale nie tego. Wiedziałam, jaka jest Isa, ale nigdy nie podejrzewałam, że będzie w stanie się z nim zadawać. Po tym wszystkim, co jej zrobił.

Spojrzałam na nią. Zachowywała się, jak zawsze. Nic nie świadczyło, że miałaby być zdenerwowana czy wytrącona z równowagi. Jedyne, co się w niej zmieniło od naszego poprzedniego spotkania, to to, że była dużo szczęśliwsza niż wtedy. Patrząc na nią widziało się to szczęście, nie trzeba było go w niej szukać na siłę. Po prostu promieniowała. Domyślałam, że w jakimś stopniu miał na to wpływa Ethan, ale nie tylko. Ta wampirza rodzina też. Tylko nie rozumiem, w jaki sposób.

Dobrze wiem, co wydarzyło się te osiemdziesiąt trzy lata temu. Co prawda nie było mnie wtedy na świecie, ale dość się nasłuchałam z opowiadań Aro, Jane czy Paolo. Dość, żeby ich znienawidzić. I przez te wszystkie lata właśnie to do nich czułam. Choć tak naprawdę nigdy ich nie spotkałam i nie znałam ich. I wiem, że Isa czuła to samo. A teraz nagle zaprasza ich do siebie, jakby tamte wydarzenia zupełnie nie miały miejsca. Nie rozumiem…

Jednak na razie to zostawię. Jak tylko nadarzy się okazja, wypytam o wszystko Isę, ale teraz dam się ponieść chwili. Cullenowie wyglądają na całkiem sympatyczną rodzinę.

- I na pewno potrafią człowieka nieźle rozśmieszyć – pomyślałam, gdy razem z innymi wampirami leżałam na podłodze, tarzając się ze śmiechu.