29

ALICE

Życie toczyło się dalej swoim rytmem. Polowaliśmy, chodziliśmy do szkoły, a w wolnym czasie robiliśmy, co chcieliśmy. Oczywiście często odwiedzaliśmy Isę i Daniela, a oni nas. Dobrze, że przez tyle lat życia nauczyliśmy się w jakiś sposób aktorstwa. Dzięki temu bez żadnych problemów mogliśmy w szkole udawać, że Daniel jest surowym nauczycielem, chociaż poza nią był zupełnie inny. Można powiedzieć, że traktowaliśmy się, jak rodzina.

W dalszym ciągu jednak nie wiedzieliśmy, kim tak naprawdę jest Anette. Nie raz się nad tym zastanawialiśmy, ale każdy kolejny pomysł jest coraz bardziej niewiarygodny. Powoli dajemy sobie już z tym spokój. Sami na pewno się nie dowiemy, a takie snucie domysłów najlepszym rozwiązaniem też nie jest. Poza tym nie raz przekonaliśmy się, że fajna z niej dziewczyna i jesteśmy prawie pewni, że nie ma żądnych złych zamiarów. Ja i Rose miałyśmy nawet pomysł, żeby nieco bardziej zainteresować ją Edwardem, ale niestety z niewiadomych nam przyczyn, Anette pała do niego nienawiścią. Zresztą czy te przyczyny są takie niewiadome to można się kłócić, bo skoro jest blisko związana z Isą – a jest – to zapewne wie o wydarzeniach sprzed lat. I w przeciwieństwie do Dominów nie jest w stanie puścić tego w niepamięć. Poza tym kolejną przeszkodą w naszym niecnym planie jest Peter. Chłopak Anette, który pojawił się w Forks parę dni temu. Średniego wzrostu rudzielec. Oczywiście wampir. Raczej spokojny. O ile Daniel lepszy kontakt ma z Emmettem, tak Peter z Jasperem. O ile się orientuję nie posiada żadnego daru.

ISA

Zanim Anette pojawiła się w Volterze, Peter był nikim. Chronił zamku, ale tak naprawdę nie znaczył nic dla Aro i pozostałych. Ja też nie zwracałam na niego najmniejszej uwagi. Ot zwykły wampir, który jak wielu innych pilnował zamku. Lecz kiedy pojawiła się Anette, to się zmieniło. Kiedyś, gdy spacerowała po korytarzach Voltery, wpadła na niego i tak zaczęła się ich znajomość. Z każdym dniem spędzała w jego towarzystwie coraz więcej czasu. Po jakimś czasie stali się niemal nierozłączni. I tak my też zaczęliśmy go poznawać. Okazało się, że Peter to całkiem sympatyczny chłopak. Może i nie został obdarzony żadnym darem, ale jego zdolność logicznego myślenia całkowicie mu to wynagradzała. Został przemieniony mając dziewiętnaście lat. Podobnie jak inne wampiry nie pamięta, czym zajmował się przed przemianą, ale zgodnie stwierdziliśmy, że musiał być jakimś analitykiem wojskowym. Po jakimś czasie okazało się, że bardzo dobrze daje sobie radę w terenie, dlatego Aro co jakiś czas wysyłał go na różne misje. Podobnie było i tym razem, dlatego nie przyjechał do nas razem z Anette. Nie wiem, co robił tym razem. Nie żeby to było jakąś wielką tajemnicą. Po prostu jakoś nigdy za bardzo nie interesowałam się polityką Volturii i w dalszym ciągu mnie to nie obchodzi. Wiem, że w wampirzym środowisku nie są oni lubiani, ale - szczerze - mam to gdzieś. Dla mnie najważniejsze jest to, że dla mnie Aro jest kochanym dziadkiem. Reszta może się schować.

W każdym razie oboje – Anette i Peter – postanowili zatrzymać się u nas na dłużej.

- Przez ostatnie lata nie robiliśmy nic innego jak jeździliśmy po świecie – oznajmiła któregoś dnia wampirzyca – I w końcu nam się to znudziło. Ile można. Dlatego postanowiliśmy zatrzymać się gdzieś na dłużej. A że przy okazji trochę mi się za tobą tęskniło, wybór padł na Forks. Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko i przygarniecie nas? – spytała.

Oczywiście, że nie mieliśmy. Co więcej, bardzo się cieszyłam, że w końcu się na to zdecydowali. Już od paru lat ich na to namawialiśmy, ale ciągle powtarzali, że chcą poznać świat, wyszaleć się. Smutna przytakiwałam ruchem głowy i po raz kolejny się z nimi żegnałam. Nigdy nie wiedziałam, ile czasu nie będziemy się widzieć tym razem. Aż w końcu się doczekałam. Nawet nie potrafię opisać słowami, jak bardzo jestem teraz szczęśliwa. Doskonale pamiętam dzień, kiedy Anette po raz pierwszy „wyfrunęła z rodzinnego gniazdka", byłam wtedy bliska załamania nerwowego. Aro i Jane próbowali mnie jakoś uspokoić, ale nie na wiele to się zdawało.

- Nie martw się Isa. Teraz ci wyfrunie, ale przyjdzie czas, że wróci. Kiedy już stracisz nadzieję, ona pojawi się przed tobą i będziesz wtedy najszczęśliwszą osobą na świecie – powiedziała mi wtedy Giovanna, żona Marka – Poza tym ona wie, że zawsze może do ciebie wrócić i nigdy o tym nie zapomni. Choćby poznała cały tabun ludzi, ty zawsze będziesz mieć w jej sercu swoje miejsce.

Gdzieś tam w głębi mnie wiedziałam, że ma rację, choć trudno było mi w to uwierzyć. Z czasem nauczyłam się żyć ze świadomością, że Anette jest daleko od domu, ale słowa Giovanny ciągle miałam w sercu. I w końcu po tylu latach okazało się, że miała rację. A ja jestem szczęśliwa jak nigdy wcześniej.

ARO

Od dawna nic się nie działo. Już dawno nie było takiego spokoju. Żaden nomada nie stworzył armii nowonarodzonych, nikt się awanturował. Aż zrobiło się nudno. Kiedyś nie miało to dla mnie znaczenia, ale odkąd w moim życiu pojawiła się Isa, mój świat obrócił się o 360 stopni. Coś, co kiedyś nie miało dla mnie prawa bytu – jak choćby właśnie nuda – teraz jest dla mnie codziennością. Kiedyś wszystko planowałem, a ona wprowadziła do mojego życie spontaniczność. Całkowicie mnie zmieniła. Ale jak się okazało, na lepsze. Nie, wcale nie jestem zapatrzony w siebie. Po prostu wystarczy mi kogoś dotknąć i już znam wszystkie jego myśli. A takie zdanie ma cała Voltera.

- Panie – moje rozmyślanie przerwał jeden z wampirów ze straży – Wybacz, że ci przerywam, ale jeden z naszych tropicieli właśnie przekazał nam informację.

- Co się dzieje? – spytałem znudzony.

Oni zawsze przychodzą do mnie z błahostkami, więc nie przejąłem się za bardzo.

- Dmitrij znowu się pojawił – powiedział, a we mnie nagle jakby piorun trzasnął.

- Jak to? Gdzie jest? – krzyknąłem zrywając się z tronu.

- Tego dokładnie nie wiem. Ale na pewno wpadł na trop Dominów, a przynajmniej tak twierdzi tropiciel.

Byłem wściekły. Myślałem, że Dmitrij od dawna już nie żyje, a on po prostu gdzieś się zamelinował i przeczekał. W dodatku długo czekał.

Nic nie mówiłem. Strażnik odszedł.

- Co planujesz? – doszedł mnie głos Jane.

Zaskoczony odwróciłem głowę w jej kierunku. Nie słyszałem jak weszła do komnaty.

- Słyszałam wszystko – wyjaśniła.

- Trzeba jak najszybciej ostrzec Isę – stwierdziłem – Jak go znam, grozi jej wielkie niebezpieczeństwo.

- Czemu? – spytała bliźniaczka – Przecież to nie Isa zabiła Swietę. Dlaczego więc ma jej grozić jakieś niebezpieczeństwo?

- Bo ja wydałem rozkaz zabicia najbliższej mu osoby. I jeśli on zabiłby teraz mnie, to nie odczułby satysfakcji. Zadałby mi trochę bólu i po kłopocie.

- Więc w czym rzecz?

- On pragnie zemsty, Chce, żebym czuł się tak, jak on. Dlatego mnie nawet nie tknie. Zamiast tego skrzywdzi lub zabije kogoś, kto jest dla mnie równie ważny, jak Swieta była dla niego.

- Isa… - mruknęła Jane.

- Dokładnie – przytaknąłem – Dzwonię teraz do niej, a zaraz potem lecimy do Forks.

DMITRIJ

Jestem cierpliwy. Czekałem tyle lat, więc te dwa dni mnie nie zbawiły. A właśnie wtedy nadarzyła się idealna okazja do zemsty. Na początku chciałem uderzyć w całą rodzinę, ale im więcej osób bliskich temu clownowi Aro zranię, tym lepiej. Więc skupiłem się na niej. Siedzi sama w swojej księgarni. Na druga razem z dzieciakiem pojechała do domu, podobnie jak dwie pracownice. Była sama jak palce. Ale już niedługo.

Najzwyczajniej w świecie wszedłem do środka.