31
JASPER
Czułem przerażenie Anette. Było tak intensywne, że niemal aż namacalne. Ale tylko dla mnie. A Peter? Nie wiem. Z jednej strony czułem strach, ale nie było to uczucie całkowicie przytłaczające, a z drugiej… Nie potrafię czego określić. Albo inaczej, nie wiem, skąd w takiej sytuacji wzięło się u niego oczekiwanie. Może chodzi o powrót Daniela? Zobaczymy…
W salonie panowała ogólna atmosfera napięcia i niepewności. U niektórych też strachu. Głównie Anette, Alice i o dziwo Edward. Ten ostatni mnie zaskoczył. Chociaż gdyby się nad tym głębiej zastanowić, nie mam w tym nic dziwnego. Nie od dziś wiadomo, że mój brat w dalszym ciągu kocha Isę. Pewnie stąd też u niego ten strach…
Zastanawiając się nad tymi wszystkimi emocjami, nawet się nie zorientowałem, że ktoś zbliża się do domu. Mógł to być Carlise wracający z dyżuru, albo Daniel. Z Isą lub bez. Wolałem pierwszą opcję…
Niestety, był sam…
- I co? – od razu doskoczyła do niego Anette.
Dziwię się, że nie obudziła przy tym Ethana, który w najlepsze spał sobie u niej w ramionach. Chyba jako jedyny nie zdawał sobie racji z powagi sytuacji i z tego, co może grozić jego mamie.
Po minie wampira zorientowałem się, że dobrze nie jest…
- Księgarnia jest zamknięta i nie ma żadnych śladów walki. Ale jej samochód stoi tam, gdzie zawsze parkuje…
- Czyli sklep zamknęła, ale samochód zostawiła? – zapytał Em – To się kupy nie trzyma…
- Wiem – przyznał profesor – Na wszelki wypadek byłem jeszcze w domu, w razie gdyby po drodze wybrała się na polowanie, ale nie mam jej tam.
- Czy to oznacza?… - zapytała Anette.
- Nie wiem – wzruszył ramionami Daniel – Naprawdę nie wiem… Obawiam się najgorszego…
ALICE
Nie potrafiłam tego pojąć. Jak można chcieć zamordować kogoś, kogo nawet się nie zna, nigdy nie widziało na oczy? Ale z drugiej strony… Gdyby ktoś zabrał mi Jaspera, nie wiem co bym wtedy zrobiła… Jest dla mnie powietrzem, osobą niezbędną do życia…
Bałam się. Już raz straciłam Bellę. Można powiedzieć, że wtedy zabrał mi ją Edward. Ale wiedziała, że gdzieś tam jest. Że żyje. A teraz? Nie chcę jej po raz kolejny tracić. Nie teraz, kiedy między nami jest znowu jak dawniej. I do tego żyć ze świadomością, że zginęła w męczarniach, całkiem niewinna. Nie potrafiłam sobie tego wyobrazić.
Żeby nie myśleć o najgorszym, starałam się ze wszystkich sił wywołać jakąś wizję dotyczącą Isy. Cokolwiek. Gdzie może przebywać, w jakim jest stanie… Od tego wszystkiego zaczynała mnie boleć głowa. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że nie dam rady przebić się przez jej tarczę, a jednak próbowałam dalej. Byłam gotowa znieść ten ból, byleby tylko jej pomóc.
- To nic nie da – usłyszałam obok siebie szept Edwarda – Ja też już nie raz próbowałem i jeszcze nigdy mi się nie udało…
- Wiem, ale cały czas mam nadzieję…
- Niepotrzebnie się męczysz. Jeśli w jakiś sposób tarcza Isy opadnie, na pewno od razu to zobaczysz. Jesteście sobie bardzo bliskie…
Nie odpowiedziałam już nic, a jedynie posłałam w jego stronę nikły uśmiech. Wiedziałam, że to co mówi ma sens. Inaczej nie mówiłby mi o tym. Doskonale zdawał sobie sprawę, że nie dla mnie są nic nie znaczące słowa rzucane na wiatr, z których nic nie wynika. Ciężko mnie do czegoś przekonać, chyba, że ktoś ma naprawdę racjonalne argumenty. A on miał. Zresztą jak zawsze. Więc dałam sobie spokój… Ale cały czas czekałam i miałam nadzieję.
DMITRIJ
W końcu.
Pierwsza część planu została wreszcie zrealizowana. Tyle lat planowania i przygotowywań nie poszło na marne. Wnuczka Aro była teraz moja. Siedziała zamknięta w piwnicy. Zakneblowana i związana. Bardzo długo szukałem czegoś tak trwałego, czego nawet wampir nie da rady rozerwać. I udało mi się. Z lian znalezionych w indyjskiej dżungli, kauczuku i aluminium udało mi się stworzyć naprawdę mocną mieszankę, której nawet ja nie dałem rady rozerwać. Przeciąć się ją dało jedynie mechaniczną piła do metalu, a i tu urządzenie było tylko jednorazowe. Wiedziałem, że nie da rady się wydostać. W końcu miałem wiele czasu, by przeprowadzać próby.
Jednak dalej pozostała druga część planu. Musiałem w jakiś sposób sprowadzić tu Volturii, a szczególnie Ara. Wszystko, co dalej zaplanowałem dla pani Domin, musiało się obyć na jego oczach. Co prawda myślałem też, żeby w kartonowym pudełku przesłać mu jej szczątki, ale to nie byłby ten efekt. A poza tym nie mógłbym patrzeć na jego twarz wykrzywioną bólem… Nie, musiał tu być osobiście.
A tak swoją drogą nie myślałem, że wnuczka Aro może być aż tak naiwna. Tak bez problemu zgodziła się pokazać mi drogę, chociaż zupełnie mnie nie znała. Byłem dla niej kimś obcym. W dodatku na dworze było już ciemno, nikt nawet by się nie zorientował, gdyby zdecydował się zabić ją na środku ulicy. Może jedynie jej wrzask przy wrzucaniu do ognia, ale jak znam życie i ludzi, nikt nie pospieszyłby jej z pomocą. Chyba że była aż tak pewna siebie, że w starciu sam na sam z innym wampirem, wyjdzie z tej potyczki zwycięsko. Cóż… przeliczyła się.
DANIEL
- Więc, co robimy? – zapytał Peter.
- Jak na razie nic nie możemy zrobić – odparł Carlise, który zdążył już wrócić do domu i szybko został zapoznany z sytuacją – Tarcza Isy uniemożliwia jakiekolwiek namierzenie jej. Już nawet nie mówię o wizjach Alice, ale o samym zapachu.
- Tak – potwierdziłem – Isa maskuje go już z przyzwyczajenia. To dla niej tak normalne, jak dla człowieka oddychanie. Robi to całkiem nieświadomie… - to powiedziawszy parsknąłem śmiechem.
- Co ci? – zdziwił się Emmett.
- Nic – szybko zaprzeczyłem – Po prostu przypomniałem sobie, że Isa zawsze twierdziła, że to dla jej bezpieczeństwa…
- A teraz może ją to zgubić – dodała Anette smutnym głosem.
- Może podzielimy się na grupy i przeszukamy okolicę? – zaproponowała Rose – Możliwe, że ktoś z nas natknie się na ślad tego Dmitrijego…
- Nie. Isa też go blokuje, bo nie wyczułem nikogo koło sklepu – zauważyłem.
- Daniel ma rację – poparł mnie doktor – Poza tym żadne z nas nigdy nie miało do czynienia z tym wampirem. Nie wiemy jak wygląda, ani czego się po nim spodziewać. Chyba musimy poczekać na Aro, aż on nam przybliży jego postać…
Dziadek mojej żony pojawił się o świcie. Początkowo był zaskoczony naszym brakiem działań, ale szybko wyjaśniliśmy mu, dlaczego tak postąpiliśmy. Zgodził się z nami, a zaraz potem opowiedział o swoich spostrzeżeniach na temat wampira. Cóż, nie powiem, żeby był zadowolony tym co usłyszałem, ale przynajmniej wiedzieliśmy czego możemy się po nim spodziewać.
- Alice! – krzyknął nagle Edward patrząc na chochlika.
Podążyłem za jego wzrokiem i zobaczyłem, jak wampirzyca znieruchomiała. Wyglądała zupełnie, jakby zamieniła się w posąg i patrzyła gdzieś przed siebie, na jedynie sobie znany punkt.
- Ma wizję – stwierdził Jasper w napięciu przyglądając się swojej dziewczynie.
Nagle dla wszystkich zatrzymał się czas. W napięciu się jej przyglądaliśmy, czekając na jakiekolwiek informacje. Wszyscy mieli nadzieję, że dowiemy się czegoś, co nam pomoże.
W końcu wizja się skończyła.
- Isa… Ona…
