32

ISA

Nie wiem, co się dzieje…

Otworzyłam oczy i uzmysłowiłam sobie dwie rzeczy Po pierwsze jakimś cudem straciłam przytomność; po drugie, byłam związana i nawet moja nadludzka siła nie była w stanie mi pomóc. Zgłupiałam. Jestem wampirem – istotą, której nikt nie jest w stanie uwięzić, pobić ani nic w tym stylu. Można nas jedynie zabić przez spalenie. A to, co teraz działo się ze mną, zupełnie temu wszystkiemu przeczyło. Ktoś jakimś cudem sprawił, że straciłam przytomność i teraz kręciło mi się w głowie. Na dodatek związał mnie czymś tak mocnym, że nie byłam w stanie tego rozerwać. I nic nie widziałam. Wszędzie tylko czerń. Gdzie się nie odwróciłam, tam była tylko czerń. Wszechobecna i wszechogarniająca. Z każdą chwilą byłam coraz bardziej spanikowana…

W tym momencie znowu poczułam się jak człowiek. Moje nadludzkie zmysły i siła nie były mi w stanie pomóc. Byłam tylko zwykłym szarakiem…

Przypomniała mi się sytuacja z Jamesem. Dziwne, ale tamte – notabene traumatyczne – wydarzenia sprawiły, że powoli zaczęłam się uspokajać.

DMITRIJ!

W momencie przypomniałam sobie, co się stało. To, jak wyszłam z księgarni, a on stał tuż przy krawężniku i niedbale opierał się o uliczną latarnię. Potem odwróciłam się do niego tyłem, żeby wskazać mi kierunek i poczułam coś w ustach…

DMITRIJ

Tak, kolejny mój wynalazek. W końcu w jakiś sposób musiałem ogłuszyć ją na tyle, żeby dać radę ją związać. To był kolejny punkt do opracowania, nad którym myślałem przez te wszystkie lata. Setki godziny, dni i tygodni spędzonych na poszukiwaniach i w końcu się udało. Przez przypadek. Ja się tyle głowiłem, a ty wystarczyło wyjść na ulicę i napić się krwi z jakiegoś ćpuna. Początkowo nie rozumiałem, co się ze mną dzieje. Wróciłem na tą samą ulicę, gdzie go upolowałem i zacząłem prowadzić obserwację. Po zabiciu kilku kolejnych podobnych do tamtego już wiedziałem. Narkotyki.

Długo przeprowadzałem testy. Na sobie i innym wampirach. Na tyle słabych i spragnionych krwi, że byli gotowi na wszystko. W końcu udało mi się określić dawkę idealną. Wystarczyło tylko zajść panią Domin i na siłę wlać jej to do gardła. Podziałało niespodziewanie szybko. Przerzuciłem ją przez ramię i pobiegłem do mojej kryjówki, gdzie czekało na nią specjalnie przygotowanie dla niej legowisko. A raczej pudło wymalowane w środku na czarno. O tak, zemsta miała być słodka…

EDWARD

To nie mogła być prawda! Przecież to jest niemożliwe!

W czasie wizji Alice nie mogłem się oprzeć i zajrzałem do jej głowy. Widziałem wszystko razem z nią. I nie mogłem w to uwierzyć. To po prostu nie mogło się stać. Gdybym nie znał mojej siostry ani jej daru pomyślałbym, że sama manipuluje wizją. Ale nie potrafiła tego. Owszem, ktoś inny mógł to robić… Ale to było tak bardzo rzeczywiste, realne…

Po prostu niemożliwe…

ISA

Myśl Isa, myśl…

Wiedziałam, że jestem na straconej pozycji. Nie było dla mnie ratunku. Znam Dymtrija i wiem, do czego jest zdolny. Na dodatek kieruje nim zemsta. Zrobi wszystko, żeby tylko dopiec

Aro i zranić go tak bardzo, jak mój dziadek jego.

Zdecydowana większość wampirów nie odczuwa silnych emocji. Zaobserwowałam, że jedynie te, które żywią się krwią zwierząt, odczuwają je nieco mocniej. Dla moich krwiożerczych pobratymców liczy się jedynie pragnienie krwi. Ale i tu zdarzają się wyjątki. Jeśli dwa wampiry się spotkają i „zaiskrzy" między nimi, stają się dla siebie bardzo ważni. Jedyne emocje jakie wtedy odczuwają – poza pragnieniem oczywiście – wiążą się właśnie z tym drugim osobnikiem. Im dłużej są ze sobą, tym ta więź jest silniejsza. W przypadku, gdy jeden wampir z takiej pary zostanie zabity, drugi odczuwa bardzo silny ból. Psychiczny, bo fizycznego prawie wcale nie czujemy. Mój dziadek zabił wampira, który bał właśnie taki ważny dla Dmitrija. Swietę. Jego przy okazji też poranił i kiedy cała wampirza społeczność myślała, że nie żyje, ten gdzieś się zamelinował i planował zemstę. Absolutnie nie miał nic do mnie. Ba, j go nawet nigdy nie spotkałam. Chodzi po prostu o to, żeby zranić Aro równie mocno. Oczywiście, nie łączy nas taka więź. Ale dziadek kocha mnie na tyle mocno, że bardzo przeżyje moją śmierć. A Dmitrij się o tym dowiedział…

Szkoda tylko, że nie pożegnam się z Danielem, Ethanem i Anette. Pewnie nigdy się nie dowiedzą, co się ze mną stało. Będą mnie szukać, pewnie dziadek im pomoże, ale po latach i tak nic nie znajdą. Chociaż nie, Dmitrij na pewno w jakiś sposób powiadomi o wszystkim Volterę. Nie po to tyle lat planował zemstę, żeby moja śmierć miała teraz przejść bez echa. Tylko szkoda, że dowiedzą się po fakcie…

No i są jeszcze Cullenowie… Szkoda byłoby po raz kolejny stracić z nimi kontakt. Nie dawno po raz kolejny udało się nam nawiązać nić porozumienia. Całkiem dobrze czułam się w ich towarzystwie. Rosalie, z którą zaczęłam się dogadywać; Esme i Carlise, którzy są dla mnie jak rodzice; Emmett ze swoimi żartami; Jasper, który jest naprawdę świetnym przyjacielem, nawet Edward z tym swoim egoizmem… No i oczywiście Alice, którą jest jak siostra o jakiej można tylko marzyć… Żadne z nich nie dowie się, jacy teraz są mi bliscy. Szkoda, że Alice nie widzi mnie w swoich wizjach… Wtedy mogłabym się z nimi przynajmniej pożegnać…

Ale zaraz, zaraz…

Jeszcze za czasów pobytu w Volerterze, razem z Jane i Aleciem sprawdzaliśmy możliwości mojej tarczy. To właśnie wtedy dowiedziałam, że żaden wampir nie jest w stanie zaatakować mnie psychicznie i mentalnie, że nie działają na mnie żadne ich dary i że jestem w stanie zamaskować swój zapach. Później wyszło też, że wampiry mające zdolności mentalne, jak właśnie na przykład czytanie w myślach, nie są w stanie zobaczyć mnie w myślach innych przedstawicieli naszej rasy. Wystarczy, że chociaż raz zobaczę tego kogoś na oczy, a moja tarcza na nim już działa.

Próbowaliśmy też rozciągać i całkowicie zdejmować tarczę. O ile z pierwszym nie miałam żadnych trudności, tak z tym drugim dość spore. W całym moim wampirzym życiu udało mi się to może raptem kilka razy. Chociaż przyznam, że potem zaniechałam tego. Po wyprowadzce z Włoch nie było mi to potrzebne, a i tam robiliśmy to głównie dla zabawy.

Ale może gdyby mi się teraz udało, to w jakiś sposób zdołałabym przekazać reszcie, co się ze mną dzieje? Ale czy dałabym radę? W końcu długo tego nie robiłam? I skąd będę wiedzieć, że faktycznie się udało?…

A niech to, próbuje. W końcu jeśli nie spróbuje, to się dowiem, czy zadziała, a same pytania niewiele mi w tym pomogą…

Dłuższą chwilę się koncentrowałam i próbowałam wyczuć tarczę, znaleźć ją w swoim umyśle. A potem próbowałam całkowicie ją zdjąć. Ale tylko na dar Alice. To było o wiele trudniejsze. Próbowałam wyobrazić sobie, jak chochlica przechodzi przez drzwi, za którymi znajduje się mój umysł. Wiem, brzmi to bardzo pokrętnie, ale inaczej wytłumaczyć się tego nie da…

- Alice proszę… Zobacz mnie… Miej wizje… Wejdź do mojej głowy… - powtarzałam cały czas.

Nie wiem, czy moje starania odniosły jakiś skutek. Ale podtrzymywałam starania.

Cały czas miałam nadzieję…