34

DMITRIJ

Wszystko było gotowe. Isa wisiała na słupie przywiązana za ręce i nogi w taki sposób, że nie mogła się w żaden sposób ruszyć. Na dole ustawiony był stos suchych patyków polanych benzyną, który miałem zamiar podpalić, gdy tylko Aro się tu pojawi. Ogień szybko pójdzie w górę i zacznie spalać wampirzycę. Najpierw jej ubranie, a potem nią samą. Pewnie zdąży się już ocknąć, więc jej dziadek będzie miał możliwość posłuchać, jak jego kochana wnuczka krzyczy z bólu. Bo zanim ogień dojdzie do głowy, trochę czasu minie. A ja będę spokojnie stał czekając na śmierć i upajając się widokiem cierpiącego wampira. Będzie cierpiał, jak ja kilkadziesiąt lat temu.

Nie pozostało mi nic innego, jak czekać na Aro.

ALICE

Kolejna wizja była jeszcze gorsza. W jakiś sposób udało mi się zobaczyć wszystko to, co planował Dmitrij. Nie interesowało mnie, jak to się stało, ale to, co wtedy zobaczyłam. Wiedziałam, że ten obraz będzie prześladował mnie już do końca. Gdy wizja dobiegła końca, odetchnęłam z ulgą.

- Spokojnie kochanie – przytulił mnie Jasper – Edward nam wszystko opowiedział – dodał, a mnie spadł kamień z serca.

Gdybym miała jeszcze raz przez to przechodzić, to chyba postradałabym zmysły.

- Edward powiedział nam, że nie wie, gdzie jest ta polana, że jej nie zna – powiedział Aro, a w jego głosie nie było tej stanowczości i władzy, co wcześniej – A ty może ją kojarzysz?

Zamyśliłam się, starając sobie przypomnieć jakiś charakterystyczny szczegół, który naprowadził by mnie na jej lokalizację. Jak w zwolnionym tempie wyświetlałam kolejne obrazy z wizji, skupiając się jedynie na otoczeniu. Nagle coś zobaczyłam.

- Wiem! – wykrzyknęłam, po czym zwróciłam się do mojego chłopaka – Pamiętasz to drzewo, gdzie wyryliśmy nasze serce? – zapytałam, a gdy przytaknął, kontynuowałam – Minie je po drodze i pobiegnie trochę dalej na północ. Jakieś pięć do dziesięciu kilometrów…

- Faktycznie jest tam polana – uświadomił sobie – Stosunkowo niewielka, ale otoczona gęstym lasem.

- Gdzie to dokładnie jest? – odezwał się po raz pierwszy Daniel, a w jego oczach rozbłysła nadzieja – Wiecie jak tam trafić?

- Jakieś dwadzieścia kilometrów stąd na północny zachód. I tak, wiemy – odparł szybko.

- Ile mamy czasu? – tym razem głos zabrał Carlise.

- Będą tam za jakieś pięć minut – odpowiedziałam po chwili zastanowienia.

- Więc ruszajmy w drogę – Emmett.

ISA

Gdy otworzyłam oczy przed sobą zobaczyłam las i polanę. Może i nie byłoby to takie dziwne, gdyby nie fakt, że to wszystko widziałam z góry. W dodatku nie mogłam w żaden sposób się ruszyć, jedynie głową. Po chwili dotarło do mnie, czemu. Ręce i nogi miałam przywiązane do wysokiego słupa. W dodatku do mojego nosa dolatywał silny zapach benzyny. Nie trzeba być Einsteinem żeby wiedzieć, co planował Dmitrij. Słup polany benzyną będzie palił się bardzo szybko. Razem ze mną…

Rozejrzałam się wokół na tyle, na ile pozwalał mi na słup. Rosjanina nie widziałam nigdzie, pewnie schował się poza zasięgiem mojego wzroku i czekał na Aro.

Miałam nadzieję, że nikt się nie pojawi. Tak byłoby mi zdecydowanie łatwiej. Wiem, że Dmitrij nie zdecydowałby się mnie zabić, gdy dziadka nie będzie w pobliżu, ale może w końcu znudziłby się czekaniem. Czemu? Bo wiem, ze sama moja śmierć byłaby dla nich ogromnym bólem, a jeśli w dodatku mieliby na nią patrzeć… Nie chcę nawet o tym myśleć. Wiem, że gdyby byli przy tym obecni, nie zapomnieliby już nigdy. Nie w sposób, jaki zaplanował dla mnie opętany rządzą zemsty wampir.

Nie traciłam nadziei. Cały czas liczyłam na to, że udało mi się zdjąć tarczę na tyle, żeby Alice zobaczyła, co się święci. Nie liczę na to, że mnie uratują, ale przynajmniej nie będą się zamartwiać.

To, co zobaczyłam parę minut później, całkowicie mnie zszokowało…

Narracja 3-osobowa

Cullenowie wraz z Aro, Danielem i Peterem zbliżali się już do polany. Anette została w domu razem z małym Ethanem.

Zgodniej z pomysłem Jaspera zrobili to od zachodu, ponieważ wtedy wiejący ze wschodu wiatr nie uprzedzi Dmitrija o ich przybyciu. Dopiero gdy wyjdą zza drzew. Dawało im to przewagę, którą postanowili wykorzystać. Jak? Elementem zaskoczenia. Wampirza rodzina miała w dalszym ciągu chować się za drzewami, a ujawnić się mieli tylko Daniel, Aro i Peter. W końcu to na obecności tego drugiego najbardziej zależało Dmitrijowi. Cullenowie mieli wszystko ubezpieczać, by nikomu nic się nie stało…

Rosjanin już na nich czekał. Stał oparty o słup, na którym wisiała Isa. Jego postawa wyrażała ogromne zadowolenie, a jednocześnie ignorancję dla wszystkiego i wszystkich.

- Aro, jak miło cię widzieć – powiedział – Tyle lat się nie widzieliśmy… Tęskniłeś?

- Wybacz, ale nie – odparł Włoch usilnie starając się nie patrzeć w górę na wnuczkę.

- Szkoda, bo ja bardzo – głos Dmitrija aż ociekał ironią – Aż odliczałem dni do naszego spotkania.

- Szkoda, że tak szybko się doczekałeś – dodał Daniel, którego aż nosiło na jego widok.

Jednak odpowiedzi się nie doczekał. Widocznie Rosjanin uznał, że nie warto z nim rozmawiać. W końcu nie dla niego tu przyjechał.

- Więc jak Aro, jesteś gotowy na moje małe przedstawienie? – zapytał z błyskiem w oku, a w jego dłoni pojawiła się zapalona zapalniczka.

- Nie rób tego! – krzyknął Daniel robiąc krok w kierunku wampira.

Ten zmierzył go chłodnym spojrzeniem.

- Bo co?

- Bo ja ci nie pozwalam.

- Mam uwierzyć, że taki chuderlawy wampirek jak ty mi w tym przeszkodzi? – wybuchł śmiechem – Nie rozśmieszaj mnie. Kim ty jesteś żeby mi zagrozić?

Widać było, jak Daniel cały się gotuje i jedyny co go powstrzymuje przed rzuceniem się na Dmitrija, to dłoń Aro zaciskająca się na jego ramieniu.

- Więc zostaw moją żonę w spokoju – wysyczał wściekły.

- Mówiłem ci już, że takie nic mi w tym nie przeszkodzi – powiedział i zaczął bawić się zapaliczką coraz bliżej patyków.

Następne wydarzenia potoczyły się z szybkością światła. Nim ktokolwiek zdążył zareagować, Daniel powalił Rosjanina na ziemię i zaczął się z nim szarpać. Gdy pierwszy szok minął, Dmitrij zaczął mu oddawać. Aro próbował ich rozdzielić, ale na darmo. A Peter? Stał z boku i się nie wtrącał. Zaraz jednak wkroczyli Cullenowie i pomogli rozdzielić walczących.

- Opanuj się – skarcił go szeptem Aro – W ten sposób nie pomożemy Isie.

- W ogóle jej nie pomożecie… - rozległ się obok nich głos.