35

DMITRIJ

Nikt nie powiedział, że przy okazji wykonywania planu nie mogę się w żaden sposób zabawić. A ten cały Domin w jakiś sposób działał mi na nerwy, więc postanowiłem się z nim trochę podroczyć Poza tym ta mała jeszcze nie odzyskała przytomności, więc musiałem trochę poczekać. Tak swoją drogą, to z nią jest coś nie tak. Ilekroć sprawdzałem moją mieszkankę na jakimkolwiek wampirze, tracił on przytomność na góra dwie godziny. U niej trwa to dwa razy dłużej. Nie rozumiem… Ale w sumie co mi tam. Ważne, że w ogóle traci, a ja mogłem działać.

Czekałem na kolejny punkt programu. Niestety ten nie zależał ode mnie. Byłem zależny od kogoś innego. Ale byłem pewny, że nie nawali. Też miał w tym swój interes. I to dzięki niemu mogłem zacząć działać.

ISA

Przyglądałam się całej tej sytuacji w milczeniu. Na razie nie chciałam zdradzić, że jestem już całkiem świadoma i przytomna. Coś mi mówiło, że tak będzie lepiej… Jedynie widząc jak Daniel rzuca się na Dmitrija miałam ochotę głośno krzyknąć i go powstrzymać, ale jakoś udało mi się pohamować. A potem to mnie w ogóle zatkało. Na polanę wbiegli Cullenowie. Co oni tu robili? Ale moment… Skoro byli tu wszyscy, to znaczy, że moje starania odniosły zamierzony skutek. Udało mi się! Co więcej wiedzieli, gdzie mnie szukać, a to znaczy, że Alice zobaczyła w swoich wizjach także zamiar Rosjanina! Nie miałam pojęcia, jak udało mi się to zrobić, ale ważne, że udało! Miałam ochotę skakać z radości! Gdyby tylko nie krępowały mnie te sznury…

Teraz już wiedziałam, że wszystko będzie dobrze. Bałam się tylko, jaką cenę przyjdzie nam za to zapłacić…

JASPER

Byłem otoczony gromadą wampirów, a każdy z nich odczuwał różne emocje. Było tego sporo, ale już tyle lat żyję jako wampir, że potrafię zapanować na moim darem. To, że Dmitrij był podekscytowany nie było dla mnie niczym specjalnie zaskakującym. Trochę mnie zdziwiło nerwowe czekanie od strony Petera, ale nie miałem teraz głowy, żeby się nad tym dokładniej zastanawiać. Jedyne, co mnie naprawdę zaskoczyło, to radość i ogromna ekscytacja pochodzące… gdzieś z góry. Mimowolnie spojrzałem na Isę i zobaczyłem, że jest przytomna! Wszystkiemu się przyglądała i szeroko uśmiechała. Nie rozumiem, co ją tak cieszyło? Ja w tej sytuacji nie widziałem nic, co mogło w niej wywołać aż taką radość… A może sam fakt, że się pojawiliśmy? Może myślała, że jest już uratowana? Sam nie wiem…

Narracja 3-osobowa

Wszyscy stojący w tej grupie odwrócili głowy.

- Co masz na myślisz? – spytali Petera, do którego należał ów głos.

- Isa jest już martwa – stwierdził – To tylko kwestia czasu – dodał oddalając się w kierunku Dmitrija.

- Nie rozumiem… - skwitował jego zachowanie Daniel.

- Wszyscy jesteście naiwni jak dzieci. Peter od samego początku ze mną współpracuje – wyjaśniał Rosjanin – Myślicie, że skąd wiedziałem, gdzie szukać Isy? Nie jestem tropicielem. Na szczęście ambicja bywa dobrym towarzyszem podejmowania decyzji… Peter po jednej z misji poczuł, że stać go na więcej niż ciągłe wykonywanie twoich rozkazów – zwrócił się do Aro – Zaproponowałem mu współpracę, na którą przystanął.

- Byłeś szpiegiem? – zapytał Włoch.

- Tak – przytaknął Peter – Doskonale znałem twój dar, więc nie miałem problemu z omijaniem go. Poza tym wiedziałeś, że Anette mnie lubi, więc nawet mnie nie podejrzewałeś. Myślałeś, że jesteś tak straszny i potężny, że nikt z twojego dworu nie odważy się na taki krok. Twoja pewność siebie, bardzo mi ułatwiała sprawę. Przez cały czas bez problemów mogłem kontaktować się z Dmitrijem, a ty nic nawet nie podejrzewałeś.

- Wiedziałem o wszystkim, co działo się na twoim dworze. Dzięki temu mogłem jak najlepiej zaplanować swoją zemstę…

To wszystko była dla nich zdecydowanie za dużo. Szczególnie dla Aro, którego zdenerwował fakt, że w ten sposób zraniona została także Anette, jego kolejne oczko w głowie. Szybko puścił dalej szarpiącego się Daniela i sam rzucił się w kierunku wampirów. Po chwili to samo uczynił Domin.

- Nie! – dobiegł ich krzyk Isy

To wybudziło Cullenów z szoku i sami rzucili się do pomocy. Męska część rodziny wspomóc walczące wampiry, a Alice, Rosalie i Esme – korzystając z nieuwagi dwóch napastników – wspięły się po słupie, żeby uwolnić skrępowaną Isę.

Nie było to takie łatwe. Próbowały rozerwać sznur, rozwiązać go czy chociażby przeciąć, ale wszystko to na nic, nie został nawet draśnięty.

- Och, odsuńcie się – powiedziała w końcu zniecierpliwiona Alice i zaczęła rozrywać liny zębami.

A raczej przegryzać je, bo rozerwać się ich nie dało w żaden sposób. Na szczęście pomysł chochlika okazał się w miarę skuteczny i liny puszczały. Widząc to, Rose zaczęła to samo z linami przy kostkach wampirzycy. Niedługo potem Isa była wolna i razem z dziewczynami mogła ruszyć na pomoc reszcie. A pomoc była im potrzebna, bo choć napastników było dwóch, byli silni i dobrze wyszkoleni.

Nie umawiały się, kto pomaga komu. Po prostu rzuciły się w wir walki chcąc jak najszybciej mieć to z głowy. Wszyscy walczyli w jednym wielkim ścisku, więc musieli uważać, by nie uszkodzić siebie nawzajem.

- Isa, rozpal ognisko – krzyknął w pewnym momencie Daniel, który razem z Emmettem i Jasperem trzymał szamoczącego się Petera.

Wampirzyca szybko rzuciła się w stronę słupa. Nie było sensu przygotowywać nowego ogniska, skoro mogli wykorzystać ten stos zrobiony przez Dmitrija. Dominowa miała w dodatku na tyle szczęścia, że tuż obok niego znalazła upuszczoną przez wampira zapalniczkę. Po chwili języki ognia strzelały wysoko w niebo, by po chwili pochłonąć dawnego strażnika Volturii. Teraz na placu boju został już tylko Rosjanin. Nim jednak zajęli się chłopacy, a dziewczyny pilnowały, by Peter zwęglił się cały. Przy okazji Alice, Rosalie i Esme sprawdzały, czy z Isą wszystko jest w porządku, czy nic jej się nie stało… Nawet nie zorientowały się, jak obok nich przeleciała czyjaś głowa i wylądowała w samym środku ogniska. Dopiero po chwili spojrzały w tamtą stronę…

- O mój Boże… - wyszeptała chochlica patrząc wprost w oczy swojego nauczyciela, które teraz z bólem spoglądały na nią spośród płomieni.

Słysząc przyjaciółkę, Isa również spojrzała w ogień.

Szok.

Niedowierzanie.

Zaskoczenie.

Ból.

To wszystko wymalowane było na jej twarzy. Przestał dla niej istnieć świat. Była tylko ona i głowa jej męża w płomieniach. Nie zwracała uwagi na krzyki pozostałych, ani na lecące obok niej kolejne fragmenty Daniela. Po prostu stała.

ESME

Nie mogłam na to patrzeć. Odwróciłam głowę w stronę walczących. Carlise wraz z Aro i naszymi synami właśnie rozczłonkowywał ciało Dmitrija. Po minucie i on spoczął w ogniu.

- Jak to się stało? – spytałam, gdy tylko mój mąż pojawił się obok.

- Nie wiem… - odparł również w szoku – Wszystko szło dobrze, już prawie go mieliśmy, gdy nagle rzucił się na Daniela i po prostu skręcił mu kark i rzucił głowę w płomienie. Wszystko to trwało mniej niż sekundę. Nawet nie zdążyliśmy zareagować… Potem on dalej rozrywał Daniela, a my staraliśmy się dobrać do niego…

- Biedna Isa… - tylko tyle byłam w stanie powiedzieć – Oni się tak bardzo kochali…

- NIE! – rozległ się na polanie wrzask pełen bólu – NIE!

Isa. Aro musiał się powstrzymywać, bo gotowa była wejść w płonienie, żeby wyciągnąć stamtąd ciało Daniela. Jednak nic takiego nie zrobiła. Po prostu padła na kolana i wpatrywała się w coraz bardziej spaloną twarz męża. Po chwili zaczęła płakać. Ale nie po wampirzemu. Z jej oczu leciały najprawdziwsze łzy. Krwawe łzy.

ISA

To nie mogła być prawda. To nie mogło się stać. Tylko nie on.

Jeszcze nigdy nie czułam takiego bólu. Miałam wrażenie, że jakaś niewidzialna ręka wyrywa mi serce. Nie potrafiłam tego zrozumieć. Dlaczego on? Dlaczego nie ja?

To nie mogło się stać…

EDWARD

Byłem w szoku. Podobnie jak pozostali. Nikt nie spodziewał się, że tak to się skończy. Czy mogliśmy temu zapobiec? Pewnie tak. Gdy zabiliśmy Petera myślałem, że teraz będzie już łatwiej. W końcu nas było sześciu, a on jeden. Chyba byliśmy zbyt pewni siebie… Nie wiem. Szukanie winnych nic teraz nie da. Stało się. Czasu nie cofniemy.

Spojrzałem na Isę. Była w strasznym stanie. Nie reagowała na nic. Siedziała przed ogniskiem i wpatrywała się w płonienie. Z jej oczu leciały krwawe łzy. Musiała naprawdę bardzo go kochać. Wiedziałem o tym wcześniej, ale dopiero teraz zrozumiałem. Jeszcze nie widziałem, żeby ktoś tak bardzo opłakiwał czyjąś śmierć. Nie raz widziałem, jak jakiemuś wampirowi zabito towarzysza życia, ale jeszcze żaden nie płakał po nim aż tak.

Jej ból widać było gołym okiem. Nie musiałem mieć daru Jaspera, żeby wiedzieć, jak bardzo cierpi. Było to po niej widać… To był okropny widok, ale nie potrafiłem odwrócić głowy…

Po jakiejś godzinie ogień w końcu wygasł. Nikt przez ten czas nie ruszył się z miejsca. Wszyscy w milczeniu oddawali ostatni hołd Danielowi.

- Trzeba zabrać ją do domu… - powiedziała szeptem Alice.

Skinąłem głową.

Nie bardzo wiedziałem, jak się do tego zabrać, ale w końcu po prostu wziąłem ją na ręce i razem z resztą ruszyłem w stronę domu. Zostawiliśmy za sobą polanę, która miała być miejscem śmierci Isy, a która okazała się miejscem śmierci Daniela.

ANETTE

Dni mijały. Wszystkie były do siebie tak bardzo podobne, że zlewały się w jedno. Wszystkie wypełnione bólem i poczuciem straty. Wszystkim nam brakowało Daniela, ale nie mogliśmy się równać z bólem Isy.

Doskonale pamiętam tamten dzień, kiedy wrócili do domu. Gdy mi o tym wszystkim powiedzieli… Byłam w szoku. Nie mogłam w to uwierzyć… Lubiłam Petera i znałam go, a przynajmniej tak myślałam, bo nigdy nie podejrzewałabym, że jest zdolny do czegoś takiego. Najbardziej jednak wstrząsnął mną widok Isy. Jeszcze nigdy nie widziałam wampira w takim stanie.

Aro oczywiście od razu chciał nas zabrać do Voltery. Nie chciałam się zgodzić, ale Aro na to nie zwracał uwagi. Bardzo długo rozmawialiśmy na ten temat, często głośno się kłócąc. W końcu jednak Isa powiedziała, że nigdzie nie jedzie. Tu zmarł jej mąż i tu chce zostać. To ostatecznie zamknęło usta dziadkowi i niedługo potem sam wrócił do Włoch. A my skorzystałyśmy z zaproszenia Esme i zostałyśmy u Cullenów. Żadna z nas nie chciała być teraz sama. Poza tym był jeszcze Ethan. On nie rozumiał, co się stało. Poza tym był mały i wymagał dużo uwagi. Sama nie dałabym rady, a tu wszyscy chętnie mi pomagali. A Isa? Ona żyła teraz w swoim świecie wspomnień. Nie odzywała się do nikogo ani słowem, tylko siedziała na parapecie okna w salonie i wpatrywała się w dal. Zapomniała o całym świecie.

- Mamo tak nie można – powiedziałam w końcu któregoś dnia patrząc w jej coraz czarniejsze oczy – Musisz żyć dalej. Ja wiem, że zawalił ci się świat, ale masz mnie i Ethana. Nie damy sobie bez ciebie rady. Wróć do nas… Mamo, proszę…

Teraz i ja płakałam. Czułam jak moje oczy zrobiły się suche… Zaś w oczach Isy po raz kolejny zalśniły krwawe łzy. Nie mówiąc nic mocno mnie przytuliła.

- Moja mała Anette… Moja maleńka – mówiła zduszonym głosem.

Czułam spojrzenia Cullenów na sobie. Wpatrywali się w nas z zaciekawieniem i wzruszeniem.

Godzinę później, gdy Isa razem z Carlisem poszli na polowanie, ich ciekawość osiągnęła szczyt. I zaczęły się pytania.

- Czemu mówiłaś do Isy mamo? – to był Jasper.

- To jakiś wasz kod? – tym razem Emmett.

- Nie. Isa jest moją mamą. Biologiczną – wyjaśniłam.

- Ale jak to? – teraz to Alice.

– Przecież to niemożliwe – nie rozumiała Rosalie – Wampir nie może mieć dzieci…

- Isa urodziła mnie zanim sama stała się wampirem – odparłam, ale nic nie rozumieli, więc musiałam przytoczyć całą historię – Kiedy Isa przybyła do Voltery, nie od razu została wampirem. Paolo pokazywał jej miasto i razem chodzili na imprezy. Na jednej trochę za bardzo zabalowali i dziewięć miesięcy później pojawiłam się na świecie. Przez rok mieszkaliśmy we trójkę, a potem mama została wampirem i zamieszkała z dziadkiem w zamku, a ja z tatą dalej mieszkaliśmy w jego kawalerce. Isa bardzo często nas odwiedzała. Po jakimś czasie Paolo też został wampirem i wszyscy zamieszkaliśmy w zamku. Ot, cała historia – skończyłam.

- A czemu nie mieszkałaś od raz w zamku? – Emmett.

- Pomyśl – powiedziałam kręcąc oczami – Byłam małym bobaskiem i miałam zamieszkać wśród wampirów, którzy żywią się ludzką krwią? Dopiero po jakimś czasie zobojętnieli na mój zapach na tyle, że mogłam się tam przenieść.

- A jak to się stało, że jesteś wampirem? – zaciekawiła się Alice.

- Od początku wiedziałam, kim jest mama i cała reszta. Nikt nigdy nie potępiał mnie za to, że jestem człowiekiem i mogłam nim być do końca życia. Ale nie chciałam. Wolałam zostać wampirem, ale pozwolili mi na to dopiero jak skończyłam osiemnaście lat.

- Życie to jednak potrafi zaskoczyć… - westchnął Edward i każdy powrócił do swoich zajęć.