Aka-chin. Uczynię Cię z powrotem człowiekiem. Zatraciłeś się w swojej władczości i tej absolutnej pewności siebie, która kiedyś była pociągająca. Teraz tylko odtrąca i straszy. Ale mnie to nie przeszkadza. Wiesz, że mam dużą rodzinę, prawda? Gdybyśmy mieli wyrzucać każdą zepsutą zabawkę, nie starczyłoby pieniędzy na nic innego. Dlatego nauczyliśmy się je naprawiać. I tak jak w dzieciństwie przymocowywałem autkom kółka i doszywałem misiom uszy, tak teraz zreperuję Ciebie. Choć naprawa ta zajmie więcej czasu, niż gdybyśmy mieli oswajać się od podstaw. Trudno, mamy czas. Dużo czasu. Nie musimy się wcale spieszyć. Będę powoli przywracał wszystko na swoje miejsce, a kiedy już skończę, staniesz się jak odbudowany pałac. W przeszłości piękny i dumny, później zburzony. Lecz z ruin, jak feniks z popiołów, wzniesiesz się znów, równie doniosły. Jednak całkiem możliwe, że nie taki sam. Zmieniony, niby niezauważalnie, ale starym bywalcom rzuci się w oczy od razu. A ja, mając świadomość tej przemiany, i tak będę dumny z mojego dzieła.

Dam ci słodycze, by osłodzić twoje sczerniałe serce. Kiedyś byłeś uroczy, ciepły i miękki. Teraz chłodny i niedostępny, a tęczówka o pięknej, złotej barwie rzuca mi pełne pogardy spojrzenia. To nic. I tak dostaniesz wiele batoników i cukierków. Tyle, ile trzeba, żebyś zorientował się, że nie odpuszczę. Wtedy zaczniesz je przyjmować, a po pewnym czasie zjadać. A mnie nic nie ucieszy tak, jak widok imperatora Akashiego wcinającego kolorowe landrynki. Zaczniemy jadać je razem, Ty siedząc prosto z rękami na kolanach, ja rozwalony na małym krzesełku, głośno mlaskając. Odhaczę jeden punkt mojej listy.

Będę rozlazły i leniwy. Położę się na podłodze i będę czekać, aż każesz mi wstać. Będziesz krzyczał, denerwował się, potroisz mi treningi. Nie dbam o to. Chcę widzieć, jak traktujesz mnie specjalnie. Jak pochylasz się nade mną. Jak kierujesz swoje słowa tylko do mnie. To mój egoistyczny sposób na nagradzanie swoich wysiłków. W ten sposób wytrzymam w moim postanowieniu i doprowadzę to do końca. Uwielbiam kiedy się na mnie złościsz. Kiedy marszczysz nos, a w twoich oczach błyska politowanie.

A gdy już podniesiesz mnie z podłogi, w milczeniu zgodzę się zostać twoim psem. Usiądziesz mi na plecach albo będziesz się mną wysługiwał. Śmiało. Chcę tylko Cię ze sobą oswoić. Musimy nadal być sobie bliscy, mimo, że już nie jesteś moim Aka-chinem. Bo kiedy znów nim będziesz, przebywanie z Tobą stanie się dla mnie przyjemnością.

I nadejdzie taki czas, kiedy całkiem się do mnie przyzwyczaisz. Będziesz wskakiwał mi na plecy z łatwością. Widząc moje pocky odruchowo otworzysz usta, czekając, aż włożę je tam, jak zwykle. Nie zdziwisz się, kiedy zobaczysz, że czekam na Ciebie przed szatnią. Odprowadzę Cię do domu. Przed wejściem przystaniesz. Do widzenia, Atsushi. A wtedy ja nachylę się do Ciebie i pocałuję Twoje malinowe usta. Zarumienisz się uroczo. I jak w bajce o śpiącej królewnie, ten pocałunek obudzi mojego Aka-china. I będziemy żyć długo i szczęśliwie. Piękne, prawda?