Jedyną wadą śniegu, nie tylko w Japonii, było to, że bardzo szybko zmieniał się w szarą pacieję. I chociaż na trawnikach i w parkach nadal zachęcał swoim białym puchem, to ulice i chodniki dość szybko zmieniły się w szarą, śliską masę.
- Aaaaa! Ty dupku, zabije cię! – wydarł się Seichi, gdy lodowaty śnieg za sprawą średniego brata dostał się za jego ubranie i lodowatą strużką spłynął po kręgosłupie.
- To za to, że mnie wywaliłeś, jełopie! Mam całe kolana brudne!
- Nie mów tak do mnie! – zawarczał, rzucając się na brata. Przez dłuższą chwilę mocowali się w milczeniu aż nie rozległ się trzask dartego materiału.
- Potargałeś mi kurtkę! – zawył Sei. – Mama mnie zabije!
- I dobrze ci tak! – zawołała, masując podrapany policzek.
- Ja cię normalnie zaraz...! – Seichi bardzo, ale to bardzo chciał rzucić się na brata i uczynić zadość swoim krzywdom, jednak został gwałtownie pociągnięty w tył. Jego kaptur trzymał Kazuya i gromił ich spojrzeniem.
- Moglibyście się nie zachowywać jak debile? I to jeszcze pod szkołą.
- No nareszcie! – zawołał Taku, wznosząc oczy ku niebu. – Ileż można na ciebie czekać?
- W porównaniu do ciebie, w liceum ludzie się uczą – prychnął.
- Oczywiście, lepiej powiedz, że obściskujesz się po kątach z dziewczynami, a braciom każesz marznąć, ałaaa! – wydarł się, gdy Kazu zdzielił go boleśnie w tył głowy i niezaszczycająca brata odpowiedzią, wcisnął dłonie w kieszenie kurtki i ruszył przed siebie. Sei podreptał za najstarszym bratem ciesząc się w duchu, że jednak jest jakaś sprawiedliwość na tym świecie, a jego brat jest jej wysłannikiem.
- Ne, Kazu, jak myślisz, spotkamy dziś Nanami-chan? – spytał Sei, ignorując wołanie Takuro, by na niego poczekali.
- Nie mam pojęcia – mruknął chłopak, garbiąc się nieco bardziej. Przez ostatnie kilka dni spotykali Nanami codziennie w drodze do domu. Nie udało im się już więcej nigdzie jej zaprosić, a odprowadzić się pozwoliła tylko raz. Potem zawsze bardzo stanowczo odmawiała jakiegokolwiek towarzystwa pod drzwi bloku, w którym mieszkała.
- Ostatnio była jakaś smutna, nie sądzisz? – Zerknął w górę na brata z zainteresowaniem. – Może coś się stało?
- Tak myślisz? – zastanowił się nad jego słowami. Może faktycznie była jakaś zgaszona ostatnio?
- A może ma już dość waszego towarzystwa? – odezwał się beztrosko Takuro, zakładając ręce za głowę. – Nie dajecie dziewczynie żyć – zachichotał i skrzywił się, gdy zarobił sójkę w bok.
- A może to twojej paskudnej gęby ma już dość? – prychnął Kazu.
- Czy tej ślicznej buźki można mieć kiedykolwiek dość? – zdziwił się. – Prędzej twojego wiecznego skwaszonego ryła.
- Wypchnę cię na ulicę – zagroził zirytowany.
- Tata by cię za to zamknął w areszcie.
- Ale przynajmniej uwolniłbym świat od takiej zmory jak ty. Warte poświęcenia, dostałbym pośmiertny medal za zasługi.
- Chyba prędzej dożywocie za zabójstwo z zimną krwią.
- To nie byłoby zabójstwo z zimną krwią, a zwykły wypadek. Zresztą ciocia by mnie wybroniła.
- Spadaj, ciocia by broniła mnie, bratobójco.
- Spoko, w takim razie po mojej stronie stałby wujek. – Kazuya uśmiechnął się ironicznie.
- Grasz nieczysto bracie – wyburczał Taku, doskonale wiedząc, że wujek Akashi czerpie niesamowitą satysfakcję z ustawiania i wychowywania jego osoby. Niby czym on się różnił od braci, że zasłużył na uwagę szanownego ja-pan-wy-plebs?
- Hej, czy to nie jest Nanami-chan? – wtrącił się Seichi, wskazując na coś przed sobą. I faktycznie, dziewczyna spokojnie lawirowała między ludźmi. Chłopcy przyspieszyli kroku i już po chwili zrównali się z nią.
- Cześć, Nanami-chan! – przywitał się z szerokim uśmiechem Sei.
- Och, Sei-chan – wzdrygnęła się, gdy chłopiec niespodziewanie pojawił się koło niej. – Nie zauważyłam cię, dzień dobry – uśmiechnęła się lekko.
- Co u ciebie? Nie widzieliśmy cię wczoraj, o, a co ci się stało? – spytał, wskazując na jej twarz.
Nanami poczuła, jak rumieńce wypływają na jej twarz.
- Co mi się stało?
- Aha, na wardze, ktoś cię uderzył?
- Nie, nie! – zawołała gwałtownie, widząc trzy poważne spojrzenie wbite w siebie. – To przez p-przypadek, to wszystko.
- Aż tak? – Kazuya zmarszczył brwi.
- Na w-fie – wyjaśniła, zerkając nerwowo na chłopaka. – Koleżanka mnie niechcący uderzyła.
- O! Musiało boleć. – Seichi pokiwał głową. – Ja ostatnio dostałem piłką od kosza w twarz! Prawie mi nos złamała!
- Jak ma się dziurawe łapy… – mruknął Taku, zakładając ręce za głowę.
Nanami schowała drżące dłonie do kieszeni brązowego płaszczyka, nieco nieuważnie przysłuchując się przekomarzaniom chłopców.
- Na pewno wszystko w porządku? – Niemal podskoczyła jak oparzona słysząc pytanie Kazuyi.
- Tak, tak, w porządku – uśmiechnęła się lekko, starając się zapanować nad nerwowością. Wrodzona nieśmiałość naprawdę nie ułatwiała kontaktów z innymi, a już zwłaszcza z trzema chłopakami, który najwyraźniej bardzo chcieli się z nią zaprzyjaźnić.
- Odprowadzimy cię.
- Co? Nie, nie trzeba! – zaprotestowała żywiołowo.
- Nie wygłupiaj się, przecież to blisko, mały spacer dobrze nam zrobi.
- Ale n-naprawdę nie trzeba…
- Ne, Nanami-chan, a może chcesz pójść z nami coś zjeść? – spytał Seichi ciągnąc ją za rękaw płaszcza.
- Co? A, nie, dziękuję, muszę… muszę szybko wracać do domu.
- To chodźmy! – zawołał z uśmiechem, ciągnąc ją za rękę. Ciężko było stawiać na swoim, gdy trzy osoby tak stanowczo protestowały.
Nanami pospiesznie uciekła do klatki bloku, a chłopcy milczeli przez moment.
- Może moglibyśmy ją zaprosić kiedyś do nas na obiad? – odezwał się Seichi.
- Nie wiesz, że nie można się narzucać innym? – fuknął Taku, uderzając brata w głowę i zrzucając mu czapkę.
- Ja się nie narzucam, to uprzejmość! – warknął chłopiec, wciskając czapkę z powrotem na głowę. – Kazu, powiedz mu, że jest dupkiem, bo ja nie mogę, tata mi zabronił.
- Ty mała gnido! – zawołał Takuro, zakleszczając szyję brata w swoim ramieniu. – A zrobić ci kąpiel w zaspie?
- Puszczaj, ty draniuuu! – zawył chłopiec.
Kazuya westchnął i szarpnął Takuro za kaptur.
- Zostaw go i idziemy. – Pociągnął brata za sobą.
Seichi, który wylądował na tyłku, właśnie się podnosił z zamiarem wydarcia się, żeby na niego poczekali, lecz zamarł w miejscu słysząc krzyki. Bardzo głośnie, bardzo nieprzyjemne krzyki, a do tego…
- Chłopaki! – zawołała za braćmi, podbiegając do nich i zatrzymując.
- Czego, smarku?
- Słyszałem Nanami-chan.
- I co z tego?
- Krzyczała. To na pewno była ona. I ktoś na nią krzyczał.
Chłopcy przez chwilę zamarli patrząc w okna na parterze, gdzie mieszkała Nanami.
- E tam, zadawało ci się… - zaczął Takuro, lecz umilkł pospiesznie, gdy doleciał do niech trzask rozbijanego szkła i głośne wrzaski, przez które stanowczo słychać było nerwowy głosik Nanami…
- Sei, zostajesz – nakazał Kazuya, ruszając w kierunku klatki.
- Nie ma mowy, idę z wami! – zaprotestował gwałtownie, podążając za braćmi, którzy pospiesznie wbiegli do bloku. Krzyki dochodzące zza białych, obdrapanych drzwi słychać było aż na korytarzu.
- Wchodzimy? – spytał Takuro, jednak Kazuya pokręcił głową i mocno zapukał do drzwi.
- Zamknięte! – wrzasnął ktoś wściekłym głosem. Drzwi za chłopcami uchyliły się i wyjrzała z nich starsza kobieta. Pokręciła głową cmokając.
- Biedna dziewczyna…
Chłopcy aż podskoczyli słysząc huk towarzyszący przewróceniu czegoś, po czym głośny, dziewczęcy pisk i szloch. Kazuya nie zastanawiał się długo, nacisnął gwałtownie klamkę i ku jego uldze drzwi ustąpiły. I całe szczęścia, nie był wzrostu swojego ojca i nie miał jego siły, nie był pewny czy poradziłby sobie z tymi drzwiami. Uderzył ich paskudny zapach alkoholu, a jeszcze bardziej widok zapłakanej Nanami, którą za włosy trzymał wyraźnie pijany mężczyzna.
- Co to ma być? Co wy tu robicie, smarkacze?! Wynosić się z mojego domu! – wydarł się, potrząsając dziewczyną, która zaszlochała gwałtownie, chowając twarz w dłonie. Kazuya zareagował instynktownie. Postąpił kilka szybkich kroków i z rozmachem uderzył mężczyznę pięścią w twarz, czując, jak adrenalina skacze mu gwałtownie i wprawia jego ciało w drżącą wściekłość. Nanami upadła boleśnie, a mężczyzna zatoczył się w tył, uderzając plecami w drzwi za sobą.
- Ty cholerny gówniarzu – wybełkotał, odbijając się i ruszając na Kazu. Takuro, który pojawił się prawie znikąd, podłożył mu nogę, jednak mężczyzna tylko się zachwiał i całą siłą runął na Kazuyę, przygniatając go do ściany i zionąc na niego paskudnymi, alkoholowymi oparami. Chłopak z obrzydzeniem odepchnął go od siebie, z trudem unikając jego pięści.
- Nanami-chan, wstań, musimy iść – Seichi, próbował przekonać dziewczynę, by wstała, jednak ta nie była w stanie się ruszyć. Pociągnął ją gwałtownie za rękę, stawiając na nogi i opierając jej ciężar na sobie. Pospiesznie wyprowadził ją na korytarz, drżącą i płaczącą.
Zza drzwi ponownie wychyliła się twarz starszej kobiety.
- Zadzwoniłam już na policję, zaraz przyjadą – powiedziała konspiracyjnie.
Seichi nieuważnie pokiwał głową, ściągając kurtkę i otaczając nią plecy siedzącej na schodku Nanami, która płakała i drżała jak w febrze.
- Wszystko będzie w porządku – zapewnił, słysząc jak jego własny głos drży z emocji. – Obronimy cię, Nanami-chan. – Sapnął zdumiony, gdy dziewczyna oparła czoło na jego ramieniu pochlipując cicho.
- Czy wyście oszaleli do reszty?!
Kazuya, Takuro i Seichi skuli się gwałtownie. Aomine Daiki często krzyczał, ale bardzo rzadko z taką wściekłością jak teraz…
- Co wam strzeliło do tych zakutych łbów? Czy wyście do reszty postradali rozum?!
- Przecież nie mogliśmy jej tak zostawić – mruknął pod nosem Taku, czując przypływ najwyraźniej samobójczych pragnień.
- To trzeba było zadzwonić na policję! – Dłonie Aomine uderzyły w blat biurka. – Albo zadzwonić do mnie, skończeni idioci! – huknął, aż chłopcy skrzywili się nieznacznie. – I jak mogliście pozwolić, żeby znalazł się tam Sei?!
- Przecież ja… - zaczął chłopiec.
- Milcz, dobrze ci radzę, milcz Seichi, bo jak matkę kocham, ściągnę pasek i tak was wystrzelam, że na dupach nie usiądziecie! – warknął z wściekłością. – Mogło się wam coś stać, durnie! Pomyśleliście choć przez chwilę o tym?!
Kazuya podniósł wzrok i popatrzył na ojca rozeźlony.
- Nie, bo myślałem o tym, że jakiś skończony dupek bije moją koleżankę! – wywarczał.
- A trzeba było! Już wam powiedziałem, trzeba było zadzwonić do mnie!
Kazuya patrzył z zawziętym buntem na ojca. Daiki warknął pod nosem, przykładając place do oczu i nakazując sobie spokój. Pierwszy wybuch rodzicielskiej troski miał już za sobą, teraz trzeba było to załatwić po męsku.
- Dobra, słuchajcie gnojki. Rozumiem, że to wasza koleżanka, że słuchanie, jak dzieje jej się krzywda nie należało do najłatwiejszych, ale musicie, gamonie, zrozumieć, że nie wszystko da się załatwić pięściami. Po pierwsze, pomyślcie, co czułaby wasza matka, gdyby się dowiedziała, że coś wam się stało i zapamiętajcie to sobie dobrze. Po drugie, było to kompletnie beznadziejne posunięcie. Atakując go cieleśnie, daliście mu możliwość złożenia na was oskarżenia. Nie patrzcie na mnie jak cielęta, bo tak właśnie jest – zirytował się, jednak nakazał sobie ponownie spokój. – W pierwszej chwili na pewno zareagowałbym tak samo jak wy. Tak, gówniarze, to jest odruchowa reakcja i w pełni ją rozumiem, ale w życiu trzeba używać też głowy. A wy totalnie zapomnieliście, że macie mózgi.
- Pójdziemy do więzienia? – spytał Takuro.
- Nie, durnoto – wywrócił oczami – ale jeżeli złoży na was doniesienie o napaści, grozi wam wyrok, smarkacze. Ten mały gnojek ma trzynaście lat i będzie miał kuratora i to jest tylko i wyłącznie wasza wina.
Przez dłuższą chwilę chłopcy milczeli, a cisza stawała się coraz bardziej ponura.
- Nie chce iść do więzienia – wyburczał pod nosem Seichi, usilnie starając się odgonić palącą potrzebę, żeby się rozpłakać.
- Nie pójdziecie od więzienia – powiedział wzdychając ciężko i podchodząc do nich. Przyciągnął trzy głowy do siebie i poczochrał każdą z nich, czując jak chłopcy rozluźniają się. Seichi objął jego nogę ciasnym chwytem, a Aomine pogłaskał go po włosach. Co za głupie gnojki.
- Zadzwoniłem już do wujka Akashiego, obiecał, że będzie monitorował sytuacje i nie da was zamknąć za kratkami.
- A jak jednak by nas przymknęli, to będziecie nas z mamą odwiedzać? – spytał Takuro, uśmiechając się niepewnie do ojca.
- Nie, będziemy się z matką cieszyć wolnością.
- Ech, tak bardzo niekochani – westchnął teatralnie Taku, opierając się wygodnie.
- Kazu? – mruknął Aomine, patrząc na najstarszego syna.
Kazuya spojrzał na ojca oczami, w którym kłębiły się sprzeczne emocje i zawzięty bunt.
- Po prostu… Po prostu tego nie rozumiem. Przecież mogło być za późno…
- Ale nie było – przerwał mu. – Pomogliście jej, jestem z was dumny, ale macie kategoryczny zakaz kolejnych takich akcji, zrozumiano? Musicie mierzyć siły na zamiary, Kazuya, ten facet nie był wymagającym przeciwnikiem. Ale mógł to być sprawny i silny gość, który rozgniótłby was na papkę. Jesteście jeszcze dzieciakami, w porównaniu do dorosłych, mieliście po opieką Seiego. Musisz pamiętać o takich rzeczach, rozumiesz?
Kazuya pokiwał głową.
- Dobra, dość tego roztkliwiania się jak baby, możemy iść sprawdzić, co z waszą koleżanką, chodźcie.
- Tato, tato, a możemy pójść zobaczyć więzienie? – zapytał Takuro.
- Jak chcesz, żebym cię tam zamknął, to nie ma sprawy, możemy iść.
- Eee to ja jednak nie chce.
Aomine zamknął za sobą cicho drzwi, patrząc z uwagą, jak jego koleżanka i kolega próbują namówić tę małą Nanami do tego, by zaczęła mówić. Sądząc po spojrzeniach, jakie mu rzucili, dziewczyna w dalszym ciągu odmawiała zeznań. Po krótkiej wymianie zdań z nimi, został w pokoju sam z dziewczyną. Kurwa, dlaczego to wiecznie on musiał rozmawiać ze smarkaczami, westchnął w duchu, czekając aż zagotuje się woda w czajniku. On się do tego kompletnie nie nadawał. Głupie to to, uparte, nie na jego nerwy.
Stopą przysunął sobie krzesło i usiadł na nim dokładnie naprzeciwko dziewczyny. Nie wyglądała za ciekawie, musiał przyznać, fioletowy siniak na policzku wyglądał coraz gorzej.
- Masz. – Wyciągnął przed siebie kubek z gorącą herbatą, jednak dziewczyna nie zareagowała najmniejszym gestem, że w ogóle go dostrzegła. Skulona, w kurtce jego syna zarzuconej na ramiona – mimo że należała do trzynastolatka, to była na nią duża, tak była drobna – patrzyła się bez wyrazu w podłogę. Daiki sięgnął po jej dłoń i wsadził w nią kubek. Dziewczyna wzdrygnęła się, objęła palcami naczynie i w końcu na niego spojrzała, natychmiast jednak odwracając płochliwie wzrok. Zawsze to coś.
- Jestem Aomine Daiki – dziewczyna ponownie się wzdrygnęła – ojciec tych trzech smarkaczy, którzy wtargnęli do twojego domu. Wiesz, o kim mówię.
Z wahaniem kiwnęła głową.
- Są tutaj i ku mojemu utrapieniu, martwią się o ciebie. – Nanami skuliła się bardziej, obejmując ciaśniej ramionami. – Chciałbym żebyś ze mną porozmawiała.
Jednak dziewczyna milczała. Aomine też się nie odzywał, a cisza aż dzwoniła w uszach.
- No dobrze – powiedział, przeczesując palcami włosy, czując irytację, że to znowu on dostał najbardziej gównianą rolę. – Pozwól, że przedstawię ci dwa wyjścia, jakie masz przed sobą i radzę ci ich słuchać uważnie. Po pierwsze, twój ojciec zostanie u nas na czterdzieści osiem godzin, potem wróci do domu, a ty razem z nim. Śmiem twierdzić, że podobna sytuacja wydarzy się jeszcze nie raz, on będzie lądował w areszcie, ty na pogotowiu opiekuńczym, aż w końcu zainteresuje się tobą opieka społeczna.
Aomine wiedział, że to, co mówił mogło być okrutne, jednak była to szczera prawda, a ona musiała wiedzieć, przed jakim wyborem stoi i sama zdecydować, czego chce. Jej drżąca broda nie robiła na nim wrażenia, nie takie rzeczy już widział.
- Zaczniesz odwiedzać rodziny zastępcze, jedne mogą być gorsze, drugie lepsze, to jak los na loterii, ale ty nie będziesz mieć na to żadnego wpływu, żadnej możliwości podjęcia decyzji. Masz też drugie wyjście – daję ci możliwość wyboru. Możesz sama, dobrowolnie zdecydować, czego chcesz, będzie ciężko, ale zawsze będziesz mieć furtkę o nazwie „wybór" i ludzi, którzy są w tej chwili gotowi ci pomóc. Potem możesz na takich już nie trafić. Rozumiesz co mówię, Nanami? – Dziewczyna wzdrygnęła się, słysząc swoje imię. – Możesz zdecydować już teraz, co się będzie z tobą dziać. Musisz tylko ze mną współpracować, a ja ci pomogę. Rozumiesz?
Pokiwała głową, zaciskając mocno blade, drżące wargi.
- Dobrze. Muszę to usłyszeć od ciebie. Czy to był pierwszy raz?
Kiwnęła głową. Kłamała i Daiki doskonale to wiedział
- Czy to był pierwszy raz? – powtórzył pytanie, a ona przytaknęła z większą nerwowością.
- Czy to był pierwszy raz, Nanami? – zapytał po raz kolejny o to samo. Łzy skapnęły na rękaw szarego swetra.
- Czy płacz kiedykolwiek ci pomógł? Czy kiedykolwiek coś zmienił? Musisz podjąć decyzję, czy chcesz sama decydować o sobie, czy już zawsze dasz sobą popychać. – Aomine oparł łokcie na nogach pochylając się i patrząc z uwagą na dziewczynę. – Czy to był pierwszy raz, Nanami?
Tłumiąc szloch dłonią, pokręciła głową.
- Nie…
H.: Sytuacja nieco się zagęściła. Gwoli wyjaśnienia, postać Nanami będzie postacią raczej kluczową w aominowym światku.
Aly: Dziękuję za komentarz i cieszę się, że się podobało! :D Też myślałam o jakiejś dziewczynce, co to byłaby całkowicie córeczką tatusia :DD Może jakiś taki bonus się pojawi? Kto wie, do czego Aomine jest zdolny. :P Cieszę się, że Tatsu się podoba, a przede wszystkim, że uważasz, że pasuje do Aomine. Myślę, że taka kobieta pasuje do niego, co to będzie potrafiła dyrygować tym stadem aominiątek :D Mam nadzieję, że kolejne części też przypadną Ci do gustu. ^^
