A/N: Prezentuję wam krótką rozmowę Alec'a i Jace'a autorstwa Kokosz

Prawa autorskie do bohaterów należą do Cassie Clare

Prawa autorskie do opowiadania należą do Kokosz

A ja istotka o dobrym sercu ponownie wam ją udostępniam.

Miłego czytania ode mnie i od Kokosz. I nastawcie się na śmiech! Pozostawcie swoje zdanie :D


-Alec-szepnął Jace w ciemność

-co?-burknął Alec ze swojego łóżka

-śpisz?

-spałem-odparł-ale to sie zmieniło.

-sorry-mruknął Jace i obróciwszy się na plecy wbił wzrok w ciemny sufit -Alec? Tym razem nie odpowiedział -Aleeeeeeeeeeec...-zanucił Jace-Alec, alec, Aleeeeeec...

-Słucham-mruknął

-wiesz, ze jesteśmy ostatnimi z rodów?-spytał Jace

-Budzisz mnie tylko po to, żeby mnie o to zapytać?-warknął Jace, nie odpowiedział. Ale Alec uznał, że skoro już i tak nie śpi, może równie dobrze z nim pogadać.

-jestem tego aż nadto świadomy-burknął Jace westchnął.

-Alec?

-Hm?

-Którego nazwiska użyć?

Alec prychnął. Jace wziął głęboki wdech a Alec prychnął jeszcze głośniej.

-Mnie się pytasz?

-Ciebie się pytam. Mógłbym przekazać dalej nazwisko Lightwoodów...

-Nie jesteś Lightwoodem-głos Aleca był ostry jak sztylet. Ale zaraz potem jakbty się zmieszał i wymamrotał-znaczy nie jesteś z naszj krwi bo... znaczy...

-nie tłumacz się-powiedział zrezygnowanym tonem Jace-wiem co miałeś na myśli.A ja nie powinienem... Ale chciałem

-Wiem-mruknął Alec-I dzięki.

Jace włożył sobie jedno ramię pod głowę.

-Nie chcę, żebyś wyjeżdżał-powiedział cicho

-wrócę-powiedział Alec-zanim się obejrzysz. i będę dzwonił. I pisał. Tak często, ze aż ci się znudzi.

-wątpię-odparł z uśmiechem-raczej nie będziesz miał na to czasu Będziesz BARDZO ZAJĘTY.-Powiedział to tak sugestywnym tonem, że ALec nie musiał widzieć jego poruszających się znacząco brwi by wiedzieć co jego parabatai ma na myśli. -Czerwienisz się prawda, Alec?

-odwal się-warknął

-Czyżbyś miał jakieś brudne myśli braciszku?-spytał jeszcze szerzej się uśmiechając. Wyprowadzanie Aleca z równowagi było jednym z jego ulubionych zajęć. Zwłaszcza, że było to cholernie trudne. Alec wymamrotał coś niezrozumiałego -no nie wierzę. Czyli święty Alec Lightwood nam dorósł! Szmpan z tej okazji! W sumie to dobrze... boo to już by było trochę dziwne.. A swoją drogą AMgnus jest dobry w łóżku? Uchylił się ze śmeichem przed lecącą w jego kierunku poduszką. -ja tylko pytam!-Jace uniósł w górę ręce-ale po twojej reakcji wnioskuję, że albo odpowiedź jest twierdząca, albo jeszcze nie wiesz... Alec wymamrotał coś niezrozumiałego, ale Jace znał swojego parabatai na tyle długo by wiedzieć co powiedział -czyli nadal jesteś prawiczkiem? Na Anioła, Alec, nie mogę z tobą przebywać, bo czuję się niemoralny!

-bo jesteś.

-Ale obelga!-Jace wybuchnął śmiechem. A potem wymamrotał-cała nadzieja w Banie. Mam nadzieję, ze mi zda relację.. Ała!-krzyknął gdy oberwał butem.-Alec, do jasnej cholery, nie bij mnie!

-to skończ gadać!

-Przecież nie chodziło mi o szczegółową relację-zauważył złośliwie-Z tym to masz większy problem z Isa.. Tym razem oberwał drugim butem. -amunicja ci się kończy-zauważył Jace a na twarzy wylądował mu znoszony sweter. Odrzucił z siebie cuchy Aleca i usiadł na łóżku. Wbił wzrok w polową kanadyjkę na której spał Alec. -nie chcę, żebyś wyjeżdżał-powiedział raz jeszcze

-dobra.-powiedział Alec-napisze do Magnusa, że nie mogę jechać bo mój nieudacznik parabatai nie umie sobie beze mnie poradzić. -nieudacznik? A kto się prawie nadział na własny miecz? -a kto nie mógł trafić z łuku w tarczę z pięciu metrów? -Kto przypalił wodę na herbatę? -To był ojciec.

-Fakt. Ale to ty wyleciałeś z piskiem kiedy przesuwaliśmy szafę w supialni Isabelle.

-to byłą tarantula!

-Gówno prawda!Zresztą co to za Nocny Łowca któy boi się owadów?

-Pająki nie są owadami-poprawił go odruchowo-a przypomnieć ci Central Park dwa lata temu?

-wysiekałem je w pień! Wszystkie!

-Jace musieliśmy uciekać przed ekologami, bo uznali, ze jesteś obłąkanym mordercą kaczek.

-Zaatakowały mnie!-zawołął Jace a Alec parsknął śmiechem-To nie jest zabawne!

-jest. Zapadła cisza.

-właściwie czemu nie śpisz u siebie?

-Izzy mni pakuje.-mruknął ALec-nie chę widzieć wnętrza mojej walizki póki nie jest to absolutnie konieczne.

-Tak. Pół sklepu odzieżowego plus bicz plus kajdanki

-Jace!

-Słucham?

-skończ!

-no i jeszcze boa. Pojęcia nie mam po co, ale Izzy uważa, ze to fajne

-Jeśli znajdę w mojej walizce cokolwiek co...

-nic mi nie zrobisz-zaśmiał się JAce-jestem twoim ukochanym parabatai na którego nie jesteś w stanie podnieść ręki. Alec się roześmiał. Z zaskoczeniem uświadomił sobie, ze ostatnio zdarza mu się to coraz częściej.-idź już spać, Alec-mruknął Jace-bo jeszcze będziesz miał jutro wory pod oczami a to się nie spodoba twojemu czarownikowi...

-ja mu się zawsze podobam-stwierdził nagle Alec i legł na wznak powodując przy tym skrzypienie polowego łóżka. Wbił spojrzzenie w sufit.-za cholerę nie wiem za co, ale tak jest.

-tylko nie popadnij teraz dla odmiany w samouwielbienie-zakpił Jace

-nie grozi mi-Alec się uśmiechnął

-dwóch zarozumiałych parabatai? No błagam... Zapadła cisza.

-Jace?-przerwał ją ALec

-tak?

-Ja nadal jestem twoim przyjacielem, tak?- Jace uśmiechnął się.

-złożyliśmy przysięgę Alec, Jestem twoim bratem. Nie uwolnisz się ode mnie nawet gdybyś tysiąc razy całował się z Magnusem przed całym Clave.

-nie będę próbował... znaczy uwolnić się od ciebie-dodał czerwieniąc się ALec

-idź spać ALec. Jeśli będziesz mia jutro podkrążone oczy Isabelle jest gotowa cię umalować.

-niech tylko spróbuje to...

-Alec, przecież ty nie jesteś jej w stanie nic odmówić-uśmiechnął się JAce-a zobaczenie ciebie w makijażu byłoby ciekawe... Alec westchnął. A potem znowu się roześmiał.

-Nie wkurzysz mnie już Jace

-widzę-uśmiechnął się blado blondyn-dorosłeś. Nagle poraziło go jaskrawe światło a nad nim stanął Alec.

-Jesteś pewien? A co powiesz na mały wypad na miasto?

-Do Hotelu Dumort skopać kilku wampirom tyłki i popsuć im motory?-Jace już wstał i sięgnął po broń

-Czytasz w moich myślach.


Z pozdrowieniami od Kokosz