Prezentuję wam kolejny tekst stworzony przez Kokosz, który skromnie się przyznam, był moim prezentem urodzinowym. Aczkolwiek ja bardzo lubię się dzielić z innymi, toteż postanowiłam wam pokazać wam nowe dzieło.
Zapraszam do przeczytania i pozostawienia swojej opinii, którą upewnię się by przekazać Kokosz.
Alec siedział na kanapie wpatrując się tępo w okno.
Był przybity. Bardzo przybity.
Po Alecu nietrudno było rozpoznać emocje, jeśli tylko ktoś zadał sobie trud, by ich poszukać
Gdy był naprawdę smutny, oczy zachodziły mu jakby mgłą. Zaciskał dłonie tak mocno, że aż bielały mu knykcie. Mina przybierała-jakkolwiek absurdalnie to brzmiało-inny rodzaj pochmurności.
Inaczej układał nogi i ręce. Ruchy miał gwałtowniejsze, kroki szybsze, jakby chcąc zrobić wszystko w jak najkrótszym czasie, żeby móc zostać sam.
On nawet oddychał inaczej.
Magnus znał jego oddech gdy był podekscytowany, gdy był zły, gdy był chory, gdy buzowała w nim adrenalina, gdy się wstydził, gdy spał, gdy walczył. Ale oddech Aleca gdy był przybity miał w sobie coś z gry na trąbce na pogrzebach-niby był normalny i zwyczajny, lekki, jak każda gra na trąbce, ale czuło się pobrzmiewający płacz.
Magnus zastanawiał się czasem, czemu bliscy Aleca uważają go za skrytego. Przecież z niego można czytać, jak z otwartej książki!
Jedyne co nie przyszło mu do głowy, to to, że najpierw trzeba poznać język w jakim tą książkę napisano.
I chcieć się go nauczyć.
Przy czym smutek Aleca też dzielił się na kilka rodzajów.
Był smutek na zły dzień, od którego usuwania Magnus był ekspertem.
Był smutek z powodu strachu o kogoś i martwienia się, kiedy jego siostra znikała na całe noce.
Był smutek spowodowany smutnymi myślami-o przeszłości lub przyszłości.
Był też smutek filmowo-książkowy z którego Magnus się podśmiewał, a w głębi duchu to podziwiał.
Tych smutków było kilka, jak nie kilkanaście. Ale ten konkretny rodzaj smutku Magnus znał jak dziurawy szeląg. I serdecznie go nienawidził.
To był konkretny rodzaj smutku, zarezerwowany dla jednej osoby.
Smutek z powodu Jace'a.
To Magnusa denerwowało. I to cholernie go denerwowało.
-ty go nadal kochasz-mruknął dosiadając się do Aleca
Chłopak podniósł na niego wzrok.
-tak-wymamrotał niepewnie, przeczesując dłonią włosy-tak... chyba tak.
Magnus miał ochotę się roześmiać. Albo rozpłakać, tylko nie wiedział co bardziej.
Żeby on, Magnus Bane, Wysoki Czarownik Brooklynu, nie był w stanie zdobyć uczucia nastoletniego chłopca!
Który to chłopiec był zakochany w swoim najlepszym przyjacielu, i było oczywiste, że tamten tych uczuć nie odwzajemni.
Z którym to chłopcem spotykał się regularnie i próbował zrobić wszystko, żeby zobaczyć jak patrzy na niego tak, jak na swojego parabatai.
Nie, żeby udowodnić, że może rozkochać w sobie każdego. Magnus taki nie był.
Po prostu na tym chłopcu strasznie mu zależało.
Naprawdę okropnie mu zależało.
A jeśli chodziło o Jace'a... Przypominał mu kogoś. Tylko nie do końca umiał zlokalizować kogo.
Te złote oczy, ten sposób mówienia, to zachowanie jakby chciał ukarać wszystkich dookoła, łącznie z sobą. Ten sarkazm, ta arogancja, ta pewność siebie i swego.
Gdyby Magnus był obiektywny, zapewne znalazłby podobieństwa Jace'a do Willa.
Ale nie był obiektywny.
Bo obraz Willa podmalowany był miłością i sympatią a Jace'a głęboką niechęcią.
Alec zacisnął mocno pięści. Już nie był tylko smutny. Był dodatkowo zażenowany pytaniem czarownika.
Wstał i ruszył w kierunku wyjścia. Zatrzymał się gwałtownie w przedpokoju.
A raczej zatrzymał go Magnus chwytając go za ramię.
-zaczynasz być denerwujący, Alec. Cały czas, za każdym razem ślepo chwytasz się liny: Kocham Jace'a, kocham Jace'a, Clave mnie przeklnie bo kocham swojego parabatai- powiedział sztucznie podwyższonym i zrozpaczonym głosem-I już nie wiem, czy grasz czy jesteś tak naiwny, ze tego nie rozumiesz!
-Czego nie rozumiem?-mruknął Alec, ale bez przekonania, zupełnie jakby wiedział, co Magnus zamierza powiedzieć.
-że nigdy go nie dostaniesz! Nigdy z nim nie będziesz. I co masz zamiar zrobić? Będziesz patrzył jak spotyka się z kolejnymi dziewczynami, żeni się ma dzieci, prosi cię żebyś został ojcem chrzestnym jego syna. A ty mu nie odmawiasz.
Co zrobisz w przyszłości? Jeśli będziesz miał wystarczająco silną wolę, będziesz po prostu samotnym "wujkiem Alekiem" który nigdy nie założył rodziny. Ale pewnie tego nie zrobisz, tylko ulegniesz rodzicom i się ożenisz. I do końca życia będziesz nieszczęśliwy.
I kiedy się kiedyś spotkamy a ty będziesz zgorzkniały i obrzydzony żyjąc w związku z kobietą do której nic nie czujesz... Może wtedy dotrze do ciebie co straciłeś. Jak szczęśliwy mogłeś być, ale nie byłeś, bo byłeś zbyt wielkim tchórzem, żeby...
-nie nazywaj mnie tchórzem!-krzyk Aleca zaskoczył Magnusa. Chłopak stał z zaciśniętymi pięściami wbijając w niego niebieskookie spojrzenie. Wściekłe. I pełne bólu.
-nie wiesz jak to jest-szepnął-jak to jest kiedy każdy jego uśmiech łamie ci serce. Kiedy każdego dnia boisz się, że jedno nieopacznie wypowiedziane słowo może cię zdradzić. Nie wiesz jak to jest czuć do siebie obrzydzenie, nienawidzić się bo jesteś tym czym jesteś a pozwalasz komuś kto jest sto razy więcej wart od ciebie ryzykować życie, a ciebie na to nie stać. Nie wiesz jak to jest.
-nie-głos Magnusa brzmiał łagodnie-nie wiem,. Nie jestem tobą. I nie mówię, że nie masz problemów. Czasem mi się wydaje, ze masz ich więcej niż pozostali.
Alec spojrzał na niego z mieszaniną lęku, wściekłości, niedowierzania i wdzięczności. Magnus nigdy by nie sądził, że takie spojrzenie może istnieć, ale u Aleca było naturalne. Skrajności i emocje w nim buzowały, więc czemu nie miały być widoczne w jego oczach.
Chłopak stał bez ruchu. Wyglądał na przerażonego tym co powiedział. Że właśnie zdradził swój lęk. Swój strach i ból. To co go przerażało, z czym musiał się na co dzień borykać.
Magnus znał takich ludzi. Kiedyś, dawno temu pewien chłopiec o niebieskich oczach i czarnych włosach, tak przypominający ALeca, to właśnie jemu powierzył swój lęk. Nigdy nie uważał, że Will i Alec są do siebie podobni, ale w tym się nie różnili. Obaj sądzili, ze jest w nich coś, co czyni ich gorszymi od innych.
Różnica była taka, że Will promieniował przez to tragizmem a Alec był po prostu smutny, ponury i zakompleksiony.
Zakompleksiony...
Żółć podeszła Magnusowi do gardła.
"Pozwalasz komuś kto jest sto razy więcej od ciebie wart ryzykować życie, a ciebie na to nie stać"
Magnus miał naprawdę ogromną ochotę zamordować złotookiego chłopca o twarzy anioła.
Już nie z zazdrości. Z wściekłości, że przez niego Alec czuł się jak tchórz.
"Jak ja mogłem nazwać go tchórzem?-pomyślał z przerażeniem-Alexandra... Którego jedyną oznaką tchórzostwa było to, ze całe życie chciał ochraniać tych których kochał"
"-z zazdrości-podpowiedział cichy, wredny głosik w jego głowie-bo ciebie nie kocha"
"-czemu miałoby mi zależeć, na tym, że mnie kochał?"
"-bo ty go kochasz"
-Magnus...-łagodny, nieśmiały ton Aleca zabrzmiał w jego uszach-nie powinieneś tak mówić. Ale... dziękuję...
-dziękujesz?-Magnus był zaskoczony-za co?
-za pocieszenie?-niepewnie mruknął chłopak
-pocieszenie? Alexandrze, nigdy nie spotkam osoby która to co przed chwilą powiedziałem nazwałaby pocieszeniem.
Alec się zaczerwienił. Wyglądał naprawdę uroczo gdy szkarłat oblewał mu policzki, ale w tej chwili Magnus znowu myślał: co go zawstydziło?
-masz rację... Ja nie powinienem narzekać. Nie powinienem tego wyolbrzymiać. Przecież ja nie mam problemów. Jestem najszczęśliwszą osobą na ziemi. Tylko nie umiem tego docenić.
I wbił wzrok w podłogę.
Gdyby Alec wypowiedział te słowa z wściekłością czy sarkazmem brzmiałyby jak narzekanie. Ale nie wypowiedział ich tak. Wypowiedział je ze smutkiem i rezygnacją. I szczerym poczuciem winy.
Alec był beznadziejnym kłamcą. Nie byłby w stanie grać takich emocji. W jego zachowaniu wszystko było prawdziwe, szczere autentyczne. Łącznie z tym absurdalnym poczuciem winy.
Czarownik nie miał pojęcia ja na to zareagować.
I tylko warknął:
-przestań się nad sobą użalać i chociaż raz pomyśl o innych. O tym co inni czują. Co inni myślą.
Gdy tylko wypowiedział te słowa, natychmiast tego pożałował. W oczach Aleca zalśniły łzy.
Chłopak potrząsnął głową by to ukryć. Tak szybko, ze włosy mu zafurkotały.
-myślę o innych- mruknął zaciskając z całych sił powieki, żeby się nie rozpłakać-zawsze myślę o innych. Myślałem, ze to wiesz...
-myślisz o siostrze-poprawił go Magnus-o rodzinie. O Jasie-niemal splunął-owszem. Ale to co ja czuję najwidoczniej cię nie obchodzi. Zresztą... Na co ja liczę- czarownik uśmiechnął się kwaśno-Przecież dla ciebie będę tylko mieszańcem. Plugawym Podziemnym.
-Magnus...-Alec niepewnie wyciągnął dłoń, jakby chcąc położyć ją czarownikowi na ramieniu, ale się zawahał i po chwili opuścił rękę z powrotem.
Zwinął dłoń w pięść a drugą włożył do kieszeni. Zawsze tak robił, gdy nie wiedział co zrobić z rękami. Teraz na przykład bardzo chciał położyć rękę na ramieniu Magnusa, albo pogładzić go po policzku, albo zrobić cokolwiek innego, a nie stać jak idiota patrząc jak pierwsza osoba której na niemu zależało w taki sposób traci do niego zaufanie.
-nawet nie zaprotestujesz, tak? A myślałem, że jesteś inny niż twoje rodzeństwo...
-jestem inny!-Alec znowu wybuchnął. Rzadko krzyczał. Ale teraz jakoś nie mógł się powstrzymać-poza tym nie ubliżaj im.
-nie ubliżam! Stwierdzam fakt. Twoja siostra... wydaje mi się, że wszystkich traktuje jak zabawki, nie tylko Podziemnych. A twój parabatai...- w głosie Magnusa pobrzmiewała gorycz-zostawię to bez komentarza.
Alec stał chwilę patrząc na Magnusa zszokowany. Wszystkiego się spodziewał. Zdenerwowania, wściekłości, urażonej dumy, wyzwisk, nawet tego czego bał się najbardziej-zimnej obojętności, tej obojętności i opanowania które były w Magnusie najstraszniejsze. To opanowanie było wręcz nienaturalne. Zawsze gdy Magnus go ta traktował Alec czuł się jak małe dziecko rozmawiające z dorosłym. Magnus miał wtedy ten smutny, pełen wyższości wzrok.
Jak gdyby wszystko co słyszał od niego było nieważne, mało istotne, banalne. Alekowi przemknęło przez myśl, ze pewnie nieśmiertelność robi swoje. Nic nie było ważne. Szczególne. Wszystko już się przeżyło. Wszystko się widziało.
W porównaniu z jego, doświadczenie życiowe Magnusa było jak starca który przeżył dwie wojny. Jego problemy mogły go bawić.
Ale to nie o to chodziło. Alec spodziewał się tej wyższości i smutku. Ale nie spodziewał się obrażania jego rodziny.
Był w stanie dużo przeżyć. Ale obraza jego parabatai albo jego siostry dla każdego skończyłaby się przyciśnięciem do muru i wykręceniem rąk, aż by usłyszał jęki z przeprosinami.
Problem polegał na tym, ze Magnusa nie chciał przypierać do muru. Nie w ten sposób przynajmniej.
Potrząsnął głową. To go denerwowało. Myśli o Magnusie przychodziły mu do głowy zdecydowanie zbyt często. I to takie myśli których on sam nie miał ochoty nawet przed samym sobą przyznawać.
-zważywszy na łączącą nas przyjaźń puszczę mimo uszu te obelgi...
-przyjaźń?!-głos Magnusa był ostry jak nóż przesuwający się po szkle-przyjaźń?!
Zbliżył się do Aleca na niebezpiecznie bliską odległość. Chłopak cofnął się o krok i wpadł na stojak, przewracając go, ale Magnus nadal się do niego przybliżał.
-przyjaźń?! Głupi Nefilim!
Alec cofnął się jeszcze o krok i natrafił plecami na ścianę. Magnus zbliżył się do niego jeszcze bardziej.
Zatrzymał twarz cal od jego twarzy patrząc mu chłodno w oczy.
Magnus był spokojny, ale Alec dyszał ciężko. Niespokojnie wodził oczami, uciekał wzrokiem jakby bojąc się na niego spojrzeć.
Magnus władczym gestem chwycił go za podbródek i zmusił do spojrzenia sobie w oczy.
Spojrzał na niego z zaintrygowaniem. Wpatrywał się w Aleca długo. Zdecydowanie zbyt długo. A potem nagle się pochylił. Alec przymknął powieki czekając na pocałunek.
Ale gdy wargi Magnusa prawie dotknęły jego ust, czarownik wyprostował się gwałtownie i odsunął od Aleca.
-nie-szepnął-to się nie uda.
-co się nie uda? Co się kurwa nie uda?-Alec niemal warczał. Miał serdecznie dosyć tej rozmowy. Była dziwna a Magnus nie ułatwiaj tego wszystkiego zachowując się jakby...
Właściwie to Alec nawet nie mógł rozgryźć jego zachowania.
-my-odparł czarownik
-my?-Alec miał już tego naprawdę dosyć. Miał dosyć gierek, słów, skomplikowanych, niejasnych i zagmatwanych. Miał już tego serdecznie dosyć.-nie umiem tego zrozumieć. Najpierw mnie obrażasz. Potem mi współczujesz. Zachowujesz się jak urażony tym, że nie powiedziałem o tobie rodzicom a potem mówisz, ze to nie ma sensu. Ja mam zacząć myśleć o innych, tak? To ja mam prośbę do ciebie. Zdecyduj się w końcu, Bane.
Magnus zamarł. Nie wiedział, co tak go uderzyło-stanowczość w jego głosie, mocne, szczere słowa czy to, że nawał go po nazwisku.
-zdecydowałem Lightwood-wysyczał-idź stąd. Po prostu stąd odejdź.
-chętnie-Alec podszedł do drzwi i ze złością je otworzył.
Mocny podmuch wiatru wtargnął do mieszkania. Ktoś musiał zostawić otwarte drzwi wejściowe
Ale to nie dlatego Alec zawahał się w drzwiach.
-co powiedziałeś?-zapytał odwracając się.
-co?-Magnus wpatrywał się w tył jego głowy z uśmiechem
-powtórz, co powiedziałeś.
-Nic nie mówiłem. Przesłyszałeś się Nefilim.
Alec, wściekły trzasnął drzwiami i zbiegł po schodach, głośno tupiąc.
A Magnus oparł się o ścianę i wbił wzrok w zamknięte drzwi, w miejsce gdzie jeszcze przed chwilą znajdowała się sylwetka Aleca
I nieco głośniej powtórzył:
-Aku cinta kamu, Alexandrze.
