A/N: Kolejne dzieło od naszej wspaniałej Kokosz.

Et voila

Miłego czytania.

Wszystkie prawa autorskie do bohaterów należą do Cassie Clare. Opowieść, jest tworem Kokosz.


Alec chciałby nie myśleć. Wolałby nie myśleć.

Oddałby fortunę (gdyby jakąś posiadał), żeby nie myśleć.

Niestety jednak jego modlitwy i błagania nic nie dawały.

Myśli nadal przychodziły.

Chłopak z wściekłością uderzył zwiniętą pięścią w poduszkę. Mało to dało, bo nie poczuł bólu, przez co wściekł się jeszcze bardziej.

Absurdalne. Absurdalnie absurdalne.

Przypomniał mu się Przyziemny film do którego obejrzenia kiedyś zmusiła go Isabelle. Główna bohaterka, nie mogła po nocach spać, bo cały czas myślała o chłopaku w którym się zakochała.

Alec wypuścił powietrze z ust.

"Ja się nie zakochałem. Nie mogłem się zakochać w Magnusie Bane'ie"

Tak... Tylko to "niezakochanie" nie wyjaśniało rzecz jasna, czemu kolejną noc z rzędu nie mógł spać bo o nim myślał.

Alec westchnął ciężko i przewrócił się na plecy podkładając sobie jedno ramię pod głowę i wbił wzrok w biały sufit.

Błąd. Sufit automatycznie skojarzył mu się z sufitem w mieszkaniu Magnusa, kiedy leżeli przytuleni na kanapie patrząc w górę i słuchając sączącego się z głośników Bethoveena.

Alec ze złością okręcił się na łóżku tak mocno, ze z niego spadł, uderzając dość mocno o podłogę.

Zaklął, ale nie wstał. Oparł tylko plecy o bok łóżka i spojrzał przez okno.

Lubił patrzeć przez to okno. Roztaczał się z niego naprawdę uroczy widok na panoramę Nowego Jorku. Tak jak teraz.

Błąd. Jego wzrok automatycznie odnalazł Most Brooklyński, który był jego przejściem do innego świata. Przejściem na Brooklyn. Do Magnusa.

Westchnął raz jeszcze i znowu odwrócił wzrok. Ale na cokolwiek nie spojrzał, wszystko przypominało mu w jakiś sposób Magnusa.

Stojące w kącie buty w których kiedyś zdrzemnął się Prezes Miau.

Przewieszona przez oparcie fotela kurtka, której rękaw rozdarł sobie o drzewo w Central Parku, kiedyś w nosy gdy Magnus uparł się że go odprowadzi i... ujmijmy, ze pocałował go na pożegnanie.

Strzały w kołczanie zawieszonym koło drzwi które kiedyś wypadły prosto w rozsypany brokat i przez następne kilka polowań Jace dziwnie patrzył na brokatowe pociski wysyłane z łuku.

Kubek po latte machiatto, podobne do tego które Magnus tak często kradł z pobliskiej kawiarni.

Zaczytany tom "Opowieści Wigilijnej" Dickensa, którą dał mu Magnus, z odręcznym autografem Dickensa.

Nawet leżący na nocnej szafce sygnet rodowy mu go przypominał. "Znałem Lightwoodów... Jesteś całkowicie pozbawiony sprytu który u Lightwoodów jest zagadką"

Alec znowu zaklął i walnął pięścią w bok łóżka.

Dłoń zabolała go jak jasna cholera, ale nie powstrzymało to napływających myśli.

Zamknął oczy.

Błąd. Twarz Magnusa przeleciała mu przed oczami.

Magnus w skupieniu pochylony nad jakimiś papierami.

Magnus popijający espresso z telefonem przyciśniętym ramieniem do ucha, rozmawiający z jakimś klientem po francusku.

Magnus zapinający guziki fioletowej koszuli.

Magnus wychodzący z łazienki z mokrymi włosami, owinięty w biodrach ręcznikiem w hindusie wzory.

Magnus leżący na wznak na łóżku z przymkniętymi oczami.

Magnus głaszczący za uszami Prezesa Miau.

Oczy Magnusa. Usta Magnusa. Włosy Magnusa. Dłonie Magnusa.

Alec otworzył oczy, bo przed oczami pojawiło mu się pełno wizji Magnusa.

Westchnął ciężko i wstał. Zaczął krążyć po pokoju wpatrując się w swoje stopy.

Z nudów zaczął nucić pod nosem piosenkę którą kiedyś, w dzieciństwie śpiewała mu matka..

Z każdym krokiem śpiewał kolejne słowo, aż zaśpiewał całą.

A potem zaczął od początku.

Z dziesiątym okrążeniem uznał, ze to bez sensu i wszedł z powrotem do łóżka.

Jednak nadal nie mógł zasnąć.

W końcu przyszedł mu do głowy pomysł. Dość absurdalny pomysł, ale nie miał innego, a funkcjonowanie przez tydzień na paru godzinach snu stanowiło niebezpieczeństwo zarówno dla niego, jak i dla wszystkich wokół.

Wstał i najspokojniej jak mógł ubrał buty, narzucił kurtę na pidżamę i jak najciszej, żeby nikogo nie obudzić, wyszedł z Instytutu.

-Kto śmie zakłócać spokój Wysokiego Czarownika Brooklynu?-wydarł się na niego głos z domofonu

-to ja...-wyjąkał-w sensie, że Alec.

-Alexander Gideon Lightwood-powiedział Magnus przeciągając samogłoski. W jego głosie było słychać wahanie i zaskoczenie-cóż cię sprowadza pod moje drzwi o drugiej w nocy?

-wpuść mnie, proszę-szepnął Alec z ustami tak blisko mikrofonu, że istniało spore prawdopodobieństwo, że Magnus usłyszy tylko jego oddech.

A potem, gdy myślał, ze Magnus już mu nie odpowie, dzwonek zadźwięczał i Alec wszedł.

Minął jak zwykle pierwsze piętro z mieszaniną lęku, zażenowania i rozbawienia na widok kobiecych stringów na klamce jednych drzwi i podszedł do drzwi Magnusa.

Czarownik otworzył. Stanął w drzwiach w fioletowych spodniach i szlafroku narzuconym na nagą klatkę piersiową, z rozczochranymi włosami i maseczką do spania nałożoną na czubek głowy.

-dobry wieczór, Alexandrze-powiedział Magnus-Co cię tu sprowadza?

Alec wziął głęboki oddech. Nie za bardzo wiedział jak ma to ująć w słowa.

-nie mogę spać-powiedział w końcu

Magnus uniósł jedną brew.

-No i? Mam rzucić na ciebie jakieś zaklęcie? Dać ci krople nasenne?

-nie...-zmieszany Alec wbił wzrok w swoje buty-tylko... Ja chciałem spytać...

-no-Magnus popędził go ruchem ręki

-Czymogęztobądzisiajspać?-wymamrotał na jednym wydechu Alec i podniósł na Magnusa wzrok przerażony zarówno własną śmiałością jak i perspektywą, że Magnus mógł go nie zrozumieć i będzie musiał powtórzyć pytanie.

Czarownik spojrzał na niego zaskoczony.

-Dlaczego?

-Proszę, nie pytaj-mruknął Alec-Po prostu... Zgódź się...

Magnus przesunął się, przepuszczając Aleca w drzwiach.

Chłopak zdjął kurtę, zsunął buty i niepewnie stanął w korytarzy zakładając ręce na piersi.

Magnus patrzył na niego przez chwilę, jakby próbując go rozgryźć, a potem ruszył w kierunku swojej sypialni.

Pokój był zabałaganiony. Wszędzie walały się ubrania, książki i inne przedmioty których pochodzenia Alec nie chciał znać.

Niepewnie usiadł na łóżku i przesunął dłonią po miękkiej pościeli.

Magnus oparł się o ścianę i wbił w Aleca spojrzenie kocich oczu.

-Jesteś pewien?-spytał

-Nie chcę się z tobą przespać-wychrypiał zaczerwieniony Alec-chcę z tobą spać?

-Dlaczego?-Magnus nie sprawiał wrażeni rozzłoszczonego, ani nawet zirytowanego, tylko zaciekawionego.

-Bo może wtedy przestaniesz mnie prześladować-odparł Alec nie patrząc na Magnusa

-Prześladować?

-Tak-Alec przeniósł wzrok na Bane'a- tu-powiedział wskazując palcem na swoją głowę- i tu-dodał jakby niepewnie, wskazując na serce.

Magnus uniósł brwi, ale nic nie powiedział.

Zrzucił szlafrok i wsunął się pod kołdrę. Alec zrobił to samo i leżał tak przez chwilę, wpatrując się w sufit.

Ten sufit też był biały, ale w tej chwili odbijały się w nim różnokolorowe światła i przypominał trochę...

Alec zamarł gdy poczuł na swojej dłoni dotyk ręki Magnusa. Spojrzał na niego przestraszony.

-Błagam cię. Pakujesz mi się do łóżka a nie mogę cię nawet dotknąć? Nie wódź mnie na pokuszenie, Alexandrze.

Alec mruknął coś niezrozumiałego w odpowiedzi, ale splótł swoje palce z palcami Magnusa.

A potem się do niego przysunął. Ostrożnie, bojąc się, ze czarownik źle odczyta jego zachowanie.

Ale Magnus tylko przygarnął go do siebie, tak, że Alec wylądował z twarzą na jego klatce piersiowej. Zamarł przez moment, zesztywniały, nie wiedzą co zrobić, ale potem się rozluźnił i przytulił twarz do jego piersi.

Poczuł delikatny dotyk na włosach. To Magnus pocałował go w czubek głowy.

-Dobranoc Aniele-szepnął

-Dobranoc Magnus-odpowiedział cicho.

I zapadł w pierwszy od dłuższego czasu, spokojny sen.

Gdy Alec obudził się rano, Magnusa nie było. Nieco rozczarowany wstał i ruszył do drzwi. Musiał wrócić do Instytutu zanim ktoś się zorientuje o jego nieobecności.

Gdy stał w przedpokoju, coś przykuło jego uwagę. Na blacie leżała karteczka z wypisanym ładnym, zamaszystym charakterem pisma imieniem:

Alexander.

Alec wziął karteczkę do ręki i rozłożył. Ze środka coś wypadło. Jakiś myły, metalowy przedmiot.

Klucz.

"Na wypadek, gdybyś znowu nie mógł spać"


I jak wrażenia?

Zostawcie swoje opinie dla Kokosz.