Pomysł wpadł mi do głowy akurat podczas spaceru, więc w sumie normalnym (jak na mnie) miejscu. Pomysł przemowy Aleca wydał mi się po prostu tak uroczy, że nie mogłam go nie wykorzystać, ale w rzeczywistości zaczęło się od "Aleś ty drażliwy"...
Dobra, historia powstania przedstawiona (nie, żeby kogokolwiek to interesowało) i zapraszam do lektury :P
Autorką tegoż one-shota jest Kokosz, ja tylko udostępniam.
Prawa autorskie do bohaterów należą do Cassandry Clare
Magnus nigdy nie czuł się tak, jak wtedy gdy Alec pocałował go przed tłumem Nefilim przed bitwą. Ani wtedy, gdy pocałował go pierwszy raz, ani wtedy, gdy zostali sami, gdy Alec był zastawem za Jace'a i... No cóż... Dużo się działo...
Nie czuł się tak wtedy, gdy Alec zacinał się, jakby nie chcąc powiedzieć "kocham cię". I nie czuł się tak... Nigdy.
Odliczając jego przyjaciół, tych naprawdę blisich przyjaciół, nikt nigdy się dla niego nie narażał. A Alec nie dość, ze narażał dla niego swoje bezpieczeństwo i życie broniąc go przed demonami i Podziemnymi, jak wtedy gdy natrafili na bójkę wilkołaków, narażał dla niego... Wszystko. Swoją reputację, swoją rodzinę, sens swojego życia. Całując go przed Clave postawił wszystko na jedną kartę.
Na kartę miłości. Albo śmierci*.
I kiedy całowł go przed tłumem, przed bitwą, czuł to narażenie i nawet je rozumiał.
Ale teraz, to już nie był tłum przed bitwą. To było po prostu Alicante. Lśniące w słońcu, spokojne, cudowne i ciche Alicante.
Alec całował go właśnie w stolicy Nocnych łowców. Przed wszystkimi Nefilim. Z których wększość miała jeszcze broń w rękach.
A jemu całkowicie to nie przeszkadzało.
Alec oderwał się od niego i spojrzał na Magnusa z szerokim uśmiechem. Miał zarumienione policzki a oczy mu błyszczały. Wyglądał jak uosobienie szczęścia i uroku.
-Kocham cię-powiedział
Magnus uśmiechnął się szeroko i nachylił, żeby go pocałować, ale Alec położył mu palec na ustach.
-Nie. Nie całuj mnie. Mam zamiar ci coś powiedzieć. Przygotowałem przemowę. Długo nad nią pracowałem i...
-Kiedy? Kiedy zabijałeś demony z łuku?-Magnus uniósł brwi i uśmiechnął się ciepło.
Alec wzruszył ramionami
-Mam podzielną uwagę
-tak? W takim razie, to nie powinno ci przeszkadzać-powiedział Magnus przesuwając palcami po krótkich włoskach na karku Aleca
Na policzki Aleca wypłynął rumieniec, ale chłopak zaczął mówić:
-kocham cię. Naprawdę cię kocham. Właściwie to zakochałem się w tobie krótko po tym jak zaczęliśmy się spotykać. Kiedy Clary narysowała mi runę nieustraszoności właśnie to chciałem powiedzieć rodzicom. Że cię kocham. I że chcę z tobą być.
Zaczerwienił się jeszcze bardziej gdy Magnus przejechał palcami po jego szyi i podrażnił wrażliwą skórę pod szczęką.
Magnus uśmiechnął się szeroko widząc to, ale pozwolił Alekowi mówić dalej.
-Kiedy nie chciałeś ze mną rozmawiać, uświadomiłem sobie jak bardzo mi ciebie brakuje. Rozmów. Twoich dziwnych komplementów od których zawsze robiło mi się gorąco. Twojego nazywanie mnie kotkiem, słońcem, skarbem czy Razjel wie czym jeszcze. Twoich opowieści o podróżach z twoim przyjacielem. Twojego dotyku. Nawet tej twojej obsesji na temat Przyziemnych programów modowych.
Magnus wsunął pace za szlufki dżinsów Aleca i przyciągnął go do siebie.
-brakowało ci mojego dotyku-wyszeptał mu do ucha-naprawdę?
-tak-Alec też szeptał-Naprawdę, brakowało mi ciebie.
Magnus wziął Aleca za rękę i zaczął bawić się jego palcami. Alec był zaczerwieniony i rozkojarzony, ale cały czas mówił.
-Jakiś czas temu, Jace powiedział mi, żebym go pocałował. Nie zrobiłem tego. Bo to nie jego chciałem pocałować.
A kiedy zobaczyłem ciebie, gdy Clary narysowała tę runę, byłem już pewien. Nie chodzi o to, ze lubię się z tobą całować, że lubię się śmiać z twoich żartów, że lubię jak ty śmiejesz sie z moich. Nie chodzi o to, że cię lubię i że mi się podobasz. Ja cię kocham.
Magnus uśmiechnął się i pocałował go w policzek. A potem ruszył wargami wzdłuż linii jego szczęki.
-powiesz coś?-spytał drżącym głosem
-też cię kocham-wymruczał Magnus całując go w szyję
-Magnus... Możesz skończyć?-mruknął odchylając głowę do tyłu
-mogę.-szepnął nie przestając całować go po szyi
-a skończysz?-głos Aleca brzmiał słabo, jakby miał zamiar zemdleć i Magnus mocniej go objął
-skończę-Magnus uśmiechnął się sam do siebie przesuwając językiem za jego uchem
-Magnus-szepnął Alec-skończ. Proszę skończ. Teraz.
-czemu?-spytał Bane
Alec odsunął się od niego gwałtownie, krzyżując ręce na piersi.
-bo nie wytrzymam-oświadczył. usiłował to powiedzieć stanowczo, ale głos mu drżał.
Czarownik uśmiechnął się chytrze i pochylił nad Alekiem, tak, że stykali się nosami.
-A może ja chcę, żebyś nie wytrzymał?-spytał przekornie
Alec przysunął się do niego i wziął go za rękę. Uśmiechnął się w ten uroczy, niesamowity sposób od którego Magnusowi serce stepowało w podskokach.
-Jesteś na dobrej drodze-szepnął, wspiął się na palce i go pocałował.
Magnus zamruczał i przyciągnął go jeszcze bliżej.
-kocham cię-wyszeptał Alec w jego usta
Magnus wsunął dłonie do tylnych kieszeni dżinsów Aleca.
-na pewno?-spytał unosząc brwi
Alec objął Magnusa za szyję i splótł dłonie na jego karku. Zbliżył twarz do jego twarzy tak blisko, ze odróżniał pojedyncze drobinki brokatu na jego powiekach.
-na pewno-powiedział
Stali tak prawie minutę patrząc sobie w oczy.
-Bardzo chciałbym cię teraz pocałować-powiedział Magnus
-to czemu tego nie robisz?
-odwróć się
Alec przekręcił głowę, ale nie mógł się obrócić.
-musisz mnie puścić-powiedział smutno
Magnus niechętnie go puścił a Alec się odwrócił
-Jace-powiedział kwaśno Alec na widok parabatai
-nie wydajesz się szczęśliwy z mojego widoku braciszku-uśmiechnął się blondyn
Alec zmarszczył czoło i spojrzał wrogo na przyjaciela.
-dziwisz się?
-Oh, nieszczególnie. Też bym nie był zachwycony gdybyś mi wparował w środku gry wstępnej. Ale jedyne czego nie rozumiem, to ta obsesja na temat miejsc publicznych.
Magnus ze śmiechem chwycił Aleca w pasie gdy ten ruszył na Jace'a.
-aleś ty drażliwy!-prychnął blondyn-Magnus, naprawdę, nie wiem jak ty z nim wytrzymasz.
Czarownik objął Aleca od tyłu, pocałował w skroń i oparł mu podbródek na ramieniu.
-Jakoś sobie poradzę-powiedział a Alec chwycił go za ręce
-Ale z was słodziaki-mruknął Jace, ale się uśmiechnął-chodź tu Alec-dodał wyciągając do niego ramiona
Alec wyplątał się z objęć Magnusa i podszedł do brata.
Jace mocno go przytulił. Aleca tak to zaskoczyło, ze chwilę stał jak zesztywniały.
-jesteś szczęśliwy?-zapytał
-tak-powiedział Alec
-kochasz go?
-a jak ci się wydaje-prychnął, ale zaraz potem dodał cichym, skruszonym tonem-tak.
Jace odsunął od siebie brata na odległość ramion i uśmiechnął się szeroko.
-cieszę się Alec
-ja też-powiedział z nieśmiałym uśmiechem-Ale mógłbyś...
-spadać?-zapytał Jace ze swoim krzywym uśmieszkiem
-Na przykład pobyć ze swoją dziewczyną-powiedział poruszając poganiająco dłonią
Jace się roześmiał, jeszcze raz przytulił Aleca i odbiegł machając im na pożegnanie ręką.
Alec też mu pomachał a po chwili drgnął, gdy poczuł, ze ktoś całuje go w szyję.
Magnus stanął za nim obejmując go od tyłu.
-Na czym to skończyliśmy?-wymruczał mu do ucha
-kocham cię Magnus-powiedział ciepło Alec całując go w policzek
-kocham cię, Alexandrze
Alec odwrócił się do Magnusa z błyszczącymi oczami.
Kiedy pocałował Magnusa, ktoś zaczął bić brawo i gwizdać.
Nikogo nie zaskoczyło, ze był to Jace, który wcale nie odbiegł.
Ale wszystkich zaskoczyło, ze dołączyli do niego wszyscy młodzi Nefilim.
* Dla niezorientowanych- śmierć w tarota oznacza osobę której życie ulega diametralnej zmianie. (oglądając "Miasto kości" można zauważyć, że w początkowym ujęciu jest właśnie pokazana ta karta. Taka rozkminka ;) )
A/N: I jak wrażenia?
Podobało się? Zostawcie swoje zdanie.
