No heeej... Tęskniliście za kokosz? No ba, oczywiście, że tak :P
Wybaczcie, jednakowoż miałam, jak to się fachowo nazywa, zastój w wenie. Powodem było to, że napisałam coś bardzo dobrego i miałam wrażenie, ze cokolwiek nie napiszę jest beznadziejne i do pięt mu nie dorasta... No i prawie usunęłam w pewnym momencie ten twór na dole. Ale mimo wszystko nie miałam serca tego usuwać, więc jest :D
Summary: W Nowym Jorku szaleją ludzie brutalnie napadający na homoseksualistów. Parada równości ma pomóc, ale Alecowi pomaga coś innego.
Dobra... Antytalent do pisania summary :3
Po co zresztą pisać, wszystko jest TAM (wskazuję palcem w dół)
No to cóż... Życzę wam miłej lektury :P
Dedykacja dla Blue Daisess z wielkim DZIĘKUJĘ i jeszcze większym sercem.
I podziękowania dla Intoxic za udostępnienie :D
Prawa do postaci i fabuły głównej należą (niestety) do Cassie Clare.
-Nie Izzy-głos Aleca brzmiał zaskakująco stanowczo. Nigdy nie odzywał się tak w stosunku do własnej siostry, ale tym razem mówił gniewnie-Nie pójdę tam.
Isabelle spojrzała na brata smutno, zakładając ręce na piersi. Dopiero niedawno zdecydował się publicznie przyznać do tego, że jest gejem i właśnie teraz musiało stać się to, co się stało. Wszystkie napaści na homoseksualistów, jakie zaczęły się zdarzać coraz częściej, wszystkie pobicia w tym kilka śmiertelnych, gwałty, włamania... Izzy bała się o swojego brata.
Nie wiedziała, kto wpadł na pomysł tej "tęczowej parady", ale jeśli miała pomóc, Isabelle mogła tam pójść. Dla Aleca.
Z tym, że Alec nie chciał tam pójść.
Już się o to kłócili.
-Zawsze tak bardzo walczyłeś o równość, a dla siebie samego nie chcesz.
-Wcale nie walczyłem o równość!
-Tak? A kto się uczył na pamięć przemów Martina Luthera Kinga?
Alec spłonął rumieńcem.
-To...
-Alec jesteś cholernym tchórzem-powiedziała
-Nie boję się!-burknął-Po prostu zależy mi, żeby nie zrobić nic głupiego.
-No jak będziesz dalej się tak zachowywał to nie zrobisz kompletnie nic. Ani głupiego, ani mądrego.
Teraz Alec stał przed nią a jego wzrok miotał płomienie. Wiedziała, ż go nie przekona, a nie miała ochoty się z nim kłócić. Nie lubiłasię z nim kłócić. Był jej bratem, najbliższą osobą, jaką miała. Kłócenie się z Alekiem było dla Izzy jak posypywanie ran solą.
I tak samo nie lubiła tego robić.
Alec spojrzał na nią ze złością.
-Możesz sama iść na tą pedalską paradę ludzi, którzy chcą zwrócić na siebie uwagę-prychnął
-Ale Alec...
Narzucił kurtkę i już podszedł do drzwi, ale się odwrócił.
-Co?
-Znowu pojedziesz motorem do Maine? Nie możesz ciągle uciekać...
-Nie pojadę do Maine-jego głos złagodniał. Podszedł do Isabelle i pogłaskał ją po policzku-To miłe, że się o mnie troszczysz, ale nie tak. Dobrze?
Izzy pokiwała głową.
-I nie pojedziesz do Maine?
-Nie. Do Karoliny też nie. Pojeżdżę trochę po mieście, muszę odreagować-westchnął-Zobaczymy się wieczorem.
Izzy uśmiechnęła się słabo.
Alec pomachał jej i wyszedł, trzaskając drzwiami.
Isabelle westchnęła. Nie lubiła żegnać się z bratem, mając świadomość, ze może go więcej nie zobaczyć.
Alec Lightwood zawsze był najbardziej odpowiedzialnym z trójki rodzeństwa. Zawsze był spokojny i małomówny, niektórzy mówili, że sztywniacki. I nieśmiały.
Jedynym, co odstawało od plakietki odpowiedzialnego nudziarza, był motor.
Był wspólnym nabytkiem jego i Jace'a, ale to Alec jeździł nim częściej. Uwielbiał sposób, w jaki ostry wiatr uderzał go w ramiona i twarz, kochał odgłos, jaki wydały hamujące gwałtownie opony, ubóstwiał balansowanie na krawędzi bezpieczeństwa. Po prostu uwielbiał jeździć motorem.
Teraz, kiedy pędem mijał kolejnych przechodniów jadąc tak szybko, że budynki niemal zlewały się w jedno czuł się szczęśliwy i wolny, jakby wszystkie kłopoty zniknęły a strach, że cos może mu się stać zdawał się zostawać w tyłu, za nim, nie mogąc go dogonić.
Alec starał się nawet nie myśleć. Gubił wszystko za sobą, mocny wiatr wywiewał przemyślenia z jego głowy i czuł się inaczej niż zwykle. Lżej.
Jechał, kiedy ktoś znienacka wtargnął na pasy. Alec zahamował gwałtownie, szurając oponami po asfalcie. Motor przewrócił się i Alec wylądował na chodniku zdzierając sobie kolana do krwi.
Leżał chwilę bez ruchu, próbując ustalić, czy na pewno jest cały aż poczuł czyjąś delikatną dłoń na ramieniu i głos.
-Ni ci nie jest?
Chłopak niepewnie otworzył oczy i zamrugał gwałtownie. Nad nim pochylał się młody mężczyzna, niewiele starszy od niego. Jego złotozielone oczy były pełne troski i niepokoju.
Alec zamrugał jeszcze gęściej.
-Nie-mruknął niepewnie-Chyba nie...
Spróbował wstać, ale nogi odmówiły mu posłuszeństwa i runął prosto w ramiona nieznajomego.
Wylądowali nos w nos i Alec zaczerwienił się gwałtownie, będąc aż nadto świadomy jego bliskości i silnych ramion chroniących go przed upadkiem.
-Nie powinieneś jeździć tak szybko-powiedział mężczyzna owiewając twarz Aleca ciepłym oddechem. Pachniał miętą i drzewem sandałowym-Następnym razem anioły naprawdę mogą zabrać swojego.
Chłopak poczerwieniał jeszcze bardziej i spuścił wzrok, gdy uświadomił sobie, że to był komplement.
Mężczyzna puścił go i Alec stanął już o własnych siłach.
Uklęknął przy motocyklu.
-Wszystko w porządku-powiedział cicho i ustawił pojazd w pozycji pionowej.
-Nie powinieneś na niego jeszcze wsiadać-odezwał się głos tuż przy jego ramieniu. Alec aż podskoczył, gdy zobaczył tego samego chłopaka stojącego obok niego z rękoma założonymi na piersi-Coś może ci się stać.
-Umiem jeździć-burknął Alec. To była prawda. Nigdy przedtem nie wydarzył mu się żaden wypadek.
Mężczyzna uniósł brwi a Alec spuścił wzrok, zakłopotany nie jego sceptyzmem tylko faktem jak bardzo przyspieszyło mu serce na ten gest, który uczynił twarz nieznajomego jeszcze bardziej interesującą.
W końcu Alec odważył się podnieść wzrok i naprawdę mu się przyjrzeć.
Był wysoki, wyższy nawet od niego, jego skóra miała odcień karmelu a błyszczące oczy były podkreślone sporą ilością lśniącego makijażu.
Miał najbardziej intrygującą i najpiękniejszą twarz, jaką Alec kiedykolwiek widział, o ostrych rysach, które w świetle słonecznym sprawiały wrażenie niemal jastrzębich.
Facet spostrzegł, ze Alec mu się przygląda i puścił do niego oko.
Chłopak zaczerwienił się, ale nie spuścił z niego wzroku.
-Jedziesz na paradę, prawda?-rzucił
Mężczyzna westchnął głęboko.
-Ty pewnie jedziesz-mruknął-Porozwalać prośbę o pokój, pobić, może pozabijać...
-Co?-Alec patrzył na niego zszokowany a potem przyjrzał się sobie. No tak. Czarne, obdarte ciuchy, całe w smarze samochodowym, ponura mina-Nie chcę nikogo krzywdzić, zresztą...
Umilkł gwałtownie i spuścił wzrok.
-Zresztą, co?-spytał łagodnie mężczyzna
-Naprawdę myślałeś, że mógłbym być jednym z nich?-spytał smutno
Ku jego zaskoczeniu tamten wybuchnął śmiechem.
-Nie... Ale chciałem się upewnić, że na pewno jesteśmy... Po tej samej stronie.
Ton, jakim wypowiedział ostatnie trzy słowa sprawił, ze Alekowi zrobiło się gorąco.
-Ta...-wymamrotał-Tak w ogóle, to jestem Alec. Alexander Lightwood.
Wyciągnął rękę na powitanie a mężczyzna ją uścisnął. Jego dłoń była ciepła i gładka, uścisk entuzjastyczny i silny.
-Magnus. Magnus Bane.
Imię zdawało się do niego w niewyjaśniony sposób pasować a równocześnie całkowicie go nie odzwierciedlać.
Wydawało się zbyt dystyngowane w stosunku do faceta, któremu w oczach skrzyły się iskierki śmiechu i wyglądał jakby wybierał się właśnie na najdzikszą imprezę w całych Stanach.
A równocześnie miało wydźwięk jak superpociągający pseudonim artystyczny.
Alec uświadomił sobie, że cały czas trzyma dłoń Magnusa i puścił ją szybko, czerwieniąc się przy tym jak burak.
Mężczyzna zaśmiał się cicho, ale schował rękę do kieszeni.
-No to, czemu nie jedziesz?
Alec westchnął.
-Nie lubię takich akcji. Nie odczuwam wewnętrznej potrzeby pokazywania wszem i wobec, że jestem gejem.
Magnus uniósł brew.
-Ah tak?
-Tak-powiedział-A ty?
-A ja nie odczuwam potrzeby żeby tłumy niewyżytych seksualnie ludzi patrzyły się na mój tyłek-powiedział z uśmiechem
-Mądre podejście...-powiedział cicho, zmieszany.
Magnus roześmiał się. Miał ten rodzaj śmiechu, który sprawiał, że człowiek sam automatycznie się uśmiechał i kącik ust Aleca powędrował do góry.
To było nowe doświadczenie, że udało mu się kogoś rozśmieszyć. Nowe i niesamowicie przyjemne.
Magnus oparł się o motocykl, przypatrując się z uśmieszkiem nadal zakłopotanemu Alecowi. Chłopak nie wiedział gdzie ma podziać wzrok, bo sylwetka Magnusa przyciągała spojrzenie jak magnes a Alec czuł się tym skrępowany. W końcu, wpatrując się w swoje buty wyszeptał:
-To gdzie się wybierasz?
-Powłóczyć się-odparł z uśmiechem-Ponaprawiać dużo złego, popsuć wiele dobrego...
-I najpierw pójść na zakupy?*-wtrącił Alec z uśmiechem
Magnus spojrzał na niego zaintrygowany.
-Dokładnie. Co ja poradzę, taki typ. Każdy ma swoje hobby. Jedni jeżdżą na motorach, inni chodzą na zakupy...
-Inni krzywdzą niewinnych- szepnął Alec sam do siebie, ale Magnus usłyszał.
-Czyli ty jesteś niewinny, nieskalany jak Anioł?-jego głos przypominał mruczenie i Alecowi w jednej chwili zrobiło się gorąco. Pochylił głowę mając nadzieję, że Magnus nie zobaczy jego rumieńca, ale zobaczył. Widział to w jego lśniących dowcipem oczach-Bo w razie, co mógłbym pomóc ci zmienić ten stan rzeczy.
Alec zaczerwienił się jeszcze bardziej, ale mimo woli uśmiechnął. Ta rozmowa może i była dziwna i zdecydowanie nie na miejscu, ale sprawiała mu niewytłumaczalną przyjemność. To było inne i nagnane, nowe, ale zachwycające.
Przeniósł na Magnusa pogodne, wyzywające spojrzenie.
-Zapamiętam-powiedział Alec a gdy Magnus uśmiechnął się zawadiacko, znowu spochmurniał-Ale wiesz... mówiąc o niewinnych nie miałem na myśli...
-Przecież wiem-powiedział Magnus ze smutnym łagodnym uśmiechem-Ale sprawiasz wrażenie tak smutnego i tak tym przejętego, że musiałbym nie mieć serca, żeby nie próbować odwrócić twojej uwagi.
Alec zrobił się czerwony.
-Bo ja... To nie chodzi o mnie. Ja się obronię, poza tym... Nieważne. Ale ta piętnastolatka, którą zgwałcili przed tygodniem. Albo ten chłopak, którego powiesili na fladze. To przecież... Boże, to były tylko dzieci.
Magnus patrzył na niego smutno. Widział łzy w oczach nowego znajomego i poczuł do siebie obrzydzenie, że na początku, chociaż przez myśl mu przeszło, że mógłby być jednym z nich.
-Alexandrze-powiedział poważnie-Nie możemy zmienić świata. Nie zmienimy niektórych ludzi, którzy chcą ukarać nas za grzechy sodomskie. Nie zmienimy tego. Nie zmienisz też tego, że w Afryce setki ludzi umierają z głodu i pragnienia, że w Azji składa się ofiary z ludzi a na całym świecie ludzie giną za swoją religię. Każdą religię.
Nie zmienisz tego, że na świecie dzieje się tak jak się dzieje a im więcej o tym myślisz, tym bardziej dochodzisz do wniosku, ze jesteś złym człowiekiem, bo narzekasz, że zaciął ci się Internet albo zabrakło kawy.
Alec zamrugał gwałtownie. Nigdy nie umiał tego powiedzieć, a ten facet ubrał w słowa jego myśli. Tak się często czuł-narzekając na coś, na co nie miał prawa narzekać. I, że cały świat potrzebuje ratunku, który chciał mu dać, ale nie mógł. Bo nie był w stanie uratować tych paru skrzywdzonych dzieciaków z jego miasta.
-Nie myśl o tym-powiedział twardo Magnus-Nie myśl o tym. Po prostu nie zastanawiaj się. Wiesz, dlaczego akurat tęcza jest symbolem równości?
Alec przeniósł na niego spojrzenie.
-Bo niesie nadzieje. Bo kiedy pada, zawsze może się pojawić. I ci, którzy walczą, nie mają nic więcej od nadziei.
Jego słowa były proste, ale dotarły do Aleca zaskakująco mocno. Był ktoś, kto myślał jak on. Ktoś, kto go rozumiał i tak samo się bał.
Ale był odważniejszy. Dużo odważniejszy.
Alec w swój niewytłumaczalny sposób podziwiał ludzi silnych, pewnych siebie, nawet aroganckich. Że posiadali na tyle wiary we własne możliwości, że się nie bali. Nie tak jak on.
Ale w tym człowieku było coś innego. Może i był ekstrawagancki. Może w każdym wypowiadanym przez niego zdaniu była aluzja erotyczna. Ale był też w nim smutek, tak dobrze znany Alekowi. I empatia. I głębokie zrozumienie.
Alec nagle uświadomił sobie, ze nie chce, żeby chłopak zniknął. Nie po tym. Nie, gdy po raz pierwszy od dawna nie czuł się jak dziwak i idiota.
-Pojdzieszgdzieśzemną?-zapytał nagle na jednym wydechu i zaczerwienił się, przerażony własną śmiałością
-Co?-spytał Magnus, ale uśmiechnął się półgębkiem i Alec czuł, że zrozumiał pytanie.
-Zapytałem, czy pójdziesz gdzieś ze mną. Na kawę, pizzę... Cokolwiek-ku własnemu zaskoczeniu Alec wyczuł oczekiwanie we własnym głosie.
Magnus uśmiechnął się szeroko i podszedł do Aleca. Przyjrzał mu się a jego oczy zabłysły ciepło
-To ostatnie do mnie przemawia.
Ogłuszający ryk motoru hamującego przed Taki wstrząsnął wszystkimi klientami kawiarni. Ogromny, czarny motocykl z dwójką pasażerów zahamował na lewo od wejścia i wzbudził niemałą sensację wśród wszystkich mężczyzn na sali
Wśród kobiet zdecydowaną sensację wzbudzili pasażerowie owego motocyklu.
Dwójka młodych mężczyzn, na oko dwudziestolatków zsiadła z motoru. Obaj byli wysocy, szczupli, wysportowani i-nawet z tej odległości-nieziemsko przystojni.
Weszli do kawiarni wnosząc ze sobą chłodny powiew i zapach benzyny i wtedy można się im było lepiej przyjrzeć.
Wyższy, ubrany w wąskie spodnie, wysokie buty, czarną koszulę i modną kurtkę rozejrzał się po sali z pewnym siebie uśmiechem. Wszedł tak, jakby lokal nie tyle był jego własnością, co po prostu był stałym bywalcem. Bogatym, szanowanym i uwielbianym stałym bywalcem.
Wyglądał zaskakująco egzotycznie z karmelowym odcieniem skóry i przedziwnymi oczami-błyszczącymi i złotozielonkawymi.
Jego towarzysz był niższy i przygarbiony. Obrzucił wnętrze ponurym spojrzeniem przenikliwych niebieskich oczu i kryjąc się przed ludzkim wzrokiem, chowając twarz za kurtyną czarnych włosów, z rękami wbitymi głęboko w kieszenie ruszył do stolika wciśniętego najbardziej w kąt sali.
Gdy szedł, sprawnie lawirując między stolikami w pewnym momencie mały, może pięcioletni chłopczyk potrącił kubek z napojem wylewając go akurat na przechodzącego chłopaka.
Cała kawiarnia zastygła w oczekiwaniu na reakcję motocyklisty.
Ku zaskoczeniu wszystkich, chłopak spojrzał prosto na chłopca, uśmiechnął się, wziął ze stołu serwetkę i wytarł zalany stół. Później zerknął na swoje spodnie i prychnął.
-Wyschnie-mruknął sam do siebie i wszystkich zaskoczył jego głos. Łagodny, cichy i przyjazny.
Wyciągnął z kieszeni dolara, wręczył go chłopcu i poczochrał mu włosy.
-Kup sobie drugi-powiedział łagodnie i ruszył dalej do upatrzonego stolika. Odprowadzało go kilkanaście par zaskoczonych spojrzeń.
Magnus ruszył niepewnie za Alekiem i usiadł na przeciw niego.
-To było... Zaskakujące-stwierdził.
-Miałem młodszego braciszka. Kiedy miał dziewięć lat zginął w wypadku samochodowym. Dlatego nigdy nie jeżdżę samochodami-Alec westchnął -A dzieci są w większości sympatyczniejsze od dorosłych. One przynajmniej traktują cię serio. Pepsi-dodał, gdy podeszła do nich kelnerka z notatnikiem i zalotnym uśmiechem na twarzy.
-Dla mnie coś mocniejszego, złotko-powiedział Magnus z czarującym uśmiechem.
-Co konkretnie?
-Zdam się na ciebie skarbie-powiedział a kelnerka uśmiechnęła się i odeszła, kołysząc biodrami. Magnus nawet się za nią nie obejrzał. Przyjrzał się za to Alekowi, który zrobił się wściekle czerwony.
-Zazdrosny?-spytał z uśmieszkiem
-Chciałbyś-rzucił Alec, jeszcze bardziej czerwony
-A żebyś wiedział-Magnus nachylił się tak, że ich twarze dzieliły centymetry. Alec patrzył jak zahipnotyzowany w kocie oczy. Nie przyjrzał się im wcześniej, ale teraz mógł zobaczyć jak ich kolor płynnie się zmienia przechodząc w bursztynu do zieleni zahaczając o złoto i niemal żółty.
Alec potrafił zachwycać się świetlistymi oczami Jace'a, ale nigdy nie wpatrywał się w niczyje oczy z taką uwagą, jakby chcąc odgadnąć myśli ich właściciela.
Oczy są zwierciadłem duszy... Ale w dziwacznych, niezwykłych tęczówkach Magnusa Alec widział tylko swoje odbicie, tylko swój zakłopotany wyraz twarzy, tylko samego siebie.
Magnus uśmiechnął się lekko.
-Masz niesamowite oczy-powiedział cicho- Jakby niebo zesłało nam skrawek raju.
Alec spłonął rumieńcem. Znowu Magnus wypowiedział jego myśli, tylko, że on myślał o oczach Magnusa, które wyglądały jak coś magicznego- czarodziejski eliksir z baśni, taki, który spełnia najskrytsze marzenia.
Alec otrząsnął się z tych myśli, ale uśmiechnął się. Nie był w stanie powiedzieć tego na głos, ale czuł, że Magnus wie, co myślał, także teraz. A jaki sens ma mówienie komuś czegoś, co wie?
Poczuł dotyk dłoni na swoim policzku. Magnus musnął kciukiem jego kość policzkową i Alec poczuł jak drży. Zrobił się czerwony na myśl o tym, co tak drobny gest w nim wywołał. Nie mógł tak zareagować na dotyk. Na czyjkolwiek dotyk. A zwłaszcza na dotyk ledwo poznanego faceta.
Zaczerwienił się i spuścił wzrok na biały obrus.
-Bycie tak słodkim jak ty powinno być karalne- oświadczył Magnus z uśmiechem
Alec uniósł głowę i spojrzał na niego zaskoczony.
-Więzieniem-dodał Magnus-Najlepiej u mnie w sypialni. Dziękuję-dodał, gdy zjawiła się kelnerka przynosząc zamówione napoje.
Postawił na przeciw siebie kieliszek Malibu i z uśmieszkiem wpatrywał się w Aleca, który schował się za szklanką i wbił wzrok w stół.
-Magnus...-wymamrotał cicho- To jest...
-Urocze? Niesamowite? Pociągające?
-Dziwne- rzucił Alec, czerwony jak burak a Magnus się roześmiał upijając łyk drinka.
-Przywykniesz-powiedział
To przywykniesz znaczyło dla Aleca więcej niż jakiekolwiek inne usłyszane słowo. Znaczyło, że ta przypadkowa znajomość będzie kontynuowana a Magnus nadal będzie prawił mu komplementy, komplementy będące dziwnymi, zawstydzającymi i zaskakująco przyjemnymi.
Zastanowił się, co ma powiedzieć, kiedy coś w kieszeni mu zawibrowały i po chwili rozległ się dźwięk dzwonka telefonicznego.
-'Przepraszam-rzucił Alec do Magnusa i odebrał.
-Halo?... Tak Jace, jestem na mieście... Czy jestem zajęty? Oczywiście, że...-zerknął na Magnusa i się poprawił-Tak. Jestem... Co? O której?... O kurwa... Kompletnie zapomniałem.. Przeproś Clary... Tak, dojadę. Przynajmniej mam taką nadzieję... Tak, zaraz wsiadam na motor. Mhm... Jeszcze raz sorry... Mhm... Tak, też cię kocham kwiatuszku**.
Rozłączył się i spojrzał na Magnusa przepraszająco.
-Przepraszam-powiedział smutno, chowając telefon do kieszeni-Ale muszę jechać.
-kwiatuszku?-spytał Magnus unosząc brwi.
Alec zaczerwienił się i uśmiechnął. To był zdecydowanie niezrozumiały dla nikogo system jego i Jace'a. Kotku, kochanie, skarbeńku, kwiatuszku. Nabrali tego zwyczaju, gdy Alec miał szesnaście lat i przyznał się najlepszemu przyjacielowi, że jest gejem.
Reakcja Jace'a rozbroiła wszystkich. Zaczął się wszem i wobec z tego nabijać. Większość osób uznałaby to za wredne, ale Alec znał swojego przyjaciela. Kiedy Jace'a coś przerażało, albo denerwowało to z tego żartował. I nie tyle przerażał go fakt, ze jego najlepszy przyjaciel okazał się gejem, co to, na co Alec mógł być narażony.
Co się stało wtedy z Jace'em nikt nie wiedział, w każdym razie pewnej nocy, kiedy wracali z jakiejś dziwacznej imprezy nagle wziął Aleca za rękę, pocałował w policzek i oświadczył, że zostaje gejem na pół etatu dla swojego najlepszego przyjaciela.
Wszyscy obstawiali, że po prostu był pijany, ale następnego dnia to wszystko pamiętał i nadal to kontynuował.
Aleca bawiło to do tego stopnia, że wkręcił się w dziwaczną zabawę i nikogo nie dziwiło, gdy Jace z Alekiem w pewnym momencie brali się za ręce albo zaczynali mówić do siebie przesłodzonymi głosami.
W pewnym momencie przestali to robić, ale nawyk mówienia do siebie w dziwaczny, pieszczotliwy sposób im pozostał.
-To mój przyjaciel-powiedział Alec do Magnusa -I długa historia.
Brwi Bane'a powędrowały jeszcze wyżej.
-Kwiatuszku?
-Zazdrosny?-spytał Alec takim samym tonem jak przedtem Magnus.
-Ależ oczywiście, że tak-powiedział Bane- Kwiatuszku.
Alec się roześmiał.
-Wybacz, ale naprawdę musze jechać.
-Gdzie?-spytał Bane
-Na wernisaż-powiedział Alec zakładając kurtkę-Obiecałem, że przyjadę i...
-komu obiecałeś?
-To wystawa dziewczyny mojego przyjaciela-powiedział-Musze tam być. zaprosiła mnie.
-Gdzie ten wernisaż?-dopytywał Magnus
-W Metropolitan Museum
-Czyli twój kwiatuszek chodzi z Clarissą Fray?-zapytał Bane
-Znasz Clary?-zdumiał się Alec
-Przelotnie-mruknął Magnus bawiąc się kieliszkiem-Nie tak jak jej matkę... W każdym razie... Mogę jechać z tobą?
Alec zatrzymał się w pół ruchu.
-Co?
-Zapytałem czy mogę jechać z tobą.
-Ale, dlaczego?
-Po pierwsze, Clary jest moją znajomą. Po drugie, lubię sztukę. I po trzecie-Magnus zawiesił głos-Bardzo chciałbym spędzić z tobą więcej czasu.
Alec kiwnął tylko głową. Widząc, że wstają, do ich stolika zbliżyła się kelnerka.
-Ja płacę-rzucił Alec, gdy Magnus sięgnął do kieszeni i wręczył dziewczynie kwotę, wraz ze sporym napiwkiem.
Dziewczyna obrzuciła go powłóczystym spojrzeniem, ale Alec nie zwrócił na nią najmniejszej uwagi. Chwycił Magnusa za rękę i ciągnąc go za sobą wybiegł z kawiarni.
Warkot motoru rozpędził tłum koczujący pod drzwiami Metropolitan Museum of Art. Co powodowało, że tyle osób się tu zgromadziło, nikt nie wiedział.
Znaczy powodem mogło być rzecz jasna to, że rzadko, kiedy się zdarzało, żeby wystawiano tam wernisaże amatorów, zwłaszcza amatorów niemających nawet osiemnastu lat. A zwłaszcza takich amatorów, o których mówiła przez ostatnie trzy miesiące cała Nowojorska młodzież.
Alec zeskoczył z motocyklu i pomógł zsiąść Magnusowi. Tylko podał mu rękę i gdy Magnus stanął pewnie na chodniku od razu ją zabrał, ale Bane i tak uznał ten gest za słodki. Ruszyli do dużych podwójnych drzwi a tłumy rozstępowały się przed nimi jak Morze Czerwone a potem ich wzrok automatycznie przenosił się na motocykl.
Dostali się do środka i Alec odetchnął głęboko.
-O co chodzi?-spytał Magnus
-Nienawidzę takich tłumów. Nienawidzę zwracać na siebie uwagi-powiedział wbijając ręce w kieszenie
-To raczej trudne- powiedział Magnus uśmiechając się po swojemu
Alec odwrócił się do niego.
-Chodzi o to, ze ty zachowujesz się jakbym ci się podobał. I to jest dziwne, bo... No to się nie zdarza-wymamrotał w końcu
-No właśnie. A powinno-mruknął Magnus, ale zanim Alec zdążył cokolwiek odpowiedzieć przerwał im głos:
-Alexandrze Gideonie Lightwood, gdzieś ty był!?
Ku nim szły dwie dziewczyny. Jedna kroczyła z mocą i pewnością a na jej twarzy widać było wściekłość. Spod obcasów wysokich butów zdawały się sypać iskry.
Wysoka, piękna i efektowna, zawiewała długimi czarnymi włosami i sprawiała wrażenie nieczułej na to, że uderzyła kilka przypadkowych osób tą lśniącą kurtyną.
Kilka kroków za nią, niemal biegła, nie mogąc nadążyć podążała druga dziewczyna.
Też brunetka, ale sporo niższa od tej pierwszej, a jej twarz była mniej piękna za to bardzo wyrazista i naprawdę urocza. W ciemnych migdałowych oczach błyszczała pogoda ducha i sprawiała wrażenie zachwyconej wszystkim, co widziała w czasie, gdy wyższa była wyraźnie zdenerwowana.
Alec zrobił krok do przodu i wyższa z dziewczyn wpadła prosto w jego ramiona.
-Martwiłam się o ciebie!-wydarła się-Ty cholerny idioto, ty...
-Cicho Izzy-powiedział ze śmiechem Alec, głaszcząc ją po włosach-Spokojnie. Żyję i nikt mnie nie zgwałcił.
-Jesteś pewien?-spytała druga z dziewczyn patrząc znacząco na Magnusa a Alec westchnął i odsunął się od siostry.
-Magnus to jest Isabelle moja siostra-powiedział.-A to Aline Penhallow, moja przyjaciółka-dodał wskazując na niższą z dziewczyn.
Isabelle wyciągnęła do Magnusa rękę a chłopak uniósł ją do ust i złożył na wierzchu jej dłoni delikatny pocałunek.
To samo zrobił z Aline, która w przeciwieństwie do Izzy spłonęła rumieńcem.
-Chyba cię gdzieś widziałam...-powiedziała powoli
-To całkiem możliwe-przyznał z uśmiechem Magnus-Raczej trudno mnie przeoczyć.
Aline się roześmiała i obrzuciła Magnusa taksującym spojrzeniem, jakby go oceniała. Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale Alec uciszył ją pytaniem:
-Gdzie masz Helen?
Dziewczyna westchnęła.
-Została w domu. Musi się opiekować młodym, teraz ma ospę i cały czas go trawi gorączka... Ogólnie to wiesz, u niej w domu to jedno wielkie zoo... Mówiłam, żeby przeniosła się do mnie, ale ona nie chce-Aline wyraźnie posmutniała-Uważa, że jej obowiązkiem, jako najstarszej córki jest opiekować się rodziną.
-No cóż, Mark chyba tego nie czuł, bo wszystko olał i wyemigrował-prychnęła Isabelle-Szczęście, że chociaż Helen w tej rodzinie jest odpowiedzialna.
Aline spojrzała na nią z wdzięcznością.
-Chciałabym, żeby ona wreszcie mogła spokojnie usiąść. Nawet się pouczyć. Cokolwiek, bylebym wiedziała, że odpoczywa.
-Mówimy o Helen Blackthorn?-zapytał znienacka Magnus
-Tak-mruknęła Isabelle-Znasz ją?
-Nie... Ale studiuje razem z moją współlokatorką i kilka razy ją spotkałem... Czyli ty jesteś jej "koteczkiem cudowną Allie"-uśmiechnął się się-Pasuje.
Aline spłonęła rumieńcem i spojrzała na Magnusa z dziwnym wyrazem twarzy. W tajemniczy sposób byli do siebie nawet podobni. oboje mieli azjatyckie rysy, żywe spojrzenie i tak samo topniał im wzrok, gdy patrzyli na Aleca.
-Trzeba znaleźć Clary-oświadczył znienacka Alec-I Jace'a. Iz, widziałaś ich?
-Są gdzieś w tyle-mruknęła-Chodźcie.
Ruszyła a Alec obok niej. Aline i Magnus podążali parę kroków za nimi.
Szli chwilę w milczeniu, które przerwało pytanie Aline
-Jesteś chłopakiem Aleca?
Magnus udał zaskoczenie, ale Aline nie dała się nabrać.
-Przecież wiem, ze ci powiedział.
-Skąd?
-Telepatia-prychnęła-Stąd oczywiście, że jest jakaś różnica w jego relacji z ludźmi, którzy wiedzą. Poza tym, gdybyś nie był pewien, ze jest homo nie gapiłbyś mu się bezceremonialnie na dupę-dodała po chwili
-Wiesz co? Zmieniłem zdanie. Wcale nie jesteś urocza. Jesteś koszmarnie irytująca.
Aline zaśmiała się perliście, ale po chwili spoważniała.
-Nie skrzywdź Aleca-poprosiła szeptem
-Troszczysz się o niego-powiedział Magnus
Dziewczyna westchnęła.
-Byliśmy swoimi przykrywkami przez prawie trzy lata. To zbliża ludzi. Jest moim najlepszym przyjacielem.
Magnus przyjrzał się jej uważniej.
-Czyli wy...
-Ujawniliśmy się w tym samym momencie-potwierdziła Aline-Ale ja to zrobiłam, bo poznałam Helen. On to zrobił dla mnie.
-On chyba często robi coś dla innych- zauważył Magnus
-I rzadko dla siebie-potwierdziła Aline-to jeden z najlepszych ludzi, jakich poznałam. I jeśli go skrzywdzisz, zabiję cię. I nie tylko ja.
Magnus roześmiał się słabo. Mimo, że Alec nadal sprawiał wrażenie jakby mu nie wierzył, to wszyscy ludzie z jego otoczenia wydawali się traktować go nadzwyczaj poważnie jakby znali jego plany wobec Aleca lepiej od niego samego
-Nie jesteśmy razem-powiedział w końcu.- Właściwie ledwo go znam.
-Patrzysz na niego jakby był dziewiątym cudem świata-powiedziała
-Nie ósmym?-spytał
-Nie. Dziewiątym. Ósmym jest pepsi.
Magnus uniósł brwi.
-Że co?
-Kiedyś z Alekiem uznaliśmy, że pepsi jest ósmym cudem świata.-dziewczyna wzruszyła ramionami
-Długo go znasz?-spytał Magnus od niechcenia
-Wystarczająco długo by znać jego głupie nawyki, wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, o czym myśli i wystarczająco mocno, żeby gdybym nie lubiła dziewczyn mogłabym zmienić dla niego płeć.-powiedziała a Magnus chcąc nie chcąc się roześmiał- Nie skrzywdź go-dodała
Magnus przyspieszył kroku aż on i Aline znaleźli się obok Aleca i Isabelle.
-Nie zamierzam-powiedział cicho, sam do siebie i zbliżył się do chłopaka.
Alec poczuł czyiś dotyk na swojej ręce. Zaskoczony uniósł wzrok i zobaczył Magnusa. Przypatrywał mu się z dziwnym uśmiechem.
-Twoi znajomi-zaczął-Są... oryginalni.
Alec zaczerwienił się lekko, ale się uśmiechnął.
-Poczekaj aż poznasz Jace'a mruknął
-Twojego kwiatuszka?-spytał Magnus unosząc brwi-Nie mogę się doczekać...
-Aleczku, skarbeńku gdzieś ty był tak długo?-przerwał im natarczywy męski głos, głośny i nieco arogancki.
Alec zrobił się czerwony, ale pomachał entuzjastycznie w kierunku pary stojącej obok posągu.
Chłopak posłał mu całusa a dziewczyna zaśmiała się widząc to.
Podeszli bliżej i Magnus mógł się lepiej przyjrzeć obojgu.
Jace był niższy od Aleca i mocniej zbudowany. Wyglądał jakby dotknął go Król Midas, bo cały był złoty-od odcienia skóry, przez bursztynowe oczy, po jasne włosy. Mimo prostego, ciemnego stroju wyglądał jak promyk światła. Zarozumiały, arogancki promyk światła, przekonany o własnej niesamowitości.
Uścisnęli sobie z Alekiem ręce na przywitanie a potem nagle wpadli sobie w ramiona przy akompaniamencie dziwnych słów, przekleństw i udawanego płaczu.
Clary patrzyła na nich z lekkim rozbawieniem i Magnus zbliżył się do dziewczyny.
-Gratuluję-powiedział cicho, nachylając się do niej.
Dziewczyna drgnęła zaskoczona.
-Magnus!-wykrzyknęła i entuzjastycznie rzuciła mu się na szyję, ale po chwili spoważniała i odsunęła się od niego, cała czerwona-Co ty tu robisz?
-Przyjechałem na wernisaż z kochankiem twojego chłopaka-powiedział i spojrzał z rozczuleniem jak Alec mówił o czymś Jace'owi. Blondyn uniósł brwi, zerknął na Magnusa, znowu na Aleca i o coś spytał. Alec zmieszał się, zaczerwienił i powiedział coś szybko, najwyraźniej zmieniając temat.
Clary się roześmiała.
-Są niesamowici... Bromance wszechczasów.
Magnus prychnął. Nie podobała mu się swoboda, z jaką Alec pocałował wtedy Jace'a. Może i to była tylko zabawa, tylko wygłupy, ale nie podobało mu się to.
Alec uchwycił jego spojrzenie, spłonął rumieńcem i odsunął się od Jace'a za to podszedł do Clary.
-Hej-rzucił niepewnie
-Cześć-odpowiedziała Clary, takim samym tonem.
Czuć było między nimi niezręczność, coś zupełnie innego niż w relacji Jace'a z Alekiem, którzy zachowywali się naturalnie i swobodnie. Magnus wyczuł, że między małą, rudą dziewczyną a Alexandrem musiał być jakiś konflikt.
W końcu Clary wspięła się na palce, Alec nachylił i dziewczyna krótko cmoknęła go w policzek.
Potem oboje stali chwilę na przeciw siebie, wyraźnie zakłopotani, aż ciszę przerwał Jace.
-Przedstawisz nam swojego przyjaciela?
-Magnus Bane- powiedział szorstko wyciągając do niego rękę
Jace niepewnie ją uścisnął a potem aż podskoczył, gdy Magnus znienacka pocałował go w dłoń i puścił jego rękę.
-Miło cię poznać... Kwiatuszku...
Jace zerknął na Aleca i parsknął śmiechem.
-Zazdrosny o nasz seks przyjacielski?-zapytał unosząc brwi
Alec zrobił się wściekle czerwony.
-Jace...
-Chętny do trójkąta-odpowiedział Magnus z kamienną twarzą.
Jace spojrzał na niego, potem na Aleca i wybuchnął śmiechem.
Alec spojrzał na przyjaciela zaskoczony.
Jace często żartował i jeszcze częściej bywał sarkastyczny, ale rzadko kiedy się śmiał. Właściwie Alec mógłby bez większego trudu wymienić wszystkie momenty kiedy zdarzyło mu się wybuchnąć szczerym śmiechem, ale śmiech Jace'a był tak zaraźliwy, że gdy zaczynał się śmiać nikt nie mógł powstrzymać uśmiechu.
-Jestem Jace. Jonathan Herondale.
Brwi Aleca powędrowały jeszcze wyżej. To nie był sposób przestawiania się Jace'a. Nigdy nie ujawniał pełnego imienia, chyba, że bezwzględnie musiał. On nawet w szkole na sprawdzianach podpisywał się Jace, do tego stopnia nienawidził Jonathana. Co go skłoniło, żeby ujawnić to imię Magnusowi?
-Zostanę przy kwiatuszku-powiedział z uśmiechem Magnus a Jace znowu parsknął.
Alec przyjrzał się uważnie Magnusowi. Rzadko komu udawało się rozśmieszyć Jace'a. Albo przegadać Jace'a. Zaskoczyć Jace'a.
A jego przyjaciel spoglądał na Bane'a z zaskoczeniem, podziwem i-co Aleca zaskoczyło-rosnącą sympatią.
Nie za bardzo wiedząc, co ma zrobić z Magnusem i Jace'em, zwrócił się do Clary
-Kiedy licytacja?-zapytał
Ku jego zaskoczeniu dziewczyna zrobiła się czerwona i zakłopotana odwróciła wzrok.
-Zaczyna się za dziesięć minut-mruknęła cicho
-To dobrze. Miałem zamiar kupić te płonące anioły i dać je Aline na urodziny. Podobały się jej a nie stać jej, więc...
Clary patrzyła na niego bez wyrazu. Z... przestrachem?
-Alec chodzi o to, że licytatorzy dorwali się do moich rysunków. Tych z fiołkowej teczki i...
Alec spojrzał na nią zszokowany. Gwałtownie pobladł, a na policzki wystąpiły mu czerwone plamy.
-Proszę nie gniewaj się. Ja im tłumaczyłam, że nie mogę tego wystawić, bo się nie zgodziłeś, ale... Przepraszam-prawie płakała.
Alec odetchnął kilka razy głęboko.
-Clary...
-Przepraszam Alec. Wiem, że nie powinnam.
-Fray!-przerwał jej gwałtownie Alec i dziewczyna podniosła na niego wzrok.
Ujął ją pod brodę i zmusił do spojrzenia sobie w oczy. Dwie pary jasnych, błyszczących oczu-zielone i błękitne wpatrywały się w siebie w skupieniu.
-Co się stało to się nie odstanie-powiedział stanowczo Alec-Boisz się, że znowu cię znienawidzę?
Clary kiwnęła głową.
-Nie jestem potworem Clarisso-powiedział cicho- I nie znienawidzę cię. To było dawno i chyba to skończyliśmy, prawda?
Clary odetchnęła a Alec, ku zaskoczeniu Clary, Jace'a i przy okazji siebie samego przytulił dziewczynę z całej siły, mierzwiąc jej przypadkiem włosy.
-Teraz jesteśmy przyjaciółmi, okay?-zapytał
-Okay-mruknęła Clary niewyraźnie, nie wiadomo czy bardziej przez łzy czy przez to, że nadal była przyciśnięta do piersi Aleca.
Chłopak odsunął ją od siebie i uśmiechnął się.
Clary zamarła. Uśmiech Alec'a.
Był rzadkim widokiem, bo Alec zazwyczaj chodził pochmurny i skwaszony, ale gdy już się zdarzyło mu uśmiechnąć, twarz mu się rozświetlała. Nie tylko twarz zresztą. Wydawało się, że cały świat stał się odrobinę jaśniejszy od szczerości i nieśmiałości tego uśmiechu.
-To chodźmy na licytację-rzucił Alec i niemal automatycznie wyciągnął rękę do Magnusa.
Zaskoczyło go to, ale ujął jego dłoń. Silną, szorstką, ale zadziwiająco delikatną.
Wydawało się to tak naturalne, że Bane obiecał sobie, że nigdy nie puści jego ręki.
Zatrzymali się z tyłu tłumu. Alec oparł się o ścianę i wbił wzrok we własne buty, jakby w czubkach znoszonych martensów było coś szczególnie interesującego.
-Magnus...-zaczął nieśmiało Alec, jakby bał się zadać pytanie, bo do tego stopnia niepewny był odpowiedzi
-Chcesz mnie spytać o Jace'a, prawda?
Alec zerknął na niego nerwowo.
-Tak... Bo...
-Chcesz wiedzieć czy mi się spodobał-mruknął Bane
-Bo spodobał-powiedział Alec znowu wbijając wzrok w swoje stopy.
Brwi Magnusa powędrowały wysoko, prawie ginąc pod nastroszonymi włosami.
-Czemu tak sądzisz?
Alec zrobił się czerwony.
-Chodzi ci o to co mówiłem? Że z nim rozmawiałem? O to?
Na policzki wystąpiły mu czerwone plamy, a Magnus parsknął urywanym śmiechem.
-Alec... Ja żartowałem.
Policzki Aleca zrobiły się jeszcze bardziej czerwone.
-Jonathan nie jest w moim typie-powiedział spokojnie
Alec uniósł brwi.
-On jest w typie każdego-zaprotestował słabo, a Magnus jeszcze bardziej się roześmiał.
-Po pierwsze, Jace jest wybitnie hetero. Po drugie, jest zajęty. Po trzecie, wolę brunetów. Po czwarte, mam wystarczająco dużo własnej arogancji i sarkazmu, nie potrzebuję podwójnej dawki.-wyliczał na palcach-po piąte, mam już kogoś na oku.
Alec uniósł na niego pełne nadziei spojrzenie a Magnus uśmiechnął się do niego.
-Ale chyba zacznę flirtować z każdą napotkaną osobą-powiedział sam do siebie, jakby poważnie rozważał taką ewentualność
-Czemu?
-Bo to cudowne jak jesteś zazdrosny-Magnus założył ręce na piersi.
-Nie jestem zazdrosny-zaprotestował gwałtownie Alec
-Nie... Wcale-Magnus uśmiechnął się radośnie, gdy policzki Aleca oblały się szkarłatem-To tylko moje złudzenie.
Alec znowu wbił wzrok w swoje buty.
-Raczej nie mógłbym być zazdrosny o kogoś, o kogo nie mam prawa być zazdrosny, prawda?-przełknął ślinę
-Najwyraźniej masz prawo, w takim razie-rzucił Magnus, ale zanim Alec zdążył odpowiedzieć rozległ się głos licytatora:
-A teraz dzieło z prywatnych zbiorów naszej artystki, motocyklista. Cena wywoławcza, piętnaście dolarów.
Alec ukrył się za włosami i nałożył kaptur. Magnus spojrzał na rysunek i szczęka mu opadła.
To był portret Aleca. Właściwie to Magnus już się domyślił, że chodzi o jego portret, ale nie podejrzewał, że o taki portret.
Portretowany chłopak miał na sobie tylko wiszące nisko na biodrach luźne spodnie i te same znoszone martensy co teraz. Opierał się niedbale o motocykl, wbijając wzrok w ziemie. Ręce miał założone na piersi, co eksponowało napięte mięśnie barków. Lekkie linie podkreślały mięśnie brzucha i Magnus patrzył na obrazek jak zahipnotyzowany.
Przeniósł wzrok na Aleca i spojrzał na jego znoszony t-shirt. Pod koszulką nic nie było widać i to wydało się Magnusowi dziwne. Gdyby Alec nosił dopasowane rzeczy nie mógłby się opędzić od tłumów zachwyconych jego sylwetką.
-Dwadzieścia-odezwał się jakiś głos z sali
-Trzydzieści.
-Trzydzieści pięć.
-Pięćdziesiąt-rzucił Magnus.
Alec spojrzał na niego zszokowany, na sekundę unosząc głowę, ale potem, gdy zorientował się, że cała sala patrzy na chłopaka, który podbił cenę schował się znowu pod kapturem.
-Siedemdziesiąt-nie ustępował jakiś głos
-Osiemdziesiąt-przebił następny
-Sto-powiedział spokojnie Magnus
Alec zrobił się czerwony
-Magnus...
-Cicho Alexandrze. Ja chcę ten obrazek.-powiedział Magnus z dziwnym uśmieszkiem-Sto pięćdziesiąt-dodał kiedy znowu ktoś go przebił.
Licytacja rozgorzała się na dobre. Nikt nie spodziewał się, że ktokolwiek może chcieć kupić za tak niebotyczną sumę amatorski szkic, ale w momencie gdy mężczyzna w błyszczącej kurtce powiedział "Pięćset" i stojący obok niego chłopak usiadł na podłodze wszyscy wstrzymali oddech. Wszystkie spojrzenia skierowały się w salę, szukając wzrokiem osób, które przedtem licytowały. Kobieta zajrzała do portfela i machnęła ręką, ale mężczyzna twardo powiedział:
-Siedemset.
Magnus zawahał się na moment. Ale tylko na moment. Zerknął na Aleca, który siedział skulony pod ścianą, nerwowo zaczerwieniony i głośno, dobitnie ogłosił:
-Tysiąc dolarów.
Alec spojrzał na niego jak na wariata. Cała reszta też.
-Po raz pierwszy... Po raz drugi... Po raz trzeci, sprzedane za tysiąc dolarów. Gratulujemy.
Nie było braw. Magnus przeszedł pewnie przez tłum, odebrał szkic i wyciągnął z kieszeni gruby portfel. Wręczył zwitek banknotów licytatorowi i wrócił do Aleca, odprowadzany zaskoczonymi spojrzeniami, z głupawym uśmiechem.
Gdy tylko zbliżył się do Aleca, chłopak zerwał się gwałtownie, potrząsnął głową i bez słowa wziąwszy go za rękę pociągnął za sobą.
Zatrzymali się dopiero na korytarzu, gdy Magnus spytał:
-Gdzie mnie ciągniesz, Alexandrze.
Wtedy Alec stanął w miejscu i puściwszy rękę Magnusa spojrzał na niego z zażenowaniem i wściekłością.
-Zapłaciłeś. Za to. Tysiąc. DOLARÓW!-wysyczał
Magnus obojętnie wzruszył ramionami i podał obrazek dziewczynie z obsługi.
-Skarbie zapakuj to i przechowaj, nie mam gdzie schować-rzucił a dziewczyna szybko się oddaliła. Potem przeniósł wzrok na Aleca-Alexandrze, to nie jest wygórowana cena.
-Co?-zdziwił się chłopak
-Sądzę, ze widok twojej półnagiej sylwetki, jest wart o wiele więcej-szepnął Alekowi na ucho powodując, że chłopak oblał się rumieńcem.
-A.. Ale...
Magnus się roześmiał.
-Wyglądasz uroczo jak się czerwienisz-powiedział i delikatnie musnął wargami jego ucho.
-Co masz zamiar zrobić z tym obrazkiem?-spytał Alec
-Powiesić sobie nad łóżkiem i zachwycać się nim tak długo aż nie zobaczę tego w realu-powiedział poważnym tonem
-A... Ale...-Alec się zająknął
-Więc ceną za twój portret jest...-Magnus się zadumał-No cóż. Jesteś nią ty.
Alec prychnął zakładając ramiona na piersi i wbił wzrok w podłogę. oparł się o ścianę i Magnus uświadomił sobie, że chłopak stał dokładnie w takiej samej pozycji jak na obrazku.
Powoli podszedł do niego i delikatnie podniósł jego twarz do swojej i spojrzał mu w oczy.
Nieśmiały, niepewny, zakompleksiony chłopak nieświadomy własnej wartości. Chłopak o smutnych, zatroskanych oczach, martwiący się o świat i wymagający od siebie za dużo. Chłopak, w którego oczach widać było siłę i upór i zadziwiającą odwagę.
Niebieskie oczy patrzyły na niego z dziwnym wyrazem i Magnus wiedział, że Alec myśli o nim. Że myśli o tym jaki Magnus był a on czuł, że Alec wiedział. Że to, co starał się zrobić, to, jak bardzo starał się grać innego niż był, nic nie dało. Alec jakimś cudem go rozgryzł.
Chłopak niepewnie uniósł dłoń i pogłaskał Magnusa po policzku i Bane poczuł niespodziewane drgnięcie serca, inne, obce i cudowne.
Przymknął oczy i wpatrywał się w Aleca jak w obraz. Chłopak też na niego patrzył z tym dziwnym wyrazem nieśmiałości i uczciwości równocześnie.
-umówisz się ze mną?-spytał w końcu Magnus
Alec otworzył szeroko oczy i zamrugał gwałtownie.
-Wiesz... teoretycznie to mieliśmy dwie randki. W Taki i wernisaż... Wiec chyba teraz twoja kolej, żeby mnie gdzieś zaprosić-powiedział niepewnie, ale z uśmiechem i Magnus poczuł radość.
Też się uśmiechnął.
-No to gdzie idziemy?-zapytał biorąc Aleca za rękę
-Jak już powiedziałem, to ty mnie gdzieś zabierasz. Ty musisz wymyśleć.
Magnus zatrzymał się gwałtownie.
-Dobrze... Zabiorę cię na najbardziej niezapomnianą randkę w historii świata, ale musisz mi odpowiedzieć na jedno pytanie.
-Dajesz-rzucił Alec
-Całujesz się na trzeciej randce, czy mam cię tej nocy zabrać w niezliczoną ilość miejsc?
Alec spłonął rumieńcem, ale uniósł na Magnusa wyzywające spojrzenie.
Zbliżył się do niego na niebezpiecznie bliską odległość. Spojrzał mu w oczy i znowu zastanowił się ile rzeczy kłębi się pod tą nastroszoną czupryną. Chciał znać prawdziwy powód tego smutku, chciał wiedzieć, czemu udawał twardszego niż był.
Chciał wiedzieć. Chciał dużo wiedzieć.
Stanął na palcach i delikatnie dotknął swoimi wargami jego ust.
Magnus stał jak zesztywniały, najwyraźniej zaskoczony, ale po chwili oddał mu pocałunek i przyciągnął Aleca bliżej.
Gdzieś tam daleko, ludzie prosili o równość. Gdzieś tam Nowy Jork był zalewany tęczowymi flagami.
A oni tutaj czuli się bezpieczni, daleko od jakiegokolwiek zagrożenia, daleko od czegokolwiek, oprócz siebie nawzajem.
Oderwali się od siebie i Alec spojrzał na Magnusa błyszczącymi oczami i z pełnym nadziei uśmiechem.
-Wygląda na to, że całuję się na drugiej.
*-cytat z "Papierowych miast" Johna Greena.
**-Proszę nie pytać o to, co mi odpieprzyło. Ja nie mam pojęcia, co to było :P
