Wypadłam nieco z wprawy, więc wyszło jak wyszło. Tym razem krótko, niecałe trzy strony. Postaram się, żeby kolejny rozdział pojawił się szybciej~
Kagami powoli krążył po kuchni z rękami założonymi za plecami. Mijała kolejna godzina, a jego kroki stopniowo przybierały na sile, stając się coraz szybsze i głośniejsze. W końcu zatrzymał się raptownie na środku pomieszczenia i wyszarpnął z kieszeni komórkę, od razu niecierpliwie naciskając kilka klawiszy naraz. Przyglądał się jej przez kilka chwil, po czym cisnął ją na blat stołu i zakasał rękawy, gniewnie idąc w kierunku zlewu. Zdążył raz jeszcze posprzątać całe mieszkanie i dwa razy odgrzać obiad, a Kuroko jak nie było tak nie ma.
Od wypadku na boisku minęły już trzy dni i od tamtej pory nie miał z nim żadnego kontaktu. Większość czasu w szkole spędził na regularnym odwracaniu się do pustego miejsca w nadziei, że za którymś zobaczy na nim znajomą, błękitną czuprynę. Kiedy usiłował się niego dodzwonić, za każdym razem napotykał na opór w postaci informacji, że jego numer został tymczasowo zablokowany.
- Może się obraził? - rozmyślał ponuro, przeklinając w myślach jego upartość. Uczucia Kuroko to jego osobista sprawa, ale według niego zachowywał się jak gówniarz, który nie zna swoich limitów. Pomimo tych myśli wiedział, że było to nieprawdą, bo Kuroko rozumiał to lepiej niż ktokolwiek inny. Zachowywał się zupełnie inaczej niż przed wyjazdem Kagamiego do Ameryki, co takiego mogło się stać podczas jego nieobecności? Kagami miał nadzieję, że tym razem będzie bardziej skłonny do rozmowy, bo od kiedy wrócił, prawie ze sobą nie rozmawiali. Właściwie nigdy nie prowadzili ze sobą dłuższych rozmów i na temat inny niż szkoła i koszykówka. Właśnie zdał sobie sprawę, jak wciąż niewiele o nim wiedział i jak Kuroko mało mówił o sobie. Więcej wiedział o osobach, o których opowiadał niż o nim samym. Być może kiedy będą spędzać ze sobą więcej czasu będą rozmawiać częściej.
Choć Kuroko zdawał się go ignorować, inni najwyraźniej nie mieli z tym żadnego problemu, skoro na jednej z przerw dostał od Riko informację, że wprowadzi się do niego jeszcze tego samego dnia. Kagami przez większość czasu nie mógł usiedzieć w miejscu, dlatego zaraz po skończeniu zajęć wystrzelił z budynku i pobiegł do domu co sił w nogach. Chciał jak najszybciej wygarnąć mu, co myśli o nim i o jego zachowaniu, ale kiedy tak biegł i biegł, jego gniew stopniowo z niego ulatywał i zęby same mu się szczerzyły. Bardzo się rozczarował, kiedy przybył na miejsce jako pierwszy. Co prawda nie byli dogadani co do godziny spotkania, ale tyle wystarczyło, żeby go zirytować, bo Kuroko nawet nie kwapił się uprzedzić go o swoim przyjściu osobiście.
Kończył już piąte okrążenie wokół stołu, kiedy usłyszał ciche pukanie do drzwi. Zamarł w pół kroku i wytężył słuch starając się wyłapać inne dźwięki, zdradzające osobę za drzwiami. Kiedy nie usłyszał już nic więcej, otrząsnął się z chwilowego zamyślenia i pobiegł do drzwi, natychmiast otwierając je szeroko.
- No jesteś wreszcie, już dawno skończyłem goto...- urwał po chwili, nagle zdając sobie sprawę, że przez chwilę mówił do osoby, której za drzwiami nie było. - Eee, Kuroko? - zapytał niepewnie, wychylając się lekko za drzwi. Rozejrzał się w poszukiwaniu sprawcy, który jeszcze chwilę temu dobijał się do jego domu.
- Wydawało mi się? - wymamrotał pod nosem. To niemożliwe, żeby się przesłyszał. Pewnie dzieciaki z sąsiedztwa zażartowały sobie z niego okrutnie, zmuszając go do zbytecznego wysiłku jakim było pokonanie dystansu z kuchni do przedpokoju. Upewnił się jeszcze raz, czy nie ma nikogo w pobliżu i cofnął się do domu, zamykając za sobą drzwi.
- Kagami-kun. - usłyszał głos tuż przy swoim uchu i wrzasnął, czując jak kolana uginają się pod nim. Kompletnie się od tego odzwyczaił, ale jego ciało wciąż pamiętało jak to jest przeżyć szok spowodowany przez nagłe pojawienie się Kuroko. Ręka sama odnalazła swój ulubiony skrawek ubrania i pociągnęła go do siebie, ujawniając jego właściciela.
- Chcesz żebym dostał zawału?! - ryknął, chwytając go za kołnierz. - Od kiedy tu jesteś?!
- Od kiedy otworzyłeś drzwi. - odparł spokojnie, a Kagami zawył ze złości wrzeszcząc coś w stylu „Zrobiłeś to specjalnie!" - To nieprawda, zaprosiłeś mnie i wszedłem. - dodał niewinnym tonem. Kagami puścił go niechętnie i odsunął się pod ścianę, wciąż łypiąc na niego z ukosa. Zupełnie inaczej wyobrażał sobie ich spotkanie, liczył raczej na coś poważniejszego, a zaczęło się tak jak zwykle, czyli od kłótni. Chociaż…na co on narzekał? To był pewny znak, że ich relacje powoli powracają do normy, nawet zauważył cień uśmiechu na ustach Kuroko, zwykle towarzyszący mu przy tego rodzaju sytuacjach. Jeszcze chwila a sam zacznie się uśmiechać.
- Właśnie zrobiłem obiad, więc zaczniemy od razu. Zdejmij buty i daj mi swoją torbę, zaniosę ją do salonu. - burknął, starając się nie wyglądać na zbytnio udobruchanego. Kuroko posłusznie zdjął buty i podał mu torbę, a Kagami zarzucił ją sobie na ramię, prowadząc go w stronę kuchni. Poczekał, aż usiądzie na wskazanym mu miejscu zanim przeszedł do instrukcji, jednocześnie nakładając mu jego porcję.
- Będziesz musiał poradzić sobie bez pałeczek, bo mam tylko sztućce. - wyjaśnił, widząc jego pytające spojrzenie. - Nie wiem, czy ci będzie smakować, bo nie jest to typowo tradycyjnie japońskie danie… - dodał, zauważając dziwny błysk w oczach Kuroko. - Możesz już jeść, za moment wrócę.
Kątem oka zobaczył jak obraca widelec w dłoni i uznał to za dobry znak. - Może to wcale nie będzie takie trudne…- pomyślał, nieco raźniejszym krokiem idąc do salonu. Pieczołowicie położył jego torbę na kanapie i wrócił do kuchni, już z daleka słysząc pobrząkiwanie srebra.
Zamiast oczekiwanego obrazu zobaczył coś, czego zupełnie się nie spodziewał. Kuroko wlepiał lekko nieprzytomny wzrok w ocierające się o siebie sztućce, bawiąc się nimi nad talerzem pełnym jedzenia. Krótkie spojrzenie na sytuację wystarczyło, żeby Kagami zdał sobie sprawę, że jego zadanie tylko z pozoru wydawało się łatwe. Niby nie przypuszczał, że będzie łatwo, ale potulne zachowanie Kuroko nieco uśpiło jego czujność.
- To chyba będzie trudniejsze niż z początku zakładałem...
Kiedy przekroczył próg kuchni, już myślał o Kuroko jak o wybrednym dziecku, wiecznie zmuszanym przez rodziców do jedzenia, żeby utrzymać je przy życiu. Kagami jeszcze nigdy wcześniej nie widział osoby, która miałaby problem dzieci w wielu przedszkolnym. Miał przed sobą żywy dowód, że takie osoby istnieją, jedna z nich właśnie siedziała przy jego stole i ignorowała podstawiony przed nią talerz pełen smakołyków.
- Dlaczego nie jesz? - zapytał Kagami, marszcząc brwi. Kuroko uniósł wzrok i odłożył sztućce, bez pośpiechu wycierając usta śniadaniową serwetką. - Nie smakuje ci?
- Twoje jedzenie jest naprawdę bardzo smaczne, ale mój żołądek ma swoje granice. - odrzekł, odkładając serwetkę na bok. Kagami nie wyglądał na zbytnio przekonanego, zwłaszcza że nie widział, żeby cokolwiek ubyło z jego porcji.
- Zjedz jeszcze trochę.
- Już nie mogę.
- Jedz. Nie widziałem, żebyś tknął cokolwiek z tego talerza.
- Już jadłem. - powiedział, a Kagami wzruszył ramionami i usiadł na krześle po drugiej stronie stołu.
- W takim razie powiedz mi, co smakowało ci najbardziej. - poprosił, a Kuroko po chwili wahania, wskazał widelcem jedną z rzeczy. - Ryż? Żartujesz sobie ze mnie? A warzywa?
- Też były smaczne.
- Nie tknąłeś mięsa. - zauważył, zerkając na niego podejrzliwie. - Dlaczego? Jesteś wegetarianinem? Nie? - zapytał, kiedy Kuroko pokręcił głową. - To dlaczego nie jesz?
- Bo już nie mogę. - powiedział, a Kagami w tej chwili odczuł przemożną chęć przywalenia głową w stół. Nie miał zbytniego doświadczenia z dziećmi, ale przypuszczał, że tak właśnie wyglądałaby rozmowa z dzieckiem o identycznym problemie, z jakim borykał się Kuroko.
- Chociaż pół. Tylko pół.
Kuroko pokręcił głową i spuścił wzrok. Dopiero kiedy czerwonowłosy na moment odwrócił wzrok, chwycił widelec w dłoń i odkroił kawałek kotleta. Kagami pokiwał głową z aprobatą i poprosił go o jeszcze jeden kawałek. Kuroko westchnął cicho i włożył go do ust, przeżuwając z wysiłkiem.
- Zjedz jeszcze pół i dam ci spokój.
- Mówiłeś już tak dwa razy. - powiedział Kuroko, patrząc na niego z wyrzutem.
- Mamy czas. - Kagami przewrócił oczami i oparł podbródek na dłoni. - Zjesz połowę i dopiero wtedy odejdziesz od stołu. Nie próbuj żadnych sztuczek, tylko po prostu to zjedz.
Kuroko wiercił się lekko w miejscu, obrzucając talerz lekko spanikowanym spojrzeniem. To był pierwszy raz, kiedy Kagami widział u niego taki wyraz i od razu musiał przyznać, że to była całkiem przyjemna odmiana. Nie miał jednak serca dłużej się nad nim znęcać, dlatego uznał, że tym razem może mu odpuścić. Wyciągnął rękę i chwycił go za nadgarstek, przybliżając do siebie dłoń z widelcem. Wsunął połówkę kotleta do ust i oblizał wargi, zlizując z nich słonawy sok.
- No i co, było tak strasznie? Zjadłeś wszystko, dobra robota, możesz iść. - poklepał go lekko po głowie i wstał ze stołu. Kuroko wyglądał na bardziej zmieszanego od niego, dlatego wolał oddalić się jak najszybciej, ale ciekawość sprawiła, że został. - Jak ty mogłeś wytrwać w Teikou? Twój kapitan to ignorował?
- Akashi-kun? Nie, on nigdy nie przepuścił okazji, żeby przyjść bez zapowiedzi do mojego domu i skontrolować moją lodówkę. - odpowiedział cicho. - Ani dopilnować tego, bym zjadał ostatni kęs każdego posiłku przez wiele tygodni - zadrżał mimowolnie na wspomnienie tych dni. Kagami przez chwilę przyglądał mu się uważnie i w końcu wybuchnął śmiechem.
- Czasami zazdroszczę temu tyranowi umiejętności radzenia sobie z tobą. Uparty jesteś, co? - zapytał rozbawiony, czochrając go po włosach. Kuroko odtrącił jego dłoń i podniósł się z krzesła, chwilę później wychodząc z kuchni. Kagami zaśmiewał się jeszcze przez chwilę, aż atak wesołości minął i myślami wrócił do rzeczywistości. Choć wiedział, że Kuroko go okłamał, nie dał tego po sobie wcześniej poznać. Doskonale wiedział, że jedyną rzeczą zjedzoną przez niego była ta, którą przed chwilą w niego wmusił. Kagami nie miał pojęcia, co takiego było właściwym problemem, ale z pewnością nie była to jego wybredność. Coś go trapiło, nie wiedział jeszcze co, ale miał zamiar się tego dowiedzieć. Dostał na to szansę i nie zamierzał jej zmarnować.
