Kolejny kwadrans spędził na bezproduktywnym miotaniu się w czterech ścianach kuchni, daremnie szukając sposobu na „ugryzienie" tematu Kuroko. Już sobie wyobrażał, że w ostatecznym rozrachunku nie będzie w stanie się z nim porozumieć i skończy na wertowaniu książek typu "Co zrobić, kiedy dziecko nie chce jeść", usiłując na własną rękę odkryć przyczynę problemu. Jeśli jego teoria była poprawna i rzeczywistym problemem Kuroko nie był jego brak łaknienia, droga i tak sprowadzała się do tego samego, dlatego wolał kontynuować swoje zmagania z jego wystającymi żebrami, jednocześnie próbując przegonić tą dziwną niezręczność, która utrzymywała się pomiędzy nimi od kiedy wrócił z Ameryki.
Oczywiście mógłby pójść na łatwiznę i się kogoś poradzić, ale perspektywa błagania o pomoc nie wydawała mu się zachęcająca. Powód był prosty: Kagami nie cieszył się zbytnią sympatią w tęczowym gronie geniuszy koszykówki, zwłaszcza kiedy w grę wchodził Kuroko. Kuroko był czymś w rodzaju słabego punktu u każdego z nich, dlatego wskazanie Kagamiego jako oczywistego winowajcę całej tej sytuacji nie powinno stanowić dla nich żadnego problemu, przeciwnie - uczyniliby to z ochotą. Szczególnie zapamiętał swoje pierwsze spotkanie z Akashim, dlatego wolał nie ryzykować powtórki.
Przez moment nawet rozważał zwrócenie się do niego z prośbą o pomoc, bo z tego co usłyszał kilka minut temu wywnioskował, że panował nad Kuroko zdecydowanie lepiej niż on. Nie miał pojęcia jak to zrobił, ale w tej chwili ta wiedza bardzo by mu pomogła, oszczędziłaby mu wiele nerwów i co najważniejsze - niebyły już dłużej skazany na czujne spojrzenia Riko i reszty drużyny, nieustannie przypominające mu o ciążącej na nim odpowiedzialności za opiekę nad cieniem Seirinu. Im więcej myślał, tym bardziej ten pomysł wydawał mu się szalony, ale ostatecznie odrzucił tą myśl i postanowił zastanowić się nad tym problemem później - gdyby chciał zaliczyć bliższe spotkanie z nożyczkami udałby się z tym fryzjera, nie ryzykując przy tym utraty czegoś więcej niż połowy włosów.
Zanim poszedł w ślady Kuroko, obrał jabłko i banana, krojąc je na mniejsze części. Skoro z tamtym było ciężko, to miał nadzieję, że chociaż z owocami będzie lepiej. Zignorował piętrzące się na stole brudne naczynia i zaniósł talerzyk do salonu. Kuroko siedział na kanapie i czytał książkę. Zajął tak niewielki kawałek przestrzeni, że Kagami bez trudu mógł usiąść obok niego, nie stykając się z nim nawet łokciem.
- Masz owoce. - powiedział, stawiając talerzyk na oparciu kanapy, ukradkiem kradnąc z niego jedną cząstkę jabłka. Włączył telewizor, a Kuroko oderwał na moment wzrok od książki i spojrzał beznamiętnie na postawione przed nim naczynie.
- …Dziękuję. - odpowiedział po dłuższej chwili i odwrócił się z powrotem do książki, całkowicie ignorując owoce. Kagami nachylił się do niego z gniewną miną i już otwierał usta, kiedy ręka szybko Kuroko powędrowała do talerzyka i chwyciła połówkę banana. Spojrzał na niego wyzywająco i na jego oczach wsunął ją sobie do ust, a Kagami zakrztusił się swoim jabłkiem i rąbnął nosem w kolano.
- Jedz normalnie! - krzyknął zduszonym głosem z dłonią przyciśniętą do twarzy, podczas gdy Kuroko przetoczył się na bok, śmiejąc się bezgłośnie. Bardziej niż bolący nos doskwierał mu wstyd palący jego uszy i kark. Może to wina jego zbyt bujnej wyobraźni, ale i Kuroko nie był bez winy, zrobił to pewnie tylko po to, żeby później móc bezczelnie się z niego naśmiewać, nie ponosząc za to żadnych konsekwencji. Kagami przekręcił głowę i spojrzał na niego ze złością. Usłyszał irytujące parsknięcie, więc kopnął go w bok i śmiech zamarł.
- Jem normalnie. - powiedział niewinnie, ale Kagami odwrócił się i wlepił wzrok w telewizor, starając się skupić całą swoją uwagę na migoczącym ekranie. Czerwony rumieniec zdążył zająć całą jego twarz i kawałek szyi, nieprzerwanie brnąć coraz niżej, a Kuroko spokojnie kontynuował jedzenie banana, od czasu do czasu zerkając na niego z zaciekawieniem.
- Czy mógłbyś przestać się gapić? - wycedził ze złością, kiedy Kuroko przysunął się do niego na tyle blisko, żeby widzieć kropelki potu zraszające jego czoło.
- Twoja skóra nabrała interesującej barwy, chciałbym ją dobrze zapamiętać. - powiedział spokojnie, w ostatniej chwili uchylając się przed ciosem. - Ja tylko patrzę, nie dotykam. - dodał, patrząc na niego jak na cenny eksponat.
- Urwałbym ci łapy gdybyś dotknął. - warknął Kagami, a Kuroko tylko wzruszył ramionami i sięgnął po kawałek jabłka. Sam zagarnął ostatni kawałek i łapczywie wepchnął go sobie do ust, czując jak cały gniew powoli z niego wyparowuje. W końcu wszystko się uspokoiło, a Kagami zaczął się nudzić.
Co chwila łypał za okno, nerwowo tupiąc stopą. Dzisiejszy dzień był wyjątkowo ciepły i zamierzał spędzić go tak jak zwykle - na graniu w koszykówkę. Nie uśmiechało mu się siedzieć w domu cały dzień pod kloszem, ale najwyraźniej Kuroko to nie przeszkadzało. Nie przeszkadzało mu zostanie w domu, ale najwyraźniej przeszkadzało mu jego tupanie, bo chrząknął kilka razy i spojrzał na niego wymownie.
- Czy mógłbyś przestać się wiercić? - zapytał, patrząc na niego z ukosa. - Nie mogę się skupić na lekturze.
- Chciałbym, ale strasznie się nudzę. - jęknął w kolano, na którym opierał swoją głowę. - Może coś porobimy? Pogoda za oknem jest świetna, może zagramy w kosza? - wypalił, zanim zdążył ugryźć się w język. Kuroko spojrzał na niego jak na karalucha i Kagami momentalnie skurczył się w sobie, bełkocząc pod nosem jakieś przeprosiny. Zupełnie zapomniał, że koszykówka była tematem tabu, w tym układzie nie mógł o niej nawet myśleć, bo znowu palnąłby jakieś głupstwo.
Przekręcił głowę i z niechęcią spojrzał za okno. Wiele oddałby za to, żeby nieskazitelnie błękitne niebo zakryły gradowe chmury i przegoniły jego nieodpartą chęć wyszalenia się na boisku. Im dłużej na nie patrzył, tym cięższe stawały się jego powieki. Tak ciężkie, aż w końcu zobaczył upragnione chmury, zasnuwające jego niebo.
Musiał przysnąć, bo kiedy otworzył oczy błękitne niebo powoli przechodziło w pomarańcz, a pokój był pogrążony w półmroku. Podniósł się lekko i ze zdziwieniem odkrył, że Kuroko zasnął oparty o jego ramię. A przynajmniej świadczył o tym równomierny oddech, zamknięte oczy i nadgryziony kawałek jabłka, które wciąż ściskał w dłoni. Kagami odruchowo zwilżył wargi i jeszcze raz zerknął za okno. Delikatnie zdjął go ze swojego ramienia i ułożył na boku, ostrożnie podnosząc się z kanapy. Pomimo wcześniej złożonej obietnicy, nie mógł wytrzymać całego dnia bez gry w koszykówkę.
- Wybacz Kuroko, ale będziesz musiał męczyć się sam... - mruknął pod nosem, ostrożnie zamykając za sobą drzwi. Choć powiedział to naprawdę cicho i niewiele głośniej od szeptu nie wiedział, że osoba w drugim pokoju właśnie się zbudziła.
Kiedy dotarł na boisko, błękit nieba stopniowo przechodził w czerwień i robiło się coraz chłodniej. Sporo czasu zajęło mu przybycie w to miejsce, ponieważ obawiał się niespodziewanej interwencji ze strony Kuroko, dlatego zrezygnował z wyboru boiska w jego najbliższej okolicy i wybrał to oddalone kilka ulic dalej. Z początku czuł się naprawdę podle, zostawiając go samego w domu ale szybko się z tym przeprosił wmawiając sobie, że to najlepsze co mógł dla niego zrobić. Wziął głęboki haust powietrza w płuca i obrócił w palcach piłkę, przymierzając się do rzutu w kosz.
- Kagami-kun, ty także zostałeś objęty zakazem. Nie możesz tego robić. - usłyszał za sobą znajomy głos i podskoczył ze strachu, wypuszczając piłkę z rąk. Odwrócił się do niego i zamarł. Kuroko spuścił wzrok i patrzył jak piłka toczy się i znika w cieniu krzewów z cichym szelestem.
- ...Udawałeś sen? - zapytał cicho, czując dziwną suchość w gardle. Kuroko pokiwał twierdząco głową. - Szlag... naprawdę myślałem, że śpisz, dlatego...
- Dlatego uznałeś, że możesz odejść? - zapytał, a Kagami spuścił głowę i zamilkł. - Czy po prostu wykorzystałeś okazję na pozbycie się niewygodnego ciężaru?
Kagami nie odpowiedział mu od razu. Spochmurniał i wymamrotał coś niezrozumiałego pod nosem, schodząc z linii wyznaczającej granice boiska. Kucnął przed krzakiem i włożył w niego ręce, nie zwracając uwagi na drapiące jego skórę kolce.
- Nie mogę siedzieć w jednym miejscu cały dzień, nie jestem taki jak ty. - burknął, wyciągając piłkę z jeżyn. - Nie miałem piłki w rękach już od tygodnia.
- Jesteś samolubny. - stwierdził Kuroko, a zaklął i Kagami ponownie wypuścił piłkę. - Poza tym ja także nie miałem jak to ująłeś "piłki w rękach" od dłuższego czasu, dlatego i ja chciałbym zagrać.
- Nie ma mowy, masz zakaz. - sarknął, po raz kolejny wyjmując piłkę z cierni.
- Ty także - odparł spokojnie, a Kagami jęknął i przewrócił oczami. Nie mógł uwierzyć, że Kuroko mógł być aż tak opanowany, normalnie Kagami dostałby ignitem w bebechy, a tutaj nic, nawet kuksańca.
- Odkąd wróciłem jesteś jakiś dziwny... Coś się stało, jak mnie nie było? - zapytał, a Kuroko pokręcił głową, nawet na niego nie patrząc. - Jak coś cię gryzie, to mi powiedz, a nie później się głodzisz i mdlejesz.
- Nic mnie nie gryzie. - powiedział, a Kagami prychnął z niedowierzaniem i odwrócił się do niego plecami.- Chciałbym tylko zagrać. - dodał cicho, ale nie na tyle cicho, żeby Kagami tego nie usłyszał. Powiedział to tak, jakby każde słowo sprawiało mu ból.
- Może ten zakaz jest złym pomysłem? - pomyślał, ukradkiem przyglądając się Kuroko, który właśnie utkwił wzrok we własnych palcach. Jakby teraz o tym pomyśleć to wszystko pasuje: przed jego wyjazdem Kuroko wciąż był chudy, ale nie na tyle, żeby cierpieć na niedowagę, dopiero po wyjeździe Kagamiego do Ameryki zaczął się głodzić. Problem najwyraźniej tkwił w tym, że Kuroko jako jego cień nie był całkowicie niezależny, mógł czerpać radość z grania w koszykówkę, ale tylko wtedy kiedy jego światło było w pobliżu. Wystarczy tylko że znowu zaczną ze sobą grać, a wszystko powróci do normy. Jednakże nie mógł tak od razu mu na to pozwolić, Riko by ich zabiła gdyby znowu zemdlał.
- Ustalimy sobie parę rzeczy… - zaczął ostrożnie, a Kuroko podniósł głowę i spojrzał na niego wyczekująco. - Zagram z tobą, jeśli będziesz jeść to, co ci przygotuję. - powiedział, a Kuroko poruszył się niespokojnie. - Jak masz apetyt na coś konkretnego to ugotuję, bylebyś to zjadł. Jeśli nie będzie żadnej poprawy to obaj zginiemy, a nie chciałbyś chyba dożywotniego zakazu, prawda? - zapytał, a Kuroko pokręcił głową. - No właśnie, dlatego bądź grzeczny i pozwól sobie pomóc. Zagramy tak jak kiedyś, ale musisz mieć do tego siłę i…
- Obiecujesz? - zapytał nagle Kuroko, wyciągając ku niemu zaciśniętą pięść. Kagami wzdrygnął się lekko, widząc w jego oczach dziwne iskierki i podrapał się po głowie. Już dawno tego nie robili.
- Tak, tak, obiecuję - mruknął niecierpliwie, przybijając pięść. - Nie tylko ty chciałbyś sobie pograć, więc daj z siebie wszystko, dla nas.
- Dobra, chciałbyś coś zjeść? - zapytał, kiedy w końcu wrócili do domu. Sam zgłodniał, choć od ostatniego posiłku minęły zaledwie trzy godziny. Kuroko po krótkim namyśle powiedział:
- Poproszę kanapkę.
- Tylko to? - zdziwił się, ale po chwili wzruszył ramionami. - No dobra, niech ci będzie…Z czym chcesz?
- Liczę na twoją pomysłowość. - odrzekł, sadowiąc się wygodnie na kanapie, którą już dawno obrał za swoją ulubioną miejscówkę w jego domu. Kagami skinął głową i zakasał rękawy, idąc w kierunku kuchni. Kilka minut później wrócił z dwoma talerzami, jeden dał Kuroko a drugi zostawił sobie.
- I jak?
- Smaczne. - stwierdził Kuroko, odrywając palcami kawałek tosta z brzegu i wpychając go sobie do ust. Wciąż jadł jak ptaszek, ale przynajmniej się starał zjeść cokolwiek. Przychodziło mu to zdecydowanie łatwiej niż wcześniej, jednak to wciąż było za mało, żeby Kagami mógł odczuwać dumę z tego powodu, ale miał nadzieję, że dalej pójdzie jak z górki. Resztę dnia spędzili przed telewizorem, wspólnie komentując i rozmawiając na rozmaite tematy, co jakiś czas zahaczając o koszykówkę. Kagami musiał przyznać, że brakowało mu tej odmiany i choć Kuroko wciąż niewiele mówił o sobie, wiedział o nim zdecydowanie więcej niż wcześniej.
- Późno już, powinniśmy iść spać. - stwierdził Kagami patrząc na zegarek, a Kuroko z aprobatą pokiwał głową. - Eee.. kąpałeś się już?
- Tak, zrobiłem to w domu. Mam się przebrać? - zapytał, a Kagami bez słowa machnął ręką w kierunku łazienki. Kuroko wrócił ubrany w krótkie spodenki i białą koszulkę, Kagami kątem oka zerknął na jego ubranie i podrapał się po głowie. Kolejnym problemem z jakim musiał się zmierzyć było spanie. Miał wystarczająco dużo miejsca, żeby zapewnić mu osobny pokój, ale miał tylko jedno łóżko… a przecież nie mógł kazać gościowi spać na kanapie w salonie.
- Nie mam drugiego łóżka...- powiedział z niewyraźną miną, zerkając to na łóżko to na niego. Jakby się nie bał, że przypadkiem zgniecie go podczas snu pewnie bez oporów podzieliłby z nim posłanie, ale w tym wypadku nie było mowy o żadnym dzieleniu, zwłaszcza z kimś tak drobnym jak on.
- To nie problem, możemy spać razem. Dlaczego się rumienisz? - zapytał, dostrzegając czerwień na jego policzkach. Kagami podskoczył lekko i zmieszał się jeszcze bardziej, patrząc wszędzie tylko nie na niego.
- Wcale się nie rumienię, po prostu ten...to mój pierwszy raz, z kimś innym...jak byliśmy mali z Himuro czasami ten...razem...a-ale...!
- Twoje tłumaczenie jest zabawne, ale proszę nie mów już nic więcej. - poprosił, a Kagami przybrał obrażoną minę i poczerwieniał jeszcze bardziej. Nie czekając na niego, wszedł do łóżka i natychmiast naciągnął na siebie kołdrę tak, że było widać tylko poczerwieniałe uszy.
- Dobranoc - wyburczał, odwracając się do ściany. Usłyszał ciche westchnięcie, a chwilę później pościel z drugiej strony zafalowała lekko i poczuł delikatne muśnięcie na boku.
- Dobranoc, Kagami-kun - usłyszał szept tuż przy swoim uchu i przeszedł go dziwny dreszcz, nie mający nic wspólnego z dyskomfortem spania w jednym łóżku. Wtulił nos w poduszkę i ciaśniej opatulił się kołdrą. Ciało obok niego znieruchomiało, ale Kagami jeszcze przez długi czas wiercił się w miejscu, zanim pogrążył się w płytkim śnie.
