Kagami do samego końca wierzył, że ta pobudka będzie należała do całkiem zwyczajnych, normalnych i co najważniejsze…bezpiecznych. Ale kiedy ze snu wyrwało go nagłe szarpnięcie w okolicach pępka i obudził się zaledwie kilka sekund przed uderzeniem czołem w podłogę, całkowicie zwątpił w to, że przez najbliższy tydzień będzie go budził alarm, a nie czyjś kopniak. Wrzasnął krótko, bardziej z zaskoczenia niż z bólu i zaparł się rękami o podłogę, z trudem wślizgując się z powrotem na łóżko. Spojrzał wściekle na śpiącego w najlepsze Kuroko i pacnął go lekko w czoło. Nawet we śnie potrafił robić mu na złość, a tym razem udało mu się wykopać go z jego własnego łóżka, małe rozpuszczone bydle. Instynktu jednak nie mógł mu odmówić, bo obudził go trzy minuty przed zaplanowaną pobudką. Pomimo tego faktu, wolałby jednak ocknąć się patrząc w sufit, niż ze świadomością, że zaraz rozkwasi sobie nos o coś twardego.

Potarł obolałe czoło i już całkiem rozbudzony, udał się do kuchni przygotować śniadanie. W bonusie ścierpła mu ręka od długotrwałego leżenia na boku, zwykle spał na plecach z szeroko rozłożonymi ramionami, ale od kiedy musiał gościć w swoim łóżku dodatkową osobę, nie miał zbytniego wyboru jak tylko skurczyć się w sobie i oddać przynajmniej połowę łóżka. Mimo bolesnej pobudki i obolałego ramienia, nie spał wcale tak źle jak na to narzekał. Już wiedział dlaczego małżeństwa zwykle śpią razem, czucie ciepła czyjegoś ciała obok własnego dawało choć minimalne poczucie bezpieczeństwa, nawet jeśli tą osobą był jego kolega z drużyny. Był ciekaw, czy Kuroko po przebudzeniu będzie czuł to samo co on, w końcu Kagami był większy i cieplejszy, jego kruche ciałko przecież powinno czuć się dobrze w jego towarzystwie...

- ...O czym ja do cholery myślę...- skarcił się w myślach, rozmasowując pulsujące bólem skronie. - Chyba za mocno uderzyłem się w głowę, niech cię szlag, Kuroko.

Owinął talerz z jego porcją folią i wstawił go do lodówki, do której następnie przyczepił kartkę mającą poinformować Kuroko o przygotowanym dla niego posiłku. Dla pewności rozwiesił jeszcze kilka takich karteczek w sypialni, w salonie na kanapie i w łazience, na lustrze. Wolałby osobiście go przypilnować, ale nie mógł zaniedbać szkoły. Z tego co pamiętał tylko Kuroko był z niej tymczasowo zwolniony, więc będzie musiał sam się sobą zająć dopóki Kagami nie wróci, tak przynajmniej myślał.

Ledwo co wszedł do szkoły a już napatoczył się na połowę swojej drużyny. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie ich miny, wybałuszyli na niego oczy i zamarli, niektórzy z szeroko otwartymi ustami. Uśmiechnął się do nich krzywo i machnął im krótko pomimo oschłego powitania. Nie miał pojęcia dlaczego byli tak zdziwieni jego widokiem, może dzisiejsza pobudka sprawiła, że na jego czole pojawił się siniak? Może myśleli, że ten siniak był dziełem Kuroko, jeśli tak myśleli to poniekąd mieli rację. Ruszył w kierunku swojej klasy, już chciał rozsunąć drzwi, kiedy coś brązowego śmignęło koło jego nóg i przesłoniło mu wejście do klasy.

- Co ty tutaj robisz, miałeś się nim zająć. - warknęła na powitanie Riko, obrzucając go poirytowanym spojrzeniem, a Kagami cofnął się nieco w tył, zauważając jej bojową postawę. Podpierała dłońmi biodra, co raczej nie oznaczało dla niego niczego dobrego.

- Przecież nie mogę opuszczać szkoły...- wybąkał szybko, nieco zdumiony tonem jej głosu, a Riko prychnęła i spojrzała w prawo i w lewo, ostentacyjnie rozglądając się za czymś. Złapała go za bluzę i szarpnęła w bok, upewniając się czy nic nie chowa się za jego plecami. Wyprostowała się i zmarszczyła brwi.

- To gdzie on jest? Chyba mi nie powiesz, że zostawiłeś go samego w domu...

- Ano zostawiłem...- wymamrotał z przerażoną miną, widząc iskierki złości jasno błyszczące w jej oczach. Skoro już „wpadł" to pozostała mu tylko nadzieja, że przynajmniej oszczędzi jego krocze.

- A nie przyszło ci do głowy, że w tym czasie mógł zwiać i sobie gdzieś pójść? Na przykład pograć w KOSZYKÓWKĘ? - zapytała z naciskiem, wchodząc piętą w jego stopę. Kagami skrzywił się lekko z bólu, ale dzielnie utrzymywał kontakt wzrokowy. Poddał się niemal natychmiast, kiedy poczuł że jeszcze chwila i zmiażdży mu stopę.

- … No dobrze, już wracam. - wyburczał gniewnie, przygwożdżony przez jej spojrzenie. - Nie myślałem, że mógłby...no a trening?

Zaśmiała się.

- Chyba nie myślałeś, że pozwolę ci wziąć udział w meczu? - zapytała z wyraźną drwiną w głosie. - Postaw się na miejscu Kuroko. - dodała, a Kagami odruchowo przewrócił oczami, słysząc tą kwestię już któryś raz z kolei. - Już dawno załatwiłam twoje zwolnienie, więc zasuwaj do domu i zajmij się swoimi obowiązkami. - odwróciła się na pięcie i w lekkich podskokach ruszyła przez korytarz. Kiedy zniknęła mu z oczu, Kagami niechętnie odszedł od drzwi i udał się w kierunku z którego przyszedł.

- Ciekawe z kim dzisiaj grają. - pomyślał ponuro, przypominając sobie, że dzisiaj rzeczywiście miał być jakiś mecz. Po raz kolejny przeklął chorobę Kuroko, takie sytuacje będą się powtarzały jeśli szybko czegoś z tym nie zrobi. Wielki problem małego człowieka podcinał mu skrzydła, nie mogą pójść dalej jeśli nie zlikwidują tego problemu i obaj dobrze o tym wiedzieli.


Cały styrany i uwalony błockiem, pojawił się w mieszkaniu dopiero po godzinie dwunastej. Był pewien, że dotrze do domu szybciej jeśli pojedzie tramwajem, ale z tego co się okazało zajęło mu to prawie godzinę więcej niż gdyby szedł na piechotę. Zupełnie zapomniał, że w piątki komunikacja miejska zwykle bywała zapchana pasażerami po brzegi…

- Mam nadzieję, że się nie spóźniłem...- pomyślał, zamykając za sobą drzwi. Mimo słów Riko i swojego pośpiechu, nie wierzył, że Kuroko mógłby ot tak sobie uciec, złamałby również ich umowę, której warunki ustalili już wczoraj. - Kuroko? Jesteś tutaj? - rzucił wgłęb pomieszczenia, w międzyczasie chodząc po mieszkaniu w poszukiwaniu zagubionego współlokatora. Odetchnął z ulgą, kiedy ujrzał go siedzącego na kanapie, chyba niedawno wstał, bo wciąż był w pidżamie. Odstawił torbę na bok i bezceremonialnie opadł na kanapę obok niego.

- Już się obawiałem, że gdzieś sobie poszedłeś. - wyjaśnił, schylając się po butelkę wody.

- Spokojnie, zrozumiałem, że najpierw muszę się wzmocnić. - odparł spokojnie, przewracając kolejną stronę w książce. Ujął dłońmi naczynie z parującą cieczą i przycisnął ją do ust, nie spuszczając wzroku z czytanej lektury. - Czy nie powinieneś pójść do szkoły? - zapytał, siorbiąc cicho ze swojego kubeczka z herbatą.

- Nie, miałem się tobą zająć. Obaj jesteśmy uziemieni, przez ciebie.

- Przepraszam, że sprawiłem ci kłopot. - powiedział beznamiętnym tonem, a Kagami prychnął i odwrócił się od niego. Może w głębi duszy rzeczywiście było mu przykro, ale jego postawa nie mówiła o jakiejkolwiek skrusze, bardziej przypominała mu coś na wzór mściwej satysfakcji, choć jego oczy były tak samo niewinne jak wcześniej. Mały utajniony diabeł.

- Jadłeś już coś? - zapytał, ciekawy czy jego patent zadziałał. Kuroko jednak pokręcił przecząco głową.

- Nie, przed chwilą wstałem. Ta kartka wisząca na lustrze uniemożliwiła mi kontynuowanie porannej toalety. - poskarżył się z lekkim, nieco pobłażliwym uśmiechem. Nie dość, że nic nie zjadł to jeszcze się z niego naśmiewa.

- To ją zdejmij i idź się ubrać, podgrzeję ci to jedzenie…a może chciałbyś coś konkretnego? - zapytał Kagami, ożywiając się nieco. - Coś co lubisz i żebyś to zjadł. - dodał kąśliwie, a Kuroko podniósł dłoń do podbródka i zamyślił się krótko.

- Omlet.

- Żadnych jajek, wybierz coś innego. - warknął, a Kuroko wzruszył ramionami i zszedł z kanapy. Zamknął książkę i włożył ją sobie pod pachę, wychodząc z pokoju z wysoko podniesioną głową. Kagami od niechcenia podążył wzrokiem za nim, ale kiedy spostrzegł co chciał zrobić, od razu rzucił się za nim biegiem.

- O nie, nie zrobisz tego...- zaczął, ale zanim zdążył go zatrzymać, drzwi zatrzasnęły się tuż przed jego nosem. A jednak zrobił. Wczoraj wywinął mu dokładnie ten sam numer, chociaż zawarli umowę dotyczącą jego posłuszeństwa w kwestiach żywieniowych, właśnie w ten sposób ukazywał swoje niezadowolenie. Nawet Kuroko miewał swoje kaprysy.

- Wyłaź! - zawołał, szarpiąc się z klamką. Nieważne ile siły używał, drzwi nie chciały ustąpić nawet w jego własnym domu, zmierzył je groźnym spojrzeniem i wrócił do pokoju, gniewnie zakładając ramiona na piersi niczym obrażone dziecko. Taktyka Kuroko powoli zaczynała działać mu na nerwy, zwykle porze posiłków znikał mu z oczu i pojawiał się dopiero wtedy, kiedy było po ptokach. W takich chwilach przydawała mu się książka, mógł przeleżeć długie godziny zamknięty w jego sypialni śpiąc lub czytając. Kagami postanowił sobie, że przy najbliższej okazji wyjmie klucz z zamka i go wyrzuci. Póżnym wieczorem zaczaił się na niego w drzwiach kuchni i przyłapał go na podbieraniu mleka z lodówki

- Czy ty choć raz nie możesz zjeść NORMALNIE? - spytał z naciskiem, kiedy Kuroko wetknął słomkę do kubka i minął go bez słowa, szybko dreptając w stronę kanapy, na której zdążył się już zadomowić. Podkurczył kolana i przyssał się do napoju, nie odrywając wzroku od książki.

- Jak ty w ogóle możesz myśleć z pustym żołądkiem?

- Z kolei Kagami-kun jest pełny i nie myśli w ogóle.

- Nie denerwuj mnie! - zawołał, a Kuroko parsknął śmiechem i zakrztusił się mlekiem. Ciecz spłynęła po jego brodzie, plamiąc po drodze wszystko, co było suche i miękkie. Błękitnowłosy szybko odłożył książkę, chcąc odsunąć ją jak najdalej od źródła zagrożenia i parsknął cicho, czując ciepłe krople skapujące mu z nosa. Potrząsnął bezradnie głową i uniósł ręce do twarzy, chcąc zebrać nadmiar płynu.

Wielu mężczyzn nie pogardziłoby takim widokiem u jakiejś dziewczyny, a u chłopaka najwyżej skomentowaliby kilkoma wrednymi zdaniami. Skoro Kuroko należał do tej drugiej grupy, to dlaczego Kagami zachował się tak jak w pierwszej? Gapił się na niego z szeroko otwartymi ustami, czując jak jego twarz zalewa rumieniec. Szybko się jednak opamiętał i rzucił po chusteczki, które natychmiast rozwinął i przybliżył do twarzy poszkodowanego.

- Niezdara…- burknął, ścierając pozostałości mleka z jego twarzy, szyi i koszuli. Kuroko z wdzięcznością pozwolił mu się obetrzeć, po czym sam wziął chusteczkę i dokończył dzieła. To także podziałało na wyobraźnię Kagamiego, zakrył poczerwieniałą ze wstydu twarz i odwrócił się od niego. - Idź się umyć i najlepiej od razu przebierz się w coś suchego, jeszcze się przeziębisz. - dodał, choć w takich warunkach nie było najmniejszej szansy, żeby Kuroko mógł się przeziębić. Zignorował jego zachowanie i pokiwał głową, bez słowa idąc w kierunku łazienki.

Dalej zakrywał się dłońmi, które musiały znosić całe to gorąco, jakie promieniowało z jego twarzy. Wiedział, że za jego nagłe napady wstydu odpowiedzialna była głównie jego zbyt bujna wyobraźnia, ale Kuroko także nie pozostawał bez winy. Znając jego naturę robił to specjalnie, ale mimo to nie miał stuprocentowej pewności, że i to nie było dziełem przypadku. Może powinien zapytać go wprost?

- Nie, nie ma mowy…- szybko odrzucił tą myśl, wyobrażając sobie minę jaką miałby Kuroko, gdyby mu o tym powiedział. - Uznałby mnie za zboczeńca.

Skoro już jesteśmy przy zboczeńcach, to co na jego miejscu zrobiłby Kise? W sumie nie tylko on, całe Pokolenie Cudów wykazywało niezdrowe zainteresowanie ich małym kolegą, właściwie to chyba dobrze, że to Kagami był świadkiem tego wypadku, a nie któryś z nich. Oczywiście pomijając to, że się zarumienił…

Jego rozmyślania przerwał nagły trzask dobiegający z łazienki. Drzwi właśnie się otworzyły i pojawił się w nich przebrany już Kuroko. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie…no właśnie, jego ubiór.

- C-co ty masz na sobie?! - zawołał, patrząc na własną koszulę. Spojrzał w dół i poczuł jak na jego twarz ciemnieje. - Koszulka i... nie mów że bokserki też wziąłeś...

- Przepraszam, ale wygląda na to, że zgubiłem swoje rzeczy.

- Nie dość, że ty sam wiecznie się gubisz, to jeszcze twoje ubrania!

- Nic na to nie poradzę, ten dom jest zbyt duży.

- Tylko dwa pokoje plus łazienka!

- Ale są duże, nie zdziwiłbym się, gdybyś po pewnym czasie wybudował tutaj boisko do koszykówki. - powiedział, a Kagami wyburczał coś pod nosem i machnął na niego ręką. Kuroko uznał to za zaproszenie, minął stolik i ponownie zajął miejsce obok niego na kanapie. Kiedy na nią wchodził, jego koszula zafalowała na wysokości jego bokserek, odsłaniając białe uda. Wyglądała na nim jak na dziecku.

- Jakie białe nogi...- stwierdził w myślach Kagami, nieświadomie błądząc po nich wzrokiem. Skóra wyglądała tak, jakby nigdy wcześniej nie widziała słońca, z trudem powstrzymał się od przejechaniem po niej opuszkami palców. Wyglądała na niesamowicie miękką…

Cofnął rękę jak oparzony i spojrzał na Kuroko ze strachem, dostrzegając jego pytające spojrzenie. Przełknął ślinę i wstał szybko z kanapy, chowając dłoń w kieszeni. Jeszcze moment i oparłby się pokusie, na szczęście zachował jeszcze resztki świadomości i mógł się w porę zatrzymać. Skąd to nagłe pragnienie?

- Idę spać. Zgaś później światło, dobrze? - poprosił ze słabym uśmiechem. Pomimo tego, że była dopiero dwudziesta pierwsza, wiedział, że godzina nie miała najmniejszego znaczenia. Niewątpliwe przez następne kilka godzin będzie miotał się w łóżku, przeklinając siebie, swoją wyobraźnię i rękę, która prawie naruszyła granicę, której niewolno mu było przekroczyć.