Wbrew temu co myślał Kagami, istniały jednak miejsca gdzie mógł dowolnie przekraczać granicę i to w dodatku bez niczyjej wiedzy. Linia w jego umyśle była cienka i niemal niewidoczna, mógł bez problemu przejść tuż nad nią i postąpić krok naprzód. Nie widział muru o którym tyle mu wspominano, nic poza kolejną, tak samo słabą linią nie dzieliło go już od obiektu, do którego dążył już od dłuższego czasu.
W chwili kiedy naruszył kolejną granicę, jego umysł kompletnie przestał reagować na jakiekolwiek myśli, starające się oderwać go od najwspanialszego widoku jaki ujrzał w swoim życiu. Malinowe usta i blade, wszczepione w pościel dłonie. Kagami nie miał pojęcia, co się właściwie działo, ale podobało mu się to i pragnął tego więcej, pragnął więcej rozkosznych jęków, z trudem wydobywających się ze słodkich warg. Było im cholernie ciasno, obydwaj byli jakby zamknięci w jednej przestrzeni, doskonale wyliczonej na każdy centymetr ich ciała. To był bardzo lepki, duszący, choć przyjemny sen, do czasu aż nie zobaczył jego twarzy...
Kagami zerwał się z łóżka zbudzony przez krzyk, wydobywający się z jego własnych ust. Poderwał się do siadu i przytknął dłoń do poczerwieniałej twarzy, z trudem łapiąc oddech. - Nie może być...- wydyszał i odruchowo obrócił głowę, patrząc ze szczerym strachem na śpiącego obok niego Kuroko.
Kagami-kun...Kagami-kun...
Z całej siły zacisnął dłonie na głowie, jakby chciał z niej wycisnąć ten nieprzyzwoity obraz, wciąż jawiący się tuż przed jego oczami. To o czym śnił było chore, jak jego wyobraźnia mogła aż tak okrutnie reagować na obecność Kuroko? Przecież to się w głowie nie mieści, kilka dni temu nawet nie pomyślałby o nim w takiej kategorii, a teraz wyczyniał z nim takie rzeczy. Mówią, że najgorsze koszmary przenoszą się do rzeczywistości…chociaż jakby na to spojrzeć z nieco innej perspektywy, to ten sen nie był koszmarem, bo poza samą nieprzyjemną myślą, że osoba z którą to robił spała tuż obok niego nie było w tym nic nieprzyjemnego. Najbardziej było mu wstyd za to, że po części żałował tak nagle zakończonego snu, był prawdziwym idiotą.
Roztarł spocone czoło i raz jeszcze zerknął na Kuroko, starając się przezwyciężyć palący wstyd, wciąż zalewający jego policzki. Musiał wślizgnąć się ukradkiem do łóżka, starając się go przy tym nie obudzić. No i teraz go obudził, niby nieświadomie ale w jakiś sposób przyczynił się do jego wcześniejszej pobudki. Na dworze było jeszcze ciemno, ale Kagami był już zupełnie rozbudzony. Z cichym jękiem dźwignął się z łóżka i spojrzał na zegar umiejscowiony nad szafą. Wskazywał piątą.
- Cholera, i to jeszcze w weekend… - burknął gniewnie, zakładając kapcie na stopy. Podreptał w stronę salonu i podszedł do drzwi balkonowych, rozwierając je na tyle szeroko na ile pozwalały skrzypiące zawiasy. Zawsze jak miał okazję to wychodził na balkon, pozwalało mu to nieco ochłonąć a tego w tej chwili potrzebował najbardziej. Objął dłońmi nieco przerdzewiałą poręcz, przyjemnie chłodną dla rozpalonego ciała i przytknął do niej czoło. Chociaż działo się to tylko w jego głowie to nie miał pojęcia jak teraz pokaże się Kuroko na oczy, przecież on od razu zauważy, że myślał o nim w jakiejś nieprzyzwoitej kategorii. Może zdąży coś wymyślić zanim ten mały diabeł się ocknie i zacznie go męczyć pytaniami.
- Kagami-kun. - usłyszał cichy szept za swoimi plecami i aż podskoczył w miejscu. Nie miał najmniejszych wątpliwości co do osoby wypowiadającej te słowa, to Kuroko stał za jego plecami, najpewniej domagając się od niego wyjaśnień. Nawet nie zdążył pomyśleć nad strategią, co on mu w takim razie powie?
- Co ty tutaj robisz?! - warknął przyciszonym tonem, starając się opanować uczucie panicznego strachu. - Nie widzisz, że jest jeszcze zbyt wcześnie na to żebyś wstał?
Wyglądał jakoś inaczej, ale trudno go winić, dopiero co wstał. Właśnie…wstał.
- Miałem wrażenie, że coś się stało… - odparł zaspanym głosem, przecierając oczy. Kagami zamrugał zdziwiony i przyjrzał mu się bliżej, wtedy coś go tknęło. Niepotrzebnie panikował, bo Kuroko jeszcze spał.
- Nic się nie stało, wracaj do łóżka. - wybąkał Kagami, starając powstrzymać się od uśmiechu, który wręcz cisnął mu się na usta. Tym razem był uratowany.
Kuroko spojrzał na niego nieprzytomnym wzrokiem i nie wiedzieć dlaczego, poklepał go lekko po ramieniu. Patrzył na niego jeszcze przez parę sekund i w porę zdążył się odwrócić, bo twarz Kagamiego na nowo przybrała barwę dojrzałego pomidora. Jeśli za każdym razem będzie tak żywo reagował na jego dotyk, to już mogli zrezygnować z „żółwika" na tym etapie wydawało mu się to niemożliwe, żeby mógł to przetrwać. Może po prostu potrzebował wyrzucić z głowy ten sen, wtedy wszystko wróci do normy…
- Zaczynam mieć omamy, to twoja wina. - burknął, patrząc ze złością na pochrapującego już Kuroko. Nie miał zamiaru wracać do łóżka, skoro już jest rozbudzony to najlepiej będzie jeśli zajmie się śniadaniem. Niech tyje szybciej, wtedy Kagami szybciej się od niego wyprowadzi i jego ciało przestanie tak reagować na obecność mniejszego chłopaka.
- Kagami-kun, za dużo...- powiedział cicho Kuroko, wymownie patrząc na górę jedzenia piętrzącą się na jego talerzu. Kagami podrapał się po głowie, jakby zastanawiał się dlaczego właściwie to zrobił i spuścił wzrok na własny talerz, odnajdując na nim jajecznicę zrobioną z dziesięciu jaj. Taaaak...naszło go dzisiaj na jajka, a Kuroko dostał mieszankę wszystkiego co znalazł w lodówce. Może to odwet za ten nieprzyjemny poranek.
- Jedz - odparł po dłuższej chwili, niemal groźnym tonem. - Wciąż sama skóra i kości, trenerka nas udusi jeśli nie będzie żadnych postępów.
- To nieprawda. - zaprotestował, a Kagami uniósł brwi dość sceptycznie spoglądając na jego "mięśnie". - Poza tym, szybkie nabieranie wagi nie wydaje mi się być najlepszym pomysłem, Kagami-kun...
- Cicho, nie marudź. - uciął i zaatakował stos jajek nożem, robiąc z nich coś w rodzaju ręcznie rozdrobnionej jajecznicy. Uniósł wzrok i spojrzał na niego pytająco, a zaraz po tym zerknął na wciąż nietkniętą górę jedzenia. No może tym razem rzeczywiście trochę przesadził, przecież on normalnie nie był w stanie zjeść nawet jednej czwartej tego, ile mu nałożył. - No dobra, zjedz tyle ile możesz...- burknął niezadowolonym tonem, niechętnie powracając do swojego talerza. Poranny wstyd szybko zmienił się w frustrację, to przez nią ugotował więcej niż obaj mogli zjeść, nie mógł wyładować się na boisku to zrobił to w kuchni. - Nie wybrzydzaj, jedz. - dodał, widząc stara się jak najdokładniej oddzielić ryż od szpinaku.
- Jem. - odparł spokojnie, a Kagami prychnął.
- To dlaczego nie jesz szpinaku? Ma dużo żelaza, w sam raz na twoje skłonności do mdlenia na treningach. - stwierdził kąśliwie, ładując do ust kolejną porcję jajek.
- Wątpię, że ktokolwiek poza tobą zechciałby jeść coś takiego. - zauważył, wskazując na cały ten miszmasz na talerzu. Jedynej rzeczy jakiej tam nie było to jajka, wszystkie poszły na wysokobiałkowe śniadanie Kagamiego.
- Nie pyskuj, jedz. - warknął, podsuwając mu pod nos szklankę ze wrzącą herbatą. Kuroko tylko wzruszył lekko ramionami i ponownie utkwił wzrok w jedzeniu. Wyraźnie widział, że coś go gryzie ale zdecydował się nie drążyć tego tematu, kiedy Kagami stawał się drażliwy, czyli dokładnie taki jaki był teraz, to lepiej było zostawić go w spokoju. Sam Kagami powoli zaczynał odczuwać wyrzuty sumienia, bo biorąc pod uwagę to jaką rolę pełnił we śnie to nie on był poszkodowany, a Kuroko. Jakby o tym pomyśleć to czułby się zdecydowanie gorzej, gdyby to właśnie on w tym śnie był na dole. Cieszyć się, nie narzekać.
Po paru minutach Kuroko podziękował i odsunął od siebie talerz, umykając szybko do pokoju zanim Kagami zdążył się zorientować, ile z zawartości naczynia bezpiecznie spoczęło w jego żołądku. Odruchowo już chciał za nim krzyknąć żeby wracał dokończyć posiłek, ale połowa jego talerza okazała się… pusta. Jak to się stało, że zjadł aż połowę i to przy takiej porcji?
- Może w końcu zaczął traktować to na poważnie? - zamyślił się, zerkając na niego przez ramię. Jeśli tak to miał już o połowę pracy mniej, bo największy problem stanowiła właśnie jego upartość. Skoro to już miał z głowy to reszta powinna pójść już z górki, zdecydowanie bardziej martwił się kolejną nocą w tym samym łóżku...
Zaraz po skończonym posiłku Kuroko przeniósł się w swoje ulubione miejsce na kanapie i standardowo zajął się czytaniem książki, co jakiś czas podjadając owoce obrane i przyniesione przez Kagamiego. Z tym mu się udało, przynajmniej jadł coś z własnej woli a nie z czystego przymusu. Dodatkowo zauważył, że ze wszystkich owoców Kuroko najchętniej jadał banany. Kagami postawił na jego wrodzoną wredotę twierdząc, że robił to specjalnie, podczas gdy na trzy banany przypadało tylko jedno małe, nieco zielone jabłko, więc wybór w kwestii owoców był raczej niewielki…
Po skończonym drugim śniadaniu obaj rozeszli się w swoje strony, Kagami miał na głowie obowiązki domowe, a Kuroko potrzebował jedynie przebrać się z piżamy w swoje codzienne ubrania i mógł wrócić do czytania.
- Robię pranie, potrzebujesz czegoś? - zawołał Kagami, wychylając się z łazienki. Kilka chwil później błękitnowłosy wręczył mu stosik ubrań, ignorując wymowne spojrzenie jakim obdarzył go Kagami. Był ubrany dokładnie w to samo w czym przyszedł, a to oznaczało, że jego ubrania albo tajemniczo zniknęły i je znalazł albo w ogóle nie zniknęły. Kuroko spojrzał na niego pytająco.
- Nic, możesz już iść...- machnął na niego ręką i odwrócił się od niego, słysząc już tylko dźwięk zamykanych drzwi. Spojrzał na rzeczy które od niego dostał i dostrzegł w nich własne ubrania, te które Kuroko samowolnie sobie pożyczył. Kagami przełknął nerwowo ślinę, czując dziwny ścisk w żołądku. Nosił je tylko przez kilka godzin, ale to chyba wystarczyło żeby chociaż trochę przesiąkło jego zapachem.
Zanim zdążył skarcić się za niedorzeczne myśli, wetknął nos w materiał i zaciągnął się głęboko, przymykając powieki. Kuroko sam w sobie właściwie nie pachniał, ale wyczuwał delikatny zapach, który mógł należeć tylko do niego. Czuł go za każdym razem, kiedy wchodził do jego łóżka, niemal bezwonny, a jednak jego zmysły potrafiły go wyczuć.
Podniósł wzrok i włosy stanęły mu dęba, bo zrównał się spojrzeniem z Kuroko, obserwującym go zza lekko rozchylonych drzwi. Wytrzeszczył na niego oczy, czując jak jego policzki zalewa kolejny rumieniec wstydu, tym razem z większą mocą bo nie czuł już wstydu przed sobą, a także przed nim. Zanim zdążył się z tego wytłumaczyć, Kuroko zaczął rozmowę jako pierwszy.
- Uznajmy, że tego nie widziałem...- powiedział powoli, ostrożnie zamykając za sobą drzwi.
- Ej, to nie tak! - zawołał za nim, ale Kuroko już zdążył zniknąć za drzwiami. Nie dał za wygraną i wybiegł z łazienki nawołując go po całym domu, a błękitnowłosy najwyraźniej był bardzo ubawiony jego rozpaczliwą próbą wytłumaczenia się ze swojego dziwnego zachowania, bo przez resztę dnia co jakiś czas naśladował jego zachowanie, co prawda tym obiektem była najczęściej książka, ale to wystarczyło żeby go wkurzyć. Jak miał mu niby wytłumaczyć, że te inhalacje były dziełem czystego przypadku?
- Przestań się ze mnie nabijać, ty mały diable! - wrzasnął po raz trzeci tego dnia, a Kuroko nawet nie mrugnął tylko bez pośpiechu zamknął książkę i dopiero po tym zwrócił głowę w jego stronę.
- To Kagami-kun zaczął. - powiedział na swoje usprawiedliwienie, a czerwonowłosy wywrócił oczami i wepchnął do ust garść popcornu. Nie miał już siły się z nim sprzeczać, widział co zrobił ale na szczęście traktował to dość pobłażliwie, tylko sobie z tego żartując. Reszta dnia przebiegała zgodnie z planem, Kuroko coś czytał, Kagami oglądał i od czasu do czasu wymieniali ze sobą po kilka zdań. A czerwonowłosy coraz częściej zerkał na zegarek, nadchodząca noc była tym czego obawiał się najbardziej.
