Uciążliwe tykanie ściennego zegara, zaskakująco łatwo przebijało się przez głośno grający odbiornik telewizyjny, drażniąc jego uszy już od dobrej godziny. Kagami siedział wciśnięty w prawy róg kanapy z nogami podciągniętymi pod brodę, wpatrując się tępym wzrokiem w zegar z jednym marzeniem w głowie - żeby ten dzień nigdy nie dobiegł końca, ustępując znienawidzonej nocy.

Ułożył podbródek na kolanie i westchnął ciężko, wciąż nie mogąc zrozumieć, jakim cudem doprowadził do takiej sytuacji. To, co się działo w ostatnich dniach z jego mózgiem i ciałem, należało do nowości. Posługując się przykładem wiecznie wygłodniałego żołądka, przypominało mu odkrycie nowej potrawy, z nowych składników, czegoś z czym nigdy wcześniej nie miał do czynienia i z początku nie bardzo wiedział, jak miał to ugryźć. W przypadku Kuroko nie chciał niczego „gryźć", chciał tylko, żeby jego organizm jakoś ogarnął zaistniałą sytuację i jak najszybciej wyprowadził odpowiednią kontrę, zanim będzie za późno.

Westchnął raz jeszcze, nieświadomie zwracając na siebie uwagę Kuroko, który na moment oderwał wzrok od książki i popatrzył w jego stronę. Kagami przez cały dzień chodził czymś rozdrażniony, jakby olbrzymi robak przycupnął na jego plecach i podgryzał go w kark za każdym razem, kiedy ten usiłował się skupić na czymś ważnym. Był inny niż zwykle i to było niepokojące, nawet dla niego.

Kagami był tak zamyślony, że nawet nie zauważył przesunięcia się wskazówek o prawie dwie godziny naprzód, coraz bliżej nocy, której tak bardzo się teraz obawiał. Krótko po godzinie jedenastej, Kuroko zgasił telewizor i wstał z kanapy, zerkając na niego przez ramię.

- Nie idziesz spać? - zdziwił się, a Kagami drgnął niespodziewanie, wyrywając się z chwilowego otępienia.

- ...I-idę, daj mi chwilę... - mruknął, trąc zmarszczone czoło. No dobra, czas zmierzyć się z rzeczywistością, zrozumieć ją i znormalnieć, jeśli przetrwa tę noc bez żadnych większych wybryków, to reszta powinna już wrócić do normy. Normy z czasów, kiedy waga Kuroko była we względnej normie, a jego myśli czyste i niewinne. Tak przynajmniej zechciałby to widzieć.

Spuścił nogi z kanapy i poczłapał za nim, wzdychając ciężko. Zdecydowanie łatwiej jest powiedzieć niż zrobić, być może gdyby jednak postarał się ograniczyć myślenie do minimum, to do jego głowy przestałyby napływać nieprzyzwoite myśli i obrazy, dręczące go coraz bardziej z dnia na dzień. Spojrzał na jego drobne barki i odruchowo zjechał wzrokiem w dół, zatrzymując go na…

- Kagami-kun? - podskoczył, oblewając się rumieńcem. Ledwo wszedł do pokoju, a już zaczął przegrywać, od paru sekund stał w bezruchu i bezwstydnie wpatrywał się w jego… no, nawet nie mógł wypowiedzieć tego słowa, ani żadnej z jego odmian w myślach, bo jego twarz z każdą taką próbą nabierała zupełnie nowego odcienia czerwieni. Wśliznął się pod kołdrę obok niego i szybko zakrył się nią po same uszy.

- Branoc. - burknął, natychmiast przewracając się na drugi bok. W odpowiedzi usłyszał ciche „dobranoc" i zacisnął zęby, walcząc ze swoimi wyobrażeniami. Dojrzewanie i te sprawy, ale dlaczego akurat teraz?

- Kagami-kun.

- Co? - warknął, na moment wystawiając nos zza kołdry.

- Trzęsiesz się, czy mógłbyś przestać? Nie będę mógł zasnąć... - poskarżył się, trącając go stopą w łydkę. Kagami momentalnie spurpurowiał, odsuwając się od niego na sam kraniec łóżka. - Jest ci zimno?

- Nie, nawet aż za gorąco...- odpowiedział zgodnie z prawdą, przeklinając pod nosem na niespodziewany ruch ze strony Kuroko. - Zamknij się i idź już spać. - burknął, mając nadzieję, że jednak nie zechce dłużej kontynuować tej rozmowy i grzecznie odwróci się w swoją stronę, rezygnując ze wszelkich prowokacji, które mimo wszystko stosował, często nawet o tym nie wiedząc.

Odczekał chwilę i kiedy już otwierał usta by go upomnieć, łóżko zazgrzytało cicho; Kuroko odwrócił się do niego plecami, nieświadomie wycofując się na bezpieczny obszar. Taiga odetchnął z ulgą i pomimo gorąca, podciągnął kołdrę tak, że spod niej wystawał jedynie czubek głowy. Sporych problemów z zaśnięciem tym razem nie napotkał, wymęczony trudami dnia dzisiejszego, zamknął oczy i po prostu zasnął, zanim zdał sobie sprawę ze swojego błędu.

Kagami-kun...

Głos nie tylko podszeptywał mu kusząco do ucha, ale też podsuwał mu różne obrazy, których pomimo zamkniętych oczu nie zdołał całkowicie powstrzymać. Z trudem przełknął ślinę, we śnie spoglądając na dokładnie ten sam widok, który napędził mu stracha poprzedniego poranka. Te same blade dłonie, które precyzyjnie wymierzały cios prosto w jego żebra, te same dłonie z którymi przybijał żółwika, spoczywały teraz na jego twarzy i gładziły go po niej.

Kagami-kun...

Przestań...nie mogę już...

Kagami-kun!

Zerwał się z łóżka z krzykiem i w panice rozejrzał się po pokoju, szukając wyimaginowanego ramienia, które siłą wyszarpnęło go z tego snu. I oczywiście, znalazł je, tym razem jednak nie należało ono do kolejnych wytworów jego wyobraźni, było jak najbardziej prawdziwe. Kuroko już nie spał, tylko siedział przy jego boku i patrzył na niego z szeroko otwartymi, nieco przerażonymi oczami. Jakby nie patrzeć, diametralnie różniącym się wyrazem od tych, które widział chwilę temu...

Kagami zbladł. O kurwa, nie mówcie, że...

- K-Kuro-Kuroko, t-to nie tak ja-jak myślisz...- wyjąkał, a Kuroko nawet nie mrugnął w reakcji na jego rozpaczliwe jąkanie, patrząc w jego oczy wciąż z tym samym wyrazem. Prawie wrzasnął, gdy ten przechylił się niebezpiecznie w jego stronę i przełożył nogę, niemalże siedząc na nim okrakiem.

- Kuro… Ja wcale nie…- wybełkotał z przerażeniem w głosie. Czy chciał go udusić, spoliczkować, a może… no, nie zrobił żadnej z tych rzeczy, powoli podniósł dłoń i położył ją na jego skroni, odgarniając przyklejone do spoconego czoła kosmyki włosów.

- Masz gorączkę. - stwierdził cicho, a Kagami spiął się nagle, czując nie tylko dłoń, ale i ucisk w kroczu, który dopiero teraz dał mu o sobie znać. - Przyniosę termometr.

- N-Nie trzeba - wymamrotał, nagle zdając sobie sprawę, że musi w ekspresowym tempie dobiec do łazienki i zlikwidować „narastający" problem, nim stanie się widoczny. Kuroko jednak nie spuszczał z niego wzroku, więc postanowił, że zrobi to jak tylko straci nim zainteresowanie, ale on niestety miał wobec tego inne plany. Wstał z niego i szybkim krokiem udał się w kierunku kuchni, po niespełna minucie niosąc mu szklankę wody, termometr i aspirynę. Kagami zaklął cicho, zbierając kołdrę na kolanach. Skubany, jak chciał to potrafił.

- Nie znalazłem niczego innego. - wyjaśnił, wręczając mu je. Kagami wrzucił tabletki do ust, szybko zapijając wodą. Odetchnął głęboko, czując jak zimna woda przyjemnie chłodzi rozgrzane podniebienie, jednocześnie uspokajając rozdygotany żołądek. Odchrząknął i podał mu termometr a Kuroko zmarszczył nieznacznie brwi, widząc wzorcowe „36.6".

- Lepiej? - zapytał, a Kagami skinął szybko głową. - To dobrze... - uśmiechnął się z ulgą, zanim z powrotem ułożył się obok niego i przewrócił się na swoją stronę. Kagami odczekał parę minut i ostrożnie wyśliznął się z łóżka, na paluszkach pędząc w kierunku łazienki, gdzie przesiedział aż do śniadania.


Kiedy już wyszedł z łazienki, czuł ogromne poczucie winy z powodu tego, co właśnie w niej zrobił. Natura tak go skonstruowała, że choćby nawet i chciał, to nie mógłby tego odreagować w inny sposób. Tak to sobie tłumaczył, zwalając całą winę na buzujące w nim hormony. Niechętnie podążył za zapachem palonych tostów i usiadł przy kuchennym stole. Nie patrząc na niego, błyskawicznie pochłonął swoje jajka na twardo, kompletnie ignorując własny zakaz dotyczący jajek w ich domu.

- Dzięki.. - wymamrotał i wstał od stołu, zostawiając go z niedokończonym śniadaniem. Kuroko spokojnie przeżuł swoje jajko i podążył za nim wzrokiem.

Najwyraźniej tym razem to on będzie musiał przejąć pałeczkę i poczynić odpowiednie kroki, żeby utrzymać odpowiedni komfort wspólnego mieszkania, bo Kagami od jakiegoś czasu zachowywał się dziwnie. Począwszy od wczorajszego poranka i skończywszy chociażby na ich śniadaniu, wydawał się jakby speszony jego obecnością.

Dziwiło go to niesamowicie, ponieważ wcześniejsze tygodnie były o wiele trudniejsze dla niego samego niż dla Kagamiego, nie powinien mieć powodów, żeby zachowywać się w ten sposób. Nie powinien, ale może jednak był powód, o którym on nie wiedział, pytanie tylko jaki... Dlaczego się zastanawiać, skoro mógł go po prostu zapytać?

Mieli jeszcze weekend, więc Kagami powinien być w domu. I był, zastał go na kanapie, siedzącego na jego miejscu i czytającego jego książkę, trzymał ją na wysokości oczu zasłaniając się nią całkowicie. Kuroko szczerze wątpił, że była to dla niego interesująca lektura, zwłaszcza, że "czytał" ją do góry nogami.

- Kagami-kun. - zaczął, a czerwonowłosy wzdrygnął się, prawie wypuszczając książkę z dłoni. - Musimy porozmawiać. - dodał, czekając cierpliwie aż przestanie się przed nim ukrywać. Po minucie, powoli wyjrzał zza stronnic i zmierzył go podejrzliwym wzrokiem.

- O czym chcesz rozmawiać? - wychrypiał, niechętnie odrywając się od książki. Czyżby chciał porozmawiać o tym, co wyczyniał dzisiejszej nocy? Kuroko jednak nie zaczął od razu tylko milczał przez chwilę, przyglądając mu się uważnie. - Nie gap się tak, to przerażające...- wymamrotał, starając się wykrzesać resztki siebie sprzed tych paru dni. Usłyszał westchnięcie i spuścił głowę, przygotowując się na najgorsze.

- Czy moja obecność jest dla ciebie męcząca? - zapytał, a Kagami zamrugał, niesamowicie zdziwiony jego pytaniem. Że co?

- Hę?

- Ostatnio zachowujesz się bardzo dziwnie.

- Ale ja nie...

- Zastanawiałem się - przerwał mu, podnosząc nieco głos. - czy przypadkiem nie masz już mnie dość. - zakończył, dziwiąc się nieco niedowierzaniu w jego oczach. Nie to było problemem?

- Zdurniałeś? Nie jesteś dla mnie żadnym zbędnym balastem... - wypalił zanim zdążył się ugryźć w język. Oczy Kuroko zaszkliły się niebezpiecznie, na moment wybijając go z rytmu. - Eee...może i masz te swoje dziwne nawyki, kaprysisz przy jedzeniu ale nigdy nie chciałem się ciebie pozbyć... - powiedział, ignorując wredny głosik sumienia, które jeszcze wczoraj chciało wyrzucić go z domu, ale tylko z uwagi na zachowanie ich zwykłych, bezpiecznych relacji.

- Naprawdę?

- Taa... od paru dni po prostu nie czuję się najlepiej, więc nie bierz tego do siebie, okej? - poprosił, drapiąc się w tył głowy. Nigdy nie przypuszczał, że Kuroko zrozumie jego zachowanie w ten sposób, poszczęściło mu się po raz drugi i tym razem nie zamierzał tego zmarnować.

Kuroko skinął głową, z lekkim uśmiechem wyciągając pięść w jego stronę. Jeśli to było problemem, to nie powinien się jakoś szczególnie martwić, Kagami był silny.

On jednak wcale tak nie uważał, bojąc się zbliżać do niego bardziej niż to konieczne. Musnął jego pięść jedynie knykciami, starając się odwzajemnić uśmiech. Następna noc miała być ostatnią, oby ta okazała się się szczęśliwa.