Rozdział 336: Gra na skrzypcach
Uwagi: Alternatywa - Nastolatki
Greg musiał wiele razy prosić, aby w końcu przekonać Mycrofta, by zagrał dla niego na skrzypcach. Od miesięcy młodszy nastolatek odmawiał, kręcąc głową i szybko odrzucając tę myśl. Gregowi wiele razy mówiono, że skrzypce to instrument Sherlocka, a nie jego. Jasne, wiedział, jak grać, ale jego muzyczne talenty zawsze koncentrowały się bardziej na pianinie.
Kiedy Greg dowiedział się, że to Mycroft był tym, który pierwotnie nauczył Sherlocka grać, wiedział, że musi posłuchać jego gry. Uwielbiał bardziej klasyczne brzmienie, które chłopcy Holmes porównywali z jego punk rockowym i był zdumiony, kiedy dostrzegł talent, jaki posiadał Sherlock. Umierał z chęci wysłuchania tego, jak Mycroft grał.
— Zgódź się. — Greg z uśmiechem rozłożył się na łóżku swojego chłopaka, krzyżując nogi w kostkach. — Wiesz, że przestanę cię dręczyć, jeśli tylko zagrasz dla mnie jeden utwór.
— Mmmm, nie wydaje mi się. — Mycroft uśmiechnął się znacząco.
Greg zaśmiał się. Cóż, to chyba była prawa. Mimo wszystko, naprawdę chciał usłyszeć, jak gra.
— Dobra, nie mogę obiecać, że skończy się na jednym — przyznał. — Ale jeśli zagram dla ciebie? No dalej, Myc, proszę?
— Tak, dobrze. Zgadzam się. — Mycroft przytaknął, wstając z łóżka.
Greg uniósł się na łokciach, wpatrując się w niego. Jego tętno przyspieszyło z podekscytowania.
— Naprawdę? — zapytał, siadając całkowicie i krzyżując nogi pod sobą.
Mycroft skinął głową, przechodząc przez sypialnie do szafy. Greg zamilkł, obserwując, jak na chwilę znikał za drzwiami. Po chwili znów był widoczny ze skrzypcami w dłoni i cofnął się w stronę środka pokoju.
W pomieszczeniu zapadła cisza, Greg praktycznie wstrzymał oddech w oczekiwaniu. Nastąpiła zmiana w zachowaniu Mycrofta, gdy nastolatek zamknął oczy i skupił się. Greg uśmiechnął się delikatnie, wiedząc, aż za dobrze, co robił. On również tak czynił. To było cudownie widzieć, jak Mycroft przygotowuje się do grania tak jak on.
Wydychając powietrze przez nos, Mycroft uniósł podbródek i podniósł skrzypce. Odwrócił głowę na bok, opierając instrument na ramieniu, a brodę na czarnej podpórce przymocowanej do sprzętu. Z ledwo zauważalnym uśmiechem uniósł smyczek i eksperymentalnie przeciągnął go po strunach, po czym ustawił smukłe palce i zaczął grać.
Rozbrzmiało kilka wolnych nut, po czym utwór rozpoczął się niemal natychmiast po nich. Palce Mycrofta przelatywały po gryfie skrzypiec, a Greg zaintrygowany, przesunął się na łóżku nieco bliżej, obserwując. Natychmiast był zahipnotyzowany i przyciągnięty do tego. Jego usta rozchyliły się w podziwie na widok przed nim. Oglądanie, jak Mycroft naprawdę angażuje się w utwór, było czymś pięknym i nieco nieoczekiwanym.
Oczywiście muzyka wymagała emocji, a granie jej wymagało jeszcze większego zaangażowania. Trudno było pozostać zdystansowanym i oczarować ludzi w tym samym czasie. Mycroft… pozwolił ujawnić się emocjom, które nim zawładnęły. Na jego twarzy malował się czysty spokój i błogość, gdy jego ciało kołysało się, pochylając się i obracając, gdy melodia zmieniała się i wirowała. Greg nie mógł oderwać wzroku. Nie mógł przestać wpatrywać się w uśmiech, który był na tyle szeroki, by zostać zauważonym.
Greg nie miał pojęcia, jak długa był ten utwór. Zatracił się we wszystkim, ledwo zdając sobie sprawę, że to już koniec, dopóki Mycroft nie opuścił skrzypiec i patrzył na niego z mieszaniną rozbawienia i zmieszania na twarzy.
— Gregory? — zapytał cicho, a starszy nastolatek zamrugał oszołomiony.
— Tak, um — zaczął.
— Prawdą jest, że lepiej brzmiałoby to w akompaniamencie. Skrzypce mogą zagrać tylko pewne tony — westchnął Mycroft, podchodząc bliżej łóżka, odkładając instrument, ostrożnie opierając go o drewnianą ramę.
Greg nie mógł się powstrzymać przed wpatrywaniem w niego. On nigdy…
— To… znaczy, to… ja… to było… — zaczął jąkać, próbując ogarnąć to wszystko. Jakie to było? Niesamowite. Fantastycznie. Był cholernie zakochany w tym. Był tak zakochany… Przełknął ślinę i odchrząknął. — Niesamowite. To było takie cudowne.
— Dziękuję — powiedział zaskoczony Mycroft. Oblizując wargi, odwrócił wzrok i wbił go w podłogę, próbując ukryć rumieniec wypełzający na jego blade policzki. Zerknął na Grega spod rzęs. — To całkiem miłe z twojej strony.
— Jesteś cholernie genialny, mój Boże… — kontynuował Greg, czując, jak adrenalina go napędzała. Praktycznie podskakiwał. Zaśmiał się zaskoczony. — Jezu, jak twoje palce tańczyły po gryfie? Jak na świecie? Co to było? Brzmiało… przynajmniej trochę znajomo. Jednak nie mogę tego skojarzyć.
— To Walc Łyżwiarzy — odpowiedział po chwili Mycroft, ponownie spoglądając na niego zaskoczony. — Émile Waldteufel. Skomponował wiele utworów tanecznych. Jeśli chodzi o moje ruchy, to wynikają one z lat praktyki, Gregory. Gram odkąd skończyłem trzy lata.
— Trzy lata… Chryste — wyszeptał Greg, podziwiając stojącego przed nim nastolatka. Jak on kiedykolwiek… jak mógł być kiedykolwiek wystarczająco dobry dla Mycrofta? Jak? Przesunął się nieco bliżej, jego kolano musnęło zewnętrzną część uda Mycrofta. — To było piękne.
Wpatrywali się w siebie. Ton, którym Greg wypowiedział wcześniejsze słowa był cichy i poważny, i chociaż żadne z nich tego nie powiedział, było bardzo oczywiste, że starszy chłopak nie mówił już tylko o utworze. Jego serce waliło tak mocno, że próbowało mu wyskoczyć z piersi. Przeczesał dłonią włosy i nerwowo oblizał usta. Chciał…
— Gregory — wyszeptał Mycroft.
Spojrzenie jego jasnoniebieskich oczu przesunęło się na jego wargi, a potem z powrotem na oczy. Usta Mycrofta były lekko rozchylone i oddychał nerwowo.
Przełykając ślinę, Greg uniósł rękę i musnął kłykciami policzek Mycrofta, nie odrywając od niego wzroku. Pochylił się, wahając się na tyle długo, by pozwolić drugiemu nastolatkowi go powstrzymać, gdyby tego nie chciał. Kiedy nic się takiego nie wydarzyło, zamknął dzielącą ich przestrzeń i bardzo niepewnie złączył ich usta.
Pocałunek był prosty, a jednak jeden z nich zadrżał od niego, chociaż Greg nie wiedział, który z nich. Mycroft wydał z siebie cichy dźwięk zaskoczenia i czegoś, czego starszy nastolatek nie potrafił nazwać, a potem oddał pocałunek. Te utalentowane palce przesuwały się teraz przez ciemne włosy Grega, który pomyślał, że może w tym momencie zemdleć. W końcu przerwał pocałunek z cichym westchnieniem i znów spojrzeli na siebie. Greg nie mógł nie zauważyć rumieńca, który bardzo wyraźnie jawił się w tym momencie na twarzy Mycrofta.
— Powinieneś częściej dla mnie grać — wyszeptał, uśmiechając się delikatnie, ale jego ton nie był żartobliwy.
Mycroftowi udało się skinąć głową, tłumiąc śmiech.
— Taa… Tak, myślę… — Przełknął nerwowo ślinę, sprawiając, że Greg uśmiechnął się jeszcze szerzej. — Myślę, że muszę się z tobą zgodzić.
