Rozdział 337: Podrażnienie od brody
— Gregory, muszę iść — powiedział cicho Mycroft, uśmiechając się, gdy odchylił lekko głowę do tyłu, by pozwolić starszemu mężczyźnie dalej całować jego szyję.
Uśmiechnął się, zamykając oczy i lekko nucąc, objął Gregory'ego.
— Nie, pozwól, że Anthea będzie cię kryła — wymamrotał w szyję Mycrofta, przyciskając się blisko niego i muskając ustami miejsce jego pulsu.
— Najdroższy, właśnie wróciliśmy z wakacji, na pewno masz mnie dość na tydzień — powiedział, cofając się lekko.
Choć wolałby, żeby jego partner dalej go całował, tak naprawdę musiał wracać do pracy.
Właśnie wrócili z tygodniowego pobytu na wsi. Spędzali czas w wakacyjnym domu, który rodzina Holmesów nabyła kilka lat temu. To był cudowny czas i dokładnie to, czego potrzebowali, ale teraz byli z powrotem w Londynie i było wiele do zrobienia. Miał wiele spraw do załatwienia i kilka spotkań zaplanowanych z samego rana.
Mycroft nie mógł powstrzymać się od cichego śmiechu, gdy Gregory znów zaczął go całować i w końcu był praktycznie zmuszony wyrwać się z uścisku mężczyzny. Dotknął jego policzka, pochylając się, by delikatnie go pocałować.
— Postaram się dziś nie wrócić późno do domu — wyszeptał, pocierając niechlujną brodę, którą Gregory zapuścił podczas wyjazdu. — Ciesz się ostatnim dniem wolnym.
— Dobrze, idź, jeśli musisz — powiedział Gregory, figlarnie dąsając się.
Wymienili jeszcze kilka szybkich pocałunków, zanim Mycroft wyszedł na ulice budzącego się Londynu i wsiadł do samochodu, który na niego czekał. Skupiał się na swoim telefonie, przeglądając maile i udzielając odpraw, pracując nad powrotem do właściwej rutyny na dany dzień.
— Dzień dobry, proszę pana — powiedziała Anthea na powitanie, podnosząc na chwilę wzrok znad swojego Blackberry, gdy razem zmieszali do budynku. — Premier jest tutaj i czeka, aż się zaaklimatyzujesz. Jest tam również minister spraw zagranicznych.
— Miał być nieobecny — skomentował Mycroft, unosząc brwi.
Anthea skinęła głową.
— Jestem świadoma — powiedziała. — Premier najwyraźniej nalegał, żeby przyszedł na spotkanie. Nie do końca rozgryzłam ich plan, ale przypuszczam, że wkrótce się dowiemy, co planują.
— Tak, jestem całkiem pewien, o co tu chodzi — westchnął, już czując się zirytowany tym, co go czekało. — Po tobie, Antheo.
Podniosła głowę, by na niego spojrzeć, unosząc brwi i uśmiechając się złośliwie, na co Mycroft odpowiedział swoim uśmiechem. Zdjął płaszcz, przez chwilę otrzepywał marynarkę i podniósł leżącą na biurku teczkę.
Spotkanie było długie i irytujące. Mycroft nie spodziewał się niczego innego. Pod koniec spotkania bezceremonialny komentarz prawie sprawił, że stracił koncentrację i niemal panowanie nad sobą, gdy wpatrywał się otwarcie w drugiego mężczyznę.
— Wygląda na to, że ma pan małą wysypkę, panie Holmes — powiedział minister do spraw zagranicznych.
Mycroft spojrzał na niego zaskoczony.
— Słucham? — zapytał, przechylając głowę.
Mężczyzna naprzeciw niego skinął głową, wskazując na niego.
— Twoja szyja i szczęka są trochę zaczerwienione — wyjaśnił.
Mózg Mycrofta zatrzymał się na ułamek sekundy. Widział, jak Anthea od niechcenia zakryła usta dłonią i wiedział, że powstrzymywała śmiech. Zdobył się na uprzejmy uśmiech i spojrzał na ostatnią stronę dokumentów dotyczących porządku obrad.
— Ogoliłem się dziś rano — wyjaśnił, jego opanowanie było na pozór nieskazitelne, mając tylko nadzieję, że jego zakłopotanie zostało ukryte.
Dopiero kiedy byli sami w jego biurze, Anthea zaczęła się głośno śmiać. Mycroft odłożył dokumenty z powrotem na biurko i odwrócił się, piorunując ją wzrokiem.
— Cieszę się, że uważasz to za zabawne — warknął.
Wciąż się śmiała.
— Twoja lepsza połówka była zbyt czuła dzisiejszego ranka? — Uśmiechnęła się złośliwie.
Mycroft potrząsnął głową i podszedł, by spojrzeć na siebie w lustrze. Rzeczywiście, jego zwykle blada skóra była zaczerwieniona w miejscach, które Gregory całował, zanim wyszedł z domu. Dotknął lekko szczęki, po czym przeczesał dłonią włosy, będąc zdenerwowany.
— Czy już skończyłaś? — warknął, spoglądając na Anthea przez ramię.
— Przepraszam, proszę pana — powiedziała, wciąż się śmiejąc przy tym. — Podrażnienie od brody pasuje do ciebie.
— Wystarczy, chyba że wolisz spędzić resztę dnia na interakcji z Sherlockiem — zagroził.
Nadal była niesamowicie rozbawiona, ale wzięła powolny oddech i skupił się ponownie na swoim Blackberry. Już się nie śmiała, ale nie potrafiła powstrzymać się od uśmiechu.
— Przepraszam — odezwała się po chwili, stukając na klawiaturze urządzenia. — Czy możemy przejść do następnego punktu?
— Byłbym wdzięczny — mruknął Mycroft, siadając przy biurku.
Do następnego spotkania miał godzinę, więc miał nadzieję, że był to wystarczający okres, aby dowody jego wcześniejszej intymności zbladły.
