Rozdział 338: Wszystko w porządku
Greg został wezwany do biura Mycrofta dokładnie w chwili, gdy kończył swoją dzienną zmianę. Był wyczerpany i trochę go irytowało, że młodszy mężczyzna myślał, że może go tak po prostu wezwać, kiedy tylko miał na to cholerną ochotę, ale nadal mu nie odmówił. Nigdy nie mógł i może dlatego tak się tym irytował. Musiał znaleźć sposób, aby odmówić politykowi. Ale… cóż, był Holmesem.
Wydawało się, że jego życie zamieniło się w chaos, gdy otaczali go Holmesowie i nigdy nie mógł odmówić żadnemu z nich.
Próbował zignorować sposób, w jaki jego serce trzepotało w piersi, kiedy wszedł do pokoju i spojrzał na Mycrofta siedzącego za biurkiem, stanowiącym istny obraz spokoju. Młodszy mężczyzna skinął mu głową i wyciągnął rękę, oferując mu krzesło, na którym Greg usiadł z uśmiechem. To był główny powód, dla którego nie mógł odmówić Mycroftowi i wiedział o tym. Zgadzając się, mógł zobaczyć się z mężczyzną. Rozwinął w sobie głęboką atrakcję do niego i czuł, że odniósł dość spory sukces, jak dotąd zachowując to dla siebie. Przynajmniej miał nadzieję, że tak było.
Jak zwykle spędzili następną godzinę dyskutując o Sherlocku i Johnie oraz o ostatnich sprawach, nad którymi pracował. To było na równi z ich normalnymi rozmowami, poza tym, że ta było… Cóż, szczerze, trochę bez sensu. Ostatnio nie wydarzyło się nic ważnego, więc nie było prawdziwego powodu, dla którego został tu przywieziony. Mógłby przysiąc, że w zasadzie prowadzili swoją wersję grzecznościowej wymiany zdań.
Mycroft nigdy nie rozmawiał na tematy towarzyskie. Kiedykolwiek. Było niewiarygodnie jasne, że się nimi nie przejmował. Był zapracowanym i cholernie inteligentnym człowiekiem. Greg nigdy nie wyobrażał sobie, żeby rozmawiał praktycznie o niczym. A jednak tutaj byli. Coś było inne, coś się zmieniło. Ale co?
Umierał wewnętrznie, by po prostu o to zapytać. Poprawił się na krześle, spoglądając na szklankę whisky, którą mu zaproponowano. Mycroft rozmawiał przez telefon, który przerwał ich rozmowę. Greg tylko w połowie zwracał uwagę, ponieważ i tak nic z tego, co mówił mężczyzna, nie miało sensu. Gapił się na swoją whisky, by nie wpatrywać się w profil Mycrofta.
— Gregory — powiedział kilka chwil później.
Zaskoczony podniósł wzrok.
— Tak? — zapytał.
— Przepraszam za tę przerwę. Kończysz swojego drinka?
— Och, tak, ale już mi starczy — powiedział, dopijając whisky, odstawiając szklankę.
Nie potrzebował kolejnego drinka, bo kolejny zamieniłby się w trzy następne, a tego dnia jeszcze nic nie jadł. Nie musiał się upijać w rządowym biurze Mycrofta. Nie. To byłby kiepski pomysł.
— Nie całkiem myślałem o kolejnej dolewce whisky — powiedział Mycroft z rozbawieniem w oczach i małym uśmiechem na ustach. Był autentyczny i wspaniały.
W porządku, Greg może miał problem.
— Och? — zapytał, próbując odepchnął od siebie tę myśl.
— Miałem na myśli coś innego — kontynuował mężczyzna, spoglądając na swoje biurko i poprawiając leżące tam papiery.
Gdyby Greg nie wiedział lepiej, powiedziałby, że Mycroft wiercił się nerwowo? Czy tak było? Nagle Greg wyprostował się na swoim krześle, całą swoją uwagę skupiając na tym, co się działo.
— Co zatem miałeś na myśli? — zmusił się, by zapytać, nie chcąc ani przez sekundę, by Mycroft zamknął się i porzucił to, co zamierzał zrobić.
Greg dostrzegł wahanie na jego twarzy i jakimś cudem wiedział, że to możliwe, iż tego chciał. Nie był pewien, czy chciałby tego, co mu zaproponowano, ale chciał to usłyszeć.
— Jeśli masz wolny wieczór — zaczął Mycroft napiętym głosem, nadal na niego nie patrząc — czy chciałbyś ewentualnie towarzyszyć mi w drodze do dość imponującej włoskiej restauracji? Moglibyśmy przerzucić się na dobre wino i zjeść posiłek. Jeśli…
— Tak — wypalił Greg, zanim Mycroft zdążył dokończyć zdanie.
Młodszy mężczyzna zamrugał zaskoczony i w końcu spojrzał na niego. Greg wstrzymał oddech na sekundę, po czym uśmiechnął się szeroko, gdy Mycroft skinął głową.
Kolacja była niesamowita. Pyszna. Mycroft zapłacił za nią, chociaż Greg próbował zapłacić za połowę. Nie pozwolono mu nawet zobaczyć rachunku, przez co zaczął się zastanawiać, jak cholernie droga była ta restauracja.
Posiłek zaczął się niezręcznie, ale z czasem stał się wygodny, przyjemny i niesamowity. Mówili o sobie. Greg rzeczywiście dowiedział się niektórych osobistych zainteresowaniach Mycrofta i usłyszał kilka cholernie zabawnych opowieści o młodszym Sherlocku. Obaj śmiali się, będąc zupełnie swobodnie ze sobą.
Kiedy wyszli, niezręczność wróciła. Zasiedli w samochodzie Mycrofta. Greg siedział w pełnej odległości od niego. Spojrzeli na siebie. Mycroft wydawał się zdenerwowany? Greg chciał go pocałować. Zrobił skok wiary, myśląc, że Mycroft chciał tego samego.
— Hej, Mycroft? — zapytał, a jego głos był ledwie głośniejszy od szeptu.
Mycroft przełknął ślinę i spojrzał na niego.
— Tak? — odpowiedział równie ściszonym głosem.
Przełykając ślinę, Greg uniósł dłoń i pogłaskał blady policzek, czując, jak młodszy mężczyzna spiął się w szoku na ten dotyk.
— W porządku — powiedział, pocierając kciukiem kość policzkową Mycrofta. Jego spojrzenie powędrowało do ust polityka, a potem z powrotem do jego oczu. — Wszystko jest w porządku.
Zaraz potem przekonał się, że jego skok wiary był całkowicie słuszny. Był również w stanie potwierdzić, że uczucie ust Mycrofta na jego własnych było nawet lepsze, niż kiedykolwiek sobie wyobrażał.
