Rozdział 340: Śnieżny dzień

Greg był w kuchni, zajmując się swoimi sprawami i pijąc świeżą kawę, kiedy dość głośny i naglący hałas z drugiego pokoju sprawił, że upuścił cholerny kubek.

Tato!

Na szczęście doszedł do siebie, zanim stłukł jeden ze swoich ulubionych kubków. Odstawił go, zanim pośpiesznie udał się do sąsiedniego pokoju z szeroko otwartymi z niepokoju oczami. Jego półtoraroczny syn stał po drugiej stronie pokoju, przed oknem z odsuniętą zasłonką. Wydawał się być… w porządku. Greg wypuścił ze świstem powietrze.

— Co jest kolego? — zapytał, pełen ulgi, że właściwie nic się nie stało.

Chociaż nadal nie miał pojęcia, dlaczego Oliver wezwał go tak głośno. Oczywiście musiał coś zauważyć na zewnątrz. W tym momencie chłopiec odwrócił się z szeroko otwartymi brązowymi oczami i lekko uderzył w szybę.

— Spólrz — powiedział.

Greg to zrobił. Na zewnątrz było jasno i bardzo biało; wyraźnie śnieg padał przez całą noc. To był pierwszy śnieg tej zimy i było jasne, że Oliver był nim zafascynowany.

— To śnieg — powiedział Greg, uśmiechając się szeroko, podchodząc, by przykucnąć obok dziecka.

— Ociwiste — sapnął Oliver, niesamowicie imitując swojego tatusia.

Greg przygryzł wargę, żeby się nie roześmiać.

— Przepraszam, proszę pana. — Uśmiechnął się, mierzwiąc chłopcu włosy. — Przypuszczam, że wiesz wszystko o śniegu.

— Tak.

Oliver skinął głową, ale patrzył na zewnątrz z całkowitą fascynacją. To było niesamowite. Zeszłej zimy chłopiec był zbyt młody, by naprawdę dużo pamiętać o pogodzie, więc po raz pierwszy przeżywał coś takiego.

— Chcesz się mu przyjrzeć trochę dokładniej? — Uśmiechnął się do niego.

Oliver milczał, patrząc na zewnątrz, po czym przycisnął palec wskazujący do szyby i odwrócił się, by na niego spojrzeć.

— Potlebne dane — padła odpowiedź.

— Muszę cię trzymać częściej z dala od wujka Sherlocka — mruknął Greg pod nosem. Potrząsnął głową i uśmiechnął się. — W porządku, Ollie, ubierzmy się. Jest zimno.

Było trochę narzekania, kiedy Greg naciągnął ciepłe, grube ubranie na chłopca, ale w końcu byli gotowi do wyjścia na zewnątrz. Greg rozsunął drzwi prowadzące do ogrodu i zrobił krok do przodu, po czym zerknął przez ramię na syna, który stał w progu.

— Idziesz? — zapytał łagodnie, przechylając głowę na bok.

Oliver spojrzał na niego i miał bardzo "Mycroftową" minę, której mężczyzna nie potrafił zinterpretować, co wywołało u niego uśmiech. Potem Oliver powoli wyszedł na zewnątrz.

Śnieg zatrzeszczał pod jego butem i zapadł się, co spowodowało, że chłopiec zamarł i gapił się. Jego oczy były wielkości spodków, a usta miał otwarte. Greg żałował, że nie zaczął go nagrywać. To było coś, co nigdy się nie zestarzeje. Stał tam, patrząc, jak jego syn wpatrywał się w śnieg i w końcu zrobił kolejny krok. Potem trzeci, czwarty, a potem chłopiec zaczął biec.

— Limno! — Oliver krzyknął po tym, jak upadł na śnieg, wynurzając się z niego z białymi płatkami we włosach i na kurtce.

Greg zaśmiał się.

— Jasne. — Przytaknął, podchodząc. — A ty jesteś nim pokryty.

— Baldzo limno, tato!

Greg strzepnął śniegu z głowy i czerwonych policzków Olivera, po czym chwycił go i delikatnie podniósł, by znów wstał. Następnie nabrał na dłoń trochę śniegu, trzymając go przed sobą i formując go w kulkę. Oliver obserwował, chłonąc każdy ruch, a potem przykucnął, żeby zrobić to samo. Chwycił śnieg i zbił go razem, powodując, że wszystko się pokruszyło i rozpadło.

— Delikatnie, Ollie — zaśmiał się Greg, gdy chłopiec prychnął z irytacją. — Spróbuj ponownie.

Oliver chwycił więcej śniegu i spojrzał na niego, po czym z powrotem na swoje pełne ręce i powoli zaczął go ubijać. Śnieg sklejał się i chociaż tak naprawdę nie była to śnieżka, spełni swoje zadanie. Greg został nagrodzony, gdy jego syn spojrzał w górę z najjaśniejszym uśmiechem na twarzy.

— Świetna robota, jest idealna. — Greg uśmiechnął się, pochylając się, by złożyć pocałunek na czubku jego głowy. — Powinniśmy pokazać to tatusiowi.

— Tak!

Oliver zgodził się, ostrożnie trzymając w dłoniach swoją grudkowatą śnieżkę. Greg wstał i odwrócił się w stronę domu.

— Chodź.

Skinął głową, a Oliver ruszył za nim dramatycznie przedzierając się przez śnieg, gdy wracali do domu. Greg dostrzegł swojego partnera w środku, gdy mężczyzna przeszedł przez salon, zdając sobie sprawę, że Oliver zauważył go niemal dokładnie w tym samym czasie. Obaj zawołali go, zdobywając rozbawiony uśmiech, gdy Mycroft pojawił się w otwartych drzwiach.

— Myc!

— Tatuś!