Eskel opuścił miecz. Patrzył, jak nawia dopełnia swojego kontraktu i pożera duszę Niedźwiedzia, i nie czuł nic. Był zmęczony.
Upiorzyca odwróciła się w jego stronę. Na bladych wargach miała czarne zacieki z krwi. Uśmiechnęła się do niego, jak gdyby byli starymi znajomymi, a potem spuściła wzrok niżej, obejmując nim skrupulatnie całą jego postać. W końcu zatrzymała spojrzenie na jego ramieniu. Spod naramiennika, z rany, którą wyrąbał mu w barku topór Niedźwiedzia, wciąż ciekła krew, gorąca i ciemna. Nawia obserwowała pełzające powoli strugi z drobnym, bladym uśmiechem.
- I ty przyjdziesz na moje święto, Wilku - wyszeptała głosem, który nie miał żadnej barwy.
Eskel skrzywił się lekko.
- Dlaczego wszystkie upiory są takie zachłanne? - mruknął, patrząc na nawię kątem oka. Upiorzyca uśmiechnęła się szerzej.
- Nie tylko upiory. Ludzie, wiedźmini, potwory… Każdy chciwy na krew po równo - szepnęła. Jej wzrok powędrował ku wyschniętemu, zbrązowiałemu szkieletowi, który leżał powykręcany u jej stóp. Eskel też na niego spojrzał. Patrzył tak przez długą chwilę, zatopiony w posępnej zadumie. W końcu spojrzał znów na upiorzycę, która przyglądała mu się z wciąż tym samym, łagodnym uśmiechem.
- Po co ci to było? Na coś puściła ich aż tutaj? Nie zabili w końcu dzieciaka - mruknął cicho. Nawia przekrzywiła głowę, uniosła do ust brudne od krwi palce, musnęła je bladym, sinym językiem.
- Każda krew jednaka, Wilku - szepnęła. - Ktoś miał dziś kogoś zabić, ktoś miał zginąć w tym zamku… Czy ludź, czy wiedźmin… To za jedno.
Eskel milczał, rozważając te słowa. Zanim zdążył odpowiedzieć, gdzieś za jego plecami zaszumiała znajomo magia. Obejrzał się i zobaczył Ciri, a wraz z nią dzieciaka, który nie był już tylko dzieciakiem. Ciri spojrzała mu w oczy. Eskel skinął lekko głową.
Miron puścił rękę Ciri i zrobił kilka chwiejnych kroków naprzód, a potem potknął się o splątany korzeń. Eskel wyciągnął rękę, by podtrzymać go za ramię. Dzieciak nie spojrzał mu w oczy, ale wymamrotał ciche podziękowanie. Wyprostował się i wtedy po raz pierwszy napotkał spojrzeniem nawię, która stała wciąż naprzeciw ze splecionymi dłońmi, spokojna i uśmiechnięta. Spochmurniał i zacisnął ręce w pięści.
- Na pohybel takim zmorom - warknął i zrobił ruch, jak gdyby chciał sięgnąć po miecz, ale Eskel chwycił go za rękę. Chłopak łypnął na niego niecierpliwie, ze złością. Eskel pokręcił powoli głową.
- Nie możesz jej zabić - mruknął. - Zostaw. Już po wszystkim.
Chłopak przez długą chwilę patrzył mu w oczy, zmarszczony, zesztywniały z gniewu. W końcu jednak dał za wygraną. Ramiona mu opadły i cofnął się o krok. Raz jeszcze spojrzał ponuro na nawię.
- Sczeźnij, franco - wymamrotał niskim, zimnym szeptem. Upiorzyca uśmiechnęła się do niego.
- Przyjdziesz jeszcze i ty na moje święto - powiedziała, a potem dodała, patrząc najpierw na Ciri, a potem na Eskela: - Wszyscy w końcu przyjdziecie.
Ostatnie słowo utonęło w jazgotliwym krakaniu, które nagle wypełniło komnatę. Eskel spojrzał w stronę wyrwy w murze. Na granatowym niebie, jak ogromny rój owadów, kołowało stado kruków. Nawia zniknęła. Zostali w komnacie sami. Ciri podeszła do niego powoli i stanęła obok. Przez długą chwilę wszyscy troje patrzyli w milczeniu na krążące po niebie ptaki. W końcu Ciri spojrzała na Eskela kątem oka i zapytała cicho:
- Co teraz?
Eskel pokręcił głową i wzruszył lekko ramionami.
- Zabierz nas z powrotem do Myszowora - mruknął. - Stary skurczybyk, jak nas zobaczy, będzie miał o czym gadać ze swoimi drzewami.
Ciri parsknęła cicho, a potem się uśmiechnęła. Miron patrzył na nich ponuro. Eskel skinął mu lekko głową, wyciągnął do niego rękę.
- Chodź, dzieciaku - mruknął. - Do domu.
Miron początkowo się nie poruszył, patrzył tylko na Eskela nieruchomym wzrokiem.
- Miałem sen - powiedział cicho. - Śniły mi się paprocie.
- Wiem.
Miron zmarszczył brwi w zamyśleniu.
- Nie wiem, czy… Ten sen był naprawdę?
- To już nie ma znaczenia - mruknął Eskel. - Każdy sen kiedyś się kończy.
- Nie czuję się, jakby się skończył.
Eskel patrzył na niego w milczeniu przez długą chwilę. W końcu zapytał:
- Czy to dobry sen?
Miron wzruszył ramionami.
- Nie wiem. Chyba. Tak sądzę - wymamrotał.
- W takim razie niech trwa - powiedział Eskel i raz jeszcze wyciągnął do chłopaka dłoń. Miron patrzył na niego jeszcze przez chwilę, ale w końcu podał mu rękę. Eskel chwycił ją mocno.
