Rozdział drugi (część trzecia)

POROZUMIENIE

***
Siódmy lipca 1996 rok – niedziela, godzina ósma trzydzieści

Remus Lupin siedział na krześle przy łóżku Mistrza Eliksirów i usiłował wytrzymać jego spojrzenie pełne szczerej nienawiści. Severus obudził się wcześnie rano i uparł się, że wstanie. Postawił na swoim, wstał i próbował samodzielnie dobrnąć do łazienki. O dziwo, udało mu się to, ale żeby dotrzeć z powrotem do łóżka, niestety już musiał skorzystać z pomocy. A człowiekiem, który mu jej udzielił, był Remus. Pacjentowi nie spodobało się to i dał wyraz swoim uczuciom. Dość gwałtownie.
– Idź do diabła, Lupin! Nie potrzebuję twojej litości! – syczał Snape bardziej jadowicie niż kobra okularnik, yarara i wąż koralowy razem wzięte. Ale Lupin twardo postanowił, że nie da się sprowokować. MUSI dojść do porozumienia z Severusem, nie może więc sobie pozwolić na żadną, najmniejszą nawet uszczypliwość.
– Chcę ci pomóc, Severusie – powiedział łagodnie.
– Doprawdy?! – warknął wściekle Mistrz Eliksirów. – Zmieniłeś zawód? Od kiedy to zostałeś siostrą miłosierdzia?! Idź ćwiczyć na kimś innym! – Snape prawie wypluł te słowa, urwał i zaniósł się gwałtownym kaszlem. Lupin poderwał się i pomógł mu usiąść. Chory przestał kaszleć i gwałtownie odtrącił podtrzymujące go ramiona.
– Idź stąd, do cholery! – wykrztusił.
– Nie, Severusie – oświadczył Remus zdecydowanie. – Nie zostawię cię tu samego. Potrzebujesz opieki.
Snape nic nie odpowiedział. Zacisnął wargi i opadł na poduszkę. Odwrócił głowę i zamknął oczy, dając do zrozumienia, że nie życzy sobie dalszej rozmowy. Niestety, osobnik, który siedział przy nim był niesamowicie uparty i zdeterminowany.
– Severusie, nie udawaj. Wcale nie śpisz! – powiedział stanowczo Lupin, pochylając się nad łóżkiem. Nie lubił być aż tak natrętny, ale nie chciał przepuścić okazji do rozmowy z Severusem, pomimo tak jawnie okazywanej mu przez Snape'a niechęci. Ku swemu niebotycznemu zdumieniu, doczekał się odpowiedzi.
– Nie, nie śpię, ale nie muszę na ciebie patrzeć – głos Mistrza Eliksirów brzmiał, jakby jego właściciel przed chwilą zszedł z lodowca. – I NIE chcę! Z tobą. Gadać. Dotarło?!
– Rozumiem – westchnął Remus. – Nie będę cię zamęczał rozmową, ale nie odejdę stąd, dopóki Poppy nie wróci.
W ambulatorium zapadła cisza.
Pani Pomfrey wróciła ze szpitala św. Munga mniej więcej godzinę później. Przez cały ten czas żaden z mężczyzn nie odezwał się już ani słowem. Remus obserwując czujnie Snape'a nie mógł nie zauważyć, że Mistrz Eliksirów naprawdę źle się czuje. Wciąż trawiła go gorączka i dygotał z zimna. Lupin okrył go dwoma dodatkowymi kocami i jego pacjent zapadł w płytką drzemkę. Powrót pielęgniarki Remus przyjął z ulgą, ale i z lekkim rozczarowaniem. Naprawdę chciał porozmawiać z Severusem, ale niestety, najwyraźniej jeszcze było na to za wcześnie. A może za późno? Nie spodobała mu się ta myśl. „Niech tylko wyzdrowieje... Pogodzę się z nim." – obiecał sam sobie. Dalsze pielęgnowanie wrogości między nimi było bez sensu.
„Na przyjaźń jest może za późno, ale nie musicie być wrogami." – znów zadźwięczały mu w pamięci słowa Margherity. Przez te kilka dni wciąż myślał o tym, co mu powiedziała. Hmm... Właściwie to przecież Severus okazywał mu wrogość, a nie odwrotnie, ale czyż Mistrz Eliksirów nie miał ku temu powodów?

Popełniłeś w szkole ogromny błąd. Zaprzyjaźniłeś się z niewłaściwymi osobami, a odtrąciłeś tego, który jest naprawdę coś wart!" Margherita na pewno znała Severusa. I to dobrze znała. Czy jednak na tyle dobrze, by się jej zwierzył ze swoich szkolnych przeżyć? W pamięci Lupina znów pojawiły się zawstydzające wspomnienia. I dlaczego Margherita powiedziała: „z niewłaściwymi osobami"? Czy mogła znać też jego przyjaciół? Wszystkich trzech? Jamesa, Syriusza i Petera? A może tylko jednego z nich? Dwóch? Same zagadki. A jeśli ich rzeczywiście znała, co można było chyba przyjąć za nader prawdopodobne, to dlaczego tak o nich mówiła? Czym jej się mogli narazić i to wszyscy trzej? A może jednak wcale ich nie znała osobiście? Ale w tym wypadku musiał jej o nich opowiadać ktoś, kto dobrze znał jego przyjaciół. Ktoś dla nich bardzo nieżyczliwy... Niestety, takich osób było wiele. Lupin nie zamierzał sam siebie oszukiwać. To, co kiedyś powiedział Harry'emu, że „wszyscy ich uwielbiali" wcale przecież nie było prawdą. Chłopak zresztą nie dał się na to nabrać – potraktował te słowa jako przesadne. Ot, taka figura retoryczna. I James i Syriusz mieli bardzo wielu wrogów, nie tylko w Slytherinie. Co do Petera – był taki niepozorny, że niewiele osób zwracało na niego uwagę. Ale i on miał wrogów, zazdroszczono mu przynależności do paczki Huncwotów. Remus z przerażającą jasnością dawno uświadomił sobie dlaczego pozwolili mu na to. James i Syriusz musieli mieć widownię i przed kimś się popisywać. On sam nie nadawał się na ich wielbiciela, był zbyt krytyczny i odizolowany. No i ze względu na swoje wilkołactwo nie chciał dopuścić ich do zbytniej bliskości i poufałości. Tak było, dopóki sami nie odkryli jego „przypadłości". A Peter na tło i wielbiciela nadawał się idealnie...
Pamiętał doskonale, że nie rozmawiał z Margheritą o swoich szkolnych kolegach. Ani jego rodzice nie mówili o nich z madame Nicole. Ustalili to we troje raz na zawsze, że nie będą z mugolami ani z obcymi czarodziejami rozmawiać o sprawach prywatnych. Żadnego zwierzania się, żadnych informacji o rodzinie czy znajomych. Nigdy nie wiadomo, z kim się ma do czynienia i jakie poglądy na mieszane małżeństwa reprezentują przygodni znajomi. Remus zbyt mocno odczuł i pamiętał niechęć jaką okazywali jemu i matce krewni ojca, by miał ochotę ryzykować. No i fakt, że był wilkołakiem też wpływał na to, że traktował ludzi nieufnie i z dystansem.
„...odtrąciłeś tego, który jest naprawdę coś wart!" – Margherita najwyraźniej wysoko ceniła Snape'a. Dlaczego? Niewątpliwie miała o nim dobrą opinię. Gdzie i kiedy się poznali? Jedyną osobą, która mogła udzielić odpowiedzi na te wszystkie pytania był Mistrz Eliksirów, ale czy odpowie? Lupin mocno w to wątpił. Może Dumbledore zdoła uzyskać od Snape'a jakieś informacje... Bo co do tego, że Severus powie coś jemu, to Remus nie miał żadnych złudzeń.

Wyszedł z sali szpitalnej bardzo zmęczony, ale nie było mu dane odpocząć. Tuż za drzwiami czatował na niego Harry. Mina chłopaka zapowiadała kolejne kłopoty.
– Panie profesorze! – Harry powiedział to takim tonem, że Lupin się wzdrygnął. – Muszę panu zadać jedno pytanie! To dla mnie bardzo ważne! Proszę...
– Dobrze, Harry, ale chodźmy stąd. Gdziekolwiek.
– Chciałem jeszcze zobaczyć profesora Snape'a... – mruknął chłopak.
– Lepiej nie... On się naprawdę bardzo źle czuje, wciąż ma gorączkę – zaczął Lupin.
– Ale przecież odzyskał przytomność! – przerwał Harry.
– Tak, ale na pewno nie jest w nastroju do rozmowy – Remus był stanowczy. – A jeśli my mamy porozmawiać, to nie tutaj. Może w pokoju wspólnym Gryffindoru? – zaproponował.
– Nie, chcę z panem porozmawiać w cztery oczy, a tam jest Hermiona. Wolałbym, żeby nie słyszała... Chcę dowiedzieć się czegoś o moim ojcu...
Mężczyzna zagryzł wargi. Na brodę Merlina! Nie, tylko nie to! Ale nie miał wyjścia. Musi zdobyć się na odwagę. Nie może wiecznie uciekać, a odmowa już chyba nie wchodziła w grę. Lupin zdecydował, że o cokolwiek Harry zapyta, powie mu prawdę. I miał prawie pewność, że wie, jak będzie brzmiało pytanie.
– Dobrze – powiedział cicho. – Chodźmy do ogrodu.
Milcząc wyszli z zamku. Usiedli na ławeczce osłoniętej kwitnącymi krzakami róż pnącymi się po kutej, stalowej kracie. Mężczyzna odezwał się pierwszy.
– No więc? O co chodzi, Harry?
– Zanim zadam panu moje pytanie, chcę się upewnić, co do jednej rzeczy – powiedział sucho chłopak. – Nie będzie pan kłamać! – zażądał twardo, patrząc Lupinowi wyzywająco prosto w oczy.
– Obiecuję, że nie będę – obiecał Lupin uświadamiając sobie jednocześnie, że chłopak urósł tego lata i jest już prawie tego samego wzrostu, co on sam.
– Dobrze. Trzymam pana za słowo – Harry wziął głęboki oddech – Czy mój ojciec przeprosił Snape'a? Czy próbował się z nim pogodzić?
Remus poczuł się tak, jakby otrzymał cios w żołądek. I cóż z tego, że właśnie tego pytania się spodziewał?
– Nie wiem, Harry. Chyba nie... Nie byłem świadkiem... – mężczyzna urwał, bo nie był w stanie dokończyć zdania. Gorączkowo zastanawiał się co na miłość boską może powiedzieć, żeby chłopak nie myślał źle o Jamesie?
– Ja dobrze wiem, co to znaczy być poniżonym na oczach wielu ludzi, wiem jak musiał się czuć Snape – powiedział cicho Harry. – Ale... Nie chcę źle myśleć o moim ojcu!
– Harry, twój ojciec był dobrym człowiekiem, uwierz mi! – Lupin powtórzył to, co już kiedyś powiedział chłopcu Syriusz.
– We Wrzeszczącej Chacie Snape powiedział... No, nie pamiętam dokładnie, ale coś takiego: „Jaki ojciec, taki syn... Powinieneś dziękować mi na kolanach, właśnie ocaliłem ci życie... Umarłbyś jak ojciec, tak samo jak on arogancki i pewny siebie... Nie wierzysz, że możesz się mylić co do Blacka... Ten łotr by cię zabił..." Może mi to pan wyjaśni! Czy Snape ostrzegał moich rodziców?
Lupin ciężko westchnął i odwrócił wzrok.
– Tak, ostrzegał. Szpiegował dla Dumbledore'a w szczytowym okresie potęgi Voldemorta. Parę razy ocalił życie twoim rodzicom, ostrzegł ich, tak, że zdążyli uciec. To on zaproponował, żeby ukryli się pod zaklęciem Fideliusa. Profesor powiedział mi kilka dni temu że to był pomysł Snape'a. A sam Dumbledore proponował Jamesowi i Lily, że zostanie ich Strażnikiem Tajemnicy. Ale James się na to nie zgodził... Wszyscy byli pewni, że Syriusz jest Strażnikiem zaklęcia. Teraz myślę, że nawet Lily nie wiedziała, że to Peter, a nie Syriusz strzegł tajemnicy. Mnie już nie ufali, bo Voldemort ściągał do swoich szeregów nieludzi, takich jak ja... Mnóstwo wilkołaków i wampirów go popierało, więc mnie też odsunęli... Na wszelki wypadek. W Zakonie był szpieg, ale nikomu nie przyszło na myśl, że może nim być Peter. Naprawdę Harry, nie wiem do końca, co zaszło między twoim ojcem i Severusem. Uwierz mi!
– No, dobrze... Wierzę panu – Harry westchnął smutno. Przygarbił się lekko, patrząc pod nogi. – A... wcześniej? Co było wcześniej? Mówiliście, pan i Syriusz, gdy rozmawialiśmy przez kominek, że „to był jeden z wielu incydentów" – jeśli tak, to jak wyglądały te inne? Kto kogo zaczepiał? Was było czterech, Snape jeden. Jakoś nie bardzo chce mi się wierzyć, że to on zaczynał! Syriusz mówił mi, że Snape związał się z bandą Ślizgonów – ale kiedy to było? Wtedy, gdy się działo to, co widziałem w myślodsiewni był sam! Tylko moja mama go broniła! Czy gdyby naprawdę był członkiem takiej ślizgońskiej bandy, to jego koledzy zostawiliby go samego? Ślizgoni są solidarni, wiem coś o tym! I to, co mówiliście, że Snape i mój ojciec znienawidzili się od pierwszej chwili, gdy się zobaczyli, też nie wydaje mi się prawdopodobne! Gdzieś musiał być początek! – ostatnie zdania chłopak wyrzucił z siebie dość gwałtownie. Lupin zagryzł wargi. Harry przyglądał mu się spod oka.
– A więc, to mój ojciec, tak?! – wybuchnął.
– Niestety, tak... Twój ojciec i Syriusz zaczepili Severusa w pociągu, gdy jechaliśmy po raz pierwszy do Hogwartu... – powiedział Remus zrezygnowanym głosem.
– Mówiliście, że „był tylko małym dziwakiem" znanym w szkole z tego, że uwielbiał czarną magię. Skąd o tym wiedzieliście? Ogłaszał to publicznie? – zapytał chłopak z ironią. – A teraz może to, że chce uczyć OPCM–u, ma o tym świadczyć? Przecież pan też interesuje się czarną magią i nieźle się pan na tym zna. Więc? I skąd pan wie, że zazdrościł memu ojcu i Syriuszowi? Zwierzał się wam?
– Harry... To nie tak! Przyznaję, zawiniliśmy, wszyscy. Przykro mi, naprawdę...
– Coś panu powiem – chłopak przerwał Lupinowi – Siedziałem wczoraj przy Snape'ie. Był nieprzytomny i miał gorączkę. W pewnej chwili otworzył oczy. Myślałem, że się ocknął i pochyliłem nad nim. Najpierw powiedział imię mojej matki... Lily. A za chwilę... – Harry przełknął ślinę – Krzyknął: „Potter zostaw mnie w spokoju!" Szkoda, że nie widział pan przerażenia i obrzydzenia, z jakim na mnie patrzył. Wstyd mi za mego ojca! – rozpacz w jego głosie zmroziła Lupina.
– Harry, twój ojciec nie był zły! Proszę, nie oceniaj go po tym, jak traktował Severusa!
– Więc dlaczego żaden z was go nie przeprosił? Dlaczego? Co on wam zrobił, że tak podle go traktowaliście? „Za to, że żyje i istnieje.." – tak mówił mój ojciec! Mnie Dursleyowie traktowali tak samo! Nienawidzili mnie tylko za to, że żyję i istnieję! Nie będę pytał jak się skończyła ta scena nad jeziorem, nie chcę wiedzieć! – chłopak ścisnął głowę rękami. Lupin poczuł się zupełnie bezradny. – Byliście tacy sami jak Dudley i jego banda!
Mężczyzna zamarł. Te słowa uderzyły go bardzo boleśnie.
– Naprawdę tak uważasz? – spytał cicho. – Czy gdyby Dudley teraz cię przeprosił, przyjąłbyś jego przeprosiny?
Harry uniósł głowę. Sprawiał wrażenie, że te słowa kompletnie go zaskoczyły.
– Nnie... – wymamrotał – To w ogóle niemożliwe... – chłopak parsknął nieco histerycznym chichotem, ale po chwili przestał się śmiać. – Nie zależy mi na jego przeprosinach! – prychnął ironicznie. – Nie sądzę jednak, żeby Snape'owi tak naprawdę nie zależało. Dudley i jego koleżkowie to prymitywne bęcwały. Mój ojciec, Syriusz i pan... Nawet Glizdogon! Nie byliście chyba aż takimi dupkami!
– Zatem nie jesteśmy tacy sami jak Dudley? – spytał miękko Lupin.
– Ale zachowywaliście się tak samo jak on... A nawet gorzej. Mój kuzyn nie jest czarodziejem! Wy mieliście znacznie większe możliwości wyrządzenia krzywdy swoimi wybrykami niż on miał kiedykolwiek!
– Harry, to do niczego nie prowadzi – Lupin spróbował skończyć tę przykrą rozmowę. – Twój ojciec nie żyje. Musisz pogodzić się z tym, że nie był aniołem i zostawił niezałatwioną sprawę Severusa. A przynajmniej – tak mi się wydaje, że tego nie załatwił... Mogę ci obiecać, że ja spróbuję to zrobić. Przynajmniej spróbuję.
– I co pan zamierza? Przeprosić go? Po ponad dwudziestu latach? Nie za późno? On też nie jest aniołem!
– Nie. Nie jest aniołem... Ale może masz rację, że mu zależy. A jeśli tak, to jakaś szansa na zgodę między nami istnieje. Mam taką nadzieję. Co prawda, to sprawa między mną i Severusem, nie powinieneś się do tego wtrącać.
– Wątpię, czy się to panu uda – Harry wstał z ławki i popatrzył smutno na Lupina – Przepraszam. Strasznie mnie to gryzie. Po tym co zobaczyłem w myślodsiewni... Czuję się tak, jakby to wspomnienie zżerało mnie od wewnątrz. Zawsze byłem pewien, że moi rodzice byli wspaniałymi ludźmi i nigdy nie wierzyłem w to, co na temat charakteru mego ojca mówił Snape. A teraz... I wciąż nie wiem, jaki był mój ojciec...
– Nie był ideałem. Ale nie był zły! Twoja matka go kochała, Harry!
– Na pewno?!
Chłopak odwrócił się na pięcie i pobiegł do zamku. Mężczyzna zamarł. Ostatnie pytanie Harry'ego przeraziło go. Czy Lily na pewno kochała Jamesa? Jak można w to wątpić? Co na Boga spowodowało, że Harry mógł o czymś takim w ogóle pomyśleć?! Remus znał oboje, widywał w sytuacjach codziennych – a Harry nie miał takiej okazji. Lupin wysnuwał wnioski z tego, co widział i wiedział, że Lily kochała Jamesa. Na pewno go kochała!
Chłopak biegł do zamku, ale nie mógł odpędzić od siebie obrazów, które widział w myślodsiewni. Ten wyraz twarzy Lily, gdy wrzeszczała na Jamesa... To wspomnienie dręczyło go najbardziej. Było oczywiste, że ona nie znosi Jamesa! Harry nie mógł zrozumieć, jak doszło do tego, że w końcu się pobrali. No i już wcześniej zastanawiał się nad tym, czy James jej do tego nie zmusił... Co prawda Syriusz i Lupin zapewniali go, że: „...zaczęła z nim chodzić w siódmej klasie, kiedy James trochę zmądrzał i przestał rzucać na ludzi zaklęcia tylko dla zabawy." Ale na Snape'a nie przestał... Więc jak to naprawdę było?! Lupin nie rozwiał wątpliwości chłopca. Gdy rozmawiał z nim i Syriuszem przez kominek, Syriusz powiedział wtedy jeszcze coś: „...podczas gdy James... choć może wydaje ci się, że było inaczej... James zawsze nienawidził czarnej magii." Dlaczego Syriusz podejrzewał, że Harry myślał o swoim ojcu coś takiego? Że James uwielbiał czarną magię? Jakim człowiekiem był naprawdę James Potter?!

***
siódmy lipca 1996 rok, godzina dziewiąta piętnaście, Hogwart

– Panie profesorze! – Dumbledore stał w sali historii magii patrząc na tablicę i zastanawiał się, dlaczego profesor Binns nie odpowiada. Gdzie mógł być? Irytek poinformował dyrektora, że prawie wszystkie duchy około północy opuściły zamek i zapowiedziały, że wrócą rano. Potem dodał urażonym tonem, że nie tylko nie chciały go zabrać ze sobą, ale nawet nie raczyły mu wyjaśnić, gdzie się udają!
Dumbledore omal nie parsknął śmiechem, widząc jego minę. Irytek był wyraźnie obrażony na swoich „uduchowionych" kolegów, no i strasznie mu się teraz nudziło. Nie było uczniów, nie było Umbridge, miał świadomość, że spółka W&W opuściła szkołę na zawsze... Nie rozrabiał, bo nie miał do tego powodów ani widowni. Ostatnio jedyną jego rozrywką było straszenie zwierząt w lesie. Hagrida nie było, więc nie było nikogo, kto by mógł go stamtąd pogonić. Centaurów i jednorożców unikał, a zwierzęta to nie to samo co uczniowie, zatem biedak czuł się niedobawiony.
– Jesteśmy, panie dyrektorze! – profesor Binns, Krwawy Baron, Gruby Mnich, Szara Dama i Prawie Bezgłowy Nick wypłynęli z tablicy i unosili się w powietrzu przed Dumbledore'em. Wszyscy byli wyraźnie podnieceni.
– Byliśmy w Oxfordzie, panie dyrektorze – powiedziała Szara Dama. – Rozmawialiśmy z tamtejszymi duchami archiwistów, historyków i bibliotekarzy. Obiecali, że nam pomogą. Przeszukają swoje zasoby i wszystkie tajne archiwa w Londynie. Na pewno coś interesującego znajdą!
Profesor głęboko odetchnął.
– Serdecznie wam wszystkim dziękuję! Jesteście wspaniali!
– Jesteśmy z panem – powiedział stanowczo Krwawy Baron.
– Jak tylko się czegoś dowiemy, damy panu znać! – obiecał Gruby Mnich.
– Żaden duch nie stanie po stronie Riddle'a! – oświadczył zdecydowanie Prawie Bezgłowy Nick. – Chyba, że jakiś kryminalista, ale i to wątpię. Może pan na nas liczyć!
– Jestem wam głęboko wdzięczny – powiedział Dumbledore z uśmiechem.
– Chciał pan ze mną rozmawiać? – profesor Binns przylewitował bliżej do dyrektora. Pozostali dyskretnie zniknęli w suficie.
– To był oczywiście pański pomysł, profesorze? – spytał z uśmiechem dyrektor.
– Tak – potwierdził historyk.
– Pomyślałem dzisiaj rano, że mógłby mi pan pomóc, ale widzę, że pan też o tym pomyślał i to wcześniej – powiedział Dumbledore. – Jestem panu naprawdę bardzo zobowiązany.
– Drobiazg, panie dyrektorze – zadowolony z pochwał Binns uniósł się nieco wyżej. – Usłyszałem o pana kłopotach. Dyrektor Ewerard powiedział mi, że pytał pan portrety, czy nie wiedzą czegoś o Goldstone'ach. Pomyślałem sobie, że rano pan przyjdzie do mnie, jak już przeszuka pan swoje papiery i pergaminy, więc od razu zabrałem się za przeglądanie wszystkiego co mam, a Szara Dama wpadła na pomysł, żeby poprosić o pomoc duchy z Oxfordu. Gruby Mnich jeszcze dzisiaj poleci do Kornwalii do klasztoru, w którym mieszkał. Jest przyjacielem opata i myślę, że oni też mogą coś mieć. A profesor Lupin również może coś jutro znaleźć w mugolskich zasobach...
– Jest pan genialny, profesorze! Serdecznie dziękuję! – Dumbledore pokiwał głową ze szczerym uznaniem. Binns rozbłysnął jak lampa i wniknął w najbliższą ścianę. Aktualny dyrektor Hogwartu uśmiechnął się do siebie i wyszedł z klasy. Jednak po chwili coś sobie przypomniał i uśmiech zniknął z jego twarzy, jakby starty gąbką. Stary mężczyzna skierował swoje kroki do ambulatorium.
Dobrze naoliwione drzwi nie skrzypnęły, Dumbledore mógł więc poobserwować przez chwilę scenę rozgrywającą się w sali szpitalnej. Mistrz Eliksirów siedział na łóżku i z wściekłym wyrazem twarzy dyskutował z panią Pomfrey. Chyba miał jakieś pretensje... Dyrektor podszedł bliżej.
– Panie profesorze! – wykrzyknęli oboje jednocześnie, pielęgniarka i pacjent.
– O co chodzi? – spytał profesor poważnym tonem, choć w jego oczach czaiły się iskierki rozbawienia.
– Rozumiem, że pani Pomfrey nie może siedzieć przy mnie kamieniem, ale czy musiał ją zastępować mój śmiertelny wróg?! Nie jest ze mną aż tak źle, żebym potrzebował towarzystwa! JEGO towarzystwa!
Dyrektor ciężko westchnął.
– Remus nie jest twoim wrogiem, Severusie – powiedział stanowczo.
– Interesujące... – zadrwił Snape – Ciekawe od kiedy! Zawsze nim był, czyżby ostatnio coś się zmieniło?!
– Jeśli nawet kiedyś był twoim wrogiem, w co naprawdę szczerze wątpię, to bardzo dawno przestał nim być – powiedział cicho Dumbledore. – Nie zauważyłeś?
– Przykro mi, ale jakoś nie. Nie chcę go tu widzieć!
– Remus ma dobrą wolę – westchnął ze znużeniem stary człowiek. – Szkoda, że nie chcesz w to uwierzyć!
– Nie, nie chcę! – wybuchnął Snape. – Pan zawsze wierzył im, a mnie nigdy! Potwór i spółka łgali jak nawiedzeni, a ja zawsze mówiłem prawdę, ale nikt mi nigdy nie wierzył! Teraz ja nie chcę wierzyć Lupinowi!
Dumbledore przygryzł wargi. „Nikt mi nigdy nie wierzył!" – niestety, Severus miał rację. Zawsze wierzono Huncwotom, którzy kłamali jak najęci, a nie jemu. Naprawienie tego błędu będzie trudne... Profesor nie wątpił, że Remus miał szczere intencje, ale przekonanie o tym Snape'a chyba nie było możliwe. Przynajmniej w najbliższym czasie.
– Dobrze, Severusie, Remus nie będzie ci narzucał swojego towarzystwa. Ale mam nadzieję, że w końcu się jednak pogodzicie – westchnął ciężko.
– Nie sądzę... – szepnął Mistrz Eliksirów.
– Wrócimy do tego jak wyzdrowiejesz – rzucił Dumbledore przez ramię, opuszczając ambulatorium.